03 października, 2014

O tem jak patryjoci szczerzy, patryjotę inszego ubili... ma się rozumieć, z patryjotyzmu najczystszego...

  Skorośmy w części I, II i III wystawili personę sprawozdawcy naszego, xiędza Jędrzeja Kitowicza, jako i Józefa Zarembę, Kitowiczowego zwierzchnika, marszałka konfederacyi barskiej we Wielgiej Polszcze, zasię w IV tegoż cyklu, co się nam samochcąc był uczynił, cyrkumstancyje tejże wojnie zwyczajne, osobliwie te, co się z grosiwem wiążą, pora nam dramatis personae wystawić. Oto cóż o Malczewskim, marszałku ówcześnym konfederacyi wielkopolskiej pisał Kitowicz:
"[...]płochego i porywczego geniuszu człowiek, chudej i szczupłej kompleksji a przy tych talentach, robocie przedsięwziętej przeciwnych, serca zajęczego[...] Do żadnej potyczki obecnie [osobiście - Wachm.] sam nie stanął, chyba niespodzianie napadniony; ale zaraz za pierwszym wystrzałem na pikiecie z konsyliarzami swemi[...] i z wybranymi dla straży swojej kilkudziesiąt końmi najlepszego ludu uciekł i prędzej się, aż chyba trzeciego dnia po rozpłoszeniu do zgromadzonych w jakie miejsce konfederatów nie pokazał. Do tego w jego komendzie nie było żadnej oszczędności, żadnego rygoru na zbytkujących w furażach i żywności, na zabierających gwałtem ze stajen i po drogach wyprzęgających z powozów podróżnym konie i inne zbytki po stacjach czyniących. A gdy się o takie uciążliwości szlachta przed Malczewskim żaliła, odpowiadał im tonem surowym: "Wojsko potrzebuje wygody[...]"
   Ano i wejrzawszy na to oczami obywateli ziemiańskich, co się przecie musięli jeszcze i Moskalom okupywać, nie dziwota, że tego im było arcyprzykro. Osobliwie, że to jest rzecz zwyczajna, że jak kto ma dać po niewoli, to go już i mało kiedy zajmuje, cóż z tem uczynią, jako jednak dał ze serca ochotnego, to już i rad by widział dary swoje nie marnotrawionemi, czego nawiasem rządowi pod rozwagę przedkładam, bo w tem mi się zda przyczyna, że dziś Owsiakowi grosz chętnie dajem, zasię rządowi już niekoniecznie... Rzecz jeszcze i insza, że mięli obywatele wzorzec postępków cależ odmiennych.
   Gogolewski bowiem, od kiedy regimentarzem został, chodził ze swoją partyją od Malczewskiego osobno. Jego zaś mir był już i przódzi niemały, primo że się szlachcie zasłużył srogich ordonansów Malczewskiego złagodzeniem, secundo, że był w ogóle kawaler grzeczny i jako pisze Kitowicz "młody, urodziwy, serca dobrego", co już nam winno wystawić jako był po dworach przyjmowanym, osobliwie tam, gdzie panien i białogłów nie zbrakło...:)
   "A że przy tym był nie tak lękliwego serca jak Malczewski, dostawał w potyczkach [dotrzymywał pola - Wachm.] do ostatniego i gdy przegrał, co mu się z ludem niewyćwiczonym koniecznie często trafiać musiało, przynajmniej się umiał porządnie rejterować; do tego rząd lepszy, oszczędność w wydatkach i karność wojskową w swojej komendzie utrzymywał - opinią dobrego wodza na swoją stronę u obywatelów zjednał, tak iż mu wielu panów, oprócz podatków publicznych i wypraw, pieniężne znaczne posiłki i wojenne sprzęty sekretnie podawali..."
   Jak mniemam, nie dziwne teraz będzie Lectorom Moim, że jako sobie ziemiaństwo we Wielgiej Polszcze Malczewskiego ze szczętem uprzykrzyło, umyślono "przez akt publiczny złożyć Malczewskiego z komendy, zostawiwszy mu próżny tytuł marszałka, a oddać cały rząd i władzę nad konfederacją Gogolewskiemu."
  Naturaliter, jako to zwyczajnie w Polszcze, w której się żaden nie uchowa sekret, wraz się jacy znaleźli, co o tem Malczewskiemu donieśli. Ten zaś i przódzi, ciętym będąc wielce i przez inwidię względem admirowanego podkomendnego zżeranym, pojął że jeśli się Gogolewskiego nie pozbędzie, prędzej czy później oponenci go gdzie osaczą w jakiej liczbie małej i do recesu* przymuszą... Że "hojnie szafował pieniędzmi, nie tak skąpo jak Gogolewski, przy tym nikogo do ażardu życia nie przymuszał, bo sam najpierwszy przed nieprzyjacielem uciekał, przeto miał miłość w wojsku" i tejże właśnie oddanej sobie konfraterni użyć przeciw Gogolewskiemu umyślił.
