Flasze stawiam pełne przeciw pustym, że lwia z Was część bodaj nigdy w życiu o księgosuszu nie słyszała, co jeno zasług przodków naszych sprzed wieku uwiększa, a chciałoby się, byśmy podobnie zapomnieli i nie słyszeli o odrze, śwince, grypie, eboli, ASF i tysiącu inszych paśkustw ludzkość i żywinę trapiących. Odra nawiasem najpewniej z tegoż samego źródła się wzięła, co i księgosusz, jeno że jedno gdzieści wpodle IX-XI wieku poszło na ludzi, a wtóre bydełko sobie upodobało.
Księgosusz bowiem to arcypaskudna choroba bydła, które w podobie do cholery postępuje arcychyżo i do sześciu dni sztukę zarażoną do śmierci przywodzi, przódzi ją jednak umęczywszy ponad wszelkie wyobrażenie, umartwiając za koleją wszelkie błony śluzowe. Najpewniej, jako większości utrapień naszych, żeśmy onej powzięli ze wschodu, od bydła którego ze sobą pędzili Mongołowie na Kijów idący, zasię na nasze i madziarskie ziemie w połowie XIII stulecia. Poszło potem od tego po totus Europeae, okrutnie dziesiątkując krówki i byczki nasze, choć szczęściem te, których Columbus był na Haiti przywiózł, od tegoż przekleństwa wolnem były i bydło, co się po stepach obu Ameryk rozpleniło nad podziwienie, łajdactwa tego nie znało, co wielce dopomogło Argentynie i Ameryce w wydrapaniu się na szczyt światowych wołowiny producentów.
Wróćmyż jednak do antecessores naszych i pytania dla jakiej przyczyny tak ich poważam. Ano bośmy wiek temu stanęli przed wyzwaniem okrutnym, a sprostaliśmy onemu jako nikt przed nami we świecie! Ale idźmyż ab ovo... Plag tegoż księgosuszu przez wieki przeżyliśmy nieskąpo, przecie mało kiedy takich, co kraj cały krówek i wołków pozbawiały, a o to przecie wielce łacno było przy wielkich spędach bydła na jarmarki w Przemyślu czy Przeworsku, gdzie onych niebożątek gnano tysiącami, nawet i z Mazowsza czy Litwy. Aliści z rokiem 1917, jakoby mało było dopustu bolszewickiego, w całem tem zamęcie i chaosie owych dni nieszczęsnych, przyszłoż jeszcze i k'temu, że i owo plugastwo łeb podniosło i przyszło do Rossyi znękanej, zasię przetoczywszy się przez nią krwawym śladem i stosami bydlęcych trupów, przyszło wraz z wojną 1920 roku na ziemie nasze. Wiadoma rzecz, że tamtych czasem insze zgoła były pryncypia i zdałoby się, że gdy o gardła nasze i wolność szło, bydlątkom poczekać przyjdzie niemało zaczem się kto o onych niedolę upomni, a jeszczeć i więcej, gdy zaradzi czego... :(
Tem zaś czasem, iście jakoby to nie w Polszcze było, znaleźli się i ludzie, i myśl, i pieniądz, a nade wszytko zrozumienie tego, że jako w tej czarnej godzinie jeszcze i bydła nie stanie, to nie dość że się i liczba z głodu pomarłych uwiętszy ponad wyobrażenie i to nie tylko po wsiach, ale że wsi przyjdzie od zera odbudowywać, czego znów nie wiedzieć czy krajowi tak srodze doświadczonemu sił i zasobów wystarczy, by się z klęsk tych podźwignąć! Nade wszystko zaś podziw mój budzi odwaga, której naówczas nie zabrakło, by iść ścieżkami, któremi przed nami nikt jeszcze nie kroczył i szukać konceptów, gdzie ich przed nami nie szukano...
Wymieńmyż zatem te persony nieulękłe, tego rozumu i ducha wielkiego, dziś tak kaducznie przepomniane... Najpierwszy z tych odważnych to minister rolnictwa ówcześny, Juliusz Poniatowski, który zadecydował wbrew temu, co doradzały Francuzy i Niemce, by stad zarażonych całością nie wybijać, jeno czego inszego się chwycić. Miarkował on, że te w kraju, w którym każda krowa, jeśli pozostała w oborze, to tylko dzięki niebywałej przemyślności i odwadze ukrywających ją chłopów, utrata każdej sztuki jest stratą niepowetowaną. Że czterdzieści tysięcy padłych już sztuk to tragedia, ale jeśli wybijemy pozostałe, to będzie ona kroplą w morzu straty, którą odrabiać będziemy pokoleniami! Wieloma pokoleniami...
Nie wiem, czy Poniatowski miał aż takie zaufanie do doktora weterynarii Feliksa Jaroszyńskiego, czy po prostu miał nóż na gardle i nie przebierać mu było w oferentach. Z części administracyjnej minister wywiązał się wybornie: na poniższej mapce* ujrzeć możecie linię kordonową, której zarządził i wyegzekwował, posterunki pięcioosobowe czyniąc na niej, co 5-10 km, których jedynym zadaniem i obowiązkiem było niedopuszczenie do przechodzenia bydła przez tę granicę w którymkolwiek kierunku.
Jedyne od tejże reguły wyjątki, to były te sztuki, które epidemię przeżyły, nierzadko jako jedyne ze stada i których pod ścisłą kontrolą i w izolacji od inszych, pędzono do Puław, gdzie pod kierunkiem Jaroszyńskiego urządzono nasze centrum walki z księgosuszem, tzw. stację księgosuszową. To tam Jaroszyński, opierając się m.in. na pracach Marcelego Nenckiego, ówcześnie już nieżyjącego kolejnego zapomnianego geniusza, próbował z krwi tych ocalałych wyekstrahować szczepionki, słusznie domniemując, że te, co przeżyły, musiały same jakich przeciwciał dla wirusa wytworzyć. To, że tej szczepionki w extraordynardyjnym pośpiechu sporządził, to już samo w sobie mało do uwierzenia możebne, aliści i to, że służby nasze weterynaryjne ówcześne, w kraju wojną znękanym, poradziły skutecznej bariery postawić i wzdłuż wyznaczonej linii przeprowadzić masowe bydła szczepienie, to już się zdaje cudem nad Wisłą prawdziwym. Dość rzec, żeśmy w dwa lata księgosuszu wyplenili i to tak skutecznie, że nie tylko my go nie znamy, ale że niedawnym czasem oenzetowska organizacja ds. rolnictwa i wyżywienia FAO ogłosiła (co nie wiem, czy nie za pochopnie jednak), że choroba ta już na wieki zwalczoną i świat od niej wolnym, jak długi i szeroki.
