...niezwykle intrygującego i dającego do myślenia tekstu, któregom nalazł był tu:
Pogderanki wachmistrzowe
Blog staropolski. Różności historyczne, facecje i refleksyje, spominki i przypowieści oraz czasem i komentarze rzeczywistości dzisiejszej...
19 lipca, 2026
01 marca, 2025
Z myśli pokradzionych
Churchill w 1938 roku o brytyjskiej delegacji rządowej Chamberlaina, wracającej z Monachium po zawarciu porozumienia oddającego Hitlerowi Sudety: "Mieliście do wyboru hańbę lub wojnę. Wybraliście hańbę, ale wojnę i tak będziecie mieli."
04 maja, 2022
Z myśli dawniejszych własnych
Niewielkiej żem experiencji w wieszczeniu, a prawdę rzekłszy, to całkiem marnej. Zdarzyło się, żem z końcem lat ośmdziesiątych rzekł przy świadkach wielu, po dziś dzień rzecz tę mi wypominających, iże prędzej się wnuków doczekam, niźli Związek Sowiecki upadnie. Ano i tak wyszło, że wnuka, ze szczęśnym zdarzeniem Fortuny może i tej jesieni powitam, a Sowieckiego Związku ruiny już trzy dekady mchem obrastają... Co na względzie mając, żem się przez lat wiele prognostykowania wystrzegał... A przecie przejrzałem jakie noty dawne i własnymi uwagami zadziwiony żem ich tu zebrał pro memoria i ad monitum...
z noty sub titulo "O insurekcyi nielubianej" dan 27 Januarii Anno Domini 2013:
"Sęk bowiem w zmaganiach z Moskwą odwieczny jest w tem, że carat, obojętne: biały, czerwony czy putinowski, gdy o prestiż i zranioną dumę mocarstwową Wielkorusa idzie, nie zna pojęcia "strat nieakceptowalnych", tandem zbrojne wymuszenie czegobądź prawdziwie jest rachowaniem kamieni rzucanych na szaniec, z tem, że naturalną rzeczy koleją my tych kamieni mamy wielekroć mniej, niźli oni poświęcić mogą swoich..."
"Tam i nieszczęście nasze wtóre, że się zawżdy paru oświeceńszych trafi, co przeciw władzy pyskować umieją, a u nas to zawżdy za przedświt nieledwie przebudzenia narodu widzieć chciano i widziano. Tak się nabrali i nasi spiskowcy, co się z dekabrystami znosili, podobnie właśnie insurgenci z 1863, zasię socyjałowie wielu barw i maści, przepominając, że tam wciąż naród oznacza milijony ludzi o duszach rabów, co na jeden prikaz gardła rżnąć pójdą gotowi, ani myśląc o buncie... "
z responsu mego na komentarz Vulpianowy do noty "O kłuszyńskiej batalii II" dan 11 Iulii 2014:
"To bodaj Engels, co się także historyją wojskowości trudnił, mimo wolej nam wystawił laurkę pisząc o dawnej armii rosyjskiej, że do czasów jemu współczesnych, jeśli nie przeważała gdzie liczbą i to srodze, luboż gdzie się zdradą czyją nie wsparła, zawszeć bitą była przez wojska nasze, szwedzkie, pruskie, czy jakiekolwiek insze..."
z noty " O pokusie relatywizmów czyli Wachmistrzowych okołoukrainnych rozmyszlań continuum..." za poprzedniego Ukrainy z Moskwą konfliktu pisanej i na świat podanej sub die 3 Martii 2014
"Otóż wystawcie sobie stan tych oto godzin nocnych, gdy piszę (a co naturaliter rankiem się i może psu na budę nie nada), że wojna tam na włosku wisi, aliści jeszcze nie zaszły te sprawy tak dalece, by krwią masowo przelaną możność porozumienia zatopić, a strony obie, jak się zdaje, przecie jednak starają się tego krwie rozlewu wystrzegać... I imaginujmyż sobie, że się oto pojawia mąż opatrznościowy jaki, bez znaczenia zali zza wielkiej wody, czy znad Sekwany czy Sprewy, bo pewnie naszego to by ani słuchać nie chcięli i że doprowadza do tego, że oto jednak siadają do stołu strony obie. Że pertraktują godzin niemało, zasię przychodzi do jakiego nibyż kompromisu, który de facto jakie ustępstwo ukraińskie znaczy, przy czem rzecz jest tu drugorzędna, czy by to miał być dajmyż na to sam Sewastopol oddany, luboż jaka Krymu autonomija tak szeroka, że de facto niezawisłość znacząca, luboż i jakie Moskwy prawo tam wojska mieć rzekomo do ziomków pilnowania... Powtarzam: bez znaczenia co, bo nie o to tu idzie. Cokolwiek to będzie, będzie odstępstwem od status quo ante, zatem będzie Ukrainy przegraną, a Moskwy wygraną..
