26 maja, 2012

O szarży kawaleryjskim równej...

   Pomnę, jakom pacholęciem był jeszcze, i razu pierwszego żem o przewagach jenerała Bema posłyszał, że opowiadający mi o tem, a osobliwie o ostrołęckiej potrzebie, użył był słowa "szarża" na określenie tego, czego tam wówczas nasz bohatyr dokonał... Pomnę tu okrutnego zadziwienia własnego, bo przecie ów tam harmatami komenderował, to jakże to: harmatami szarżował? Przecie szarżuje jeno kawaleria, choć ostatniemi czasy namnożyło się i w cywilnem świecie person, co nie tylko szarżować, ale i przeszarżować potrafią... Musiał mi tego opowiadać kto obcy, kogo dla nieśmiałości widać własnej (a to by już familijantów, z Dziadkiem na czele wykluczało:), żem się o to dopytać nie poważył... Nie wiem też czemu, żem bliskich nie dopytał i później i rzecz mię zajmowała latami, imaginacyję zatrudniając i usiłując pogodzić te sprzeczności ze sobą, że jakże to może harmata konnym zaprzęgiem ciągniona, ergo z lufą ku tyłowi zwróconą, cokolwiek temuż zaszkodzić wrogowi... No bo przecie, skoro koń szarżuje, to pędzi na wroga, natenczas zaś lufa własne linie, z tyłu pozostałe, ogląda. Jeśli lufa zaś we wroga mierzy, a zaprzęg jest w pędzie, to przecie nie szarżuje, a z pola bitewnego jeśli nie tyłów podaje, to co najmniej... delikatnie rzekłszy... się "przegrupowywuje"... 
   Dalej żem nie znał, jakoż to mógł tego  Bem poczynić z harmatami i tak mię to zajmowało srodze, dopokąd żem już samodzielnie do opisów tejże nie dotarł batalii, w tem najwięcej do memuarów porucznika, zasię kapitana Stanisława Jabłonowskiego, ówcześnego Bema podkomendnego... 
  Nim przecie o tem co więcej opowiem, chocia w dwóch słowach godzi się bitwy samej cyrkumstancyje wystawić, jakoż i persony, których czynność (a więcej nieczynność) ku niej przywiodła...
  Owoż po batalii pod Grochowem z jej słynną Olszynką, obie armie się na niejakie zimowe spocznienie udały, bo też i obie pokiereszowane cokolwiek, ran przecie wylizać musiały. Że zaś pod Grochowem raniono Chłopickiego, a książę Radziwiłł, przy całej poczciwości swojej i zasługach dawniejszych, sam wiedział, że się na wodza naczelnego nie nadaje, stąd i turbacyja komuż tego zaszczytu powierzyć. Na nasze nieszczęście stanęło na Janie Skrzyneckim, któremu osobistej dzielności nikt nie kwestionował a i zasług dawniejszych, w tem i tego jak pod Sandomierzem w 1809 roku stawał, czy Napoleonowi pod Arcis-sur-Aube w 1813 ocalił żywota*, przecie ów się na wodza nie nadawał więcej jeszcze niźli Radziwiłł, lecz w przeciwieństwie do księcia, najmniejszego wątpienia nie miał nawet o tem. Los przydał mu dwóch genialnych sztabowców: Chrzanowskiego i Prądzyńskiego, których konceptów by jeno bez oporów wykorzystał, bylibyśmy z pewnością o zupełnie innej wojnie prawili, niźli ta, którą z kart historii znamy...
   Skrzyneckiemu jednak nie o wiktoryję szło, jeno o to, by negocjacyj jakich z carem przyszłych nie utrudnić, nie pojmując, że nawet jeśli nie w orężu pokłada nadziei, a w traktowaniu, to traktuje się jeno z temi, których się druga strona lęka, zatem by cara do negocjacyj jakich dla nas korzystnych przymusić, przódzi trza mu było najmniej razy kilka tęgo przetrzepać portek, na co ówcześnie niemałe były widoki, jednak te sposobności Skrzynecki kaducznie zmitrężył... Naciskany przez księcia Adama Czartoryskiego, co próbował czego u zagranicznych potencyj za naszą instatncyjonować sprawą, że i tam nic nie wskóra, jeśli jakich sukcesów nie ukaże, ruszył koniec końców nareście... Nieszczęściem nie przeciw Dybiczowi w kleszczach między dwiema rzekami siedzącemu, jeno podług dawniejszego Prądzyńskiego konceptu, na cesarskie gwardie, które ponoć nie na bój tu szły, a na to by samej we finale zająć Warszawy i parady tam odbyć niemałej...