I jeszcze bym czego podkreślić chciał na większą chwałę Jaroszyńskiego, który nawet uczciwego biogramu w całym internecie nie ma, i Poniatowskiego, któremu tą sprawę akurat najmniej pamiętają: że w dzisiejszej metodologii zwalczania zaraz zwierzęcych niewiele masz tej mądrości, by przeciwciał u ozdrowieńców szukać. Stada świń, u których wykrywamy ASF, wybijamy bez pardonu, ani próbując szukać, czy może która z nich by nas nie obdarzyła naturalną szczepionką... Bo tej syntetycznej, przez mózgowców po laboratoriach koncypowanej, to chyba nie doczekamy...
______________________
* - mapka zapożyczona stąd
Blog staropolski. Różności historyczne, facecje i refleksyje, spominki i przypowieści oraz czasem i komentarze rzeczywistości dzisiejszej...
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Stowarzyszenie Zapomnianych Wynalazców. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Stowarzyszenie Zapomnianych Wynalazców. Pokaż wszystkie posty
22 stycznia, 2020
08 października, 2017
O drobnowidle, czyli Stowarzyszenia Zapomnianych Wynalazców continuum...
Drobnowidło, czyli po dzisiejszemu mówiąc: mikroskop... Pomieszczam tę notkę w kategorii "zapomnianych wynalazców", aliści nie dlatego iżbyśmy ich miana nie znali... Przeciwnie: jak rzadko kiedy przy wynalazkach, nader dokładnie znamy i twórców, a i czas, jako i mieśćce, gdzież tego dokonano. Znamy, że - pominąwszy dawniejsze faraonów zabawki z kryształami uwiększającemi i opisywane tu ongi soczewki dawnej Babilonii - owego urządzenia pierwsi zmajstrowali Niderlandczykowie Zacharias Janssen z oćcem swem Hansem pospołu, zasię stało się to gdzieści około 1590 roku po narodzeniu Chrysta Pana. Od nich to powziął swego konceptu Italczyk Galileo, aliści onemu owe soczewki w tubie posłużyły do pozierania na niebiosa i ów z ich pomocą ordynku szukał pomiędzy gwiazdami, nie zaś między drobniuchnemi istotkami na ziemi, czy nawet i na ciałach naszych...
Dzieło Janssenowe w swej pierwotnej idei podjął Olęder inszy, Anton van Leeuwenhoek z górą pół wieku później i to onemu przyszło najpierwszemu oglądać ameby, bakterie, plemniki i to jakaż kości naszych i krwie konstrukcyja... Aliści w tem właśnie, że ów był w tem dziele sam i to, że ja ów wynalazek mam za przepomniany, tego się właśnie czasu tyczy po onegoż odkryciach, gdy zdało by się, że oto przed medycyną i naukami przyrodniczemi się świat bez mała cały otworzył, dopotąd nieznany...
A jednak nie... O wieleż teleskopy i onych pochodne w rodzaju lunet i późniejszych lornet i lornetek poczęły swego tryumfalnego pochodu, powszechnie przez podróżników, żeglarzy i żołnierzy używane, tak odwrotność onegoż - nasze drobnowidło poszło niemal w zapomnienie... Dopieroż w Roku Pańskim 1687 cośkolwiek tam drgnęło za sprawą Givanniego Bonomo, italskiego medyka, co się kmiotkom drapiącym przypatrywał i wpadł na to, by takowego nakłuć dla próbki i onej pod drobnowidłem przepatrzeć, tem sposobem stając się odkrywcą "żyjącego stworzenia, kształtem przypominającego żółwia, lecz zwinnego, o sześciu odnóżach, szpiczasto zakończonym łebku i dwóch małych rogach na końcu", czyli świerzbowca... Przy sposobności też odkrył na własnym, cokolwiek bolesnym przykładzie, że się toto cholerstwo z człeka na człeka arcyzgrabnie przenosi...
A mimo to drobnowidło z górą stulecia czekało kolejnego na udoskonaloną soczewkę Stanhope'a i krzynę większą ilość zwolenników tegoż utensylium, a potem wiek znów kolejny niemal cały na usunięcie z zakrzywionych kształtów aberracyj niechcianych przez Zeissa i kolejnego mikroskopów pioniera Ernesta Abbego, których znów przyrządy dopomogły Santiago Ramón y Cajalowi w dostrzeżeniu neuronów tkanki nerwowej naszej. Ale czyż mogło być inaczej, skoroszarlatani medycy ówcześni za nic te odkrycia mięli? Pisał pod rokiem 1685 Robert Hooke: "Mikroskop ma obecnie tylko jednego wielbiciela, którym jest pan Leeuwenhoek; poza nim nie słyszyłem o nikim [po prawdzie mógł tam wymienić siebie -przyp.Wachm.], kto używałby tego przyrządu do czegoś innego niż do zabawy albo dla rozrywki..."
Thomas Sydenham, sam lekarz z prawdziwie najwybitniejszych, dla zasług swych zwany angielskim Hipokratesem, był wielce wobec mikroskopu sceptycznym i głosił, że badania medyczne należy ograniczyć do "zewnętrznej powłoki rzeczy". Kolejny z wielkich, Niderlandczyk Jan Swammerdam, pomimo tego, że pół żywota bez mała nad mikroskopem prześlęczał, przyszedł był na koniec do konkluzyi, że przyglądanie się dziełom Boga ze zbyt bliskiej odległości doprowadziłoby do osłabienia wiary i dla tej przyczyny dalszych swych badań poniechał...
