Blog staropolski. Różności historyczne, facecje i refleksyje, spominki i przypowieści oraz czasem i komentarze rzeczywistości dzisiejszej...
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą okruchy niedawnej codzienności. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą okruchy niedawnej codzienności. Pokaż wszystkie posty
22 lipca, 2020
O peregrynacyjach dawniejszych...
...za memuarami Hipolita Milewskiego, ziemianina z majątku Geranony (dziś Geranoniai-Wachm.) w kowieńskiem powiecie. Urzekło mię onegoż pióra peregrynacyi opisanie, jakiej dorocznie familija jego podejmowała, by ciotek dawno niewidzianych nawiedzić, rzecz zaś jest z lat sześćdziesiątych wieku dziewiętnastego…
„Na przodzie pojedynczym wózkiem jechał chłopak stajenny, żeby uprzedzić Żydów karczmarzy, aby przepędzili wszystkich swoich gości i przystąpili do powierzchownego oczyszczenia swoich zajazdów”, zasię w godzin kilka po niem ruszało w drogę jaśnie państwo w resorawanem powozie, za niemi zaś na podobieństwo eskorty i dworu zarazem „specjalnie na to zbudowana fura, już nie resorowa, również założona czterema końmi i wioząca kucharza, dziewczynę i cały stos materaców, poduszek, kołder, prześcieradeł, miednic i dzbanów, samowarów, rondli, patelni, wszelkich wiktuałów i łakoci, a wszystko przykryte kilkoma niewyprawionymi skórami – od deszczu.
Ujeżdżało się przeciętnie po dziesięć kilometrów na godzinę, najwyżej siedemdziesiąt od rana do wieczora, popasało się i spało się, ile się chciało – albo jak doradzała pogoda; oprócz straty czasu, o którym w późniejszym wieku człowiek się przekonywa, że właściwie co do rezultatów funta kłaków niewart… było daleko wygodniej i przyjemniej niż w dzisiejszych „sleepingach”, „dining-carach”, tym bardziej automobilach lub aeroplanach, w których człowiek ma wrażenie, że jest nadaną na pocztę kopertą lub posyłką.”
10 maja, 2020
Rządzącym przestroga...
... wyjątkiem śpiewane i nie przez byle kogo, bo przez legendę "Mazowsza" - Stanisława Jopka. Ponoś jako tego "Furmana" był w Kitaju śpiewał, to marynarze naszy z jakiego statku handlowego, na tem koncercie przytomni*, bisów na niem wymuszali, wrzeszcząc: "Mało!", co się z entuzjastycznym Kitajców przyjęciem spotkało, rozumiejących że to ichniego przywódcę tak nasi honorują. Ci znów dla uciechy tego parokroć powtórzyli, za razem każdym sprawiając, że Jopek dostał chyba największe w życiu brawa** , a "Mazowsze" kolejną historyję do swego kopczyka legend***.
Komu się to nadal jeno uroczą piosnką ludową o konikach i powożeniu widzi, temu tekstu przez Mirę Zimińską-Sygietyńską i Tadeusza Ficowskiego autoryzowanego, przedkładam:
___________________________________________
* - Jakeśmy z Vulpianem Jegomością ustalić probowali, gdzież to być mogło, wyszło że i Kanton możebny, że i Szanghaj, a i nawet Pekin, dopokąd marynarzów naszych mogli z nieodległego Tiencin przywieźć.
** - burnyje appładismienty prochadjaszcziije w owacju :)
*** - która, mimo całej swej urody, chyba nie przebije tej, jako to w Moskwie koncertując gościnnie w Teatrze Bolszoj, akuratnie śpiewali "Świniorza", jako spóźniony Chruszczow wkraczał do swej loży, przy słowach "choć padało, choć było ślisko, to się przywlokło to świniorzysko..."
................
Komu się to nadal jeno uroczą piosnką ludową o konikach i powożeniu widzi, temu tekstu przez Mirę Zimińską-Sygietyńską i Tadeusza Ficowskiego autoryzowanego, przedkładam:
Wszystkich dziś
ciekawość budzi,
Kto jest najszczęśliwszym z ludzi.
A
ja mówię, że nad pana
Najszczęśliwszy los furmana.
Hej
wio! hejta wio!
Hejta stary, młody jary!
Hej wio! hejta
wio!
Hejta, wiśta, prrrr!
Gdy z kozła kieruję
konie,
Jestem jakby król na tronie.
Tam gdzie zechcę,
szkapy idą
Czy to koczem, czy to bidą.
Hej
wio!.....
Tylko jedna ta różnica:
Sprawiedliwy jest
woźnica.
Choć na konia jarzmo wkłada,
Jednak nim
sumienie włada.
Hej wio!......
Lecz wy, którym
rząd oddany,
Bierzcie za przykład furmany.
Wam to należy
miarkować,
Jak podwładnymi kierować.
Hej
wio!........
Gdybyś koniom nie dał paszy,
Tylko je
biczyskiem straszył,
Wtedy próżna twa mitręga,
Sam do
wozu się zaprzęgaj!
Hej wio!.........
Koń
nie prosi i nie pyta,
Ale twarde ma kopyta
I jak wierzgnie
to się zdarza,
Że dosięgnie gospodarza.
Hej
wio!.........
Gdy tak sobie drogą jedziem,
Ja na
koźle, koń na przedzie,
Śpiewam piosnkę tę po
drodze
Gospodarzom ku przestrodze.
Hej
wio!...........
Baczcie pilnie, konie moje,
Bo na
drodze są wyboje.
Kary, siwy niech pamięta
Mijać doły,
jechać stępa.
Hej wio!...........
Zapamiętaj
taki-siaki,
Coś się dobrze dał we znaki:
Choćbyś
koniom cukier dawał,
Już nie weźmiesz ich na kawał!
Hej
wio!..........
* - Jakeśmy z Vulpianem Jegomością ustalić probowali, gdzież to być mogło, wyszło że i Kanton możebny, że i Szanghaj, a i nawet Pekin, dopokąd marynarzów naszych mogli z nieodległego Tiencin przywieźć.
** - burnyje appładismienty prochadjaszcziije w owacju :)
*** - która, mimo całej swej urody, chyba nie przebije tej, jako to w Moskwie koncertując gościnnie w Teatrze Bolszoj, akuratnie śpiewali "Świniorza", jako spóźniony Chruszczow wkraczał do swej loży, przy słowach "choć padało, choć było ślisko, to się przywlokło to świniorzysko..."
................
16 marca, 2020
O kąpielach dawniejszych czyli o higienie w czasach zarazy
Parokroć tu i na swoich łamach Vulpian Jegomość spominał historyjki o tem, jako król francuski wielmoży przyzwał jednego, tenże mu zaś miał odesłać supliki, by onemu odpuścił, bo właśnie jest po kąpieli, co król miał przyjąć ze zrozumieniem i nawet nakazać, by w takim razie dochodził do siebie i zważał na siebie, za nic póki co mając królewskie przyzwanie.
Opowiedzmyż zatem jako to było ab ovo...
W rzeczy samej, Roku Pańskiego 1610 był przyzwał Henryk IV ku sobie Sully'ego, bo to o niego szło, a był ci on naówczas królewskim od grosiwa ministrem, tandem miarkujecie, że najpryncypalniejszym. Weźmyż jeszcze, że szło o preregrynacyją z jednego paryskiego pałacu do wtórego, bo Wersalu nawet i w planach być nie mogło, skoro i jego twórcy, Ludwika XIV, Henrykowego wnusia takoż przecie na świecie nie było.
Posłaniec królewski iście ministra był zastał w kąpieli, przecie ten iście gotów był wraz ruszać na wezwanie monarsze, przecie służba wraz w szloch, by życia nie narażał a i sam posłaniec, powagą cyrkumstancyj poruszony, przedkładał, że król niechybnie zdrowie ministra za cenniejsze mieć będzie, niźli ryzyko tak wielgie. Czem rychlej więc nazad ku Henrykowi pospieszył i rzeczy wyłożył, zasię król medyka zawezwał, by się z niem naradzić i w pochopie nijakich nie podejmować decyzyj.
Lekarz królewski kategorycznie orzekł, że Sully dobrych jeszcze dni kilka będzie nadto osłabionym, by się na azard wypuszczać podróży, tandem król będąc jednak w porady potrzebie, mądrość okazał i wyrozumiałość i ministrowi przekazano: "Panie, król nakazuje abyś dokończył kąpieli i zabrania dziś wychodzić, gdyż pan du Laurens zapewniał go, iż mogłoby to zaszkodzić pańskiemu zdrowiu. Rozkazuje panu oczekiwać go jutro w nocnej odzieży, sznurowanych bucikach czy domowych pantoflach i szlafmycy, aby nie inkomodować pana po ostatniej kąpieli."
Jakoście się już, Mili Moi, naśmieli z tej opowiastki, pora nam tegoż wszytkiego w realiach osadzić epoki, byście pomiarkowali w czym rzecz, a na własne obecne lęki wejrzawszy, wierę, że inszemi oczami na przodków obyczaje pojrzycie...
Owoż w czas największej dopotąd w dziejach naszych zarazy, czyli dżumy, co Roku Pańskiego 1348 spadła na Europę, król tamtocześny francuski, Filip VI nakazał był medykom sorbońskim rzeczy zgłębić i przyczyny plagi tak strasznej dociec. Ci, ma się rozumieć, sprawili się akuratnie i wszytkim zainteresowanym się wraz stało wiadomem, że powodem spustoszenia krajów europejskich fatalna była koniunkcja Saturna, Jowisza i Marsa, za sprawą której z ziemie i wód szkodne wyszły miazmaty i zatruły powietrze. Pewno, że przeciw czemuś takiemu nie było sposobu, przecie uczeni wskazali, że najwięcej na zarazę podatni byli ludzie chutliwi i grzeszni, w piciu i jedzeniu nieumiarkowani, co zwyczajną było medyków i kapłanów wszelkich gadką od czasów już starożytnych.