   W szczegóła tejże wyprawy tu nie wchodząc, bo będęć ja jeszcze i pisać o tem, przyszła ona z winy Skrzyneckiego najwięcej do fiaska swego i trza było czem prędzej siłom naszym uchodzić przed nieprzyjacielem na pięty następującym. Cofnęło się wojsko właśnie 26 maja w Ostrołęce na prawy brzeg Narwi, gdzie Skrzynecki w przekonaniu, że się dostatecznie od wroga oderwał, nakazał się oddziałom na spoczynek rozłożyć, a co gorzej jeszcze, odesłać kazał furgony ambulansowe i amunicyjne, by wojsku nazajutrz dróg nie tarasowały, ale temże samem sprawiając, że nie było czego żołnierzowi podesłać, gdyby do batalii przyszło i ów wszytkich by ładunków, co ich po ładownicach miał, wystrzelał...
   Dybicz jednak nie wiedział nic o tem, że powinien być daleko i jeszcze, ku wygodzie Skrzyneckiego, zwłóczyć, tandem znalazł się pod Ostrołęką nadspodzianie chyżo i z marszu atak na siły jenerała Łubieńskiego, na lewym brzegu jeszcze dla osłony zostawionego, przypuścił. Różnych tłomaczeń próbowano, by Skrzyneckiego działaniom z dnia tego pozór sensu dać, w tem i to, że nagły odwrotu bez boju rozkaz by i może wojsko zdemoralizował, przecie chyba by to i lepsze było, niż bezsensowna obrona za wszelką cenę miasteczka (które przez o zgorzało do szczętu), przy tem czyniona według najgorszego wzoru, bez ładu i składu, iście jakoby strażak, co nie umiejąc z sikawki skorzystać, miał w ogień miotać, co mu pod rękę wejdzie, tak i Skrzynecki pojedyńczymi pułkami i batalionami, przeciw Moskalom pchanymi, myślił chyba cudu jakiego jeno wyglądać.
   Na koniec nareście wykrwawiona piechota nasza od miasteczka odstąpiła i oboma mostami przeszedłszy na brzeg prawy, próbowała jeszcze tych mostów w popiół za sobą obrócić, aliści artyleryja rossyjska, natenczas już na wysoki lewy brzeg podciągnięta i prospekt przez rzekę, w dół, ku niskiemu prawemu brzegowi arcywyborny mająca, tak tęgiego dawała ognia, że stało się to niepodobieństwem. Przeszli wraz i po tych mostach Moskale, następując za naszymi, aliści znając, że by im się tam pozwolono w szykach rozwinąć, to zgniotą nas oni wrychle, wojsko nasze, mimo strat okrutnych od tejże artyleryi moskiewskiej uszykowanej za rzeką i nad polem górującej, dzień cały odepchnąć Moskwicinów próbowało.
  Pod wieczór przeszedł przez te mosty sam Dybicz ze sztabem i  jaką jazdy siłą znaczną, czego nasi pojęli jako preludium do szarży rossyjskiej, która wygnieść nas miała. Skrzynecki całkiem już przy tem na duchu był upadł i to jest ten moment gdy przypadł doń podpułkownik Bem, co od niedawna 4 baterią lekkokonną dowodził** i wymógł był ordonansu dla siebie, by z temi armatami swemi na Moskala ruszył.
  I tak  Bem  wyruszył do boju, który go miał po wsze unieśmiertelnić czasy... Porucznik Jabłonowski tak nam tego opisał: „Bateria ruszyła z miejsc stępo, ja zaś wiodłem oczyma za podpułkownikiem, bym wiedział, gdzie prowadzić działa. Patrzę, przejeżdża nie tylko linię naszych tyralierów, lecz i łańcuch tyralierów moskiewskich. Staje za nimi, wydobywa perspektywę i zaczyna się przypatrywać kolumnom moskiewskim, które w masie od mostu z wolna naprzód postępowały. Widząc, gdzie stanął podpułkownik, zakomenderowałem: „Kłusem! Galopem! – a potem : Marsz! Marsz!...tyralierzy rosyjscy w nogi, nasi za nimi. Że nasz ruch był nadzwyczaj przyspieszony, od razu wpadliśmy pomiędzy Moskali. My cwałem naprzód lecimy, a oni w tymże kierunku między odstępami dział naszych ku swoim co tchu biegną. Żadnemu Moskalowi nie przyszło  na myśl do nas strzelac lub któregoś z nas pchnąć bagnetem, a i kanonierzy nasi nic im nie mówili tak, że kto patrzał  z daleka, mógł sądzić, że razem atak przypuszczamy. Bem odwróciwszy się do baterii  komenduje:
- Stój! Odprzodkój!
...W tejże chwili wielka cisza panowała. Ogień tyralierski naszym ruchem ugasiliśmy, kolumny zatrzymały się... artyleria ich (by nie razić własnej piechoty) przestała była zupełnie strzelać... Podpułkownik Bem daje rozkaz:
 - Od prawego, ognia!
        Jak tylko wystrzeliliśmy z dział parę razy niebawem odezwała się cała linia artyleryi moskiewskiej.... Gdyśmy się raz rozstrzelali to tak wielki dym powstał i taki kurz od kul nieprzyjacielskich grunt we wszystkich kierunkach ryjących, że się zupełnie wkoło ściemniało. O dwa kroki od siebie nie można było rozpoznać. Naraz huk ustał... dym upadł i śliczne słońce się ukazało w całym blasku.... dział naszych strzelających na placu nie było. Sam podpułkownik Bem z dobytą szablą jeździł po pobojowisku wraz ze swym trębaczem Hańczem".
   Brawura Bema i jego artylerzystów, którzy mając ledwo 12 dział, podjęli boju, w sporej mierze skutecznego, z 60 armatami rosyjskimi, wywarła nieprawdopodobnego wrażenia na Dybiczu. Dodajmy, że w tem czasie  ruszyła się  ku mostom i piechota nasza, czyli 5 Dywizja pod jenerałem Kamieńskim, co osobą własną tenże atak prowadząc, przypłacił go życiem, aliści piechurzy jego tak nastawali upornie, że pomięszani Moskale uchodzić poczęli na mosty, okrutnego tam czyniąc pomięszania z temi, co zza rzeki nadchodzili. Summa summarum Dybicz już nijakiego nowego ataku nie sklecił i dozwolił naszym odstapić, zatem choć ostrołęcka potrzeba niechybnie klęską liczona być winna, przecie dzięki Bemowi, poświęceniu jego artylerzystów i piechurów Kamieńskiego nie stała się zagłądą zupełną. Choć cena była wysoka...:((
        Jabłonowski: „... zawracamy na linii naszego frontu. Tam wszędzie leżały trupy naszych kanonierów i koni. W plutonie drugim dwa działa stały odprzodkowane, a przy nich kanonierzy i konie pozabijane na swych miejscach, podporucznik Sachnowski, komendant plutonu śmiertelnie ranny przez odłam granatu... Z tego tak wystrzelanego plutonu jeden tylko podoficer Estko żyjący pozostał". Aliści per analogiam niejakim do Somosierry i brutalnie jeno rachunek zysków i strat rachując, rzec można, że kosztem życia kilkudziesięciu ocalono tysiące... Bema na polu bitwy jeszcze Skrzynecki pułkownikiem mianował i złotym krzyżem Virtuti obdarzył. Szkoda, że później nie zdobył się na to, by i kanonierów najdzielniejszych odznaczyć. Burknął nastawającemu na to Bemowi, że za przegrane bitwy odznaczeń nie daje, choć przecie stał przed nim żywy dowód, że bywało inaczej. Aliści tu już o co insze szło; o rosnącą sławę Bemową, co nawet wojsko do Warszawy wracające poprzedziła. Spominał Jabłonowski, że „Przechodząc przez stolicę tryumfalny marsz odbyliśmy. Lud przyjmował nas po ulicach okrzykami, mieszkańcy zrzucali na nas z okien wieńce i kwiaty...". Sam zaś Skrzynecki, wrychle od dowodzenia odsunięty, zmierzał ku niesławie i zapomnieniu, uwalniając - zbyt późno - stanowisko swoje dla roztropniejszych i więcej do boju ochoczych...
___________________________________________________
*Co zdaje się jednak, że nie jest prawdą, bo dokonali tego nie piechurzy Skrzyneckiego, a szwoleżerowie Gwardii pod Ambrożym Skarżyńskim, aliści w czasach powstania to Skrzynecki za salwatora cesarskiego uchodził...
** Zdradza Jabłonowski, że nie nazbyt początkiem tam Bema miło witano: „... bardzo zimno przez oficerów i szeregi przyjętym został. Większa część oficerów nie znała go, a zresztą przyzwyczajeni byliśmy, że wszyscy oficerowie z szeregu naszego awansowali... przykro nam było, że Bem, obcy i... nikomu nieznany z boku przyszedł nami dowodzić”. Dodajmyż jeszcze do tego, że owej nominacyi Bem zawdzięczał, o czem też wiedziano, protekcyi krótkotrwałego Naczelnego Wodza, księcia Michała Radziwiłła, pozorowi wbrew wielce przemyślanej. Aliści o tem ci, co z Radziwiłłem i Bemem w 1813 roku Gdańska nie bronili w jednym z najcięższych (choć dziś niemal przepomnianym) oblężeń naszych, wiedzieć nie mogli, że ostrołęcka szarża jeno kontynuacją była tych cudów sprawności i męstwa, których Bem już i w Gdańsku pokazać poradził...