    Owoż zdarzyło się, że Gogolewski pisał do Warszawy, do "książęcia Wołkońskiego, posła moskiewskiego i najwyższego komendanta wojsk wojujących w Polszcze" przedkładając onemu koncept zimowego armistycjum**. Dosadnie ten koncept ocenia Kitowicz: "Rzecz to była (mówiąc po prostu) wcale głupia, ale nie zdradziecka, mówić do nieprzyjaciela: "Stój, przestań mię na chwilę prześladować, bom słaby, zaczekaj, aż zmocnieję".
   Tak też i rzecz tę postrzegał Wołkoński i Gogolewskiego wyśmiano, przecie nie w tem pies pogrzebiony, jeno w tem, że jeden z tych listów ludzie Malczewskiego przejęli i ów z punktu umyślił tego mieć za pretekst, jako dowód zdrady, że się Gogolewski sekretnie przed niem, nominalnym zwierzchnikiem, z wrogiem znosi...
   "Posłano mu ordynans, aby przybywał niezwłocznie w bardzo pilnym interesie. Mikołaj Hulewicz, rotmistrz przy Malczewskim, dał znać Gogolewskiemu, co o jego głowie uradzono. Gogolewski postanowił uprzedzić ten zamach wydarciem władzy Malczewskiemu i przepłoszeniem jego konsyliarzów; na ten koniec wybrawszy 300 koni, z najpoufalszymi sobie oficjerami (na których się przywiązaniu sparzył) pospieszył do Malczewskiego, w małej kwocie [liczbie-Wachm.] w Popowie[...] stojącego. Otoczył go we dworze, wpadł do izby w kilka osób z dobytą szablą, tą na zetchnięciu się powitalnym ranił Malczewskiego lekko w czoło; krzyk powstał w izbie, a stojący około dworu na koniach gotowi byli dać odpór partii Malczewskiego, jeżeliby ta swego wodza ratować chciała. [...] W owym krzyku składając ręce Malczewski z konsyliarzami swymi, strachem przejętymi, usprawiedliwiał się jak najgoręcej Gogolewskiemu, iż nigdy myśli złej przeciw niemu nie miał, iż gotów jest oddać mu zupełnie całej konfederacji komendę, a ukontentować się samym tytułem marszałka; niech tylko ułagodzi umysł udaniem [doniesieniem -Wachm.] fałszywym rozjątrzony, niech każe odstąpić ludziom otaczającym dwór jakby z przydybanym w nim nieprzyjacielem, a wszystko w dobry sposób ułożone zostanie. Klękali przed nim z przysięgą, iż mu szkodzić nie myśleli. A tymczasem wołali przez okno na oficjerów, aby weszli w środek i pomogli do zgody. Tym frantostwem złamawszy pierwszy impet Gogolewskiego, dokazali na nim, że skinął na rotmistrzów swoich, aby do izby weszli. Co skoro uczynili, zaczęli się jedni z drugimi witać, jako ziomkowie jednych województw i krwią powiązani (oprócz Gogolewskiego, z innych województw przychodnia), ubolewać nad poróżnieniem dobru publicznemu szkodliwym; i wnet przyszło do zgody. Gogolewski, mniemając, iż otrzymał górę nad Malczewskim, oświadczającym, że składa władzę wojskową w ręce jego, kazał komendzie swojej odstąpić od dworu i udać się na kwatery, zostawszy przy Malczewskim i konsyliarzach z rotmistrzami swymi, Skórzewskim, Grabowskim i Sieroszewskim, dla ułożenia aktu rezygnacji.
   Jak tylko zostali sami, zaraz uczynek Gogolewskiego w oczach wszystkich stanął wielkim kryminałem: wnet się wszyscy porozumieli i zgodzili na jedno: że człowieka tak gwałtownego, który się poważył porwać na marszałka i w skryte konszachty wszedł z nieprzyjacielem, trzeba ze świata sprzątnąć. Za czym zabawiając Gogolewskiego układaniem instrumentu owej generalnej władzy, posłali na wieś po żołnierzy, a skoro ci przyciągnęli, porwano Gogolewskiego, w kajdany okuto i nazajutrz rano o godzinie 8 w ogrodzie rozstrzelano.
  Darmo swoich rotmistrzów wzywał ratunku, a gdy tych głuchymi doznał, błagał wszystkich o miłosierdzie; pokorzył się i z zuchwalca stał się [...] życia miłośnikiem; obiecywał odstąpić konfederacji i zostać bernardynem. Nic mu ta skrucha nie pomogła. Po rozstrzelaniu zawieziono go do Warty i tam u bernardynów, do których oświadczał wokacją [powołanie-Wachm.] pochowano.
    We dwie niedzieli po tym Drewicz, pułkownik moskiewski, nadciągnąwszy do Warty, kazał się zaprowadzić do grobu; a stanąwszy nad Gogolewskim, rzekł do przytomnych: "Duraki Palaki, jednego choroszego gawalera mieli i tego zgubili; zaczym mini jego ubić nie dali."