Sorbońscy mędrkowie dodali jednak do tegoż złowróżbnego zestawu jeszczeć i jednego czynnika: gorące kąpiele, nadmiernie rozpulchniające ciało i otwierające pory w skórze, któremi owe szkodne miazmaty łacno przedostawać się mogą. Od tegoż czasu za każdym zarazy nawrotem zamykano miejskie łaźnie, pierwotkiem we Francyi, zasię i w krajach inszych, a kąpiel, osobliwie w wodzie ciepłej postrzegać poczęto tak, jako my dziś pewnie byśmy widzieli spacer po gzymsie trzydziestego piętra, luboż znaną i lubianą zabawę z rewolwerem i jedną kulą w bębenku. Ma się rozumieć, że nauka ocaliła w ten sposób miliony istnień ludzkich i położyła podstawy pod przemysł perfumeryjny, bo czymś przecie ten odór trza było maskować, a następne parę stuleci Europa zapamięta jako tyranię brudu i smrodu. A i sam tu przywołany władca, przódzi hugenot zapamiętały, cudem ocalały z rzezi w noc św.Bartłomieja, autor słów znamiennych, że Paryż wart jest mszy i małżonek osławionej królowej Margot, był człekiem w tych sprawach tak wstrzemięźliwym, że słynna rozpustnica ścierpieć jego smrodu w łożu nie mogła...
Opowiedzmyż zatem jako to było ab ovo...
W rzeczy samej, Roku Pańskiego 1610 był przyzwał Henryk IV ku sobie Sully'ego, bo to o niego szło, a był ci on naówczas królewskim od grosiwa ministrem, tandem miarkujecie, że najpryncypalniejszym. Weźmyż jeszcze, że szło o preregrynacyją z jednego paryskiego pałacu do wtórego, bo Wersalu nawet i w planach być nie mogło, skoro i jego twórcy, Ludwika XIV, Henrykowego wnusia takoż przecie na świecie nie było.
Posłaniec królewski iście ministra był zastał w kąpieli, przecie ten iście gotów był wraz ruszać na wezwanie monarsze, przecie służba wraz w szloch, by życia nie narażał a i sam posłaniec, powagą cyrkumstancyj poruszony, przedkładał, że król niechybnie zdrowie ministra za cenniejsze mieć będzie, niźli ryzyko tak wielgie. Czem rychlej więc nazad ku Henrykowi pospieszył i rzeczy wyłożył, zasię król medyka zawezwał, by się z niem naradzić i w pochopie nijakich nie podejmować decyzyj.
Lekarz królewski kategorycznie orzekł, że Sully dobrych jeszcze dni kilka będzie nadto osłabionym, by się na azard wypuszczać podróży, tandem król będąc jednak w porady potrzebie, mądrość okazał i wyrozumiałość i ministrowi przekazano: "Panie, król nakazuje abyś dokończył kąpieli i zabrania dziś wychodzić, gdyż pan du Laurens zapewniał go, iż mogłoby to zaszkodzić pańskiemu zdrowiu. Rozkazuje panu oczekiwać go jutro w nocnej odzieży, sznurowanych bucikach czy domowych pantoflach i szlafmycy, aby nie inkomodować pana po ostatniej kąpieli."
Jakoście się już, Mili Moi, naśmieli z tej opowiastki, pora nam tegoż wszytkiego w realiach osadzić epoki, byście pomiarkowali w czym rzecz, a na własne obecne lęki wejrzawszy, wierę, że inszemi oczami na przodków obyczaje pojrzycie...
Owoż w czas największej dopotąd w dziejach naszych zarazy, czyli dżumy, co Roku Pańskiego 1348 spadła na Europę, król tamtocześny francuski, Filip VI nakazał był medykom sorbońskim rzeczy zgłębić i przyczyny plagi tak strasznej dociec. Ci, ma się rozumieć, sprawili się akuratnie i wszytkim zainteresowanym się wraz stało wiadomem, że powodem spustoszenia krajów europejskich fatalna była koniunkcja Saturna, Jowisza i Marsa, za sprawą której z ziemie i wód szkodne wyszły miazmaty i zatruły powietrze. Pewno, że przeciw czemuś takiemu nie było sposobu, przecie uczeni wskazali, że najwięcej na zarazę podatni byli ludzie chutliwi i grzeszni, w piciu i jedzeniu nieumiarkowani, co zwyczajną było medyków i kapłanów wszelkich gadką od czasów już starożytnych.
Sorbońscy mędrkowie dodali jednak do tegoż złowróżbnego zestawu jeszczeć i jednego czynnika: gorące kąpiele, nadmiernie rozpulchniające ciało i otwierające pory w skórze, któremi owe szkodne miazmaty łacno przedostawać się mogą. Od tegoż czasu za każdym zarazy nawrotem zamykano miejskie łaźnie, pierwotkiem we Francyi, zasię i w krajach inszych, a kąpiel, osobliwie w wodzie ciepłej postrzegać poczęto tak, jako my dziś pewnie byśmy widzieli spacer po gzymsie trzydziestego piętra, luboż znaną i lubianą zabawę z rewolwerem i jedną kulą w bębenku. Ma się rozumieć, że nauka ocaliła w ten sposób miliony istnień ludzkich i położyła podstawy pod przemysł perfumeryjny, bo czymś przecie ten odór trza było maskować, a następne parę stuleci Europa zapamięta jako tyranię brudu i smrodu. A i sam tu przywołany władca, przódzi hugenot zapamiętały, cudem ocalały z rzezi w noc św.Bartłomieja, autor słów znamiennych, że Paryż wart jest mszy i małżonek osławionej królowej Margot, był człekiem w tych sprawach tak wstrzemięźliwym, że słynna rozpustnica ścierpieć jego smrodu w łożu nie mogła...
28 października, 2018
Réflexions sur la question des poires...
Zadumawszy się nad tartą gruszkową, przecudnej smakowej urody, pochodnej tyleż kunsztu Pani_Wachmistrzowego_Serca, co i nieprzechwalonego smaku owoców gruszy w górskich mych włościach rosnącej, zadziwiłem się nad tem, czemuż to ów owoc nam się przez swój udział w przysłowiach, powiedzonkach i przyśpiewkach się nam jakoś kojarzy z lenistwem, działaniem jałowym i pustym.
Rodacy bowiem, jeśli już się gdzieś wczasowali solo i w sposób anarchistycznie niezorganizowany w ramy peerelowskich kombinatów i zjednoczeń wypoczynkowych, to ów wypoczynek z punktu ochrzczono „wczasami pod gruszą”, a młoda naówczas jeszcze pieśniareczka Maryla wychwalała „leżenie pod gruszą na dowolnie wybranym boku”, zapewniając, że zyskuje się wówczas błogostan świętego spokoju. Ponoć nie zaśpi gruszek w popiele, kto rano bywa w kościele*, choć osobiście mam z tem związane raczej wizje gruszek na wierzbie, niźli kosza obfitości. Ni z gruszki, ni z pietruszki** nawet słynny Wiedźmin się raczył o gruszce wypowiedzieć, choć ta wypowiedź („O milości wiemy niewiele. Z miłością jest jak z gruszką. Gruszka jest słodka i ma kształt. Spróbuj zdefiniować kształt gruszki.”) niewiele po prawdzie do rzeczy nam wnosi… Ale nic to, pierwsze śliwki-robaczywki kto takie głupoty wymyślił?, a koty za płoty czemu właśnie koty i niby w końcu za co? a nie wszystkim gruszki, drugim jabłka*** .
A skorośmy się themy tej jęli, to nie od rzeczy przypomnieć będzie, że było i proverbium „natrząść komuś gruszek”, czyli narobić kłopotów, zaś gruszę ceniono i dla drzewa wielce wszelkim snycerzom i dłubaczom miłego, aliści i liśćmi onej nie gardzono, nie bez kozery właśnie grusze często na miedzach sadząc, bynajmniej nie na to iżby familija Rzędziana miała przez nie mieć po sądach spory, jeno iżby wytchnąć pod nią przez chwilę, gdy w polnej robocie skwar zanadto dokuczył… Na liściu onej można i poświstywać wdzięcznie, a wirtuozów tej sztuki nader chętnie i w kapelach weselnych widziano. A skorośmy przy zabawie to nie od rzeczy napomnieć, że od gruszek boli brzuszek i lepiej po gruszce się napić, a po jabłku miłą obłapić, którą znów kochaj jak duszę, ale trzęś jak gruszę, byście byli jedną duszą, choć pod gruszą…:)
A skorośmy się themy tej jęli, to nie od rzeczy przypomnieć będzie, że było i proverbium „natrząść komuś gruszek”, czyli narobić kłopotów, zaś gruszę ceniono i dla drzewa wielce wszelkim snycerzom i dłubaczom miłego, aliści i liśćmi onej nie gardzono, nie bez kozery właśnie grusze często na miedzach sadząc, bynajmniej nie na to iżby familija Rzędziana miała przez nie mieć po sądach spory, jeno iżby wytchnąć pod nią przez chwilę, gdy w polnej robocie skwar zanadto dokuczył… Na liściu onej można i poświstywać wdzięcznie, a wirtuozów tej sztuki nader chętnie i w kapelach weselnych widziano. A skorośmy przy zabawie to nie od rzeczy napomnieć, że od gruszek boli brzuszek i lepiej po gruszce się napić, a po jabłku miłą obłapić, którą znów kochaj jak duszę, ale trzęś jak gruszę, byście byli jedną duszą, choć pod gruszą…:)
Prawdę przecie przyjdzie powiedzieć, że miała i grusza przykrej swej strony, a tej mianowicie, że śmierci małżonka jednego zwiastowała, jeśli powtórnie zakwitła, a to, które tego pierwsze obaczyło, miało się już szykować do ostatniej drogi. Choć znów z wtórej strony, jeśli się to pokazało wdowcowi, czy wdowie, rychłe znów znaczyło dlań weselne dzwony...
__________________
*
Zaśpi, czyli nie dopilnuje dopiekającego się dawniejszego przysmaku. Upewniam Towarzystwo, że nie idzie o zasypywanie gruszek, choć pośrednio jednak się bez tego nie obejdzie.
**
Tyle nam bowiem zostało z dawniejszego „Baba o gruszce, chłop o pietruszce”.
***
Insze zapomniane proverbium, nawiasem sugerujący, że antecessores naszy wyżej przecie nad jabłka owe gruszki cenili, poniekąd pospołu z szatańskim nasieniem, które znów jest bohaterem inszego przepomnianego proverbium, że diabeł zje i niedopieczoną gruszkę.
