05 lutego, 2019

O mitach dyplomacyi piwnej...

Dość powszechna jest w kraju naszym świadomość anegdot historycznych z piwem związanych, jako to papieżowi Klemensowi VIII, rozlubowanemu w piwie wareckim, kardynałowie przy łożu boleści zgotowali nową wersję litanii z udziałem Świętej Piwy, czy też z xiążęciem Leszkiem Białym, któremu całego cyklu "gąsawskiego" IIIIII ) ongi poświęciłem, który Innocentemu III się od udziału w krucjacie wymawiał tym, że w Ziemi Świętej piwa nie masz, tandem jakże jemu tam jechać, gdy przecie bez piwa zginie marnie...
   Mało za to znana jest insza powiastka... o księciu ścinawsko-żagańskim, Konradzie II Garbatym (zm.1304), który od narodzenia swego, jako syn wtóry, dodatkiem ułomny, przeznaczony był do kariery duchownej. I takiej też można by rzec, że faktycznie niemal zrobił, bo z poparcia szwagra, Albrechta II, hrabiego Gorycji , kapituła akwilejska wybrała go swoim patriarchą, czyli kimś, kto jeno papieżowi podlegał.  Kronikarz nasz wielki, przecie od myłek nie wolny, Jan Długosz, robi z tej Akwilei Salzburg, a z patriarchy arcybiskupa, ale tak czy siak: godność i prebenda nieskąpa... Ano i cóż dalej?
   Ano w tem sęk, że nic: miałżeby Konrad aż do Wiednia dotrzeć za zamiarem szczerym godności objęcia, jeno że tam pomiarkował, że w onej Akwilei jeno winem mu się kontentować przyjdzie, a ulubionego piwa pszenicznego już najpewniej nigdy nie obaczy... No i miał zrobić rachunku sumienia, rozdzielając sprawy błahe od tych, co naprawdę są w żywocie ważne, po czym zawrócił (niemałej bratu czyniąc turbacyi, bo ten w międzyczasie już włości jego zgarnął), czemu się nasz mistrz Długosz długo dziwował:

"Konrad książę Cieniawski (Stinaviensis), dla ułomności ciała garbuskiem (Kokirlensis) zwany, syn Konrada książęcia Głogowskiego, proboszcz Wrocławski, zgodnym wyborem na arcybiskupstwo Salcburskie wyniesiony, udał się na objęcie swojej stolicy w towarzystwie znakomitszych prałatów i panów. Ale gdy dojechawszy aż do Wiednia dowiedział się, że w Salcburgu nie było piwa wywarzanego z pszenicy, którego on od dzieciństwa używać nawykł, ale pijano tylko wino, złożył arcybiskupstwo, i z Wiednia wrócił do Polski, do swego księstwa Cieniawskiego, które brat jego Henryk już był tymczasem objął w posiadanie (...) Dla tak błahej przyczyny, a rzekłbym, bardzo płytkiego rozumu, Konrad zrzekł się godności i stolicy arcybiskupstwa Salcburskiego, gdy mógł przecież czy z swego czy z cudzego zboża kazać sobie wyrabiać piwo, jakie mu się podobało, a nie porzucać palliusza arcybiskupiego, który był słusznem prawem pozyskał."
   I cóż mi do tychże historyj dodać ? Że jakem w cyklu "gąsawskim" dokazał, miał tu Leszek Biały i bez krucjatowych miraży zatrudnienia dość, by się nie wybierać nigdzie, osobliwie znając, że mógłby nie mieć już do czego wracać, to i pewnie zagrał wobec papieża wariata, na którym polegać nie sposób, byle się ten odeń odpieprzył  tem mu dał pokój z onymi jerozolimskimi bzdurami... A historyjka z garbuskiem, choć sympatyczna wielce, rozbiła się o coś znacznie bardziej przyziemnego: o brak akceptacji dla tej kandydatury ze strony papieża Bonifacego VIII!  A moja wątpliwość w tem wszystkim największa: dlaczego to my wolimy zamiast prawdy uszanować, rozpowszechniać obraźliwe dla pamięci bynajmniej niegłupich książąt naszych dyrdymały o piwie jako spiritus movens nimi poruszającym?


20 stycznia, 2019

Jeszczeć o Zyndramie, aleć i o pożytkach z dronów, zasadzkach, radach, dyplomatyce i łowach...