I ta jest prawdziwa przyczyna, dla której postęp medycyny się najmniej o lat dwieście opóźnił, nie zaś, jak jeszcze i pewnie dziś możecie poczytać w księgach i portalach przeróżnych, że dawniejszym mikroskopom daleko było do doskonałości... Cależ niedawnem czasem, bo w 1989 roku wzięły się optyki z najznamienitszych laboratoriów za przetestowanie kilku zachowanych mikroskopów Leeuwenhoeka i zdumieni byli ich znakomitemi możliwościami, bynajmniej nie gorszemi od większości drobnowideł z ery przedelektronowej...
A jednak nie... O wieleż teleskopy i onych pochodne w rodzaju lunet i późniejszych lornet i lornetek poczęły swego tryumfalnego pochodu, powszechnie przez podróżników, żeglarzy i żołnierzy używane, tak odwrotność onegoż - nasze drobnowidło poszło niemal w zapomnienie... Dopieroż w Roku Pańskim 1687 cośkolwiek tam drgnęło za sprawą Givanniego Bonomo, italskiego medyka, co się kmiotkom drapiącym przypatrywał i wpadł na to, by takowego nakłuć dla próbki i onej pod drobnowidłem przepatrzeć, tem sposobem stając się odkrywcą "żyjącego stworzenia, kształtem przypominającego żółwia, lecz zwinnego, o sześciu odnóżach, szpiczasto zakończonym łebku i dwóch małych rogach na końcu", czyli świerzbowca... Przy sposobności też odkrył na własnym, cokolwiek bolesnym przykładzie, że się toto cholerstwo z człeka na człeka arcyzgrabnie przenosi...
A mimo to drobnowidło z górą stulecia czekało kolejnego na udoskonaloną soczewkę Stanhope'a i krzynę większą ilość zwolenników tegoż utensylium, a potem wiek znów kolejny niemal cały na usunięcie z zakrzywionych kształtów aberracyj niechcianych przez Zeissa i kolejnego mikroskopów pioniera Ernesta Abbego, których znów przyrządy dopomogły Santiago Ramón y Cajalowi w dostrzeżeniu neuronów tkanki nerwowej naszej. Ale czyż mogło być inaczej, skoro
Thomas Sydenham, sam lekarz z prawdziwie najwybitniejszych, dla zasług swych zwany angielskim Hipokratesem, był wielce wobec mikroskopu sceptycznym i głosił, że badania medyczne należy ograniczyć do "zewnętrznej powłoki rzeczy". Kolejny z wielkich, Niderlandczyk Jan Swammerdam, pomimo tego, że pół żywota bez mała nad mikroskopem prześlęczał, przyszedł był na koniec do konkluzyi, że przyglądanie się dziełom Boga ze zbyt bliskiej odległości doprowadziłoby do osłabienia wiary i dla tej przyczyny dalszych swych badań poniechał...
I ta jest prawdziwa przyczyna, dla której postęp medycyny się najmniej o lat dwieście opóźnił, nie zaś, jak jeszcze i pewnie dziś możecie poczytać w księgach i portalach przeróżnych, że dawniejszym mikroskopom daleko było do doskonałości... Cależ niedawnem czasem, bo w 1989 roku wzięły się optyki z najznamienitszych laboratoriów za przetestowanie kilku zachowanych mikroskopów Leeuwenhoeka i zdumieni byli ich znakomitemi możliwościami, bynajmniej nie gorszemi od większości drobnowideł z ery przedelektronowej...
14 sierpnia, 2016
Znaczniejsze wynalazki uczynione w Europie od kilku wieków...
...a zebrane przez autora noty w "Kalendarzyku warszawskim" na Rok Pański 1772, za sposobnością nam dziś dającą ciekawy prospekt na to, coż tamtocześni za prawdziwie ważkie widzieli (nawet jeśli to groch z kapustą a i nieraz błądzili, mylnie rzeczy starożytnym już znane, przypisując komu z nowożytnych), a co nas nieraz i zaskoczy prawdziwie... I pytanie do Lectorów Szanownych moje (a ściślej dwa): czy byście może tej listy odmienili jako, wczuwając się w człowieka w tamtych czasach żyjącego i na tyle wykształconego, by mieć przeglądu dokonań ludzkości do tegoż, 1772, roku ? Wtóre zaś o tem, co by się na Waszej, całkowicie subiektywnej, dzisiaj pisanej takiej liście znalazło...?:) Nie wymagam szczegółów dotyczącących daty czy nazwiska wynalazcy czy twórcy, starczy sam przedmiot wynaleziony, odkrycie jakie czy idea jaka, Waszym zdaniem, do pryncypalnych dziś dla nas się licząca...
" Regiomontanus* pierwszy przydał obrot Słońca, Księżyca i planet do kalendarza, który przed tym same tylko święta kościelne i imiona świętych w sobie zawierał [...]
Krzysztof Kolumbus Genueńczyk w r.1492 odkrył czwartą część świata, która potem, od Ameryka Wespucjusza, Ameryką nazwana była [...]
Franciszek Viete, rodem Francuz, pierwszym był autorem zażycia liter do rachunku algebry.
Mikołaj Kopernik, kanonik warmiński rodem z Torunia w Prusiech, pierwszy wynalazca i autor astronomii niniejszej (czyli obecnej-Wachm.)[...]
P.Gerlach, profesor w Wiedniu, świeżo wynalazł wagę, za pomocą której należycie zmiarkować można moc wiatru najtęższego ** [...]
Zwyczaj golenia brody na początku wieku przeszłego przywrócony był.
Pierwsze pończochy jedwabne nosił we Francji Henryk II r.1547, a w Anglii królowa Elżbieta r.1561.
Filip Chiese, rodem z Arauzykanu, pierwszy architekt Fryderyka Gwilelma (Willhelma-Wachm.), elektora brandenburskiego, jest wynalazcą karety zwanej berlinką.