26 lipca, 2018
Cytata z Rozporządzenia Ministra Komunikacji z dnia 9 października 1928 r. wydanego w porozumieniu z Ministrami: Sprawiedliwości, Przemysłu i Handlu oraz Rolnictwa w przedmiocie „Regulaminu przewozu osób, bagażu i przesyłek ekspresowych na kolejach żelaznych” oraz „Regulaminu przewozu przesyłek towarowych na kolejach żelaznych”
Czas jakiś temu ugrzęznąwszy w rzeczy, która cały mój wolny czas pochłania, ze szkodą największą dla bloga tego, co i rusz potrzebuję rzeczy jakie sprawdzać, weryfikować, czy zwyczajnie po prostu się tego i owego dowiedzieć. Nibyż nihil novi sub sole, czynię to od lat, każdej noty nowej sposobiąc, jeno skala nie ta... Co jakiś czas przy tem dowiaduję się rzeczy dla siebie absolutnie nowych, co potwierdza prawdziwość proverbium, że się człek całe życie uczy i głupim umiera... Dziś jedna z takich dla mnie nowinek której żem dostał z Muzeum Kolejnictwa, gdym potrzebował ustalić z kiedy też się i podział przedziałów po wagonach datuje na te dla zgubnym nałogiem zniewolonych i dla tych normalnych... Co prawda w międzyczasie ustaliłem też, że ów podział bynajmniej nie wiedzie się z tegoż, dziś cytowanego rozporządzenia, a znany był już co najmniej w 1912 roku na c.k. kolejach w monarchii habsburskiej, zatem i w Galicyi, a i najpewniej także na Kolei Warszawsko-Wiedeńskiej.
Oto ów cytat z „Rozporządzenia Ministra Komunikacji z dnia 9 października 1928 r. wydane w porozumieniu z Ministrami: Sprawiedliwości, Przemysłu i Handlu oraz Rolnictwa w przedmiocie „Regulaminu przewozu osób, bagażu i przesyłek ekspresowych na kolejach żelaznych” oraz „Regulaminu przewozu przesyłek towarowych na kolejach żelaznych”. (całość dostępna tu:http://prawo.sejm.gov.pl/isap.nsf/DocDetails.xsp?id=WDU19280890783)
Tytuł II : Umowa o przewóz.
Rozdział I. Przewóz podróżnych.
§ 9. Wyznaczanie i zamawianie miejsc. Przedziały dla kobiet i niepalących. Otwieranie okien.
Pkt.10 W każdym pociągu, którego przebieg trwa więcej niż 3 godziny, musi być przynajmniej po jednym przedziale klasy II i III, przeznaczonym wyłącznie dla kobiet, o ile w składzie danego pociągu znajdują się przynajmniej 3 przedziały odnośnej klasy. We wszystkich pociągach, mających w swym składzie 2 lub więcej przedziałów każdej klasy, przynajmniej połowa ogólnej liczby przedziałów każdej klasy winna być przeznaczona dla niepalących. O ile w pociągu znajduje się tylko jeden przedział klasy I, II lub III, to w przedziale tym palenie jest dozwolone tylko za zgodą wszystkich jadących w tym przedziale podróżnych.
Pkt.11. Mężczyźni nie mogą zajmować miejsc w przedziałach dla kobiet nawet za ich zezwoleniem. Kobietom wolno chłopców do ukończonego 10 roku życia brać ze sobą do przedziałów dla kobiet.
Pkt.12. W przedziałach dla kobiet i dla niepalących nie wolno palić nawet za zezwoleniem współpodróżnych. Jeżeli cały wagon przeznaczony został dla niepalących, nie wolno w nim palić nawet na korytarzu. Do przedziałów i wagonów dla niepalących nie wolno wchodzić z zapalonym cygarem, papierosem lub fajką.”
Oto ów cytat z „Rozporządzenia Ministra Komunikacji z dnia 9 października 1928 r. wydane w porozumieniu z Ministrami: Sprawiedliwości, Przemysłu i Handlu oraz Rolnictwa w przedmiocie „Regulaminu przewozu osób, bagażu i przesyłek ekspresowych na kolejach żelaznych” oraz „Regulaminu przewozu przesyłek towarowych na kolejach żelaznych”. (całość dostępna tu:http://prawo.sejm.gov.pl/isap.nsf/DocDetails.xsp?id=WDU19280890783)
Tytuł II : Umowa o przewóz.
Rozdział I. Przewóz podróżnych.
§ 9. Wyznaczanie i zamawianie miejsc. Przedziały dla kobiet i niepalących. Otwieranie okien.
Pkt.10 W każdym pociągu, którego przebieg trwa więcej niż 3 godziny, musi być przynajmniej po jednym przedziale klasy II i III, przeznaczonym wyłącznie dla kobiet, o ile w składzie danego pociągu znajdują się przynajmniej 3 przedziały odnośnej klasy. We wszystkich pociągach, mających w swym składzie 2 lub więcej przedziałów każdej klasy, przynajmniej połowa ogólnej liczby przedziałów każdej klasy winna być przeznaczona dla niepalących. O ile w pociągu znajduje się tylko jeden przedział klasy I, II lub III, to w przedziale tym palenie jest dozwolone tylko za zgodą wszystkich jadących w tym przedziale podróżnych.
Pkt.11. Mężczyźni nie mogą zajmować miejsc w przedziałach dla kobiet nawet za ich zezwoleniem. Kobietom wolno chłopców do ukończonego 10 roku życia brać ze sobą do przedziałów dla kobiet.
Pkt.12. W przedziałach dla kobiet i dla niepalących nie wolno palić nawet za zezwoleniem współpodróżnych. Jeżeli cały wagon przeznaczony został dla niepalących, nie wolno w nim palić nawet na korytarzu. Do przedziałów i wagonów dla niepalących nie wolno wchodzić z zapalonym cygarem, papierosem lub fajką.”
18 lutego, 2018
O tęgości zim niektórych dawniejszych...
Ot, choćby takich, jak owa w Roku Pańskim 1929, gdzie jak nam donosi prasa ówcześna (choć tylko ta, której się wyjść w tych dniach udało), była jedną z cięższych przeszłego stulecia. Front mrozowy dowędrował i nad Saharę, gdzie tamecznym Beduinom nocne przymrozki nawet nie pierwszyzna, aliści żeby nad Pustynią Libijską wpodle Mersa Matruh marznący deszcze padał i piasek szklistością lodu pokrywał, to tego najstarsi nie pamiętali nomadzi...
U Greczynów, jako i Macedończyków, w Italijej, Iszpaniej aura sobie wolne z ludzi czyniła żarty, już to zasypując winnice i gaje oliwne śniegiem, tak że drzewek nie dojrzał, już to topiąc tegoż śniegu i obracając w rwące przez zbocza rzeki, które zatapiały powodziami całe powiaty. Madziarowie za sukces niemały ogłosili, że okrutnym wojska wysileniem najpryncypalniejsze drogi żelazne przejezdnemi się stały i można się znów dostaw węgla z kopalń spodziewać. Serbom się sztuczka ta sama nawet z Belgradem nie udała i ten przez dni wiele był od świata odciętym zupełnie.
Francuzy, jak to Francuzy, u nich jako wpodle zera to już klęska narodowa, tandem jak im do minus jedenastu spadło, to sparaliżowało wszystkiego. Municypium paryskie zobligowało lombardy tameczne, by biedakom na powrót zwracały zastawionych paltotów i odzieży ciepłej, jeśli owa nad 50 franków nie jest wartą, to miasto zwróci właścicielom koszta. Jako obrachowano na dzień 19 lutego właśnie, zwrócono nazad z górą tysiąca palt i inszych okryć... Po zamarzniętej Sekwanie jedynie dziatwa sobie ślizgawki uskuteczniła, podobnie zresztą jak na Tybrze i na Tamizie. W Wenecji gondole stanęły zbyteczne, bo suchą nogą można było po kanałach zmarzłych chodzić, choć znów nie wiadomo po co, bo wszędzie nawiało śniegu na wysokość chłopa i przez plac Świętego Marka przyszło do Pałacu Dożów ścieżki w śniegu na dwa metry wysokim przekopać...
Danię, podobnie jak i właściwie całą Skandynawię, odcięło od świata ze szczętem. W Kopenhadze nie masz chleba, bo choć mąki nawet byłoby zadosyć, to ze świcą szukać drożdży! Z Hamburga posłali aeroplanu z 650 kilogramami drożdży piekarskich, a ten prawdziwie w nieludzkich ląduje warunkach, gdzie aerodromu nie nadążają odśnieżać i piloci sadzają maszyny w zaspach, gdzieniegdzie i metra sięgających, cudem wychodząc z tego bez szwanku.
Wichry, zgoła huraganowe, pędzące ode wschodu, natłoczyły zwały lodu przy duńskich Bałtyku wybrzeżach i wepchnęły tam pięć statków, które w wielkiej się znalazły opresji, bo je lód nie dość, że zgniatał i psował, to jeszczeć nie sposób było o żadnem salwerunku myśleć, bo dojść do nich można było jedynie piechotą, by się kto znalazł tak śmiały, nic ani dolecieć, ani dopłynąć nie mogło, a po polach lodowych, które więcej jakie rumowiska i gołoborza przypominały, trzeba by się przeciskać pomiędzy bryłami lodu i spiętrzonemi połamanemi krami nieraz i na chłopa wysoko... Był tam, między inszemi i nasz SS*"Tczew" , stateczek dość powolny, którego raz już salwowano, gdy z inszemi wmarzł w lody wpodle Bornholmu, aliści z onej obieży ich wyrwały niemieckie pancerniki: "Schlezwig-Holstein" (tak, tak; tenże sam, co go aż nadto dobrze znamy z inszej akcji, o dziesięć lat późniejszej!) i "Elsass", lodu, nie nadto jeszcze grubego widać, krusząc. Aliści w mil ledwo parę przed kilońskim portem "Tczew" już ugrzązł na dobre i rzecz się stała krytyczną, bo na statku nie było radiostacji, tandem marynarze nasi z węgla wiezionego poczęli napisów na lodzie układać, a kilku się per pedes przez lody do jakiej wioszczyny przedarło, gdzie jakiego jadła nakupili. Napisu dostrzeżono i awiatorzy niemieccy poczęli zrzutów czynić wpodle "Tczewa" a na pomoc znów ruszyły pancerniki, jeno że tym razem salwerunek się nie powiódł: "Elsass" sam ugrzązł w lodzie, a "Schlezwig-Holstein" z rozbitym o lód dziobem dowlókł się do Schwenemunde (czyli do Świnoujścia:) na naprawy.
