11 listopada, 2013

O Rzeczpospolitej Zakopiańskiej...

  Sugerował był Kneź czasu swego, bym na 11 Listopada wyszykował zbiorcze świąt pułkowych kawaleryjskich zestawienia, aliści po rzeczy przemyśleniu żem k'tejże był przyszedł konstatacyi, że to się nadto mało z themą wiąże, a i danie by się mogło Lectorom części pryncypalnej zdać nader ciężkostrawnem... Zdałoby się zatem co inszego, a stosownego za tąż do świętowania okazyją ważką popisać o tem, przy tem i nie ze szczętem głupiego, cóż gdy rocznice zawżdy tej czynią trudności, że thema oklepana i prawdziwie ciężko jej tak zajść, by co nowego popisać luboż zapoznanego przypomnieć... Dziś zatem, by czego mniej znanego opowiedzieć, przyjdzie mi dzieje republiczki opisać, co trzech niedziel nie trwała, przecie dla person znamienitych w dzieło to zaangażowanych, takoż i tego faktu mało znanego, że to najpierwsze w ośmnastym roku w Polszcze wolne i niepodległe było terytorium, godne to, mniemam, opowieści naszej osobnej... Zdarzeń najpryncypalniejszych nam opisywać przyjdzie, co się PRZED 11 Listopada zdarzyły, przecie zda mi się, że możem ich z myślą nadrzędną, jaką jest niepodległości odzyszczenia święto, powiązać nader łacno...
  By rzeczy jednak wywieść jako się należy, ab ovo*, zdałoby się nam cofnąć krzynę ku czasom wojnę światową, co nanonczas jeszczeć numeru własnego nie miała, poprzedzającym. Nasze dzisiejsze Zadeptane, jako dzisiaj już mieścinkę tą niektórzy zwą, za staraniem person przeróżnych, od Chałubińskiego poczynając, wielce się modnem uczyniło uzdrowiskiem, temuż zjeżdżało się tam niemało ludzi pióra, pędzla, a i polityków więcej bywało, niźli w przeciętnem tejże wielkości grajdołku. Dość rzec będzie, że gdy się mocarstwa przestały obrzucać ultimatami, a poczęły szrapnelami, w Poroninie na stałe mieszkał Kasprowicz, w Zakopanem Kazimierz Tetmajer, wrychle ogłaszający się „referentem” Naczelnego Komitetu Narodowego. Z końcem lipca Anno Domini 1914 zjechał i zamieszkał w „Szałasie” przy Kasprusiach Reymont z żoną, a zaskoczony przez mobilizację w Krakowie Józef Conrad-Korzeniowski wolał bezpieczniejsze Zakopane i mieszkanie w „Konstantynówce” przy Jagiellońskiej. Żeromskiego wojna zaskoczyła z drugiej strony Tatr, w Wyżnich Hagach, skąd z kłopotami powrócił, by wrychle pociągnąć za legionami, do których jednak ostatecznie (po burzliwej rozmowie z Piłsudskim) nie wstąpił i spod Kielc zawrócił do Zakopanego.
Przydajmyż temu towarzystwu jeszcze Axentowicza, Niesiołowskiego, Skoczylasa, Sichulskiego, Witkiewicza, ale i ten obraz Zakopanego jako kulturalnej stolicy Polski ówcześnej pełnym już nie będzie, bo z wojny wybuchem wyruszyła spod pensjonatu „Stamary” na ówczesnej Marszałkowskiej** kompania strzelców podhalańskich, później w Legionach zwana I Kompanią Zakopiańską, a z niemi Zaruski, Orkan, Sieroszewski i Żuławski***... O Zaruskim żem tu już i pisał był, choć za okazyją święta 11 Pułku Ułanów Legionowych, któremi dowodził w niezapomnianej batalii o Wilno i gdzie się swego krzyża Virtuti Militari dosłużył za walki o wileński dworzec kolejowy... Ale nie uprzedzajmy wypadków, póki co Zaruski nie jest jeszcze nawet ułanem, ale że to postać dla zdarzeń przyszłych zakopiańskich arcyważna, temuż trza nam co rzec o niem, a by chcieć opowiedzieć sumiennie, znaczyłoby najmniej wieczorów kilku na gawędę przeznaczyć!
Ach, bo też to i postać z tegoż towarzystwa niechybnie najbarwniejsza...:)) I nie wiem zali i mój tutejszy patron blogowy, Wieniawa, tejże konkurencji zdzierży...:) I jak w mało którem żywocie tyleż tu sprzeczności, czasem prawdziwych, czasem pozornych... Zesłany za młodu na kraj świata za antyrosyjską konspirację, wrócił z niej oficyjerem carskiej floty. Ba! Małoż na tem.. z Polaków bodaj że pionierem w pływaniu po wodach polarnych... I jak z tych swoich stepów ukrainnych poszedł w morze, tak z morza wrócił...w góry:) Umiłowawszy zaś Tatry, uczynił co mógł, by ich śród ceprów rozpropagować, przy czem u schyłku żywota bronić Mu przyszło ciszy i majestatu gór, których tłuszcza bezrozumna