_____________________________

* zrzeczenia się

** zawieszenia broni

22 komentarze:

  1. Ot samo życie!
    Niestety w Polszcze takich historii na kopy znaleźć można :(
    A podobno my "żadnej prywaty, jeno czystą miłość ojczyzny" przejawiamy.

    Czołem Waszmości

    Krzysztof z Gdańska

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Lękam się, czy to aby na pewno jeno o historyjach prawimy, a nie o czasie akuratnym, gdzie by niezbyt długo szukawszy, wraz nalazł i takich statystów nieraz i może znacznych, co by radzi adwersarzy swoich i dziś podobnie potraktowali...
      Kłaniam nisko:)

      Usuń
  2. U Stokrotki wspomnienia o hienach powstańczych, u Waćpana patriotę zabili, na portalu informacja o podrabianych jajkach, w policji awaria systemu, a w NFZ korupcja... żal czytać i duch w człeku upada :-((

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Obiecać jeno mogę, że się razem następnym jakiej lżejszej uchwycę Muzy...:)
      Kłaniam nisko:)

      Usuń
  3. Vulpian de Noulancourt3 października 2014 15:07

    Wniosek prosty: nikomu nie wierzyć; najpierw strzelać, później pytać.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hmmm... toć nawet na Dzikich Polach w najgorętszy czas, przecie się choć dociec starano, kto zacz i z kim sprawa, nim strzelać poczęto...
      Kłaniam nisko:)

      Usuń
  4. Podziwiam Twoją wiedzę, Wachmistrzu. Dla mnie ciut przyciężkie to tematy, bo historycznie słabiutko u mnie. Pozwól więc, że podziękuję szczerze za miłe słowa na moim blogu i zostawiwszy słoneczne życzenia, oddalę się na swoje podwórko.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przyjemność cała po mej stronie, a tematy, jak mogę, tak staram się nie tak znów ciężkiemi uczynić...
      Kłaniam nisko:)

      Usuń
  5. Morał z tej historii prosty: nie wystarczy być dzielnym, trzeba jeszcze nie być głupim...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A przynajmniej nie naiwnym... I adwersarza nie widzieć szlachetniejszym, niźli jest...
      Kłaniam nisko:)