"Tczew" jednak przetrwał lodowy napór, aliści za odmienionym wiatrem na zachodni, poczęło go wraz z całym lodowym polem znosić na otwarte morze i tam dopiero, po sześciu tygodniach gehenny, polskiego statku uwolnił niezłomny "Elsass".
Względnie za to nieźle radziły sobie Gdańsk i Gdynia, przynajmniej jeśli o czynność portów idzie. Gdańsk wynajął wielkiego lodołamacza "Sampo" od Finów, który to olbrzym wyrąbał drogi z portu przez Zatokę na pełne morze, a Gdynia podobnej misji zleciła szwedzkiemu "Balderowi".
W Warszawie z jednej strony radowano się z przywrócenia połączeń telefonicznych z resztą kraju, które szwankowały, bo kable telefoniczne, kurcząc się na mrozach, wyrywały ze słupów 4-calowe haki, któremi je mocowano! Z drugiej znów strony marzną niemal wszyscy, bo w składach kaducznie brakuje opału, zaś onego dowiezienie najwyższych nastręcza trudności. Władze jednak przykazały, by składy otwarte były dzień i noc, nie temuż, by przedawać, boć tam przecie po większej części by bryłki nawet nie uświadczył, jeno temuż, by każdy mógł wejść i się o tem naocznie przekonać i by w ten sposób spekulacyj ukrócić**. Przed składami zresztą dochodzi do dramtycznych zajść i rozruchów, 18 lutego przed składem na Dzielnej 27 tłum wzburzony daremnem na węgiel parogodzinnem czekaniem, począł składu demolować, a gdy właściciel wezwał policji, ta nadciągnęła w osobie pojedynczego posterunkowego Machlewskiego i skupiła na sobie całą tłumu agresję.
Osaczony Machlewski dobył broni i strzelając w tłum, poranił niejakich Szmula Seperowicza i Joska Czosnka, a zlinczowanym nie został jedynie dzięki przytomności przechodzącego nieopodal rontu wojskowego, który policjanta uratował. Nazajutrz już przed każdym składem w Warszawie stały posterunki policyjne, by ordynku pilnować.
Wpodle Stanisławowa, gdzie największych, bo siedmiometrowych, zasp odnotowano, tysiące żołnierzy i zmobilizowanych robotników oraz bezrobotnych daremnie próbuje tory choć odkopać. Na próżno: do Stanisławowa przez trzy tygodnie nie dojedzie żaden pociąg. Na Wileńszczyźnie zaspy są "tylko" czterometrowe, ale za to temperatura przekroczyła minus 40...*** W pozostałych częściach kraju zazwyczaj było od minus 35 do 39 stopni, co oznaczało, że przy niedoborach opału w mieszkaniach mało gdzie było co więcej od zera...:( W Żyrardowie, gdy już wyczerpano wszelkie węgla zapasy, rada miejska nakazała rąbać na opał płoty, tak miejskie, jak i prywatne, obiecując właścicielom z wiosną odbudowanie parkanów na koszt miasta. W całej Polsce masowo giną drzewa w parkach, podobnie jak ławki i wszystko niemal, co się daje porąbać i spalić w "kozach" wyziębione mieszkania ogrzewających...
Wieczorem zaś 19 lutego, w warszawskim kinie Colosseum poczęła się premiera filmu podług dramatu Żeromskiego "Ponad śnieg bielszym się stanę"...
_____________
* - z angielska Steamer Ship, czyli na ludzkie wykładając: parowiec
** - choć tej jednej lekcji widać, że władze odrobiły, najwidniej smutnych zajść z roku 1923 w memoryi zakarbowawszy (I ,II, III, IV, V),
*** - najniższej odnotowano w Krynicy: - 45 stopni.
U Greczynów, jako i Macedończyków, w Italijej, Iszpaniej aura sobie wolne z ludzi czyniła żarty, już to zasypując winnice i gaje oliwne śniegiem, tak że drzewek nie dojrzał, już to topiąc tegoż śniegu i obracając w rwące przez zbocza rzeki, które zatapiały powodziami całe powiaty. Madziarowie za sukces niemały ogłosili, że okrutnym wojska wysileniem najpryncypalniejsze drogi żelazne przejezdnemi się stały i można się znów dostaw węgla z kopalń spodziewać. Serbom się sztuczka ta sama nawet z Belgradem nie udała i ten przez dni wiele był od świata odciętym zupełnie.
Francuzy, jak to Francuzy, u nich jako wpodle zera to już klęska narodowa, tandem jak im do minus jedenastu spadło, to sparaliżowało wszystkiego. Municypium paryskie zobligowało lombardy tameczne, by biedakom na powrót zwracały zastawionych paltotów i odzieży ciepłej, jeśli owa nad 50 franków nie jest wartą, to miasto zwróci właścicielom koszta. Jako obrachowano na dzień 19 lutego właśnie, zwrócono nazad z górą tysiąca palt i inszych okryć... Po zamarzniętej Sekwanie jedynie dziatwa sobie ślizgawki uskuteczniła, podobnie zresztą jak na Tybrze i na Tamizie. W Wenecji gondole stanęły zbyteczne, bo suchą nogą można było po kanałach zmarzłych chodzić, choć znów nie wiadomo po co, bo wszędzie nawiało śniegu na wysokość chłopa i przez plac Świętego Marka przyszło do Pałacu Dożów ścieżki w śniegu na dwa metry wysokim przekopać...
Danię, podobnie jak i właściwie całą Skandynawię, odcięło od świata ze szczętem. W Kopenhadze nie masz chleba, bo choć mąki nawet byłoby zadosyć, to ze świcą szukać drożdży! Z Hamburga posłali aeroplanu z 650 kilogramami drożdży piekarskich, a ten prawdziwie w nieludzkich ląduje warunkach, gdzie aerodromu nie nadążają odśnieżać i piloci sadzają maszyny w zaspach, gdzieniegdzie i metra sięgających, cudem wychodząc z tego bez szwanku.
Wichry, zgoła huraganowe, pędzące ode wschodu, natłoczyły zwały lodu przy duńskich Bałtyku wybrzeżach i wepchnęły tam pięć statków, które w wielkiej się znalazły opresji, bo je lód nie dość, że zgniatał i psował, to jeszczeć nie sposób było o żadnem salwerunku myśleć, bo dojść do nich można było jedynie piechotą, by się kto znalazł tak śmiały, nic ani dolecieć, ani dopłynąć nie mogło, a po polach lodowych, które więcej jakie rumowiska i gołoborza przypominały, trzeba by się przeciskać pomiędzy bryłami lodu i spiętrzonemi połamanemi krami nieraz i na chłopa wysoko... Był tam, między inszemi i nasz SS*"Tczew" , stateczek dość powolny, którego raz już salwowano, gdy z inszemi wmarzł w lody wpodle Bornholmu, aliści z onej obieży ich wyrwały niemieckie pancerniki: "Schlezwig-Holstein" (tak, tak; tenże sam, co go aż nadto dobrze znamy z inszej akcji, o dziesięć lat późniejszej!) i "Elsass", lodu, nie nadto jeszcze grubego widać, krusząc. Aliści w mil ledwo parę przed kilońskim portem "Tczew" już ugrzązł na dobre i rzecz się stała krytyczną, bo na statku nie było radiostacji, tandem marynarze nasi z węgla wiezionego poczęli napisów na lodzie układać, a kilku się per pedes przez lody do jakiej wioszczyny przedarło, gdzie jakiego jadła nakupili. Napisu dostrzeżono i awiatorzy niemieccy poczęli zrzutów czynić wpodle "Tczewa" a na pomoc znów ruszyły pancerniki, jeno że tym razem salwerunek się nie powiódł: "Elsass" sam ugrzązł w lodzie, a "Schlezwig-Holstein" z rozbitym o lód dziobem dowlókł się do Schwenemunde (czyli do Świnoujścia:) na naprawy.
"Tczew" jednak przetrwał lodowy napór, aliści za odmienionym wiatrem na zachodni, poczęło go wraz z całym lodowym polem znosić na otwarte morze i tam dopiero, po sześciu tygodniach gehenny, polskiego statku uwolnił niezłomny "Elsass".
Względnie za to nieźle radziły sobie Gdańsk i Gdynia, przynajmniej jeśli o czynność portów idzie. Gdańsk wynajął wielkiego lodołamacza "Sampo" od Finów, który to olbrzym wyrąbał drogi z portu przez Zatokę na pełne morze, a Gdynia podobnej misji zleciła szwedzkiemu "Balderowi".
W Warszawie z jednej strony radowano się z przywrócenia połączeń telefonicznych z resztą kraju, które szwankowały, bo kable telefoniczne, kurcząc się na mrozach, wyrywały ze słupów 4-calowe haki, któremi je mocowano! Z drugiej znów strony marzną niemal wszyscy, bo w składach kaducznie brakuje opału, zaś onego dowiezienie najwyższych nastręcza trudności. Władze jednak przykazały, by składy otwarte były dzień i noc, nie temuż, by przedawać, boć tam przecie po większej części by bryłki nawet nie uświadczył, jeno temuż, by każdy mógł wejść i się o tem naocznie przekonać i by w ten sposób spekulacyj ukrócić**. Przed składami zresztą dochodzi do dramtycznych zajść i rozruchów, 18 lutego przed składem na Dzielnej 27 tłum wzburzony daremnem na węgiel parogodzinnem czekaniem, począł składu demolować, a gdy właściciel wezwał policji, ta nadciągnęła w osobie pojedynczego posterunkowego Machlewskiego i skupiła na sobie całą tłumu agresję.
Osaczony Machlewski dobył broni i strzelając w tłum, poranił niejakich Szmula Seperowicza i Joska Czosnka, a zlinczowanym nie został jedynie dzięki przytomności przechodzącego nieopodal rontu wojskowego, który policjanta uratował. Nazajutrz już przed każdym składem w Warszawie stały posterunki policyjne, by ordynku pilnować.