  Byłżem był pisał przed laty noty o rycerzu tegoż imienia, który w Historyję się wpisał z przydatkiem "z Maszkowic", co kolejną jest przy niem zagadką, bo śladu nie masz, by tam co kiedy pomieszkiwał, jeśli bajań miejscowych nie liczyć...  W nocie najwięcej szło o to, żem domniemywał nań niełaski królewskiej, brakiem nagród jakich (gdy wszyscy ich wkoło dostawali) objawionej, takoż domniemanem złożeniem z dowództwa chorągwi krakowskiej po grunwaldzkiej batalii. Za przyczynę tego żem naówczas wystawiał zdarzenie z bitwy onej właśnie, gdy wielka chorągiew (sztandar) tejże chorągwi (oddziału) przez chorążego Marcina z Wrocimowic niesiona, obaloną została, zasię przez Krzyżaków przechwycona... 
   Niedawnem jednak czasem pomiarkowałem, że tej niełaski być już co i przódzi mogło, a dorozumiałem tego bacząc produkcyi telewizyjnej sub titulo "Polska z góry", której Planete+ poczyniło już dwóch seryj*, a których z zapartym tchem oglądam, tak dla widoków zgoła niezwyczajnych, bo z nieba czynionych, która to perspektywa jest tam prawdziwie odkrywczą, jak i dla komentarza niebanalnego. W odcinku sub titulo "Pokrzydowo", będącym niejakim dodatkiem specjalnym do seryi pierwszej, w całości poświęconemu Drwęcy i leżącym nad nią miejscowościom, tudzież Brodnickiemu Parkowi Krajobrazowemu, po raz pierwszy żem z lotu ptaka obaczył Kurzętnik z przyległościami, ergo to miejsce, gdzie się najsampierw armia królewska z roku 1410 miała w zamiarze przez Drwęcę przeprawiać, by na Malbork maszerować. Nic z tego naówczas nie przyszło do skutku, bo swego brzegu obsadzili Krzyżacy, sprawiając, że wyjść na niego można by jeno po boju zwycięskim, przecie niechybnie kaducznie krwawym. Aliści i bez krzyżackiej obrony forsowanie Drwęcy w tym miejscu, gdzie nurtu rzeki w ogólnej bagnistości domyślać się jeno idzie po tym, że tam bieg rzeki najczystszym, a wkoła masz taplar na pół mili z każdej strony, zda się być jakiem nieporozumieniem. 
   Znając, że w onych czasach rzecz ta mogła pod tym względem tylko gorzej, bo wód z pewnością było więcej, najpierwsza myśl moja, jakem tego baczył, ta była: "A cóż za cymbał wojsko chciał tamtędy przeprawiać!?" Pozornie respons na to oczywisty, że oboźny królewski, który miał na pieczy takoż obozów rozkładanie i onych ubezpieczenie, jako i nadzór nad marszem wojsk i wyznaczanie onegoż marszu kierunku. I tu by się może i zdało, żeśmy pierwszego Zyndramowego zaniedbania się dopatrzyli, bo to no właśnie, był w tej kampanii oboźnym. Aliści nominacyja Zyndrama dopiroż 9 lipca poczynioną została, gdy wojsko już dobrze w marszu szło, ku Drwęcy się kwapiąc... Małoż na tem! Oto poczynił król i nominacyi wtórej, szczególnej, właśnie nad marszem wojsk pieczy powierzając komu inszemu, czyli marszałkowi koronnemu, Zbigniewowi z Brzezia!  Jawno tu zatem mamy wyjęcia spod Zyndramowych kompetencyj niemałego zakresu władzy i powierzenie jej komu inszemu. Co więcej jeszcze, miał Jagiełło nosa, że mu ten Kurzętnik śmierdział na odległość, bo właśnie na to, by tych wątpień rozstrzygnąć, powołano po raz pierwszy rady wojennej z ośmiu doradców złożonej, iżby o tem marszu dalszem rozstrzygnąć dopomogli. I jest w składzie tej rady właśnie Zbigniew z Brzezia, obok oczywistego Witolda i wojewodów: krakowskiego Jana z Tarnowa, sandomierskiego Piotra Szafrańca, poznańskiego Sędziwoja z Ostroroga, którzy też wydają się być tam nominatami bezdyskusyjnymi. Tytularnie może co więcej, niźli z głosem prawdziwie wojennym widzę tam arcybiskupa Mikołaja Trąbę, przyszłego pierwszego prymasa królestwa i kandydata na papieża podczas soboru w Konstancji, która to kandydatura mało go co do oskarżenia o zdradę nie przywiodła... Dwóch zaś ostatnich tejże rady członków czyli kasztelana krakowskiego Krystyna z Ostrowa i ochmistrza dworu królowej Jadwigi  oraz Mikołaja z Michałowa (także z Kurozwęk, czasem i Kurozwęckim pisanego) widziałbym tam więcej może dla swych osobistych przymiotów jakich, niźli funkcji podobnego uszanowania godnych. Ale Zyndrama tam nie masz... 
  Co się samej onej pułapki tyczy, to wyłabudał się z niej nasz Litwin koronowany arcyzręcznie, szląc najsamprzód Krzyżakowi posła z gałązką oliwną, mającego nibyż obadać zali jest jeszcze traktować o czem, rycerza Piotra Korcborga, którego misja prawdziwa była właśnie rozpoznać przeprawy i to odeń się król wywiedział o umocnieniach, działach i kusznikach brzeg krzyżacki obsadzających. A że jeszcze między nami a von Jungingenem od dni paru posłowie madziarscy króla Luksemburskiego krążyli, to i onych Jagiełlo "do zmylenia npla" użył, z kolejnymi ich posyłając zapytaniami i listem do Korcborga w obozie krzyżackim siedzącego, by ów zwłóczył jak najdłużej. 
  W rzeczy samej Krzyżaki pertraktacyjami zatrudnieni, ani byli w myśli, by armijej królewskiej pilnować i jakich podjazdów na naszą stronę słać, tandem się Jagiełło z wojskiem swym całym wykręcił był przed rzeką zgrabnie i ruszył na wschód, w stronę Działdowa. Po nader forsownym, jak na średniowiecze, marszu,  dnia tego (11 lipca) 42 kilometry aż pokonując, nim się obozem wpodle wsi Wysokiej nie rozłożył. Zmyleni tem wszystkiem Krzyżaki przez dobrze ponad dwa dni nie znali właściwie, gdzie im Polacy z Litwinami uszli i gdzie też im ich znowu czekać wypadnie. Pędził zatem i von Jugingen po swojem brzegu, poprzez Bratian na Lubawę, gdzie 13 lipca był wieści powziął, że zameczek Dąbrówno zdobytym został, tandem pomiarkował, że mu dalej na wschód jeszcze trzeba, by naszym drogi zabiec, co mu się wreszcie pod Grunwaldem, na swoją zgubę, udało...
____________________________
* - rzeczy tej nieznającym mogę jeno na paginie Planete+ polecić skrótowych przekazów, gdzie kilkuminutowe zwiastuny odcinków kolejnych przynajmniej wyobrażenie tej znakomitości dają.