zadeptać gotowa... Nie wiem cóżby rzekł na Zakopane dzisiejsze, aliści mniemam, że nie o takie mu szło... Socyalista z przekonania, stworzył i rozpropagował dwa bodaj najwięcej w Polszcze przedwojennej elitarne sporty: taternictwo i żeglarstwo jachtowe. Malarz, poeta... Ba! Spyta kto: „A któż tamtem czasem się poezją nie parał?” Odrzeknę, że prawda... każdy niemal, z tem że Zaruskiego rymy cależ nie podłej są próby! Legionista, i to z tych z prawdziwie najpierwszego szeregu, a przecie za rebelią majową Marszałka opowiedział się przeciw Piłsudskiemu. Nieprzeszacowane zasługi Jego dla narodzin w Polszcze tradycyi morskiej, której nie oszukujmy się: przecie żeśmy niemal nie mieli, a liczenie w jej poczet zasług gdańszczan grubym jest nieporozumieniem. To Jemu zawdzięczać nam, że przepomniana uchwała sejmowa o powołaniu Komitetu Floty Narodowej odżyła i ciała nabrała... Za tegoż komitetu staraniem składka narodowa (głownie jednak Pomorzan) i zakup „Daru Pomorza”, a przódzi jeszcze Szkoły Morskiej najpierwszej naszej, jeszcze w Tczewie lokowanej powstanie, narodziny Ligi Morskiej i Rzecznej****, narodziny Yacht Clubu Polskiego i najpierwszego jego jachtu; „Witezia”, zakup... Całaż niemal historia narodzin harcerskiego żaglowania z tem człekiem się wiąże, a „Zawisza Czarny” to niemal pomnik, którego sobie jeszcze za życia wystawić zdążył! Katolik szczery, a przecie nader blisko z masonami; człek do bólu praktyczny, a wielki entuzjasta spotkań spirytystycznych... i tak by można o niem niemal bez końca... Dziś nam najwięcej jego rola i pozycja w Zakopanem, ergo człeka, co sam chodząc w góry, inszych szkolił, szlaki tyczył, pisał o tem, a głos jego we wszystkich zaborach był znany. Nareście pomysłodawca, twórca i naczelnik pierwszy Tatrzańskiego Ochotniczego Pogotowia Ratunkowego. Górale go uwielbiali jak mało kogo i niechybnie idea każda, której Zaruski był zwolennikiem, z punktu między ludkiem podhalańskiem największe miała wzięcie...
Pominąwszy dla krótkości wojenne Jego dzieje, starczy nam tu rzec jeno, że po kilkumięsięcznem uwięzieniu po legionowym kryzysie przysięgowym, powrócił był do Zakopanego grudniem 1917 roku, gdzie zastał cyrkumstancyje cależ odmienne, niźli te, w których w sierpniu 1914***** miasto to opuszczał, Rzec by można, że o ile sierpniem 1914 roku duch w mieście byłe jednej z Państwami Centralnemi myśli i na wiktoryję Austro-Węgier i Niemiec rachuby swe opierano, tak wrychle się te nastroje odmieniać poczęły, w czem niemałej miały zasługi tyleż i wypadki na frontach się dziejące, co i najpierwsza w Zakopanem konspiracyja o orientacyi ententofilskiej... Nie wiem czy i czasem nie nadużywam tu słowa konspiracja, bom stanu wojennego przeżywszy, a więcej jeszcze realia bezwzględne czasu okupacji za wojny ostatniej znając, gdzie jakie zasad konspiracyi lekce sobie ważenie zazwyczaj rychło się mściło okrutnie, do inszych żem konspiracyi standardów nawykł... Z pewnością nie mieszczą się w nich zebrania powszechnie niemal wiadome w restauracji wielce znanej Karpowicza na Krupówkach******, gdzie dyskursów nawet i protokołowano!:) Do naszych czasów po tejże konspiracyi pozostały jeno pyszne karykatury Sichulskiego w Muzeum Tatrzańskiem, które ów ponoć za podszeptem Solskiego rysował. Może i się nasz rysownik tak nudził na tych zebraniach sielnie, że się czem zająć musiał, więcej mi jednak mniemać, że to za sprawą samego Karpowicza owe ryciny powstały, a Sichulski niemi restauratorowi płacił za wikt i opierunek, bo właśnie u Karpowicza miał stancyję...:)) Nie umiem ja bowiem sobie wystawić, by jakibądź restaurator, goszcząc u siebie „konspiracyi” przez tak znamienite persony jak Żeromski i Kasprowicz prowadzonej, nie chciał mieć z tego pamiątki...:)
Z rozczuleniem niejakiem spominając tejże „konspiracyi”, o której by jeno ślepy i głuchy może pod Tatrami nie wiedział, za niemałej przezorności dowód przyjdzie uznać decyzję organizatorów, by jej z początkiem szesnastego roku rozwiązać, bo trudnoż było liczyć na to, że zwierzchność cesarsko-królewska dłużej ją ścierpieć będzie umiała... Organizacja znikła, przecie idee pozostały...