Wpodle Stanisławowa, gdzie największych, bo siedmiometrowych, zasp odnotowano, tysiące żołnierzy i zmobilizowanych robotników oraz bezrobotnych daremnie próbuje tory choć odkopać. Na próżno: do Stanisławowa przez trzy tygodnie nie dojedzie żaden pociąg. Na Wileńszczyźnie zaspy są "tylko" czterometrowe, ale za to temperatura przekroczyła minus 40...*** W pozostałych częściach kraju zazwyczaj było od minus 35 do 39 stopni, co oznaczało, że przy niedoborach opału w mieszkaniach mało gdzie było co więcej od zera...:( W Żyrardowie, gdy już wyczerpano wszelkie węgla zapasy, rada miejska nakazała rąbać na opał płoty, tak miejskie, jak i prywatne, obiecując właścicielom z wiosną odbudowanie parkanów na koszt miasta. W całej Polsce masowo giną drzewa w parkach, podobnie jak ławki i wszystko niemal, co się daje porąbać i spalić w "kozach" wyziębione mieszkania ogrzewających...
Wieczorem zaś 19 lutego, w warszawskim kinie Colosseum poczęła się premiera filmu podług dramatu Żeromskiego "Ponad śnieg bielszym się stanę"...
_____________
* - z angielska Steamer Ship, czyli na ludzkie wykładając: parowiec
** - choć tej jednej lekcji widać, że władze odrobiły, najwidniej smutnych zajść z roku 1923 w memoryi zakarbowawszy (I ,II, III, IV, V),
*** - najniższej odnotowano w Krynicy: - 45 stopni.
13 sierpnia, 2017
Sekretarz Polski czyli Ex Libris Wachmistrii kolejne...
... choć rzecz równie dobrze bym mógł w cyklu o okruchach niedawnej codzienności pomieścić... Idzie o dziełko nieduże i nieprzesadnie cenne* w sensie monety brzęczącej, choć nieocenione dla każdego, kto dawnych obyczajów śledzi. Zwie się toto zgoła barokowo, choć w 1947 roku wydane : "Sekretarz polski : praktyczne wzory podań do władz sądowych, skarbowych, wojskowych i administracyjnych, korespondencja handlowa, testamenty, umowy, korespondencja prywatna "/ pióra spółki autorskiej ichmościów Władysława Janusa i Karola Lipeckiego. Wydało tegoż dziełka Wydawnictwo Książek Popularnych, o której to oficynie nic więcej rzec nie mogę, zatem to jaka efemeryda pewnie.
Na stu kilkudziesięciu stronach jest w rzeczy samej wszystko, co tytuł zapowiadał i co z pewnością było przez lat wiele pomocnem ludziom prostym i bez wykształcenia w kleceniu własnych pism, podań, skarg i odwołań, natomiast swoistym curiosum jest dla mnie część poświęcona korespondencji prywatnej, gdzie autorzy, będąc najwyraźniej nader niskiego mniemania o zdolnościach swoich czytelników, podsuwają im teksty gotowe w sprawach już niemal intymnych...
Poniżej próbka : "Zaproszenie do teatru niedawno poznanej panny" oraz dwa alternatywne możebne tejże panny responsy:
" Kraków, dnia.................
WIELCE SZANOWNA PANI !
Jestem przekonany, że list ten bardzo Panią zdziwi. Ale ponieważ mam nadzieję, że przeczyta go Pani do końca i po namyśle wyświadczy mi tę łaskę, że spełni moją śmiałą prośbę, przeto odważam się skreślić tych kilku słów.
Znamy się wprawdzie krótko, bo zaledwie kilka razy miałem możność i zaszczyt przebywać w Pani towarzystwie. Jednak tych kilka miłych uśmiechów, jakimi mnie Pani obdarzyła i tych kilka najmilszych słów, jakie Pani do mnie wypowiedziała, nasunęło mi właśnie śmiałą myśl, by zaproponować Pani spędzenie paru chwil w moim towarzystwie.
Okazja ku temu - pozwolę sobie zaznaczyć - bardzo niewinna i jednocześnie wspaniała, właśnie się nadarzyła. Oto nasz teatr wystawia nową sztukę, doskonałą komedię. Czy nie zgodziła by się więc Pani wybrać ze mną na premierę, która odbędzie się w najbliższą sobotę? Przypuszczam, że gdybym ja okazał się nudny i nieciekawy, to i tak przyjemnie spędzi Pani ten wieczór, bowiem sztuka naprawdę bardzo wesoła.
Bardzo proszę zastanowić się nad moją śmiałą propozycją i jeszcze goręcej proszę, wyrazić swą zgodę. Wyświadczy mi Pani w ten sposób naprawdę wielką łaskę.
Jeszcze raz przepraszając za śmiałość, oczekuję przychylnej odpowiedzi i kreślę się z poważaniem
Adam Adamski "
" Kraków, dnia.................
SZANOWNY PANIE !
Nie pomylił się Pan, Panie Adamie, list Pański bardzo mnie zdziwił, gdyż propozycja w nim wyrażona była dla mnie wielką niespodzianką. Dla uspokojenia spieszę jednak dodać, że ta wielka niespodzianka była dla mnie jednocześnie bardzo przyjemna. Oceniam należycie Pańskie zaproszenie i wdzięczna jestem, że myśląc o rozrywce, nie zapomniał Pan o mnie.
Na premierę zamierzałam pójść sama, względnie z koleżanką, bo słyszałam, że to naprawdę doskonała komedia. List Pana wybawił mnie z kłopotu szukania towarzyszki na ten wieczór. Jeszcze raz dziękując za zaproszenie, zasyłam pozdrowienia i pozostaję
z poważaniem
Anna Janicka "
" Kraków, dnia.................
SZANOWNY PANIE !
List Pana wprawił mnie w zakłopotanie, gdyż nie przypominam sobie, abym kiedykolwiek obdarzała Pana takimi uśmiechami i słówkami - jak to Pan pisze - że te upoważniły Pana do wystąpienia z tak nieoczekiwaną propozycją. Całą sprawę traktuję więc jako małe, a przeze mnie nie zawinione nieporozumienie.
Do soboty jeszcze daleko, mam więc nadzieję, że mimo mojej odmownej odpowiedzi, zdoła Pan poszukać sobie milszej ode mnie towarzyszki na ten wieczór. Życzę w każdym bądź razie przyjemnej zabawy.
z poważaniem
Anna Janicka "
_____________________
* - komu ciekawo, może wpisać owo titulum i autorów w wyszukiwarkę i między inszemi znaleziskami znajdzie i z jakiej aukcyi domu aukcyjnego zapis, gdzie tejże pozycji ceni się współcześnie na 4 złote i groszy 44
Na stu kilkudziesięciu stronach jest w rzeczy samej wszystko, co tytuł zapowiadał i co z pewnością było przez lat wiele pomocnem ludziom prostym i bez wykształcenia w kleceniu własnych pism, podań, skarg i odwołań, natomiast swoistym curiosum jest dla mnie część poświęcona korespondencji prywatnej, gdzie autorzy, będąc najwyraźniej nader niskiego mniemania o zdolnościach swoich czytelników, podsuwają im teksty gotowe w sprawach już niemal intymnych...
Poniżej próbka : "Zaproszenie do teatru niedawno poznanej panny" oraz dwa alternatywne możebne tejże panny responsy:
" Kraków, dnia.................
WIELCE SZANOWNA PANI !
Jestem przekonany, że list ten bardzo Panią zdziwi. Ale ponieważ mam nadzieję, że przeczyta go Pani do końca i po namyśle wyświadczy mi tę łaskę, że spełni moją śmiałą prośbę, przeto odważam się skreślić tych kilku słów.
Znamy się wprawdzie krótko, bo zaledwie kilka razy miałem możność i zaszczyt przebywać w Pani towarzystwie. Jednak tych kilka miłych uśmiechów, jakimi mnie Pani obdarzyła i tych kilka najmilszych słów, jakie Pani do mnie wypowiedziała, nasunęło mi właśnie śmiałą myśl, by zaproponować Pani spędzenie paru chwil w moim towarzystwie.
Okazja ku temu - pozwolę sobie zaznaczyć - bardzo niewinna i jednocześnie wspaniała, właśnie się nadarzyła. Oto nasz teatr wystawia nową sztukę, doskonałą komedię. Czy nie zgodziła by się więc Pani wybrać ze mną na premierę, która odbędzie się w najbliższą sobotę? Przypuszczam, że gdybym ja okazał się nudny i nieciekawy, to i tak przyjemnie spędzi Pani ten wieczór, bowiem sztuka naprawdę bardzo wesoła.
Bardzo proszę zastanowić się nad moją śmiałą propozycją i jeszcze goręcej proszę, wyrazić swą zgodę. Wyświadczy mi Pani w ten sposób naprawdę wielką łaskę.
Jeszcze raz przepraszając za śmiałość, oczekuję przychylnej odpowiedzi i kreślę się z poważaniem
Adam Adamski "
" Kraków, dnia.................
SZANOWNY PANIE !
Nie pomylił się Pan, Panie Adamie, list Pański bardzo mnie zdziwił, gdyż propozycja w nim wyrażona była dla mnie wielką niespodzianką. Dla uspokojenia spieszę jednak dodać, że ta wielka niespodzianka była dla mnie jednocześnie bardzo przyjemna. Oceniam należycie Pańskie zaproszenie i wdzięczna jestem, że myśląc o rozrywce, nie zapomniał Pan o mnie.
Na premierę zamierzałam pójść sama, względnie z koleżanką, bo słyszałam, że to naprawdę doskonała komedia. List Pana wybawił mnie z kłopotu szukania towarzyszki na ten wieczór. Jeszcze raz dziękując za zaproszenie, zasyłam pozdrowienia i pozostaję
z poważaniem
Anna Janicka "
" Kraków, dnia.................
SZANOWNY PANIE !
List Pana wprawił mnie w zakłopotanie, gdyż nie przypominam sobie, abym kiedykolwiek obdarzała Pana takimi uśmiechami i słówkami - jak to Pan pisze - że te upoważniły Pana do wystąpienia z tak nieoczekiwaną propozycją. Całą sprawę traktuję więc jako małe, a przeze mnie nie zawinione nieporozumienie.
Do soboty jeszcze daleko, mam więc nadzieję, że mimo mojej odmownej odpowiedzi, zdoła Pan poszukać sobie milszej ode mnie towarzyszki na ten wieczór. Życzę w każdym bądź razie przyjemnej zabawy.
z poważaniem
Anna Janicka "
_____________________
* - komu ciekawo, może wpisać owo titulum i autorów w wyszukiwarkę i między inszemi znaleziskami znajdzie i z jakiej aukcyi domu aukcyjnego zapis, gdzie tejże pozycji ceni się współcześnie na 4 złote i groszy 44
07 grudnia, 2016
Okruchów niedawnej codzienności...