14 stycznia, 2019

Cóż mi dodać...

...do słów Juliana Tuwima, który bez mała sto lat temu takimi emocjonalnymi wersetami żegnał zamordowanego prezydenta Narutowicza... Że tak niewiele się zmieniło?


Krzyż mieliście na piersi, a brauning w kieszeni. 
Z Bogiem byli w sojuszu, a z mordercą w pakcie, 
Wy, w chichocie zastygli, bladzi, przestraszeni, 
Chodźcie, głupcy, do okien – i patrzcie! i patrzcie! 

Z Belwederu na Zamek, tętnicą Warszawy, 
Alejami, Nowym Światem, Krakowskiem Przedmieściem, 
Idzie kondukt żałobny, krepowy i krwawy: 
Drugi raz Pan Prezydent jest dzisiaj na mieście. 

Zimny, sztywny, zakryty chorągwią i kirem, 
Jedzie Prezydent Martwy a wielki stokrotnie. 
Nie odwracając oczu! Stać i patrzeć, zbiry! 
Tak! Za karki was trzeba trzymać przy tym oknie! 

Przez serce swe na wylot pogrzebem przeszyta, 
Jak Jego pierś kulami, niech widzi stolica 
Twarze wasze, zbrodniarze – i niech was przywita 
Strasznym krzykiem milczenia żałobna ulica.