Kawa pierwszy raz przywieziona do Marsylii w r.1644.
Leibniz wynalazł rachunek nazwany dyferencjalny roku 1648.
Początek karet nie jest dawniejszy jak od czasów Karola VI, króla francuskiego.
Karty do grania wynalezione były we Francji na cztery lub pięć lat przed śmiercią Karola V, zmarłego r.1380. To jest jednak dziwna, że już w r.1387 gra w karty w Hiszpanii edyktem królewskim zakazana była.
Moda zażywania kapeluszów nie dawniej nastała, jak za panowania Karola VI króla francuskiego.
Chocolata najpierwej z Meksyku do Europy sprowadzona była od Hiszpanów w r.1520.
Cyrkulacja krwi odkryta jest r.1628 przez Gwilelma Harvey, doktora angielskiego.[...]
Pierwsze szpilki*** robione były w Anglii r.1543. Przedtem damy zażywały tylko z drewna zrobionych kolców.
Teofrast Renaudot, doktor francuski, pierwszy gazety pisał w r.1631.****
Sztuka solenia śledzi wynaleziona była w r.1416 od jednego rybaka Holendra imieniem Gwilelma Boeckel.
Wynalezienie sztuki drukarskiej przypisuje się r.1438 Janowi Gutenberg***** nazwanemu Gänsefleisch de Jorgenloch (właśc. Johannes Gensfleisch zur Laden zum Gutenberg - Wachm.) z Moguncji. Najprzód tedy drukowano w Strassburgu, a wydoskonalony jest ten druk w Moguncji.
Najpierwszy raz w r.1745 zaczęli w osiadłościach angielskich w Ameryce do zaszczepiania ospy zażywać merkuriuszu (autorowi o rtęć idzie - Wachm.)******
Co się tycze objaśnienia nauki względem światła i kolorów, Newtonowi to przypisać należy.
Holenderczyk pewny podłego urodzenia imieniem Corneille Drebbel pierwszy wynalazł microskopium, czyli drobnowidło o dwóch szkłach, które zaś jest tylko o jednym, to wynalazł Chrystian Huygens.
"Góra miłości", czyli "komora potrzebnych", to jest kupa pieniędzy na zastawy ludzi pieniędzy potrzebnych i na zabieżenie lichwom niesłusznym postanowiona, złożona jest najprzód w Peruzjum od pewnych miłosiernych obywatelów, a potem w Sawonie od papieża Sykstusa IV w r.1479.*******
Pierwszy Keplerus obserwował, że forma śniegu spadającego jest sześciograniasta.
Pierwsza Agnieszka Sorel w Francji zaczęła do ubioru swego używać klejnotów, druga po niej Anna, królowa Brytanii.
Puder do włosów wynaleziony jest XVI wieku; na końcu wieku przeszłego sami się tylko komedianci pudrowali, mając co grać w teatrach, a schodząc z nich puder z głowy wyczesywali.
Pewny Anglik, imieniem Rafeling, pierwszy nauczywszy się w Wirginii palić tytoń, innych młodych ludzi w Anglii tegoż nauczył. Ci, jeżdżac do Holandii na nauki, zwyczaj ten z sobą tam przywieźli.
Torricelli, doktor wielkiego księcia toskańskiego, pierwszy wynalazł w r.1643 barometrum.
Pijawki na wezykatorie wynalezione od Areteusza.
Thomazjusz******** pierwszy, który znosił zwyczaj zabobonów palenia czarownic.
Krystian Wolff, największy matematyk, ułożył nowe systema filozofii w r.1720 i za nadgrodę został baronem w krajach niemieckich.
________________________
* - właśc. Johannes Müller . Sporo o nim pisałem w cyklu poświęconym Kopernikowi i Retykowi.
** - Pierwszym zarejestrowanym wynalazcą anemometru był italski architekt Leon Battista Alberti w 1450 r.
*** - Z kontekstu domyślam się, że o szpile do włosów idzie, które znane były już starożytnym, a nawet w paleolicie.
**** - Renaudot owszem zaczął wtedy wydawać "La Gazette", najstarszą gazetę (a ściślej tygodnik) francuską, natomiast przed nim w 1609 roku wychodziła w Strasbourgu (nienależącym wówczas do Francji) "Relation" i "Aviso", drukowana w dolnosaksońskim Wolfenbüttel.
***** - Tak naprawdę to jest to do dziś mocno sporna kwestia, bo poniechawszy nawet Kitajców, o palmę pierwszeństwa na europejskim gruncie walczą zwolennicy Niderlandczyka Laurensa Janszoona Costera z Haarlemu, który miałby ruchomej czcionki wynaleźć około 20 lat wcześniej niż Gutenberg. Insi pretendenci do miana jej wynalazcy to: Jan Brito (Brugia, Belgia), Pamphilo Castaldi (Feltre, Włochy) oraz Prokop Waldfogel – czeski złotnik działający w Awinionie.
****** - przyznam, że nic o takich zdarzeniach nie wiem, natomiast pierwsze w Europie szczepienia przeciw ospie zawdzięczamy Lady Montagu, żonie ambasadora brytyjskiego w Turcji, która przeniosła z Turcji i upowszechniła w Anglii sposób szczepień, praktykowanych w Turcji od setek lat.
******* - W Polsce instytucję, zwaną "Mons Pietatis" założył ksiądz Skarga, później zwano ją właśnie "komorą potrzebnych", a przekształciła się w Bank Pobożny. Zaś przypisywane Sykstusowi IV, jednemu z najgorszych papieży w dziejach, zasługi w tej mierze w rzeczywistości są dziełem Jana Kapistrana, Bernardyna ze Sieny i Bernardyna z Feltre
******** - z Christianem Thomasiusem, rektorem uniwersytetu w Halle i filozofem sprawa nie taka prosta, jak się autorowi kalendarza wydawało. Po primo, że przed nim mnóstwo teologów i filozofów przeciw paleniu czarownic występowało, a po secundo, że i sam Thomasius w procesie koszalińskim w 1694 roku jeszcze ten proceder popierał.