Wielekroć skryciej konspirowali narodowcy, których czynność wzrosła wielce za przybyciem pod Giewont inżyniera Leona Krobickiego, któremu wielce udatnie sekundował nauczyciel tutejszy Medard Kozłowski, a wrychle i insza w światku tutejszym persona wielce znaczna, bo zarządca dóbr hrabiego Zamoyskiego, na którego to włościach przecie całe Zakopane i większa część okolicy leżała... Nie od rzeczy onego zarządcę i patriotę spomnieć, bo to Wincenty Szymborski, w prostej linijej ojciec rodzony poetessy naszej, Noblem uhonorowanej.
Nie od rzeczy takoż rzec będzie, że był w Zakopanem czasu tamtego, osobliwie w średniej warstwie, duch jaki szczególny społeczny, co się w niesłychanej wprost aktywności person miejscowych przejawiał. Mało kto był jeno prostym nauczycielem, aptekarzem, kupcem czy restauratorem... Zliczył ktoś kiedy, że towarzystw wszelkiej maści, o społecznym, czy edukacyjnem charakterze było kilkadziesiąt. Sam Zaruski się w niemal trzydziestu udzielał przedsięwzięciach... Żeromski zawiadywał miejscową biblioteką publiczną i oddziałem Towarzystwa Szkoły Ludowej, zakładał stowarzyszenie "Podhalańskie Warsztaty Pracy", był jeszcze przy tem sekretarzem Narodowego Komitetu Zakopiańskiego i przewodniczącym jego sekcji, co by może kogo zdziwiło, aliści szczególnej... bo ekonomicznej... I z tegoż to wrzenia podskórnego a ustawicznego, tegoż wyczulenia na rzeczy publiczne, tegoż zapału patriotyzmem karmionego i poświęceniem jednostek silnego przyszło w dniach wojnę kończących do zdarzenia w dziejach naszych niebywałego, a mało znanego... Do narodzin Rzeczypospolitej Zakopiańskiej!
Swarzą się Kraków z Tarnowem o to, któreż z nich najpirwszem było miastem prawdziwie niepodległym. I nie na dni tam już, a na godziny bój idzie, a najwięcej o to, że się Tarnów 31 października Anno Domini 1918 zdeklarował o swej do Polski przynależności i siłę zbrojną zaborczą rozbroiwszy, rankiem już o 7.30 porannej godzinie, wolnym był prawdziwie. W Krakowie zaś temczasem oberleutnant rezerwy Antoni Stawarz o 6.00 przed frontem swego oddziału cisnął był w kałużę czapki oficyjerskiej z austryjackiem „bączkiem”, przywdział zaś maciejówki z orłem, poczynając tem samem dzieło przejmowania władzy i rozbrajania stacyonujących w mieście żołnierzów inszych nacyj, co pokończono obiadową porą, temuż prawdziwie Tarnowowi przed Krakowem prymat słusznie należny... Aliści przecie na Krakowie się Polska nie kończy! Na dwa tygodnie przed temi zdarzeniami cieszynianie własnej powołali Rady Narodowej, a w Zakopanem jeszczeć i przódzi, bo 13 października na wici rozesłane przez wójta Wincentego Regieca*******, się w kinie „Sokół' zebrało z pięciuset obywatelów miasta i okolicy najcelniejszych i wybrali przewodniczącym tegoż zgromadzenia Żeromskiego, zaś zastępcami onegoż dla równowagi po jednem przedstawicielu prawicy w osobie Wincentego Szymborskiego i jednem z lewicy w osobie Mariusza Zaruskiego. Jednomyślnie też przyjęto rezolucyją poniższą:
„Wobec przyjęcia zasad pokojowych prezydenta Stanów Zjednoczonych Wilsona przez państwa rozbiorowe, uważamy się odtąd za obywateli wolnej, niepodległej i zjednoczonej Polski. Tej Polsce winniśmy wierność i posłuszeństwo, mienie i krew naszą, nie uznajemy żadnych więzów, tym najświętszym obowiązkom przeciwnych. Przejęci ważnością godziny dziejowej dla wspólnego gorliwego pełnienia obowiązków wobec państwa polskiego postanawiamy stworzyć Organizację Narodową w Zakopanem i w tym celu wybieramy jej zarząd, złożony z 32 osób, polecając mu ułożenie programu i sposobu działalności.”