24 grudnia, 2018

Oby Wam się...

pofortunniło mieć Świąt Zdrowych i Pogodnych, a jak się uda i jeszczeć w jakich tam radościach domowych i familijnych przepędzonych, to niechajże się tak i stanie. Po prawdzie, jak mawiają, że ja mawiam, to jest w tych życzeniach jedna rzecz przecudnej urody, a ta mianowicie, że to jedyne, gdzie nas stać, by nie poskąpić bliźniemu niczego i nie żałować... Choć w ogólnem zabieganiu i tego odprawiamy coraz częściej byle jak i na łapu capu, gdziem sam nie bez winy, to i się za kamieniem nie będę oglądał. A że każdy życzy wtóremu podług niewypowiedzianej, przecie w sercu chowanej łacińskiej maksymy "Do, ut des"*, sekretnie rachując, że tam co może i z tych życzeń szczodrowitych cosi się i wróci, a może i jeszcze ciałem się stanie, a jak nie ciałem, to choć duchem tych Swiąt radosnym, no to i ja nie poskapię, a pożyczę Wam tak, jakem Lectorom Miłym najpierwszego roku mego blogowania życzył, podług tego, co mi sąsiedzi na górskich mych włościach naonczas przynieśli:


Na scynście, na zdrowie, na to Boze Narodzenie

Coby sie wom darzyło syćko boze stworzynie

W kumorze, w oborze – wsyndyl dobrze

Coby Wam się rodziła kapusta i groch.

Coby Wam się rodziło: żytko jak korytko,

pszenica jak rękawica,

bób jak żłób, a owiesek jak pański piesek.

Coby sie wom darzyły kury cubate, gęsi siodłate

Cobyście mieli telo wołków kielo w dachu kołków

Telo cielicek kielo w lesie jedlicek

Telo owiecek kielo mak mo ziorecek

Telo krów kielo w sąsieku plów

Coby sie wom darzyły konie z biołymi nogami

Cobyście orali śtyroma pługami

Jak nie śtyroma – to trzoma

Jak nie trzoma – to dwoma

Jak nie dwoma – to jednym Ale co godnym!

Coby sie wom darzyły dzieci – kielo przy piecu śmieci

W kozdym kątku po dzieciątku, a na piecu troje

Ino cobyście nie pedzieli, ze to ftore moje!

I cobyście tu mieli dostatku wszelkiego w chałupie i stodole,

w komorze, na dworze daj Wam Panie Boże!

Na scynście, na zdrowie, na tyn Nowy Rok!

Coby wom nicego nie chybiało

Z roku na rok przybywało

A do reśty – cobyście byli scynśliwi i weseli

Jako w niebie janieli, hej!



________
* Daję, byś (i Ty) dał.

10 grudnia, 2018

Święto 1 Pułku Szwoleżerów...

Grudniową porą nam przyjdzie obchodzić ostatniego w tem roku pułkowego obchodzić święta, za to nie byle jakiego pułku, bo 1 Pułku Szwoleżerów Marszałka Józefa Piłsudskiego (i tylko taka pisownia jest prawidłową, a nie często, acz błędnie: imienia Marszałka etc.), których dzieje i cośkolwiek z tradycyj żem już tu był opisywał w trzech nawet dla ogromu materyi częściach: I, IIIII, tandem jako komu miło byłoby ich spomnieć wraz ze mną to i ku tamtym notkom upraszam, gdzie się cofniemy i do napoleońskich czasów, aliści nie pożałujemy czasu ani i na arcyosobliwe Kijowa zdobywanie w dziewiętnastym roku, a i o Wieniawie słów parę...:) A w kropeczkach możecie sobie między inszemi aż w czterech zupełnie różnych utworach posłuchać nutek tych samych, ze szwoleżerami u nas kojarzonych...:) Ostatnia zaś jest fragmentem "Popiołów" w wersji Wajdowskiej, o której w ostatniej z tych części wspominam słowami Daniela Olbrychskiego, który opisywał tragiczny wypadek przy kręceniu tej sceny zdarzony, który żywota pozbawił filmowego konsultanta, legendę naszego jeździectwa, oficera szwoleżerów i olimpijczyka, majora Adama Królikiewicza...

11 listopada, 2018

28 października, 2018

Réflexions sur la question des poires...