" Regiomontanus* pierwszy przydał obrot Słońca, Księżyca i planet do kalendarza, który przed tym same tylko święta kościelne i imiona świętych w sobie zawierał [...]
Krzysztof Kolumbus Genueńczyk w r.1492 odkrył czwartą część świata, która potem, od Ameryka Wespucjusza, Ameryką nazwana była [...]
Franciszek Viete, rodem Francuz, pierwszym był autorem zażycia liter do rachunku algebry.
Mikołaj Kopernik, kanonik warmiński rodem z Torunia w Prusiech, pierwszy wynalazca i autor astronomii niniejszej (czyli obecnej-Wachm.)[...]
P.Gerlach, profesor w Wiedniu, świeżo wynalazł wagę, za pomocą której należycie zmiarkować można moc wiatru najtęższego ** [...]
Zwyczaj golenia brody na początku wieku przeszłego przywrócony był.
Pierwsze pończochy jedwabne nosił we Francji Henryk II r.1547, a w Anglii królowa Elżbieta r.1561.
Filip Chiese, rodem z Arauzykanu, pierwszy architekt Fryderyka Gwilelma (Willhelma-Wachm.), elektora brandenburskiego, jest wynalazcą karety zwanej berlinką.
Kawa pierwszy raz przywieziona do Marsylii w r.1644.
Leibniz wynalazł rachunek nazwany dyferencjalny roku 1648.
Początek karet nie jest dawniejszy jak od czasów Karola VI, króla francuskiego.
Karty do grania wynalezione były we Francji na cztery lub pięć lat przed śmiercią Karola V, zmarłego r.1380. To jest jednak dziwna, że już w r.1387 gra w karty w Hiszpanii edyktem królewskim zakazana była.
Moda zażywania kapeluszów nie dawniej nastała, jak za panowania Karola VI króla francuskiego.
Chocolata najpierwej z Meksyku do Europy sprowadzona była od Hiszpanów w r.1520.
Cyrkulacja krwi odkryta jest r.1628 przez Gwilelma Harvey, doktora angielskiego.[...]
Pierwsze szpilki*** robione były w Anglii r.1543. Przedtem damy zażywały tylko z drewna zrobionych kolców.
Teofrast Renaudot, doktor francuski, pierwszy gazety pisał w r.1631.****
Sztuka solenia śledzi wynaleziona była w r.1416 od jednego rybaka Holendra imieniem Gwilelma Boeckel.
Wynalezienie sztuki drukarskiej przypisuje się r.1438 Janowi Gutenberg***** nazwanemu Gänsefleisch de Jorgenloch (właśc. Johannes Gensfleisch zur Laden zum Gutenberg - Wachm.) z Moguncji. Najprzód tedy drukowano w Strassburgu, a wydoskonalony jest ten druk w Moguncji.
Najpierwszy raz w r.1745 zaczęli w osiadłościach angielskich w Ameryce do zaszczepiania ospy zażywać merkuriuszu (autorowi o rtęć idzie - Wachm.)******
Co się tycze objaśnienia nauki względem światła i kolorów, Newtonowi to przypisać należy.
Holenderczyk pewny podłego urodzenia imieniem Corneille Drebbel pierwszy wynalazł microskopium, czyli drobnowidło o dwóch szkłach, które zaś jest tylko o jednym, to wynalazł Chrystian Huygens.
"Góra miłości", czyli "komora potrzebnych", to jest kupa pieniędzy na zastawy ludzi pieniędzy potrzebnych i na zabieżenie lichwom niesłusznym postanowiona, złożona jest najprzód w Peruzjum od pewnych miłosiernych obywatelów, a potem w Sawonie od papieża Sykstusa IV w r.1479.*******
Pierwszy Keplerus obserwował, że forma śniegu spadającego jest sześciograniasta.
Pierwsza Agnieszka Sorel w Francji zaczęła do ubioru swego używać klejnotów, druga po niej Anna, królowa Brytanii.
Puder do włosów wynaleziony jest XVI wieku; na końcu wieku przeszłego sami się tylko komedianci pudrowali, mając co grać w teatrach, a schodząc z nich puder z głowy wyczesywali.
Pewny Anglik, imieniem Rafeling, pierwszy nauczywszy się w Wirginii palić tytoń, innych młodych ludzi w Anglii tegoż nauczył. Ci, jeżdżac do Holandii na nauki, zwyczaj ten z sobą tam przywieźli.
Torricelli, doktor wielkiego księcia toskańskiego, pierwszy wynalazł w r.1643 barometrum.
Pijawki na wezykatorie wynalezione od Areteusza.
Thomazjusz******** pierwszy, który znosił zwyczaj zabobonów palenia czarownic.
Krystian Wolff, największy matematyk, ułożył nowe systema filozofii w r.1720 i za nadgrodę został baronem w krajach niemieckich.
________________________
* - właśc. Johannes Müller . Sporo o nim pisałem w cyklu poświęconym Kopernikowi i Retykowi.
** - Pierwszym zarejestrowanym wynalazcą anemometru był italski architekt Leon Battista Alberti w 1450 r.
*** - Z kontekstu domyślam się, że o szpile do włosów idzie, które znane były już starożytnym, a nawet w paleolicie.
**** - Renaudot owszem zaczął wtedy wydawać "La Gazette", najstarszą gazetę (a ściślej tygodnik) francuską, natomiast przed nim w 1609 roku wychodziła w Strasbourgu (nienależącym wówczas do Francji) "Relation" i "Aviso", drukowana w dolnosaksońskim Wolfenbüttel.
***** - Tak naprawdę to jest to do dziś mocno sporna kwestia, bo poniechawszy nawet Kitajców, o palmę pierwszeństwa na europejskim gruncie walczą zwolennicy Niderlandczyka Laurensa Janszoona Costera z Haarlemu, który miałby ruchomej czcionki wynaleźć około 20 lat wcześniej niż Gutenberg. Insi pretendenci do miana jej wynalazcy to: Jan Brito (Brugia, Belgia), Pamphilo Castaldi (Feltre, Włochy) oraz Prokop Waldfogel – czeski złotnik działający w Awinionie.