Dodajmyż dla porządku, że przewodniczącym owej Organizacyi Narodowej obrano znowuż Żeromskiego, zasię sekretarzował onej Medard Kozłowski. Dwa dni później dopiero polscy posłowie do parlamentu we Wiedniu ogłosili, że odtąd się za deputatów suwerennego państwa polskiego mają, zasię w dwa tygodnie później (28 października) w Krakowie pod Witosa przewodem powołano Polską Komisję Likwidacyjną (do likwidacji rządów austryjackich w Galicyi całej). Probując ongi tego sporu Tarnowa z Krakowem rozsądzić, profesor Chwalba z UJ orzekł, że same uchwały, luboż i organów jakich powołanie nie czynią prawdziwie niepodległemi i że tego jeno od rozbrojenia wojsk obcych na danem terenie stacyonujących liczyć można. Myśl słuszna, choć może cieszynianom niemiła, bo w ich aspiracyje to bije. Co się zakopiańczyków tyczy, to owi 30 października, zatem i przed Tarnowem, i przed Krakowem niepodległemi się ogłosili. Praw Imć profesor, że słowa same niepodległemi nie czynią, aleć zakopiańczyków tego uczyć nie musiał. Polscy żołnierze i oficyjerowie pod komendą porucznika Mariana Bolesławicza i doktora Gustawa Nowotnego rozbroili Austryjaków, zajęli skład broni i stacyję telefoniczną, po czem się pod władzę Organizacji Narodowej oddali. I tu mi już dalszych dalszych profesora wywodów nie pojąć, gdy ów Tarnowowi prymatu przyznając, argumentował, że w Zakopanem istotnych oddziałów wojska austryjackiego nie było. W mojem pojęciu nie to ważne, czy rozbrojono ich trzy kompanie, czy jednego żandarma... Sam akt już świadczył bowiem o determinacyi rozbrajających, świadomych przecie, że za leda jakiem losu kolei odwróceniem, głową za swą śmiałość zapłacą, jako zapłacili marynarze różnych nacyj, za bunt podniesiony przed czasem w Kotorze******** przeciw komendzie austro-węgierskiej, nadto jeszcze ówcześnie silnej...
Godne podług mnie najwyższego jeszcze i jedno podziwienia... Owoż gdy się Organizacja Narodowa zakopiańska w Radę Narodową Rzeczypospolitej Zakopiańskiej przekształciła, ludzie lewicy protestacyję podnieśli, że ów organ nie jest prawdziwie reprezentatywnem dla składu swego aż nadto jawnie endeckiego. I cóż? Politycy dzisiejsi zapewne by się jeno obśmiali na protest takowy i swego dalej czynili... Dawniejsi widać insze mieli o honorze pojęcie, o czem żem tu już i pisał był, za exemplum biorąc tokijskie spotkanie wrogów przecie, bo Piłsudskiego i Dmowskiego... W niejakiej zaś korespondencyi do tamtego tokijskiego, i w Zakopanem do kompromisu przyszło i do Rady Narodowej dookoptowano jeszcze siedemnastu osób, głównie z PPS związanych... Tak tedy od 1 listopada mielim w Zakopanem Rady Narodowej jako małego parlamentu********* i prezydenta onej Rzeczypospolitej, w osobie Żeromskiego. Zastępcami zaś onego po dawnemu Szymborski i Zaruski, na trzeciego zaś obrano przewodniczącego Związku Górali Franciszka Pawlicę. Sekretarzował po dawnemu Medard Kozłowski.
   Przyjąwszy, imieniem wolnej Polski, przyrzeczenie wiernej służby od kierujących wszelkimi zakopiańskimi towarzystwami i instytucjami, Żeromski najwięcej się skupił na zapewnieniu spokoju w mieście samem, tudzież na sprawach granicznych, do czego jeszcze nawrócim, o samej zaś Rzeczypospolitej rzec jeszcze się godzi, że to wielce znamienne, że się owa, po dwóch ledwo tygodniach, podporządkowała Polskiej Komisji Likwidacyjnej w Krakowie, nie zaś działającemu w Lublinie rządowi Daszyńskiego... Wiedzieć o niem, wiedzieli w Zakopanem niechybnie, ale zapewne nadto silni w Radzie byli endecy, a socyaliści od Zaruskiego...hmmm... jakże oni poważać mieli człeka, co wprawdzie najlepszym był naówczas narciarzem wśród polityków, przecie na tych nartach jeździł w sakpalcie i w meloniku, powszechnej już wtedy pod Giewontem budząc tym wesołości...
   Dwie jeszcze i uwagi insze... dość powszechnie w Międzywojniu ową republiczkę interpretowano jako ziszczenie baśni o przebudzeniu rycerzów pod Giewontem śpiących, a już nie z baśni to rodem uwaga, że jest niejaka sprawiedliwość w tem Historyi, bo przecie ode Spisza i Podhala się grabież ziem ojczyzny naszej przez zaborców poczęła. Rozbioru jeszcze przecie nawet pierwszego nie podpisano, gdy austryjackie wojsko te ziemie zajęły**********...