      Usuń
  6. Z tchórzami nie zawierać umów bo najpierw się spaskudzą w gacie, a potem zarżną w ciemnym kacie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ba! Ale jak rozpoznać, nim co do czego przyjdzie...? Bo post factum, jako już wiadomo, kto ineksprymable mieniał na czyste, to rzecz i może prosta, i by się jakiem stempelkiem na łeb bitym rzecz pro publico wiadomem uczyniło... Ale przed? Jakże poznać?
      Kłaniam nisko:)

      Usuń
    2. Z tego co czytam, to okoliczność ta znana była dość powszechnie i Gogolewski o tym wszak doskonale wiedział. Za to nie wiedział że taka tchórzliwa natura za nic ma wszystko poza własnej d... bezpieczeństwem i dla niej gotowa na każdą niegodziwość i wiarołomstwo. Z drugiej strony, gdyby wbrew naturze swojej i poczuciu obowiązku, łeb gnidzie ukręcić kazał, też by pewnie nic dobrego nie wynikło? Tak źle i tak niedobrze, a dobrego żołnierza szkoda.

      Usuń
    3. Znać, że u kogo dusza zajęcza, nie znaczy zaraz, że łotrowska... I najpewniej prawyś, że gdyby to Gogolewski Malczewskiego ubił, czy ubić kazał, sam by długi czas w niesławie chodził... Z wtórej znów strony może i lepsze życie w niesławie, ale jednak życie...
      Kłaniam nisko:)

      Usuń
  7. To chyba nie Malczewski, autor "Marji"? (Ej ty na szybkim koniu gdzie pędzisz kozacze?)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie, z pewnością nie ten...:)
      Kłaniam nisko:)

      Usuń
  8. U nas przecież wszystko się robi tylko i wyłącznie z patriotyzmu i "pro publico bono". :)
    Pozdrawiam serdecznie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeszcze mamy niezgorsze tradycje w "wybieraniu mniejszego zła" i "bronieniu zasad"...:)
      Kłaniam nisko:)

      Usuń
  9. szczur z loch ness5 października 2014 06:50

    Czepłeś się Waszmość Imć Kitowicza jak pijany płotu i to jak mniemam na trzeźwo, co uczyniłeś przyznam słusznie. A potwierdza to fakt, że spora część komentarzy nawiązuje w różnorakich formach do czasów nam współczesnych. Wnoszę z tego o uniwersalności umieszczanych tu przypowieści, wskazujących że historia kołem sie toczy i jak to ktoś powiedział uczy zwłaszcza jednego, że nikogo i niczego nie nauczyła.
    Kłaniam Waszmości z zaścianka Loch Ness :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Domniemania względem stanów trzeźwości Wachmistrza są wielce ryzykownym przedsięwzięciem...:) Notką następną dokażę, że wielość odniesień współczesności do dawności najśmielsze nasze podejrzenia w tej mierze przejść może...:)
      Kłaniam nisko:)

      Usuń
  10. Zda mi się, iże coraz mniej w życiu publicznem takich Gogolewskich, za to mnóstwo godnych następców Malczewskiego "herbu Zajęcze Serce"...

    Czy ja dobrze myślę, iż obecnie mamy jakowegoś aktora teatralnego o nazwisku Gogolewski? Ciekawość, czy to ta sama rodzina?

    Miło czytać znowuż Xiędza Dobrodzieja...

    Kłaniam się Waszmości uniżenie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Owszem, mamy... Ignacego niejakiego, co choć charakteru, osobliwie politycznego, parszywego, przecie aktor w rzeczy samej znamienity... Naszego bohatera Kitowicz wiąże z Małopolską, a aktor się wiedzie z Ciechanowa, aliści przez te niemal dwa wieki wszystko się dokumentnie przecie tu wymieszać mogło...
      Kłaniam nisko:)

      Usuń

Być może zdaje Ci się, Czytelniku Miły, że nic nie masz do powiedzenia aż tak ważkiego, czy mądrego, by psuć wzrok i męczyć klawisze... W takiem razie pozostaje mi się tylko z Tobą zgodzić: zdaje Ci się...:)