Imaginujmyż dalej, że tego nareście pod naciskiem onego męża opatrznościowego i popierającego go pół świata, jedni i drudzy podpisują nareście i przez świat się westchnienie ulgi przetacza... I rzeknijcież szczerze... nie mnie, samym sobie tegoż rzeknijcie: azali ta myśl nie jest kuszącą? Azaliż i my byśmy gdzie tam nie odetchnęli z ulgą?
Najpewniej tak... czegokolwiek byśmy potem nie wygadywali o mniejszym złu, etc.etc. A wiecie cośmy właśnie opisali? Monachium i Chamberlaina za powrotem do Londynu mówiącego "Przywiozłem wam pokój"..."
24 grudnia, 2020
Mili Moi,
nie wiem, co mam Wam rzec, by deprekować i sumitować, bom już tyle tego razy czynił, że i mnie już obrzydło... Może więc rzeknę prawdę, bo jaka by ona nie była, cukrować nie ma czego: trudnić mi się przyszło czemsi na kształt handlu obwoźnego, choć towarem nie garnki jakie, czy błyskotki, a technologia z najnowocześniejszych i żywcem do bloga tego nie przystająca:) Nie narzekam, bo robota ciekawa, pełna wyzwań i spotkań z ludźmi, co lubię, aliści nie zmienia to tego, że dzień w dzień przejeżdżam setki kilometrów, odbywając wiele spotkań w odległych nieraz wioszczynach i grajdołkach, których istnienia żem nawet nie podejrzewał.
Wstaje człek zatem przed świtem i wraca dobrze po zmroku, tak złachany że i czasem w pół wieczerzy zasypia, bo cóż tu kryć: młodzieniaszkiem przecie nie jestem... I w tychże to cyrkumstancyjach owo to przedsięwzięcie moje staje się powoli fikcją, bo go wieść nie potrafię, ani nawet na liczne głosy Wasze odpowiedzieć, by nie wiem jak były zasłużonymi kąśliwościami dla nieporadności mojej, usiłującej dzban rozbity palcami zatykać... Myślę, że pora uczciwie powiedzieć, że dzieła tego póki co zawieszam, za co zawiedzionych przepraszam.
By może komu tam jeszcze się chciało w czas świąteczny klimatu dawniejszego poczuć, a miło byłoby inszych spomnieć tradycyj czy obyczajów, to ku dawniejszym notom moim tejże materyi poświęconym pokwapić się może. I tak "O obyczajach wigilijnych" żem już ongi raz pisał, co dziś widzę, że jeno krótkiemi było do tematu wstępem, któregośmy rozszerzali tutaj, gdzieśmy między inszemi o psotach wigilijnych pisali i o ściganiu się włościan na pasterkę spieszących... Tutaj żesmy cytacikiem obszernem z JMci Xiędza Kitowicza się sparłszy, o jasełkach pisali, a własną ręką zaś kolędników dawniejszych żeśmy jeszcze i tutaj opisali, oryginalne przy tej wojnie klechów z kolędnikami kolędnicze podziękowanie z roku 1615 podając. Zasię żem Lectorom Miłym starodawnych góralskich składał życzeń "Na scynście, na zdrowie..."Tutaj zasię żem własnej był alteracyi swej dał upust na durnotę ogólnonarodową, mniemającą karpia na wigilijnym stole mieć za obyczaj staropolski... Za okazyją, jako komu tego karpia, ryby dawniej rzadkiej i jeno na pański stół dawanej, chcieć prawdziwie po staropolsku na stół serwować, nie zaś jak leda kotleta schabowego na patelniej osmażonego, to tu ma przepisu na "Karpia po polsku w sosie szarym"... Ongi żeśmy roku minionego notą "O kradzieżach noworocznych" kończyli, dawniejszego tam a dziś przepomnianego cale obyczaju opisanie po krótkości ująwszy... Tutaj zasię, cytacikiem z Wincentego Pola się wsparłszy, żem prawdziwego znaczenia krzeseł pustych stawianych przy stole tłomaczył, tradycją dawniejszą i przedziwną mieszkulancją pogaństwa z krześcijaństwem będącą, aby onych mieć dla duchów...:)
Nastroju odmieniwszy, bym jeszcze chciał wspomnieć przecudnej urody, choć smutną wielce "Kolędę ułańską" pióra Imci Minkiewicza.10 grudnia, 2020
Szwoleżerskie dziś święto...