...część w sumie siódma, jeśli liczyć podług tagów i przyporządkowań do tejże kategoryi postów moich, zaś podług zaniedbanej i splątanej numeracyi czwarta (czego objaśniam na użytek tych, co by się dorachować nie umięli:). Jest to poniekąd i notka pożegnalna dla niedawno pomarłego Tadeusza Chmielewskiego, choć idzie mi najwięcej o podziękowanie Onemu za przemycenie w I części "Jak rozpętałem II wojnę światową" strzępów choć cudnej legionowej piosnki sub titulo "Leguny w niebie" autorstwa Adama Kowalskiego. Idzie mi o sceny ze stalagu, gdzie bohater, przez Mariana Kociniaka grany, starszy strzelec Franciszek Dolas, jest proszony przez kilku jeńców, kopiących podkop z obozowej kaplicy, o pomoc. Owi przygotowania do ucieczki maskują przez udawanie prób do jasełek i cięgiem właściwie jednej ćwiczą piosnki, która komu nieznającemu, zdać by się mogła z tych strzępów, zgoła głupawą i pospolicie gminną...
Tymczasem owe zachowane "wąsem ruchał, brodą ruchał", czy "chodźcie, chodźcie: mnie was tutaj potrzeba...", nawiasem służące też chyba jako sygnał alarmowy to fragmenty potężnie antybolszewickiej przyśpiewki, gdzie owe zawołanie wygłasza dobry Bóg, kończąc je "by nie weszli bolszewicy do nieba!":) Kiedy powstawał film, byli jeszcze ludzie, którym nawet i te strzępy miały co przypomnieć i wiedzieli, o co idzie... Że, jak sądzę, lwia z Was część, tego już nie zna, to i przypomnieć sobie dozwolę (sceny od 23:35 się rozpoczynające...)
A tu pierwowzór:
Niestety i w tej wersji brakuje jednej zwrotki, nawiasem i w filmie śpiewanej po przeróbkach maskujących:) Po 2:24 powinno jeszcze być:
A i na pożegnanie sobie pozwolę jeszcze mojej z tegoż filmu, Wam przypomnieć, sceny faworytnej, nawiasem zapożyczonej z "C.K.Dezerterów", jeno nie z filmu, a z książki Kazimierza Sejdy, tandem jako po latach Janusz Majewski swojej filmowej tejże książki wersji tworzył, to przepysznej został przez to pozbawiony sceny, bo już jej przecie powtórzyć nie mógł...
Tymczasem owe zachowane "wąsem ruchał, brodą ruchał", czy "chodźcie, chodźcie: mnie was tutaj potrzeba...", nawiasem służące też chyba jako sygnał alarmowy to fragmenty potężnie antybolszewickiej przyśpiewki, gdzie owe zawołanie wygłasza dobry Bóg, kończąc je "by nie weszli bolszewicy do nieba!":) Kiedy powstawał film, byli jeszcze ludzie, którym nawet i te strzępy miały co przypomnieć i wiedzieli, o co idzie... Że, jak sądzę, lwia z Was część, tego już nie zna, to i przypomnieć sobie dozwolę (sceny od 23:35 się rozpoczynające...)
A tu pierwowzór:
"Chodźcie, chodźcie mnie Was tutaj potrzeba,
by nie wleźli Bolszewicy do nieba
że przy bramie tu na warcie są Polskie Leguny"
Niechaj wiedzą syny czarcie,
28 października, 2016
Z zabaw dawnych, czyli o różnicy między ślepą babką i ciuciubabką...
..za "Skarbczykiem" wielkiego staropolskich obyczajów znawcy, Zygmunta Glogera (było, nie było...autora "Encyklopedii Staropolskiej":) :
"Zawiązują jednemu oczy chustką lub nasuwają mu czapkę pod brodę, potem chodzą koło niego i śpiewają:
Chodźmy wszyscy parami,
bijmy wszyscy rączkami,
ślepej babce zaśpiewajmy,
i od babki uciekajmy.
Tu wszyscy uciekają, a ślepy goni, póki kogo nie złapie: wtedy zawiązują oczy złapanemu. Ostrzegać tylko należy ślepego, gdy mu grozi jakieś niebezpieczeństwo, żeby się nie rozbił.
Ciuciubabka tym się różni, że zawiązują w niej nie oczy, ale ręce z tyłu, którymi ciuciubabka chwytać uciekających musi, co powoduje śmieszne skoki boczne i obracanie się tyłem."
* * *
Że mi się wyjazd parodniowy zdarzył, responsów moich do uwag Waszych upraszam przed poniedziałkowym wieczorem (a możebne, że i środowym) nie czekać, o czem obwieszczam, poniechawszy zamiaru początkowego zachowania się jako jedna sklepowa z mazurskiego sklepiku, z czasów skutowskich jeszcze wędrówek moich, co nam przed nosem na szybie kartki przykleiła z rozbrajającym napisem:
"Nieczynne z powodu, że zamknięte"
................
"Zawiązują jednemu oczy chustką lub nasuwają mu czapkę pod brodę, potem chodzą koło niego i śpiewają:
Chodźmy wszyscy parami,
bijmy wszyscy rączkami,
ślepej babce zaśpiewajmy,
i od babki uciekajmy.
Tu wszyscy uciekają, a ślepy goni, póki kogo nie złapie: wtedy zawiązują oczy złapanemu. Ostrzegać tylko należy ślepego, gdy mu grozi jakieś niebezpieczeństwo, żeby się nie rozbił.
Ciuciubabka tym się różni, że zawiązują w niej nie oczy, ale ręce z tyłu, którymi ciuciubabka chwytać uciekających musi, co powoduje śmieszne skoki boczne i obracanie się tyłem."
* * *
Że mi się wyjazd parodniowy zdarzył, responsów moich do uwag Waszych upraszam przed poniedziałkowym wieczorem (a możebne, że i środowym) nie czekać, o czem obwieszczam, poniechawszy zamiaru początkowego zachowania się jako jedna sklepowa z mazurskiego sklepiku, z czasów skutowskich jeszcze wędrówek moich, co nam przed nosem na szybie kartki przykleiła z rozbrajającym napisem:
"Nieczynne z powodu, że zamknięte"
................
07 sierpnia, 2016
Okruchy niedawnej codzienności IV, czyli o całunkach publicznie odprawianych...
Co
się mego zdania w onej materyjej tyczy, tom zawsze całuśnikom był
sympatyczny, dopokąd żem w tem afektów lubo też czystej sympatyi dowód widział. Też i wielekroć mi się trafiło bronić onych
młodzianków przed jakim zajadłym moherem, co to mnie się widzi,
że bardziej niźli zgorszony, to zazdrością wobec świeżości
afektu podrażniony był...
Ostatniemi jednak czasy trudnoż mi
się wrażeniu oprzeć, że coraz częściej owe całunki nader
lubieżnemi się stając, są jakoby preludium jakowe do gry miłośnej
dłuższej, a nam, postronnym, jeno jakoby prowokacyą ukazaną, by
rozjątrzyć luboż też, by granice spolegliwości otoczenia
przetestować...
Że cale nie tak dawnemi czasy cale
to inaczej wyglądało, upraszam na reklamę jedną sprzed lat
pięćdziesięciu wejrzeć:
10 maja, 2016
Ogłoszenia parafialne
Parokroć tu już zdradzałem Czytaczom, jako to noty niektóre moje dawniejsze, nie dosyć, że własnym życiem żyć poczynają, to często i są ku czemu wielce nieoczekiwanemu przyczyną. Koronnym przykładem tu broszurka naszego bodaj pierwszego lekarza-seksuologa, czy jak też on sam siebie zwał: płciownika, o masturbacji, której o wieleż wiem, nie masz w Polszcze w nijakiej ze znanych mi bibliotek ni nawet na lekarstwo, a w moim akurat jest ona szczęśliwym posiadaniu... I okrom do notki przyczyny służyła już tak licznym żurnalistom, studentom tegoż kierunku, a nawet pewnemu doktorantowi, co się na Kurkiewiczu doktoryzować zamyślał...
Insza z not, której Bywalcy może pomną, a Lectorowie nowi i odświeżyć memoryję pragnący, tutaj jej najdą:
http://pogderankiwachmistrzowe.blogspot.com/2014/02/o-notgeldach-asygnatach-i-pieniadzach.html
zaowocowała nieoczekiwanie kontaktem od muzealników zainteresowanych owemi notgeldami, zasię i inszemi jeszcze przedmiotami z kolekcyj moich. Ano i tak, może i nie nazbyt pospiesznie, bo to rzecz najwięcej była w zwyczajnych przecie turbacyjach z przedsięwzięcia tego finansową stroną, przecie doprowadziły owe muzealniki (a ściślej muzealniczki, bo to niewiasty wielce młode, zapału pełne, a przy tem cależ przyjemne:) do fortunnego, mam nadzieję, finału.
I tak oto, poczynając od 14-go bieżącego miesiąca, aż po grudzień, będzie można onych rzeczy, w towarzystwie i inszych, wypożyczanych kolekcyj, oglądać w rzeszowskiem Muzeum Etnograficznem (na rzeszowskim Rynku, pod numerem 6-tym), pospołu wystawę sub titulo "Nie wszystko złoto, co się świeci" składającą, na którą komu w pobliżu czy przejazdem może wypadnie, imieniem organizatorów i własnem, upraszam...:)
................
Insza z not, której Bywalcy może pomną, a Lectorowie nowi i odświeżyć memoryję pragnący, tutaj jej najdą:
http://pogderankiwachmistrzowe.blogspot.com/2014/02/o-notgeldach-asygnatach-i-pieniadzach.html
zaowocowała nieoczekiwanie kontaktem od muzealników zainteresowanych owemi notgeldami, zasię i inszemi jeszcze przedmiotami z kolekcyj moich. Ano i tak, może i nie nazbyt pospiesznie, bo to rzecz najwięcej była w zwyczajnych przecie turbacyjach z przedsięwzięcia tego finansową stroną, przecie doprowadziły owe muzealniki (a ściślej muzealniczki, bo to niewiasty wielce młode, zapału pełne, a przy tem cależ przyjemne:) do fortunnego, mam nadzieję, finału.