****** - przyznam, że nic o takich zdarzeniach nie wiem, natomiast pierwsze w Europie szczepienia przeciw ospie zawdzięczamy Lady Montagu, żonie ambasadora brytyjskiego w Turcji, która przeniosła z Turcji i upowszechniła w Anglii sposób szczepień, praktykowanych w Turcji od setek lat.
******* - W Polsce instytucję, zwaną "Mons Pietatis" założył ksiądz Skarga, później zwano ją właśnie "komorą potrzebnych", a przekształciła się w Bank Pobożny. Zaś przypisywane Sykstusowi IV, jednemu z najgorszych papieży w dziejach, zasługi w tej mierze w rzeczywistości są dziełem Jana Kapistrana, Bernardyna ze Sieny i Bernardyna z Feltre
******** - z Christianem Thomasiusem, rektorem uniwersytetu w Halle i filozofem sprawa nie taka prosta, jak się autorowi kalendarza wydawało. Po primo, że przed nim mnóstwo teologów i filozofów przeciw paleniu czarownic występowało, a po secundo, że i sam Thomasius w procesie koszalińskim w 1694 roku jeszcze ten proceder popierał.
30 lipca, 2016
O szablach i szaszkach dwudziestego roku...
Schodziło kaducznie, schodziło... odpokąd mię Kneź Okrutnik instancyjonował bym co pro publico bono popisał o tem, czemże owe szaszki rosyjskie były i czemże się toto ode szabliny ućciwej różniło... No ale, że i nawet na najdłużej się opierającą materyję przychodzi nareście pora, tandem po może jakim zwłoki ledwo roku, czy dwóch, przychodzim do rzeczy...:)
Nim przecie do szaszek przejdziem, godzi się rzec, co jest szabla, bo to się tylko wydawa każdemu, że szabla jaka jest, każdy widzi... Nie będziem tu nijakich wywodzić dysertacyj o częściach składowych, ani co jest pióro, czy struzina, wąsy luboż młotek tłomaczyć; my bowiem( najwięcej przez wzgląd na białe głowy blog ten nawiedzające:) skupimy się na najpryncypalniejszem...:)
................
Nim przecie do szaszek przejdziem, godzi się rzec, co jest szabla, bo to się tylko wydawa każdemu, że szabla jaka jest, każdy widzi... Nie będziem tu nijakich wywodzić dysertacyj o częściach składowych, ani co jest pióro, czy struzina, wąsy luboż młotek tłomaczyć; my bowiem( najwięcej przez wzgląd na białe głowy blog ten nawiedzające:) skupimy się na najpryncypalniejszem...:)
Otoż macie powyżej szabli, której sobie najprościej podzielim na tą część, którą dłoń ujmuje, czyli rękojeść oraz na część walczącą, czyli całą resztę, zwaną głownią. Obie je oddziela poprzeczny jelec, niezwykle dziś dla nas ważki, nie tylko temuż, że ów dłoń naszego husarza, pancernego, dragona, szasera, szwoleżera czy ułana ochrania, ale także i dlatego, że owa tak wyglądana przez Knezia szaszka tego właśnie elementu nie miała i po tem najprościej wszelkie szable od szaszek idzie odróżnić...
Najprościej zatem jak można szabli charakteryzując nazwiemy ją bronią białą, której głownia jest zakrzywiona i najczęściej (choć są wyjątki) ma ona ostrze tylko po jednej stronie. Tąż definicyją właśnieśmy oddzielili szable od mieczy i wszelkich onych pochodnych w rodzaju okcydentalnych fikumiśności jako szpadki, rapiery i insze takie gówienka paradne, nijak się do prawdziwej broni mające... Nawet jeżeli stać będzie za niemi prawdziwie wielka imaginacyja pisarzów pokroju Aleksandra Dumasa i milion wywijających tem czemś na niezliczonych filmach muszkieterów...
Miecz zatem, w odróżnieniu od szabli będzie miał zawsze głownię prostą i krawędzie tnące po obu jej stronach. Czegobyście nie czytali, czy nie oglądali i ktokolwiek by Wam nie wiedzieć jakich głupot do głów wkładać próbował, to tego jednego zapamiętajcie i już nijakich z odróżnieniem turbacyj mieć nie będziecie, choćby Wam tysiąc sułtanów w tureckich serialach plotło bzdury o swoich mieczach, to Wy wiedzieć będziecie, że tam scenarzysta bądź tłumacz lekcji nie odrobił, bo każdy z serialowych bohaterów ma przy boku krzywą szablę!
Taż sama jest sprawa z nieprawdopodobnie trwałą bzdurą nazywania japońskiego oręża samurajskimi mieczami, w czem tyle jest prawdy, co w tem jako się ślepy żebrak iskał i pcheł ponoć nie miał... :(( Primo, że owe japońskie wynalazki są zwykle trojakiego rodzaju, czyli katana, jako broń pryncypalna, wakizashi jako oręż nibyż pomocniczy, bo znakomicie krótszy, oraz tantō, będące de facto sztyletem, którem owi sobie brzuchy płatali w ceremonialnem seppuku, u nas harakiri zwanym... Sęk w tem, że wakizashi było bronią głównie wieśniaków, a nie samurajów! Ma się rozumieć, tych kmiotków , których na nie stać było, ale idzie o to, że jak naszemu chłopu broni wzbraniano, to japońskemu przecie tegoż właśnie oręża dozwalano. Katany miał prawo mieć jeno samuraj szlachetnego rodu, aliści jeśli onemu fantazyja i sakiewka sprzyjały, mógł nosić i wakizashi (na tej samej zasadzie, na jakiej się w automobilu piąte koło wozi), nawet jeśli jej przez żywot cały w walce nie użył. Taki zestaw podwójny się zwał daisho i takich też dziś, na wspólnem stojaku, jakie sklepiki i warsztaciki w podróbkach pamiątek się specjalizujące najczęściej oferują turystom i łowcom pamiątek, co przecie nie zmienia tego, że tak katana, jak wakizashi są zakrzywione, z ostrzem po jednej stronie się znajdującem, czyli szable, nawet jeśli cały świat profanów się uprze onych nazywać mieczami!