08 listopada, 2020
O rozczarowującym doznaniu poznawczym...
Raz włóczęga wesół, obok stawu sobie siadł
Śpiewał tak i czekał, aż w puszce woda zacznie wrzeć
'Kto zechce ze mną wyruszyć już dziś?'
Hej na włóczęgę, ech na włóczęgę
Kto zechce ze mną wyruszyć już dziś?
Śpiewał tak i czekał, aż w puszce woda zacznie wrzeć
'Kto zechce ze mną wyruszyć już dziś?'
Nagle owca przyszła, w stawie wody napić się
Skoczył więc ku niej, szybki niczym myśl
Śpiewał tak, wpychając owieczkę w stary worek swój
'Czy zechcesz ze mną wyruszyć już dziś?'
Hej na włóczęgę, ech na włóczęgę
Kto zechce ze mną wyruszyć już dziś?
Śpiewał tak, wpychając owieczkę w stary worek swój
'Czy zechcesz ze mną wyruszyć już dziś?'
za nim trzej łowcy, każdy jak ten ryś
'Czyja jest ta owca, którą w starym worku masz?'
'Ktoś chyba z nami wyruszy już dziś'
Hej na włóczęgę, ech na włóczęgę
Kto zechce ze mną wyruszyć już dziś?
'Czyja jest ta owca, którą w starym worku masz?'
'Ktoś chyba z nami wyruszy już dziś'
I krzyknął 'żywym nie chcę z wami iść'
Duch wciąż tu spoczywa, a w stawie czasem słychać głos
'Kto zechce ze mną wyruszyć już dziś?'
Hej na włóczęgę, ech na włóczęgę
Kto zechce ze mną wyruszyć już dziś?
Duch wciąż tu spoczywa, a w stawie czasem słychać głos
'Kto zechce ze mną wyruszyć już dziś?'
Pół biedy z owym australijskim trampem, prawdziwem frasunkiem przyszło zmierzyć się z tekstem wielce ostatnio modnego i przywoływanego na międzynarodowy hymn antyfaszystów wszelkiej maści, czyli italskie "Bella Ciao"...
01 listopada, 2020
O retraktach i dobrach martwej ręki...
Wtóry z owych przywilejów jednak jeszcze się mi widzi ciekawszym… Owoż, gdybyż posesyjonat włość jaką przedawał, a krewniaków pominął, służyło owym prawo retraktu, czasem i prawem odkupu zwane. Najkrócej prawiąc, nabywca tejże włości obligowan był ją odstąpić takiemu pominiętemu krewnemu, jeśli się ów objawił i pokrewieństwa swego dowiódł, za tąż samą cenę, co jej był samemu zapłacił. Prawo wygasało po trzech latach i trzech miesiącach od daty sprzedaży, o cośmy się ongi z Torlinem spierali gdy ów głosił że lat jeno trzech i trzech dni, czegom mi się potwierdzić nie udało, zatem na odpowiedzialność Zygmunta Glogera i onegoż "Encyklopedyi Staropolskiej", tudzież Zofiji de Bondy i onej "Słownika rzeczy i spraw polskich" ostanę przy swojem. Przez wzgląd na ów czas krewnym służacy trafiały się i czasem oszukaństwa przy antydatowaniu kontraktów, co jednak krótkie nogi miało, gdyż transakcyje gruntowe mus było zgłaszać w trybunale i takową niezgłoszoną łacno było oprotestować. Więcej przemyślnem wybiegiem byłoż onej po cichu w trybunale rejestrować "przy okazji" zgłaszanej umowy niby dzierżawnej, gdzie nabywca na owych lat trzy z kawalcem właścicielowi włości dzierżawił, a ów grosz za ową arendę cichcem nabywcy nazad odsyłał, luboż i samemi kwitami rzecz fałszywie potwierdzał. Proceder ów koniec końców konstytucyją sejmową Anno Domini 1768 unieczynniono, de facto w Polszcze swobodny nareście obrót ziemią wprowadzając.