   Można by już na tem dzieje Rzeczypospolitej Zakopiańskiej zakończyć, ale że za czynność ni Żeromskiego, ni Zaruskiego za podporządkowaniem się PKL, a przez to i rządowi Moraczewskiego, nie znikła, pociągnijmyż jeszcze tej opowieści chwilę, bo rzecz się arcyważkich spraw tyczyć będzie, bo to kto komu hołdy składał mało kogo zajmowało na Orawie i Spiszu, gdzie z początkiem już listopada przyszło do kontrowersyj z Czechami, własną siłą zbrojną na te ziemie nastających. Ludek tameczny na wiecu w Jabłonce, podobnym wielce temuż zakopiańskiemu, proklamował polskości Spisza, Orawy i okręgu czadeckiego, zasię rozumiejąc, że Czechom nie dostoi, o salwerunek się ku Zakopanemu obrócił, gdzie prezydent Żeromski nie mieszkając nakazał Zaruskiemu wioszczyn tych imieniem Rzeczypospolitej zająć. W połowie listopada w Lubowli powstała polska Rada Narodowa Spisza, i na jej to suplikę Zaruski, działając już jako nowotarski komendant wojskowy z namaszczenia rządu Moraczewskiego, wojskami swemi obsadził Jaworzynę i Zamagurze Spiskie.*********** Tamten spór się dość pokojowo był skończył, bo we Wiliją w Popradzie, a w Sylwestra w Chyżnem się nasze Rady ze słowackiemi dogadały o granicy przebiegu.
   Krótkośmy się tem jednak nacieszyli, bo już 13 stycznia na mocy rzekomego ordonansu marszałka Focha, imieniem Ententy rozsądzającego te spory, rządowi Moraczewskiego nakazano wojsko nasze z tych ziem nazad cofnąć. Po latach dopiero się pokazało, że nijakiego od marszałka w tem względzie rozkazania nie było, zaś jego imieniem się podszył wiarołomnie niejaki pułkownik Vix, szef alianckiej misyi wojskowej w Budapeszcie siedzącej, co wielce był Czechom życzliwy... Szłoby może tym rzeczom jaki odpór i dać z sensem, jeno że... nocą z 4 na stycznia przyszło do wielce smutnych zawirowań w samej Warszawie, gdzie pułkownik Januszajtis i xiążę Sapieha iście operetkowego usiłowali wznieść puczu, którem tyleż wskórali, że Naczelnik Piłsudski w dni niewiele później Moraczewskiego do dymisyi nakłonił i rządu, na szerszej opartego podstawie, Paderewskiemu powierzył... Zrozumiałe zatem, że w tem całem zamieszaniu mało komu było w Warszawie pamiętać o kilku wioskach na Orawie i Spiszu...:((
   Może gdyby był jeszcze i na Podhalu Zaruski... może by i jakiej samotnej przeciw temu czynił desperacyi, aliści onego na ten czas już do Komisyi Regulaminów Wojskowych************ delegowano, a wrychle (19 lutego) dowództwa 11 Pułku Ułanów Legionowych poruczono... Trafiła się po prawdzie okazyja sięgnąć po te ziemie znów latem dziewiętnastego roku, gdy Czechom zrewoltowane czerwoną zarazą madziarskie zagrażały siły i owi ze wszytkich wioszczyn ściągali posterunki. W Zakopanem tejże okazyi nie prześlepiono i Kompania Wysokogórska************* przeszła przez Koperszady aż do Matlar, aliści znów z Warszawy pod francuskiem naciskiem przyszły ordonanse, by akcyi przerwać. Finalnie rzecz się w kwietniu 1921 roku roztrzygnęła, gdy komisyja aliancka nam Suchej Góry (Sucha Hora) i Głodówki (Hladovka) przyznała z Lipnicy jeno częścią, czegośmy już między sobą z Czechami pomieniali w 1924 oddając onym Suchej Hory i Hladovki w zamian za Lipnicę Wielką całą i granica od tej pory po dziś się już w tej gór częsci nie odmieniła niemal na jotę...
  I refleksyja na koniec naprawdę ostatnia, bom w pełni świadom, żem nad miarę już i tej noty przeciągnął... Państwowości naszej to rocznica poważna, ale i mnie takoż, choć mniejsza... Oto trzydzieści lat temu żem z biało-amarantową kokardą w klapie dla dnia tego pamiątki stanął był przed młodzią nauki oczekującą, co się tem pokończyło, że mię zwierzchność w osobach dyrekcyi ówcześnej XIV krakowskiego Liceum dymissyonowała i uczyć nie dozwoliła...
______________
* dosł.od jaja – łac.od początku
** dziś te zakopiańskie „Oleandry” to DW”Podhale” przy Kościuszki 21
*** Jerzy, nie mylić z Wawrzyńcem
**** od 1930 Liga Morska i Kolonialna, pismo Ligi pt.”Morze” wychodzi do dziś.
***** dodajmy, że niemal prosto z akcji ratowniczej i to jednej ze słynniejszych. 28 lipca grupa Zaruskiego sprowadziła z gór uratowaną Marię Bandrowską, zaś nazajutrz zwłoki jej brata Bronisława i towarzyszącej rodzeństwu Anny Hackbeilówny, kończąc tym smutnym akordem jedną z głośniejszych tatrzańskich tragedii. Kto by co więcej chciał o tem do Wawrzyńca Żuławskiego odsyłam:

****** dziś w tym miejscu, o zgrozo!... „Cocktail-Bar” (Krupówki 40)
*******profesor Szkoły Przemysłu Drzewnego, wójt prawdziwie wojenny, bo urzędu swego obejmował tegoż samego dnia, w którem w dalekim Sarajewie serbski student Gawriło Princip pozbawił Austro-Węgry następcy tronu w osobie arcyksięcia Franciszka Ferdynanda
********dziś w Czarnogórze, bunt zaś miał miejsce w lutym ośmnastego roku.
********* "Belweder" zakopiański tamtego czasu to willa "Czerwony Dwór" przy Kasprusiach pod 27 numerem. Dziś się tam przedszkole imienia Szymanowskiego mieści...
********** Spisz w lutym 1769 roku, zaś Podhale w lipcu 1770
*********** nawiasem za te właśnie działania Rydz-Śmigły (w rządzie Daszyńskiego minister wojny) awansował rotmistrza Zaruskiego na majora.
************ i w tejże komisyi nasz żeglarz, narciarz, taternik, malarz, poeta, ratownik i Bóg wie kto w jednej osobie jeszcze dokonał prawdziwie benedyktyńskiej pracy historyka niemal z regulaminów i pism ośmnasto- i dziewiętnastowiecznych czerpiąc, a dawnych, zapoznanych  de novo do czasów nowych akomodując, dwóch był regulaminów ułozył. "Nauka jazdy konnej", a więcej jeszcze "Rząd koński", przez Sztab Generalny zatwierdzone, na pokolenie się stały biblią kolejnych adeptów ułańskich.
************** pod porucznikiem Ziętkiewiczem , aliści na rozkaz pułkownika Galicy, dowódcy Strzelców Podhalańskich.