24 komentarze:

  1. Ech, pięknieś to Waść opowiedział... właśnie 'Wspomnień o bateryi (...)' poszukuję w otchłaniach Internetu, ciekawam, czy najdę. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nawet żem z ciekawości sam tego próbował wygooglać, aliści same jeno omówienia wychodzą, nigdziem tego nawet na aukcyi nijakiej nie widział...
      Kłaniam nisko:)

      Usuń
  2. Czwartakom, którzy - jak zwykle - krwi i wtedy nie żałowali - ufundowano w Ostrołęce kamień z napisem - "Tym, którzy w boju zapragnęli słynąc// Dwie tylko drogi - zwyciężyć lub zginąć". Generał Bem zaś sprzed Urzędu Powiatowego [dawnego wojewódzkiego] patrzy i za serce się chwyta na widok miejskich porządków, a z ust wybiega mu bolesny cytat imć Villona; - Ach, gdzie są negdysiejsze śniegi [być może w osobliwej interpretacji Juliana Tuwima]...POZDRAWIAM [zupełnie zaczadzony czytaniem map z Atlasu Historycznego Rzeczypopspolitej z przełomu XVII i XVII w. Część II - Ziemie Ruskie Rzeczypospolitej, wydanego w Wiedniu i Warszawie w 1898-1900]. Jakby Ci to, wachmistrzu podrzucić?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeśli to o tem prawimy:
      http://pbc.biaman.pl/dlibra/results?action=SearchAction&QI=8C877F7DA55907DDAD3C4DC85EDEC5E2-1
      to podrzucać nie ma potrzeby:) Bóg Zapłać:)
      Kłaniam nisko:)

      Usuń
  3. Wariuje mi internet nieco, przerwy nieoczekiwane sobie robiąc,stąd błędy, Wachmistrzu Zacny, a atlas ów wydała Krakowska Akademia Umiejętności staraniem prof. A Jabłonowskiego i wiek to "z XVI na XVII" [za nadmiar kresek przepraszam]. Miłej niedzieli...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Doprawdy nie widzę do przeprosin powodów:)
      Kłaniam nisko:)

      Usuń
  4. Klik dobry:)

    Wachmistrzu, jakże Ty pięknie opowiadasz...

    Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To nie ja przecie, a porucznik Jabłonowski...:)
      Kłaniam nisko:)

      Usuń
  5. Nie będę się wymądrzać na temat bitwy pod Ostrołęką i zasług późniejszego generała Bema, bo ten temat jest mi całkowicie nieznany. Jedyne, co mogę napisać, to tyle, że całe szczęście, iż nie żyłam w tamtych czasach i nie byłam mężczyzną. Może komuś podobają się wojny czy tylko bitwy lub potyczki, ja jestem człowiekiem spokojnym i nie mam w sobie nic krwiożerczego.
    Serdecznie pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To już nawet nie o to, że mężczyzną idzie... Niewiastom przecie też ówcześnie śpiewano:
      "Pamiętaj, żeś Polka, że to za kraj walka!
      Niepodległość Polski - to Twoja rywalka!"
      Kłaniam nisko:)

      Usuń
  6. W każdej dziedzinie trafiają się ludzie genialni i myślę, że generał Bem takim właśnie był...Pozdrowienia i ukłony:)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z całą pewnością, choć to geniusz swoistego rodzaju, który militarne talenta i inżynierskie w przedziwny sposób łączył z dziecięcą naiwnością polityczną czy ze zdumiewającą lekkomyślnością finansową...
      Kłaniam nisko:)