Aliści nie tylko…:) Od XII wieku bowiem extraordynaryjnie rozwinęło się zjawisko fałszerstw zakonnych. Znawcy przedmiotu piszą nawet o wielce specjalizowanych „klasztornych szajkach fałszerzy”! Jako kto się oburzać będzie, że to postępki niegodne, temu przypomnieć przyjdzie, że całe papiestwo swej pozycji wyjątkowej fałszerstwu przecie zawdzięcza, które bodaj czy nie do najpryncypalniejszych w dziejach totus mundi się liczy… Mowa, oczywista, o tzw. „donacji Konstantyna„…
A że, jak widać, przykład szedł z samej góry temuż i braciszkowie w trepeczkach luboż i sandałkach, niewielkich mieli skrupułów, by powinność swą czynić… Po części w obronę ich biorąc, mniemam, że niektórzy szczerze wierzyli, że nie tyle fałszują, co „odtwarzają” dawne zaginione pergamina, a wszytko oczywista dla wiekszej chwały Bożej i danegoż klasztoru… Nawiasem: jakoby o tem procederze nie wiedzieć, to znane przecie już i uczniom klas najpierwszych wieści o Krzyżakach, nadania Konrada Mazowieckiego fałszujacych, zdają się być łotrostwem extraordynaryjnym… Tem ci czasem, jako na epokę wejrzeć i zjawiska powszechność, to łotrostwo to owszem, nie leda jakie, przecie czasowi swemu zwyczajne, osobliwie jako jeszczeć i na to wejrzeć, że Krzyżaki też mnichy…
Skali zjawiska niechaj to dowodzi, że jakoż nam z XII wieku mieć autentycznych dokumentów książęcych wszytkiego trzy, tak podrobionych ex posta na imiona xiążąt tamtego czasu aż siedemnaście! Licząc do schyłku XII wieku mamyż wszytkich pergaminów polskich luboż z Polską związanych jakie 150, z czego 46 to dokumenta przez Kościół sfałszowane dla dowiedzenia swych praw rzkomych do tej, czy inszej majętności!
Prawdziwem jednak dla Kościoła dobrodziejstwem stały się testamenty, które z pierwotkiem XIII wieku i w Polszcze się zjawiły. Testamenta prawem retraktu obciążone nie były, temuż ich oprotestować nijak nie szło. Starczyło jedynie rycerzykom naszym w uszy sączyć ustawiczną pieśń o zbawieniu duszy onych, której wielekroć łacniej dostąpią, byle jeno włości swych na klasztor, czy na biskupa zapisali… W ostateczności zawżdy szło po spraktykowany oręż fałszerski się schylić… Takoż i wrychle o dobrach kościelnych owa martwa ręka śród gminu pojmowana była, że to na testamentów literze majętności kościelne wzrosły.
Dodajmyż k’temu, że wiekiem XIII Kościół powszechnie dóbr swych komasował, bez pardonu rugując chłopów książęcych i drobniejszych rycerzów tam, gdzie jakie przez nich posiadane enklawy na zawadzie w połączeniu jakiej zgrabnej całości stały… Dodajmyż i insze spomniane łotrostwa, to nam nie dziwne, że jako się kraj nasz na powrót w jedno zebrał, walka z tąż kościelną zachłannością jednem z najpryncypalniejszych celów się władcy konieczną stała, bo prawdziwie poczęło to już i interessom państwa całego zagrażać. Kazimierza króla dla najrozmaitszych przyczyn zwano Wielkim, aliści niechybnie i dla tej, że wziąwszy klechów pod dozór, zarządził wielkiej operacyj przepatrzenia tytułów własności i za najmniejszem nieautentyczności podejrzeniem, luboż i dla pergaminów stosownych braku, włości owe Kościołowi odbierano i ku królewskim przypisywano grontom… Części majątków klasztory, takie jak starosądecki czy szczyrzycki, na pograniczu leżąc, potraciły na rzecz właśnie spraw z obronnością związanych. Czas był po temu najwyższy, bo epoka poprzednia się niesłychaną pogardą dla tychże spraw w pamięci ludzkiej zapisała… Pozwólcie, Lectorowie Mili, przytoczyć Wam tu ustęp z kroniki Janka z Czarnkowa, w którem ów opisuje jakże to spraw takich w jego czasach zwyczajnie prowadzono:
Nadto by się tu już i może długo nad tem rozwodzić, pewnie więc jeszcze kiedy do tematu nawrócim, tu jeno dla porządku rzekniem, że większa część tego, co Kazimierz rewindykować poradził, za władztwa Jagiełły-neofity na powrót w ręce kościelne trafiła…
31 października, 2020
27 października, 2020
Jakże drobiu kaczego przysposabiać, by go pożądanym uczynić…?