  Zadumawszy się nad tartą gruszkową, przecudnej smakowej urody, pochodnej tyleż kunsztu Pani_Wachmistrzowego_Serca, co i nieprzechwalonego smaku owoców gruszy w górskich mych włościach rosnącej, zadziwiłem się nad tem, czemuż to ów owoc nam się przez swój udział w przysłowiach, powiedzonkach i przyśpiewkach się nam jakoś kojarzy z lenistwem, działaniem jałowym i pustym. 
 Rodacy bowiem, jeśli już się gdzieś wczasowali solo i w sposób anarchistycznie niezorganizowany w ramy peerelowskich kombinatów i zjednoczeń wypoczynkowych, to ów wypoczynek z punktu ochrzczono „wczasami pod gruszą”, a młoda naówczas jeszcze pieśniareczka Maryla wychwalała „leżenie pod gruszą na dowolnie wybranym boku”, zapewniając, że zyskuje się wówczas błogostan świętego spokoju. Ponoć nie zaśpi gruszek w popiele, kto rano bywa w kościele*, choć osobiście mam z tem związane raczej wizje gruszek na wierzbie, niźli kosza obfitości.   Ni z gruszki, ni z pietruszki** nawet słynny Wiedźmin się raczył o gruszce wypowiedzieć, choć ta wypowiedź („O milości wiemy niewiele. Z miłością jest jak z gruszką. Gruszka jest słodka i ma kształt. Spróbuj zdefiniować kształt gruszki.”) niewiele po prawdzie do rzeczy nam wnosi… Ale nic to, pierwsze śliwki-robaczywki kto takie głupoty wymyślił?, a koty za płoty czemu właśnie koty i niby w końcu za co? a nie wszystkim gruszki, drugim jabłka*** . 
 A skorośmy się themy tej jęli, to nie od rzeczy przypomnieć będzie, że było i proverbium „natrząść komuś gruszek”, czyli narobić kłopotów, zaś gruszę ceniono i dla drzewa wielce wszelkim snycerzom i dłubaczom miłego, aliści i liśćmi onej nie gardzono, nie bez kozery właśnie grusze często na miedzach sadząc, bynajmniej nie na to iżby familija Rzędziana miała przez nie mieć po sądach spory, jeno iżby wytchnąć pod nią przez chwilę, gdy w polnej robocie skwar zanadto dokuczył… Na liściu onej można i poświstywać wdzięcznie, a wirtuozów tej sztuki nader chętnie i w kapelach weselnych widziano. A skorośmy przy zabawie to nie od rzeczy napomnieć, że od gruszek boli brzuszek i lepiej po gruszce się napić, a po jabłku miłą obłapić, którą znów kochaj jak duszę, ale trzęś jak gruszę, byście byli jedną duszą, choć pod gruszą…:) 

 Prawdę przecie przyjdzie powiedzieć, że miała i grusza przykrej swej strony, a tej mianowicie, że śmierci małżonka jednego zwiastowała, jeśli powtórnie zakwitła, a to, które tego pierwsze obaczyło, miało się już szykować do ostatniej drogi. Choć znów z wtórej strony, jeśli się to pokazało wdowcowi, czy wdowie, rychłe znów znaczyło dlań weselne dzwony...

__________________
Zaśpi, czyli nie dopilnuje dopiekającego się dawniejszego przysmaku. Upewniam Towarzystwo, że nie idzie o zasypywanie gruszek, choć pośrednio jednak się bez tego nie obejdzie. 
**
Tyle nam bowiem zostało z dawniejszego „Baba o gruszce, chłop o pietruszce”. 
***
Insze zapomniane proverbium, nawiasem sugerujący, że antecessores naszy wyżej przecie nad jabłka owe gruszki cenili, poniekąd pospołu z szatańskim nasieniem, które znów jest bohaterem inszego przepomnianego proverbium, że diabeł zje i niedopieczoną gruszkę.