31 komentarzy:

  1. przyznam, ze ejszcze tak dokąłdnie nie wgłebiłam się w tekst. lekko tylko zahaczyłam o nazwę, nazwiska znane i mniej znane, ale najbardziej te znane, okoliczności historyczne i na razie rozumiem jedno: Waćpan uważasz, że wygrana w sporze między Krakowem a Tarnowem należy się Zakopanemu. Jak widzę, dzisiejsze Święto obchodzisz podwójnie: państwowo i prywatnie. Być wyrzuconym z pracy za narodową kokardę to piękna karta w biografii.

    notaria

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie chwalę się nią szczególnie, bo i to poniekąd o przyszłości mej przesądziło późniejszej, że mi profesyja zdałoby się przyrodzona, odebraną została... Co się sporu tyczy, to owszem - zwycięzcą ogłaszam Zakopane...:)
      Kłaniam nisko:)

      Usuń
  2. Vulpian de Noulancourt11 listopada 2013 14:54

    O Spisz już chyba nie ma co się dzisiaj kłócić. Niech no tylko pieniądze oddadzą za kilkuwiekowe bezprawne użytkowanie i będziemy kwita. Zagadnieniem: "kto miałby oddawać i ile" mogą się zająć prawnicy.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wielce by to spornem było, czy to użytkowanie prawdziwie bezprawnem. Przypomnę, że Spisza dostał Jagiełło za pożyczkę Zygmuntowi Luksemburskiemu, naówcześnie królowi madziarskiemu, a jeszcze nie cesarzowi, gotowizny znacznej... Sąd papieski lat później kilkadziesiąt odbyty przysądził Spisza Koronie, aliści jeno do długu zwrotu, co się nie stało dopotąd, aliści dziś już chyba próżno się do tego jako podstawy odwoływać prawnej... Maria Teresa Spisza zagarnęła legitymując się roszczeniami madziarskiemi, a gdyby nam przyszło w ośmnastym roku się na azard tam puścić plebiscytu to najpewniej byśmy przegrali, bo przeciw naszym głosowaliby Słowacy, Madziarzy i Niemcy, czyli najpewniej byłoby jakie 3:1...
      Kłaniam nisko:)

      Usuń
    2. Vulpian de Noulancourt11 listopada 2013 22:14

      Od 1769 do traktatu wersalskiego to szmat czasu. A chyba zabory nie były zgodne z prawem międzynarodowym, więc okres ten to zawłaszczenie i użytkowanie bezprawne. Wychodzi z tego, że to Wiedeń powinien nam spłacić wszystko z odsetkami.
      Pozdrawiam

      Usuń
    3. Zatem widzę temat dla kolejnej matematycznej noty Vulpianowej:) Przyjmując, że wartość dzierżawna Spisza nieznana, ale skoro królowie w 1412 niejako wycenili jej na te nieszczęśne 37 tysiąców kup groszy praskich, co Tobie łacniej przyjąć będzie za 7 ton śrebra czystego, to jakaż od tej wartości summa za te lata odsetek?:) A w kolejce czekają jeszcze sumy bajońskie i neapolitańskie...:)
      Kłaniam nisko:)

      Usuń
  3. Piękny fragment życiorysu, a swoją drogą były to dziwne czasy, nastawione na świętowanie przedwojennego zresztą producenta czekolady.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przede wszytkiem witam najpiękniej jak umiem Antoniego Zawróconego:) A czy to piękne, czy więcej żałośne, to już różnie by sądzić można... Co do "wedlowskiego" święta, tom ja sobie zawżdy tłomaczył, że świętuję rocznicę nadania Xięstwu Warszawskiemu konstytucji przez Napoleona:))
      Kłaniam nisko:)

      Usuń
  4. Bez zażenowania przyznam się, że sprawy nie znałem, co oczywiste bo gdybym był biegły w owych zawiłościach, to pewnie bym tu nie zaglądał. To raz, a po wtóre zastanawiam się co bardziej podziwiać, czy rzecz całą, czy też Waści narrację, co zawsze mnie zdumiewa, jak można w sposób arcyciekawy, różne różności przedstawiać ludowi prostemu, do którego z pewną dumą, byłbym skłonny nieskromnie się zaliczać.
    Kłaniam (my) z zaścianka Loch Ness :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nadtoście łaskawi dla mnie, chudopachołka:))
      Kłaniam nisko:)

      Usuń
  5. Uprzejmie donoszę o niedostępności tekstu Wawrzyńca Żuławskiego spoza sieci wewnątrzszkolnej...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przebaczenia proszę, ale sam mam problem, że mię Google poznać nie chcą i otworzyć przede mną, to i inszego linku nie wskażę, choć wiem, że tekst Żuławskiego jest najmniej w trzech różnych miejscach w sieci dostępnym...:((
      Kłaniam nisko:)

      Usuń
    2. Choć nadal z Googlami dojść ładu nie umiem, przeciem nalazł tejże opowieści w inszem mieśćcu i linku podmienił...
      Kłaniam nisko:)

      Usuń
  6. Dziwne to i niewiarygodne - czyżby Polacy nie tylko za łby się brali ale i potrafili się dogadać? I to jeszcze tacy indywidualiści i wizjonerzy?
    O tej Rzeczpospolitej nie miałem zielonego pojęcia, a cóż za godny przykład!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rozczarować bym nie chciał, ale prawda to najprawdziwsza:)) A przykład w rzeczy samej zdaje mi się aż nadto podkreślenia godnym, osobliwie w dzisiejszym dniu...
      Kłaniam nisko:)