Jakiegoż responsu udzielić na pytanie w tytule zawarte? Ano, że można rozmaicie... Ano rozmaicie można… Możnaż w pomarańczach, możnaż z jabłkami, można po krakowsku (z grzybami), można mej ulubionej kaczki z czosnkiem piec, aliści na dziś bym chciał staropolskiego przepisu na kaczkę „na dziko” Towarzystwu wystawić, za zaletę to onej mając, bo prawdziwie nijaki drób inszy się nam k’temu nie nada:)). Jako kto kaczek sam chowa, wiedzieć będzie która k’temu najlepsza, insi, co się kaczyzną kupną (a drogą niemiłosiernie!) kontentować muszą, tegoż wiedzieć winni, że kaczka nadto tłusta dla nieruchawości swej się do tejże potrawy nie nada i próżny to trud i ingrediencyje stracone…:((
Możnaż atoli za tą okazyją się jakiego nadto wiekowego kaczorka wyzbyć, i to bodaj cyrkumstancyje jedyne, gdzie to gospodyniej na sucho ujdzie, boć i tak nieboraka w marynacie trzymać będziem, tedy niechybnie skruszeje zaczem ogniem traktować go będziem. I najsamprzód uwaga pryncypalna tym, co drobiu nie domowego sprawiać będą, a z jakiej myśliwskiej zabawy zwiezionego: nigdyż nadto długo czasu mitrężonego na śrucin wyłuskanie! Niewielki to trud, jako na ekspensa z leczeniem zębów połamanych wejrzym, takoż za obmowę co nas po poczęstunku takiem spotka niechybnie, a wcale zasłużenie:((…
Ku kucharzeniu właściwemu wracając: marynaty czynim z pół szklenicy wina czerwonego wytrawnego*, soku z jakiej sporej cytryny i kawalątka skórki z onejże. Przydać k’temu po piąci ziarn pieprzu i ziela angielskiego, z dziesięć nadgniecionych jagód z jałowca (ususzone nawet i lepsze), goździki ze trzy, kawalątko imbiru luboż sproszkowanego kto ma, nie więcej jako łyżeczki pół, nareście warzyw drobiutko usieczonych w tem jakie pół marchwi, pietruszki tyleż, ćwiartkę selera, cebuli w talarki skrojonej. Nie zawadzi i jaki liść laurowy…
Poczynając w imię Boże, jarzyn i cebuli wodą (kwaterka starczy, jeno jako komu z rur podła smakiem bieży, niechaj onej poniecha, a stołowej jakiej z flaszy niech zażyje, bo smak gotów spaskudzić niebacznością swoją!) wrzącą zalawszy warzym jeszczeć i jakie pół godziny, zaczym dodajem pierwej spomnianych przypraw korzennych wszytkich, zasię dopiroż wina, soku z cytryny i onego skórki kawalca. Króciuśko zagotowawszy odstawiamy, by przechłodło, bo jeno takąż marynatą możem kaczki zalewać.
Młodym zadosyć będzie ze dwa dni w onej spoczywać, jako nam się trefił kaczorek seniorek to i ze trzy nie zawadzi potrzymać. Mniemam, że o przewracaniu ptaka w marynacie, by wszędy weszła i ów nią w całości przeszedł, dodawać nie muszę?:)
Nasolić kaczki nie później, niż na jaką godzinę przed pieczeniem, zaczem wraziwszy onej do brytfanki, piec z wolna na maśle (nie żałować, aliści że soków własnych też i sporo nam kaczuszka puści, tedy baczenie mieć, byśmy naczynia nadto mikrego nie mieli). Jest ci przy tem zabawy trochę, boć kaczki pieczonej trza co i rusz tem sosem zlewać, by nie wyschła, tedy zmitrężym przy tem czasu niemało. Jako kaczka nieduża może i godzina starczy, aleć bym nie liczył na to…
W międzyczasie możem ze sosu zebrać uważnie jakie dwie-trzy łyżki tłuszczu, dodać k’temu szczypty cukru – Boże broń więcej jak z pół łyżeczki! – i smażym tegoż gdzie na boku, dopokąd się cukier nie zrumieni z lekka. Natenczas przydajem łyżki mąki, jeno płaskiej jako panny nieodrosłe, zaczym przesmażywszy wszytko pospołu łączym wpierw z jaką pół szklenicą bulionu, zasię całości ze sosem w brytfance.