I tak oto, poczynając od 14-go bieżącego miesiąca, aż po grudzień, będzie można onych rzeczy, w towarzystwie i inszych, wypożyczanych kolekcyj, oglądać w rzeszowskiem Muzeum Etnograficznem (na rzeszowskim Rynku, pod numerem 6-tym), pospołu wystawę sub titulo "Nie wszystko złoto, co się świeci" składającą, na którą komu w pobliżu czy przejazdem może wypadnie, imieniem organizatorów i własnem, upraszam...:)
................
Noty cokolwiek pokrewne:
10 kwietnia, 2016
O niektórych Wachmistrzowych inwestygacyjach muzycznych....I
Przyjdzie mi się dziś Towarzystwu zdradzić ze swemi skłonnościami, które co tu dużo kryć, wielce są proste, by nie rzec prostackie, no ale czego się po człeku spodziewać, co mu stajnia drugim domem...?:(( Jeśli kto z Lectorów Szanownych jest kultury wysokiej i ponad ludowość, a ściślej pewnie i ponad ludyczność, wyrastającej, niechajże tej dalszej lektury poniecha, iżby się nie musiał ze wstrętem otrząsać. Inszych, co się jako i Wachmistrz nie stydają tego, że jeszcze ich dziadowie, jeśli nie ojcowie, chodzili za pługiem, a za potrzebą za stodołę, dalej upraszam...
Jedna z tych fascynacyj moich się tyczy zjawiska znanego niemal we wszytkich Europy krajach jako "taniec drewniaków", czasem "taniec sabotów", luboż w angielszczyźnie clog dance, gdzie sobie kmiotkowie dawni, tegoż obuwia dla ubóstwa swego, najwięcej zażywający, z charakterystycznego stukotu poczynili i elementu rytmicznego, aleć i nawet ten stukot włączyli w muzyczną swych tańców oprawę, znajdując w tem prawdziwie upodobanie...:) Godzi się dodać, że u Flamandów to nawet może i więcej mieszczan i biedoty miejskiej tańce, niźli kmiotków, zaś w Polszcze, o dziwo, rzecz jest mało znana, najpewniej temuż, że choć drewniaki znano, przecie nawet i kmiotkowie naszy czeguś mięli onych za stydliwe i więcej znajdziecie dawniejszych rycin, malunków czy opisów chłopstwa bosego, niźli chodaków zażywającego... Nie mówiąc już o tem, że buty z cholewami były punktem honoru i ambicji bodaj w każdej dzielnicy kraju naszego...:)
Zda się żem jeszcze na dawnem mem blogu niektórych wynalezionych naówczas perełek był pomieścił:
Jak już zapewne niektórzy Lectorowie (choć dziś pewnie właściwiej Was będzie Spectatorami zwać:) bystrze dostrzegli, rzecz jest po świecie tak popularną, że się w krajach wielu osobnych na to urządza festiwali i pokazów. Przy tem owe drewniane chodaki, z których rzecz się wiedzie, dawno już ustąpiły miejsca butom wprawdzie ciężkim, wielce męskie robociarskie przypominającym, przecie wiązanym, czy zapinanym, w których już nie tak łacno jako w drewniakach się zaplątać, onych pogubić, czy i krzywdy komu uczynić...:)
Ale tak po prawdzie, tośmy tu dopiero krótkiego uczynili wprowadzenia...:) Inwestygacyja, o której w tytule mowa, tyczy się zapisu z domowej jakiej dawnej prywatki z amerykańskiej Karoliny Północnej, którego przywołuję poniżej. Was proszę o zwrócenie uwagi, okrom całej galeryi postaci i typów przepysznych i wspaniałych (osobliwie orkiestrantów polecam:), na samego kamerzystę, który nam mignie zaraz na początku czwartej minuty(a i kilkukrotnie później), gdy towarzysząc filmowanej dziewuszce, wpodle lustra tańcującej, i sam siebie niechcący sfilmuje, aleć najwięcej mi będzie szło o parę, która się pojawi około połowy trzeciej minuty, gdzie niewieście przypominającej ożywioną wielce anorektyczną mumię egipską towarzyszyć będzie jegomość, Spectatorom starszym niechybnie na myśl przywodzący Breżniewa Zmartwychwstałego...:)
Pocznijmyż może od tego kamerzysty, czyli wielce cenionego amerykańskiego dokumentalisty, Davida Hoffmana:) Ale najlepiej jeśli to on sam o swoim tu opowie telewizyjnym debiucie, bo tak naprawdę to właśnie tym był ten przytoczony filmik...
Ano i tak szperając wpodle tejże postaci, żem się wywiedział, że w roku 1927, w mieścinie Asheville w owej Karolinie Północnej, miejscowi kupczykowie, a ściślej onych Izba, organizując dorocznej wystawy rododendronów, zaprosiła młodego naówczas bohatera naszej inwestygacji, by onym tam pospołu z miejscowemi jakiemi muzykami, poprzygrywał podczas onej wystawy... Rzecz się powtórzyła w rok później, potem w następnych i tak dalej, i dalej, aż rododendrony gdzieści tam po drodze wypadły z programu i mało kto dziś o nich pamięta, za to poświęcony pamięci Lunsforda Mountain Dance and Folk Festival ma się niezgorzej i najpewniej nas jeszcze przeżyje, a i może parę pokoleń kolejnych...:)
......................
Jedna z tych fascynacyj moich się tyczy zjawiska znanego niemal we wszytkich Europy krajach jako "taniec drewniaków", czasem "taniec sabotów", luboż w angielszczyźnie clog dance, gdzie sobie kmiotkowie dawni, tegoż obuwia dla ubóstwa swego, najwięcej zażywający, z charakterystycznego stukotu poczynili i elementu rytmicznego, aleć i nawet ten stukot włączyli w muzyczną swych tańców oprawę, znajdując w tem prawdziwie upodobanie...:) Godzi się dodać, że u Flamandów to nawet może i więcej mieszczan i biedoty miejskiej tańce, niźli kmiotków, zaś w Polszcze, o dziwo, rzecz jest mało znana, najpewniej temuż, że choć drewniaki znano, przecie nawet i kmiotkowie naszy czeguś mięli onych za stydliwe i więcej znajdziecie dawniejszych rycin, malunków czy opisów chłopstwa bosego, niźli chodaków zażywającego... Nie mówiąc już o tem, że buty z cholewami były punktem honoru i ambicji bodaj w każdej dzielnicy kraju naszego...:)
Zda się żem jeszcze na dawnem mem blogu niektórych wynalezionych naówczas perełek był pomieścił:
Jak już zapewne niektórzy Lectorowie (choć dziś pewnie właściwiej Was będzie Spectatorami zwać:) bystrze dostrzegli, rzecz jest po świecie tak popularną, że się w krajach wielu osobnych na to urządza festiwali i pokazów. Przy tem owe drewniane chodaki, z których rzecz się wiedzie, dawno już ustąpiły miejsca butom wprawdzie ciężkim, wielce męskie robociarskie przypominającym, przecie wiązanym, czy zapinanym, w których już nie tak łacno jako w drewniakach się zaplątać, onych pogubić, czy i krzywdy komu uczynić...:)
Ale tak po prawdzie, tośmy tu dopiero krótkiego uczynili wprowadzenia...:) Inwestygacyja, o której w tytule mowa, tyczy się zapisu z domowej jakiej dawnej prywatki z amerykańskiej Karoliny Północnej, którego przywołuję poniżej. Was proszę o zwrócenie uwagi, okrom całej galeryi postaci i typów przepysznych i wspaniałych (osobliwie orkiestrantów polecam:), na samego kamerzystę, który nam mignie zaraz na początku czwartej minuty(a i kilkukrotnie później), gdy towarzysząc filmowanej dziewuszce, wpodle lustra tańcującej, i sam siebie niechcący sfilmuje, aleć najwięcej mi będzie szło o parę, która się pojawi około połowy trzeciej minuty, gdzie niewieście przypominającej ożywioną wielce anorektyczną mumię egipską towarzyszyć będzie jegomość, Spectatorom starszym niechybnie na myśl przywodzący Breżniewa Zmartwychwstałego...:)
Pora teraz na ową parkę wielce leciwą... Owóż, pokazuje się, że owi tam byli nie bez przyczyny, a całość możemy cokolwiek tak postrzegać jakoby to na jakich pierwocinach zamysłu o powołaniu naszego "Mazowsza" gdzieści tam pospołu z inszemi amatorami mieli potańcować sobie Tadeusz Sygietyński i Mira Zimińska-Sygietyńska:)
Jegomość bowiem wielce do Breżniewa podobny, to niejaki Bascom Lamar Lunsford, właśnie taki trochę Sygietyńskiego może i trochę Oskara Kolberga dawniejszego, odpowiednik z Appalachów, którego poniżej możecie obejrzeć przy pracy, a i przy niejakich z przyjacioły zabawach, w tem i z połowicą własną, ową zasuszoną mumiją z filmiku głównego, Fredą Metcalf English...Ano i tak szperając wpodle tejże postaci, żem się wywiedział, że w roku 1927, w mieścinie Asheville w owej Karolinie Północnej, miejscowi kupczykowie, a ściślej onych Izba, organizując dorocznej wystawy rododendronów, zaprosiła młodego naówczas bohatera naszej inwestygacji, by onym tam pospołu z miejscowemi jakiemi muzykami, poprzygrywał podczas onej wystawy... Rzecz się powtórzyła w rok później, potem w następnych i tak dalej, i dalej, aż rododendrony gdzieści tam po drodze wypadły z programu i mało kto dziś o nich pamięta, za to poświęcony pamięci Lunsforda Mountain Dance and Folk Festival ma się niezgorzej i najpewniej nas jeszcze przeżyje, a i może parę pokoleń kolejnych...:)
......................
18 stycznia, 2016
Okruchy nie tak dawnej codzienności... II
Jedna z bodaj najpopularniejszych okupacyjnych piosenek, na tysiące już przerabiana wersji, także i współcześnych, nic z wojną nie mających wspólnego... Nibyż zrozumiała, a przecie jak się pokazuje, paru tajemnic zawiera. Własnym dziatkom tłomaczyć musiałem, coż znaczył "góral" i czemu jego dawanie mogło oznaczać wolność. Wspominana w piosence ulica Skaryszewska, bez wiedzy o tem, że tam się mieścił obóz dla wywożonych na roboty do Niemiec, jest kompletnie nieczytelna, ale ja dziś bym się chciał nad jednym słówkiem z refrenu zatrzymać...