      Usuń
  7. Vulpian de Noulancourt27 maja 2012 22:22

    Na stronie wikipedii podano, że był też autorem kilku książek. Znalazłem dostęp do jednej z nich:
    http://books.google.pl/books?id=NfFBAAAAYAAJ&printsec=frontcover&hl=pl#v=onepage&q&f=false .
    Wydał ją najwyraźniej pod pseudonimem, bo na karcie tytułowej figuruje autor: "J.B. Gluchowski". Oczywiście nie miałem siły tego czytać (wiele stron i po francusku) i tylko bardzo pobieżnie przejrzałem, ale frapujące wydają się załączniki - traktat wiedeński, umowy pomiędzy krajami zaborczymi itp. W oko wpadła mi też przemowa cara w Warszawie (już po upadku powstania), w którym ostrzega, że w razie najmniejszych zamieszek "zburzy Warszawę i nie on będzie tym, który ją odbuduje" (str. 434/435). Nie przepadam za Warszawą, ale aż dziw, od jak dawna myśl o jej zniszczeniu kiełkuje w niektórych umysłach.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rzecz generaliter służyć miała upowszechnieniu wśród Francuzów tezy, że niepodległa Polska, jako zapora przed Rosją, jest Europie konieczną... Jeśli się jednak przysłużyła czemuś, to finansowej Bema ruinie, bo jej rozsprzedać nie zdołał, a wykosztowawszy się na swoje zakłady i gazety politechniczne, w najsroższe popadł termina, z uwięzieniem włącznie...
      Kłaniam nisko:)

      Usuń
  8. Pięknie się czyta, mimo że militarystka ze mnie żadna ;-) Ale tak sobie pomyślałam, że jakiś współczesny Mickiewicz mógłby na tej podstawie znowu napisać coś w stylu "wstąpiłem na działo i spojrzałem na pole". A nazwisko Bema zawsze wywołuje we mnie wzruszenie, nieważne czy czy mia smykałkę do finansów, czy nie. Za nazwisko, Norwida, Turków i lilie w Tarnowie. Był jedną z pierwszych historycznych postaci, o której w dzieciństwie przeczytałam książkę.

    notaria

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Związek Bema ze zdarzeniami, co wieszczowi za kanwę do wiersza posłużyły tego, większy, niźli się na pozór zdaje, ale jeszcze będę pisał o tem, tandem tu szczegółów oszczędzę:) Przyczyny afektów względem lilij i Norwida mogęż pojąć wybornie, dwóch pozostałych jednak nie pojmuję...:)
      Kłaniam nisko:)

      Usuń
    2. Chodziło mi o to, że aby walczyć przeciwko Rosji, Bem wstąpił do armii tureckiej, a to wiązało się z przejściem na islam. Jego patriotyzm był silniejszy niż kwestie wiary.

      notaria

      Usuń
    3. Ze zdaniem ostatniem ani polemizować myślę, aliści względem apostazji Bemowej rzeczy się krzynę inaczej miały: Ów najpierw wiary odstąpił, zasię u Turczyna służby przyjął, a i tego, by nie uczynił, jeśliby Austria i Rosja jegoż nie żądały extradycyi, w razie odmowy której grożono wojną... To Turcy furtki znaleźli w dawnym traktacie z Küczük Kajnardży,która dozwalała tych chronić, co się w Porty granicach ze względu na ochronę wiary schronili...
      Kłaniam nisko:)

      Usuń
    4. O kolejności tej - najpierw apostazja, potem służba - nie wiedziałam, to dziękuję za rozwianie mej niewiedzy.


      notaria

      Usuń
    5. Przyjemność cała po mojej jest stronie:)
      Kłaniam nisko:)

      Usuń
  9. Pięknie napisane:) Lubię czasem przez chwilę pobyć militarystą, chociaż awersję do jakichkolwiek broni i przemocy mam wrodzoną:)

    OdpowiedzUsuń
  10. A ja Wachmistrzu znowu skojarzenia z podróżami swoimi mam. Bo jak kiedyś byłam w Budapeszcie to stojąc przy pomniku Bema, który niedaleko Dunaju się znajduje słuchałam węgierskiego przewodnika. I on o Bemie mówił tak jakby ten człowiek był bohateren węgierskim, i nawet nazywał go ojczulkiem, czy ojcem. I mówił, że Węgrzy mu dużo zawdzięczają.
    Pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Apo Bem", czyli "Ojczulek Bem", to było dokładnie to określenie, którem swego wodza nazywali jego węgierscy żołnierze... A uczynił tam rzeczywiście niespodziewanie wiele, co dziś, jak widać, na powrót doceniają, choć bezpośrednio po klęsce to jego Kossuth czynił winowajcą...
      Kłaniam nisko:)

      Usuń

Być może zdaje Ci się, Czytelniku Miły, że nic nie masz do powiedzenia aż tak ważkiego, czy mądrego, by psuć wzrok i męczyć klawisze... W takiem razie pozostaje mi się tylko z Tobą zgodzić: zdaje Ci się...:)