Jednej Wam jeszcze rzeczy wiedzieć potrzeba szczególnie, jeśli o szable idzie... Nie masz w dziejach totus mundi przypadku, by się gdzie miecz dawny, luboż pochodne jego, obroniły przed wyparciem przez szablę, jeśli się z nią prawdziwie w boju zetknęły. Wszędy, jako i u nas w wieku XVI, w który jeszcześmy wkraczali z mieczem powszechnie zażywanem, gdy przyszło panom braciom na polu skonfrontować jednego z drugim, nieuchronnie się poczęto skłaniać ku szablom i ta dziś jest, zdałoby się, nasza broń narodowa, choć przecie z Orientu, przez Turków, Tatarów, a i Madziarów zapożyczona...
Dodajmyż, że były po temu przeszkody niemałe, w tem i durniów w sutannach wywodzących, że miecz jedynie słuszny, bo ma kształt krzyża, a za szabliny krzywizną diabeł stoi, przecie praktyka lżejszej*, poręczniejszej i umożliwiającej cięcia i sztychy mieczowi nieznane szabli w ciągu dwóch, trzech pokoleń zwyciężyła...
Różneśmy potem szable mięli, nie pora tu ich wyliczać i omawiać, tandem kurcgalopkiem przelecim przez wieki do tej naszej letniej pory Roku Pańskiego 1920, czasu, jak kto woli, "cudu nad Wisłą", czy jak wolą inszy, czasu, w którem swą wyższość pokazała ofiarność zagrożonego Narodu i żołnierzy Jego, umiejętności (niejednokrotnie więcej może z domu rodzinnego wyniesione, niźli z parodniowego szkolenia), znakomite dowodzenie i wyższość oręża, w tem i szabel naszych nad kozackimi szaszkami.
Pora pokazać z czem to "poszli w boje chłopcy nasze"... Ano niemałośmy mięli szabel pruskich i to pewna, że miał ich 9 Pułk Ułanów Małopolskich, 14 Pułk Ułanów Jazłowieckich, 17 Pułk Ułanów Wielkopolskich (a podejrzewam, że właściwie wszystkie pułki wielkopolskie) i 9 Pułk Strzelców Konnych. Być i może takoż i insze, ale tu często danych brak...
Ta, tutaj, to tak zwana "mała", czyli cokolwiek skrócona wersja szabli pruskiej wz.1896, takoż i później stosowana, choć głównie w dywizjonach artyleryi konnej, a nie w kawalerii samej.
Pułki kawaleryjskie, które z Armią Hallera przybyły, miały, ma się rozumieć, oręża francuskiego, czyli mocno już leciwej, ale wciąż znakomitej konstrukcji z 1822 roku:
Tu ciekawostka może dla zainteresowanych taka, że we francuskiej szabli rolę jelca pełni tarczka mała, iście niemal takaż sama, jak tzw. tsuba w japońskich katanach...
Były, ma się rozumieć, i szable po dawnej armii cesarsko-królewskich Austro-Węgier, które wyglądały tak:
Ta akurat, której powyżej widzicie, tem jest szczególna, że to szabla samego Komendanta (obecnie w Muzeum Wojska Polskiego), który jej więcej może nosił, niż używał aż do 1917 roku... A czemu akurat tylko do 1917 zapytacie ? A temu, że w 1917 roku dostał w prezencie od współpracowników i podkomendnych najbliższych nowej szabli polskiego wzoru, właśnie co świeżo wyprodukowanej w Warszawie (potem także we Lwowie i Krakowie):
I to ta właśnie szabla wz. 1917 , w zamyśle przeznaczona dla formowanej właśnie przez zaborców Polskiej Siły Zbrojnej (Polnische Wehrmacht), stała się najpowszechniejszą bronią naszych kawalerzystów przeciw następującym bolszewikom. Znakomita konstrukcja, łącząca zalety bojowe z wyrafinowaną nawet, rzekłbym, elegancją i motywami patriotycznymi ( na tych zdjęciach akurat słabo widoczny orzeł w koronie na tarczy amazonek wieńczący rękojeść, podobnie jak i często drugi, tłoczony na głowni **) stała się swoistym symbolem walk kawaleryjskich 1920 roku, unieśmiertelniona zresztą na obrazach Kossaka...
Czemuż Wam ich tak ukazuję wszytkich? Ano byście widzieli, że każda ma jelec, a nawet i kabłąk palce chroniący, a w przypadku "siedemnastki" i szabli francuskiej nawet i pełniejsze dłoni fechtującego osłony... A co przeciw niem przynieśli bolszewicy ?
Znowuż się tu Wikipedyja poratujem dla rzeczy tej zilustrowania:
Gołym widać okiem, że to bezeceństwo jelca nie ma, zatem i żadnej dłoni walczącego nią osłony. Widać też zrazu jakoweś mocowanie do rapci dziwaczne i tu Was oczy nie kłamią, bo iście szaszkę noszono odwrotnie jak szablę, czyli owym charakterystycznym wygięciem (zatem i ostrzem) ku górze. Trzecią charakterystyczną wizualną szaszki cechą będzie zakończenie rękojeści głowicą zakrzywioną, na którą z boku wejrzawszy, zda się głowę jakiego ptaka widzieć... Czemu zaś szaszki miłośnicy sobie akurat z ptakiem na wierzchu ulubili paradować, nie pytajcie mnie, bo zaiste nie wiem...
Krzynę światła rzucić nam może nazwa, która z kabardyńskiego narzecza pochodzi ("saszchła") i w języku Kabardyńców tyleż znaczy, co "długi nóż". I to akurat wydaje się być znakomitym i utrafionym opisem, natomiast bez odpowiedzi pozostaje pytanie czem to Moskali, a głównie Kozaków, na Kaukazie w XIX stuleciu wojujących, owe długie noże tak urzekły, że je za swoje przyjęli i upowszechnili we wszystkich, jak Rossyja długa i szeroka, kawaleryjskich pułkach i wojskach kozackich ?