Jakośmy kaczki wyjęli i poporcyjowali, przejść możem do części najpryncypalniejszej w kucharzeniu naszem, a przytem arcydelikatnej, gdzie przesadą czy niebacznością łacno możem całegoż effektu zniweczyć. Owoż trza nam do sosu w brytfance ostałego dodać pewnej części onej marynaty, coż w niej ptactwo do pieczenie dojrzewało. I cała w tem trudność, wieleż onej dać i tegoż właśnie mi Wam rzec nie sposób, bo toż i od ilości sosu zależy, zatem i pośrednio od ptaka wielkości, ode gustów Waszych, przecie mi nieznanych i jeszczeć inszych przyczyn kilku… Najmądrzej widzi mi się będzie Wam tak czynić, by po łyżce marynaty do sosu podgrzanego dobawiać, mięszając ustawicznie, co i rusz probując z lekka, wina na ten czas ode ust odstawiwszy, bo po wytrawnem wszytko na języku się słodkiem widzi. Przerw bym przy tem długich czynił, na toż wzgląd mając, że się ingrediencyje przegryźć z sobą muszą i sos nam żawżdy kapkę ostrzejszy wyjdzie, niźli nam się w probowaniu zdało! Winien ci on mieć wyrazisty smak, z lekka pikantny z wyraźnie wyczuwalną nutką korzenności swojej, tedy dopóty tego jawno nie czujem, marynaty śmiało dodawać, pomnąc jednakże, że wszelka w tem względzie przesada nieodwracalną jest i nader łacno tu całości spsować sos czyniąc nadto „dzikiem”:))
Jako już sosu doprawianie za zakończone uznamy, cedzim go, zalewamyż niem kaczki na powrót, całość grzejem, by nam króciuśko zawrzało i…podawać możem:)) Podług mnie, najwyborniejsze to danie z kluskami luboż z ryżem, aliści każdemu przecie spożywać podług gustu swego.
_______________________________
*- flaszy reszta się nada (a możebne, że i przymało będzie), by kucharzącego skrzepić:)), bo proceder nasz dłużył się będzie okrutnie…
24 października, 2020
Strzępek z Kosmogonii podług Wachmistrza...
Złostki są duszki niewielkie, co się rodzą ze złorzeczeniem każdem, z każdym przekleństwem, z każdą uciechą z krzywdy cudzej powziętą i z każdym cierpiącego płaczem. Unoszą się w powietrzu całemi stadami, osobliwie tam, gdzie ludu mrowie, a że z lataniem u nich nietęgo, to i najradziej przysiadają gdzie komu na kołnierzu, a najradziej śpiącemu, by się w tem czasie jeszczeć i utuczyć jego złą krwią i podłostkami. Słowem, jako to śpiewał Bułat: „wsie naszi gadosti i miełkije złodiejstwa” nie przemijają bez śladu, choć ów ulotny jest wielce i żywota krótkiego. Powiadają, że jaki wielki złośnik ma już złostka własnego, co go nie odstąpi, a owszem i insze pożre, byle się samemu utuczyć. Bywa, że ponoś i do takich rozmiarów, że żywiciela swego zadusić we śnie poradzi, ale to rzadkość niebywała. Najwięcej bowiem bywa takich, co się zbijają w tabuny i krążąc między nami, dławią dech i szkodne są wielce, bo i optykę psują i nie widzi się rzeczy takich, jakiemi prawdziwie są… Bywa, że i głos dochodzący tłumią i rad się ostatnich jeszcze dobrych nie słyszy… Aliści nie jest tak, że na onych nie masz kija, bo są i dobrotki, co się rodzą z każdą myślą empatyczną, każdym serdecznym gestem i każdym miłośnym kochanków westchnieniem. Jeno, że owe do wojaczki niezdatne, tamtych unikają, zadosyć mając jako muszą tejże samej aury zażywać i pomiędzy tamtemi krążyć. Prawda, że musną czasem i złostka jakiego, bo w ciżbie nie sposób inaczej, osobliwie jako tamte złośliwie drogi zagradzają… Bywa, że i muśnięty pod ciężarem dobrego pyłu, co na nim osiadł, tracą swą szkodną moc, abo i spadają gdzie na ziem, nie umiejąc onego dobra udźwignąć.
Widzicie ich czasem, jako kocisko takiego przy pawimencie dopadnie i zeżre, a Wy się śmiejecie, że ów wyimaginowanej myszy łowi...