Pacholęciem byłem, gdym tejże piosnki posłyszał po raz pierwszy, przecie nie tak nieobytym, by nie wiedzieć już, że nocny nalot mógł oznaczać po prostu akcję, w tym przypadku gestapo, na jakie mieszkanie konspiracyjne i tak też tego nalotu przez wiele lat rozumiałem. Osobliwie jakem poznał, że przecie nie bombardowali nas alianci, którym długo do Berlina było nadto daleko, a cóż dopiero do Warszawy, zresztą na cóż by tego czynić mięli?
Przyznaję, że świtała mi myśl, że to może jednak nie o akcje gestapo po lokalach i melinach podziemnych idzie, bo przecie piosenka miała o "normalnym" życiu przeciętnych ludzi traktować, a w konspirację był ledwo jaki procent zaangażowany. Był czas, żem się w tem doszukiwał jakich reminiscencyj jeszcze Września 1939 roku sięgających, dopokąd żem nie pomiarkował, że to o coś zupełnie innego idzie... O jedno z najbardziej bodaj zamilczanych po wojnie barbarzyństw sowieckich, mniej znanych dziś nawet, niźli osławione mordy katyńskie... O sowieckie naloty na Warszawę, których nawet jeśli przyjąć, że miały na celu niemieckie instalacje wojskowe, składy czy węzły komunikacyjne, to przy właściwej sowietom precyzji i nieliczeniu się z życiem ludzkim, najwięcej poszkodowaną była ludność cywilna Warszawy, gdzie zabitych liczono w tysiące, zburzone domy w setki, a dokuczliwość tychże nalotów dla wyczerpanych psychicznie warszawiaków okazała się bardziej sroga nawet, niźli niemieckie naloty w 1939 roku...
Zważywszy jednak na daty tych nalotów i ich osobliwe nasilenie w momentach co większych kryzysów w relacjach Moskwy z rządem Sikorskiego, nie ja jeden podejrzewam w tem swoistej osobliwości sowieckiej dyplomacji, wykorzystującej zasięg i udźwig swoich bombowców jako narzędzie nacisku...
I jeden jeszcze drobiazg do obrazu okupacyjnej stolicy: znane niemal z każdego dziś o powstaniu czy okupacji w Warszawie, podwórkowe kapliczki, przy których się modli grupka niewiast, czy i mężczyzn starszych czasem... Ten ruch wzmożonej religijności narodził się właśnie wtedy, za sprawą bombowców sowieckich i przerażającego uwidocznienia każdemu, że każdej nocy zginąć może każdy, bez względu na to, jak bardzo by nie był dalekim od wszelkich konspiracyj czy nielegalnych działań... A przecie na drugim biegunie tych masowych załamań psychicznych, licznych samobójstw, mamy i wspaniały warszawski humor, podchodzący i do tej sprawy ze zdumiewającą witalnością...
22 grudnia, 2015
O wigilijnych obyczajach not dawniejszych moich zgromadzenie...
noty sprzed roku powtórzyć sobie pozwolę, boć ona najpełniejszym zarazem będzie i zebraniem wszytkiego com dopotad w temacie był popisał...
"Po prawdzie żem już "O obyczajach wigilijnych" raz pisał, co dziś widzę, że jeno krótkiemi było do tematu wstępem, któregośmy rozszerzali tutaj, gdzieśmy między inszemi o psotach wigilijnych pisali i o ściganiu się włościan na pasterkę spieszących... Tutaj żesmy cytacikiem obszernem z JMci Xiędza Kitowicza się sparłszy, o jasełkach pisali, a własną ręką zaś kolędników dawniejszych żeśmy jeszcze i tutaj opisali, oryginalne przy tej wojnie klechów z kolędnikami kolędnicze podziękowanie z roku 1615 podając. Zasię żem Lectorom Miłym starodawnych góralskich składał życzeń "Na scynście, na zdrowie..."
Tutaj zasię żem własnej był alteracyi swej dał upust na durnotę ogólnonarodową, mniemającą karpia na wigilijnym stole mieć za obyczaj staropolski... Za okazyją, jako komu tego karpia, ryby dawniej rzadkiej i jeno na pański stół dawanej, chcieć prawdziwie po staropolsku na stół serwować, nie zaś jak leda kotleta schabowego na patelniej osmażonego, to tu ma przepisu na "Karpia po polsku w sosie szarym"... Roku minionego żeśmy zaś notą "O kradzieżach noworocznych" kończyli, dawniejszego tam a dziś przepomnianego cale obyczaju opisanie po krótkości ująwszy...
"Po prawdzie żem już "O obyczajach wigilijnych" raz pisał, co dziś widzę, że jeno krótkiemi było do tematu wstępem, któregośmy rozszerzali tutaj, gdzieśmy między inszemi o psotach wigilijnych pisali i o ściganiu się włościan na pasterkę spieszących... Tutaj żesmy cytacikiem obszernem z JMci Xiędza Kitowicza się sparłszy, o jasełkach pisali, a własną ręką zaś kolędników dawniejszych żeśmy jeszcze i tutaj opisali, oryginalne przy tej wojnie klechów z kolędnikami kolędnicze podziękowanie z roku 1615 podając. Zasię żem Lectorom Miłym starodawnych góralskich składał życzeń "Na scynście, na zdrowie..."
Tutaj zasię żem własnej był alteracyi swej dał upust na durnotę ogólnonarodową, mniemającą karpia na wigilijnym stole mieć za obyczaj staropolski... Za okazyją, jako komu tego karpia, ryby dawniej rzadkiej i jeno na pański stół dawanej, chcieć prawdziwie po staropolsku na stół serwować, nie zaś jak leda kotleta schabowego na patelniej osmażonego, to tu ma przepisu na "Karpia po polsku w sosie szarym"... Roku minionego żeśmy zaś notą "O kradzieżach noworocznych" kończyli, dawniejszego tam a dziś przepomnianego cale obyczaju opisanie po krótkości ująwszy...
Nastroju odmieniwszy, bym jeszcze chciał wspomnieć przecudnej urody, choć smutną wielce "Kolędę ułańską" pióra Imci Minkiewicza, nam zaś dziś po tem wstępie krzynę może i przydługiem, pora do domostw zajrzeć dawniejszych, by tych wspomnieć obyczajów i wierzeń, o których żem dopotąd nie wspomniał...
Wierzono pospolicie, że jakaż Wilija, taki i rok przyszły cały, co się nader udatnie na dziatwy utrzymywanie w moresie przydawało, jako owe pomiarkowały, że wziąwszy jaki na rzyć paskiem paternoster dnia tego, oznacza rok cały z tyłkiem chadzać obitem... Po prawdzie jednak, skoro napomnieniem pryncypalnem dnia tego byłoż żyć we zgodzie, nie wszczynać swarów i nie czynić nikomu przykrości, to i ojcowie jakoś do tegoż paska mniej byli ochoczy, choć znów bywały i familije, gdzie prawdziwie wierzono, że w przyszłorocznej karności dopomaga profilaktyczne egzekwowanie porzekadła, że "W Wigiliją chłopców biją, a w Święta dziewczęta"...
Niczego dnia tego nie należało pożyczać sąsiadom, by dostatek domu nie opuszczał, czego ślad najdziem i w obyczaju, prawda, że rzadkiem, krępowania nóg stołu łańcuchami, czy sznurami, aby "chleb trzymał się domu".
O obyczaju stawiania snopów po kątach, podobnie jak siana pod obrusem wszyscy wiedzą, aliści bym tu większego jeszcze był położył nacisku na genesis tegoż obyczaju, bo zawżdy tu szło o to, by plon przyszłoroczny był jak najobfitszem. Temuż i nie tylko sianko bywało na stole, ale i zboże niewymłócone, jako i stół cały posypany ziarnem, takoż grochem, makiem, soczewicą i czego tam sobie w obfitości in futuram życzono... Z podobnej myszli wychodził i obyczaj kładzenia pod stołem żelaza, jako to pługowych lemieszy, ale i sierpów, czy i kos nawet... Snop zaś nie jeden miał być, a w każdem kącie najstosowniejsze były zboża inszego, iżby ani pszenicy, aleć i żytka, owsa czy jęczmienia nie zbrakło. Na Sądecczyźnie i Podkarpaciu słomą całej nawet zaścielano podłogi, takoż i dla tej religijnej przyczyny, której przepięknie był wyraził słowami Wacław Potocki:
"Stary zwyczaj w tym mają chrześcijańskie domy
Na Boże Narodzenie po izbach słać słomy,
Że w stajni Święta Panna leżała połogiem..."
Podobnie na pamiątkę tego, że Pan Jezus miał być w żłobie położonym, na ścianach wieszano pęczków słomy, zwanych dziadami, luboż i słomianych gwiazd czy krzyży...
Pisałżem o nowomodności choinki, dziś to znalezionym cytatem podeprę z Łukasza Gołębiowskiego, kronikarza obyczaju I połowy XIX wieku, który w 1830 roku jeszcze sarkał z niejakiem zgorszeniem:
"Obyczajem Prusaków jest zwyczaj w Warszawie - upominkiem dla dzieci w wiliję: sosienka z orzechami włoskimi, złocistymi jabłuszkami i mnóstwem stoczków."
Ano i skorośmy przy tej choince, to pokończę z Wańkowiczowych "Szczenięcych lat" kolejnym cytatem, by dokazać, że drzewko i sto lat temu jeszcze bynajmniej nie dekoracyjnych funkcyj miało:
"Drzewko... było w dary konkretne zasobne i chodzić mogłeś koło niego, bracie, trzy dni i objadać się gruntownie... Poza świeczkami i lepionymi w domu łańcuchami z różnokolorowego papieru, wszystko tam można było w gębę włożyć. Od góry czerwieniały "pepinki" - małe kolorowe jabłuszka zawieszane na różnobarwnych włóczkach. Równie obficie wisiały figi, pierniki, złocone i srebrzyste orzechy i duże cukierki kri-kri. W papierowych koszyczkach znajdowałeś człowieku malagę (suszone winogrona), migdały, daktyle itd. Doskonałości te zrywało się na miejscu i rozdzielało pomiędzy parobczańską dziatwę..." :)
Subskrybuj:
Posty (Atom)