14 października, 2018

Cytat miesiąca

Tem razem z "Krótkiej historii pijaństwa" Marka Forsytha, a biorąc rzecz ściślej, to nawet ze wstępu do dziełka onego:
" Innymi słowy, kiedy Margaret Thatcher zmarła, nie została pochowana z całym jej szkłem i barkiem, przy którym wysiada najbliższy spożywczy. I uważamy, że to normalne. Więcej, uważalibyśmy za dziwne, gdyby było odwrotnie. Ale to my jesteśmy dziwni, szurnięci, my jesteśmy ekscentrykami. Przez większość znanej historii polityczni przywódcy byli chowani ze wszystkim, czego wymaga dobra, obficie zakrapiana stypa. Potwierdza to cała droga wstecz aż do króla Midasa, przeddynastycznego Egiptu, szamanów starożytnych Chin i, oczywiście, wikingów! Nawet ci, którzy dawno temu wydali ostatnie tchnienie, od czasu do czasu lubią się narąbać. Spytajcie kenijskie plemię Tiriki, które odwiedza groby przodków i na wszelki wypadek polewa je piwem."
i wtóry:
"Pijaństwo jest niemalże uniwersalne. Chlano niemal w każdej kulturze na świecie. Te jedyne ludy, które od chlanie stroniły - w Ameryce Północnej i Australii - skolonizowali ci, którzy nie wylewali za kołnierz. W każdej epoce i każdym miejscu picie ma inny sens. Służy świętowaniu, rytuałowi, jest wymówką, żeby komuś przyłożyć, umożliwia podjęcie decyzji lub podpisanie umowy i ułatwia tysiąc innych przedziwnych praktyk. Kiedy starożytni Persowie musieli podjąć ważną polityczną decyzję , rozpatrywali ją dwa razy: po pijaku i na trzeźwo. Jeśli dochodzili do identycznych wniosków, przystępowali do działania."

30 września, 2018

O wyrazach przepomnianych część czwarta...

    Czwarta, jako to rozumieć należy, że za pierwszą i wtórą przyszła nam o grochowiankach notka nieduża, której jako trzeciej rozumieć należy, chocia tego ona w mianie swem nie posiada. Nieodmiennie też za sposobnością dawniejszych notek cyklu tego spominania, przywołuję i inszy: o wyrazach, które co inszego dziś nam znaczą, niźli znaczyły drzewiej (III, III, IV, V , VI, VII , VIII, IX , XI , XII , XIIIXIV ) 

sadzele - wrzody na ciele, luboż i guzy jakie dymieniczne,

łapożonny - uwodziciel, cudzej niewiesty jaki amator. U Sebastiana Petrycego takiegoż na Parysa trojańskiego mamy, wielce afektowanego osądu: 
      "Ten łapożonny sędzia i obca żona
        będzie przyczyna, że Troja zburzona"

łaźbić - czynność cależ nie przepomnianą znaczy, choć miano w pomroce dziejowej przepadło, a o miodu podbieranie pszczołom idzie :)

 łżyca - bynajmniej nie łżę ja Wam, że to o pospolitą łyżkę idzie :)

makuleusz - jakiego zaprzysięgłego nieprzyjaciela wody i mydła to miano, podobnie jako i ochędóstwa wroga.

macharzyna - pierwotkiem pęcherz, osobliwie rybi, znaczyła, czego ślad najdziem u Fabiana Birkowskiego ( to ten od "Kazań o naukach tajemnych"), gdzie głosi zdanie wcale znów niegłupie, że "bogactwa głupiego jak macharzynę nadymają". Z pęcherza to znów dla kształtu w podobie przeszło to na sakiewkę, czasem iście z takowego pęcherza ryb więtszych czynioną. U Reja mamyż takiego znów zdania, że "nosi pieniędzy macharzynę w zanadrzu". Od się dodać mi przyjdzie, żem się w wysłowieniu rękodajnych onegdajszych moich, z wsi podkrakowskich się wiodących, napotkał i słówko "macherzyna", które w ich mowie znów znaczyło coś lichego i podłego, coś co długo nie przetrwa, bo tandetnie uczynione, luboż z materyi podławej...
 
nieć - kuzyn to nasz dzisiejszy

odwada - poniekąd i znanej Wam zawady przeciwieństwo: wybawienie od jakiej przeszkody czy trudności, zapobieżenie czemu przykremu, zażegnanie czegoś. U Petrycego znów mamy dowód, jako to "Trudnych przygód odwady".

i na koniec liczebnik staropolski ciekawy, cokolwiek pojęcia o sposobie rachowania dający: piącinaścieset, którego Wam bez objaśnienia ostawiam, dufając, że pomiarkować poradzicie, wieleż to na nasze dziś będzie...:)

23 września, 2018

Święto 5 Pułku Ułanów Zasławskich...


...które godzi się czym godnem uczcić i wypić za pamięć 5 Pułku Ułanów Zasławskich w pamiątkę rocznicy ich niebywałej zgoła pod Zasławiem szarży, która słusznie do legend jazdy naszej już przeszła...:))