      Usuń
  7. Tekst arcyciekawy jak i temat też owszem :-) Zastanowiło mnie ile jeszcze takich przykładów w tym względzie możnaby przytoczyć, po prostu niektóre fakty odpowiedniej siły przebicia nie mają a inne i owszem, Zakopane nie umiało głośniej zakrzyczeć o swoim żandarmie może?
    To dobrze, że zwycięstwo Zakopanego w tej materii jednak nie zostało ze szczętem zapomniane :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Historia pełna jest takich zdarzeń, które luboż to fałszywie pamiętano, luboż przepominano ze szczętem, luboż i rozmyślnie inszego przydawano znaczenia... Najwięcej mi się dziś na myśl cisnące to choćby owo święto dzisiejsze rzekomo na dzień Komendanta przyjazdu, gdy ów w rzeczywistości 10 listopada przyjechał czy też przez wszytkich bodaj bakałarzy w Polszcze wbijanie do głów pacholętom daty Roku Pańskiego 1226 jako tego, gdy to Konrad Mazowiecki miał Krzyżaków do Polski sprowadzić, co prawdziwie być nie mogło przódzi jako po śmierci Leszka Białego w Gąsawie w 1227, zatem najpewniej w 1228 a jeszcze więcej możebnie w 1229, a i też rola Konrada w tem zupełnie insza, niźli ogół o tem przyjmuje... Są i zdarzenia, gdzie jaka persona energiczna sama działaniem swojem taką narzuca interpretacyję, że trudnoż i później inszej się przebić: ot, wszytcy niemal "wiedzą", że obalonego Mussoliniego z niewoli oswobodził Skorzeny i Hitlerowi go przywiózł, tem zaś czasem ani ów tej operacyi nie planował, ani nie wykonał, jeno się do spadochroniarzy jenerała Studenta przyłączył z garstką swoich, aleć jako już Mussoliniego miał w garści tak nie odstąpił, aż z niem się u Hitlera nie nalazł i laurów nienależnych nie zyszczeł...
      Kłaniam nisko:)

      Usuń
    2. Taki sam problem jest z 11 listopada. Data symboliczna, nic niemająca wspólnego z niepodległością. Dla mnie powinien to być 7 października (ogłoszenie niepodległości Polski ) lub 6 listopada (powołanie rządu).
      Bardzo lubię Marszałka i cenię go bardzo (pamiętasz Wachmistrzu moje rozważania o czterech najważniejszych osobach w historii Polski do wykucia w skale? Jednym z nich jest Piłsudski), ale 11 listopada jest datą pod zmarłego niedawno Marszałka w 1937 roku, a po wojnie reaktywowano Święto znowu z powodów politycznych, w 1989 roku, jeszcze za rządów komunistów. I wyobraź sobie, nikomu to nie przeszkadza. To znaczy - przeszkadza - mnie.

      Usuń
    3. Torlinie, a nie masz większych problemów?
      Na Kneziowisku jest kilka dat gdzie można by rocznice świętować, a w efekcie ustalono takową na tłusty czwartek - dalibóg, nie pamiętam już dlaczego? :D

      Usuń
    4. Przepraszam Okrutniku, że się wpisałem pod Twoim komentarzem. Będę na przyszłość uważał.

      Usuń
    5. Akurat ja pod Twoim się wpisałem, więc zdaje się pierwszy powinienem przepraszać i się nie odzywać? :P

      Usuń
    6. Torlinie, 11 Listopada, jak to często w dziejach bywa, jest owocem pewnego kompromisu i pewnej umowności... 6 listopada oznaczałby święto jednej opcji politycznej, czyli coś jak 22 Lipca, 7 października znów chyba byłby bardzo hermetycznym i pewnie nie zaakceptowanym przez masy, zaś 11 Listopada endecji pozwalał wierzyć, że świętują sukces Ententy, a wielbicielom Marszałka jego powrót... Choć tak naprawdę to wrócił 10-go, a święto z osobą Komendanta tak ściśle to powiązali już post mortem, Jego żałośni epigoni...
      Kłaniam nisko:)

      Usuń
  8. A link do owej tragedii tatrzańskiej nie działa...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Choć nadal mam z Googlami frasunek, tom nalazł tejże historii gdzie indziej i już linku podmienił na działający:)
      Kłaniam nisko:)

      Usuń
  9. Klik dobry:)
    Ciekawe, według jakich nut owa dyrekcja liceum dzisiaj śpiewa i w jakim kolorze kokardy przypina?

    Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tamta dyrekcja, jeśli jeszcze dycha, to pewnie się zasłużoną wielce cieszy emeryturą... Obecna zapewne niczemu niewinna i śpiewa jak zwierzchność rozkaże...:)
      Kłaniam nisko:)

      Usuń
    2. ... i TEŻ śpiewa jak zwierzchność rozkaże...

      Usuń
  10. Witaj :)
    Kolejna ciekawa, długa lekcja historii- dziękuję :)
    Pozdrawiam z szacunkiem wielkim :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bóg Zapłać za dobre słowo:)
      Kłaniam nisko:)

      Usuń

Być może zdaje Ci się, Czytelniku Miły, że nic nie masz do powiedzenia aż tak ważkiego, czy mądrego, by psuć wzrok i męczyć klawisze... W takiem razie pozostaje mi się tylko z Tobą zgodzić: zdaje Ci się...:)