Ludy kaukaskie, które tą broń wykoncypowały i używały, nim ich Mateczka Rossyja "ucywilizować" pod swoim, ma się rozumieć, władaniem, umyśliła, widziały w niej tegoż waloru, że można nią cięcia niespodziewanego zadać już przy samym z pochwy wyciąganiu, bez dodatkowego (dla nabrania zamachu) wznoszenia jej w górę. No cóż... jak się kto uprze, to i szablą tak można, jeno cięcie szablą iść będzie od dołu ku górze, a szaszką odwrotnie... Pytanie jest jednak poważniejszej natury: na co i komu jest potrzebne cięcie niespodziane, przeciwnika - rozumiem, że jeszcze do sparowania go niegotowego, czyli bezbronnego - zaskakujące?
Podług mnie to jakiemu zbójcy, bandycie jakiemu, grasantowi szkodnemu, a nie żołnierzowi, tandem jeśli ta być miała przyczyna, dla której jej sobie Kozacy ulubili, to wiele nam mówi o nich właśnie, bo każda w polu batalia, czy choćby i pojedynek podług najmarniejszych reguł honorowych się odbywający przecie by cięcie takie wykluczał...
Pozwoliłem sobie na żart niejaki z tem pojedynkiem, bo właśnie szaszka jest bronią absolutnie się do żadnego fechtowania nie nadającą. Jakakolwiek dłuższa wymiana ciosów i parowania cięć przeciwnika musi się skończyć choć jednym ześliźnięciem się klingi po klindze, gdzie człeka uzbrojonego w szablę przed obcięciem palców chroni właśnie jelec, zaś uzbrojonego w szaszkę nie chroni nic zgoła! Cóż nam z tego wynika?
Ano to właśnie, że szaszka się do żadnych fechtów i szermierek nie nadawała... Są, po prawdzie, onej obrońcy, co głoszą, że szaszka miała specyficznej szkoły fechtowania, która uczyła tak ciosy parować, by je przyjmować i pozwalać się ześlizgiwać wrogiemu ostrzu w jej drugą stronę, jeno jeśli to by być prawdą miało, to to by znaczyło opuszczenie szaszki w tym momencie ku dołowi, by się po niej to wrogie ostrze ześliznąć miało, a to oznacza odsłonięcie całej górnej części ciała szermierza bez jakiejkolwiek obrony. A co, jeśli przeciwnik, z takowych cyrkumstancyj wychodząc, zwyczajnie szybciej swego zdoła podźwignąć ostrza? Luboż, pomiarkowawszy się chyżo, nie da ześliznąć się ostrzu, a jeszcze i swoim ową opuszczoną ku dołowi szaszkę przytrzyma? Że już nie wspomnę o możności, że miałby i jakiego drugiego ostrza w ręce drugiej...
W "Cichym Donie" jest scena dowodząca, że się Kozacy fechtować jednak od dziecka uczyli*** i jest też wskazówka, jakich to sztuczek. Oto Grigorij Melechow ma tam w jednem ze starć, przerzucić szabli (w polskim tłumaczeniu jest o szabli mowa, ale kasztany stawiam przeciw orzechom, że to o szaszkę szło) z prawej do lewej ręki i tą lewą zadać przeciwnikowi zaskakujący cios. Scena ta, jak mi się zdaje, zapewne i Jerzego Hoffmana urzekła, bo w swojej "Ogniem i mieczem" wersji każe tak właśnie przerzucać szablę Bohunowi, co przy "długim nożu" zapewne nie nastręczało jakich wielkich turbacyj, za to przy szabli węgierskiej, w którą Hoffman uzbroił Bohuna, z łańcuszkiem od jelca idącym i zabezpieczającym dłoń, bynajmniej już nie jest takie proste, a czego możecie pod pierwszą dzisiejszą (zieloną) kropką sami obaczyć...
Jak zwał, tak zwał... Uważcież, że nadal poruszamy się w kręgu "zalet" tej broni, umożliwiających walkę zaskakującą, zdradziecką, nieledwie bandycką... U Kozaków można by i tego zrozumieć, ale czemu to spasowało oficyjerom Jewo Impieratorskowo Wieliczestwa? Jeśli nie przyjąć rozumowania, że się to z całym tegoż imperium charakterem zgadzało znakomicie, to ja inszego nie znajduję...
Choć nie... zełgałem... wybaczcie... Jest jeszcze czynność jednak, do której szaszka się nadaje arcywybornie. Owoż jako przychodzi manifestacyje bezbronnych rozpędzać cywilów i onych płazować (bić płaską stroną ostrza), to szaszka jest rzeczywiście bezkonkurencyjna, bo bicie płazem wymaga przy szabli przekręcenia dłoni w nadgarstku, ergo łacno jej sobie przy silnym uderzeniu i nagłym zatrzymaniu wywichnąć, a szaszki idzie przy takim "wojowaniu" nadal trzymać i mocno, i płazującemu wygodnie... No i przepomniałem jeszcze o tem, że dla tej samej przyczyny się szaszka znakomicie nadaje do wszelkich "tańców z szablami":))
Słynna Budionnego Konarmia, podobnie jak druga wielka bolszewicka formacja kawaleryjska, z atakujących Polskę w dwudziestym roku, Korpus Konny Gaja, zwany przez naszych dla okrucieństw swoich i dzikości Złotą Ordą Gaj-Chana, stały głównie Kozakami, zatem to z niemi i ich szaszkami wojować naszym przyszło. Ano i wrychle pokazało się, że znakomici w mordowaniu jeńców, gwałceniu, rabowaniu oraz paleniu wsi i miasteczek, a także całkiem nieźli w gonieniu uciekających piechurów, których ścinano z konia jednym cięciem, nie bawiąc się w żadne fechty, czerwoni Kozacy, okazali się bezradni wszędzie tam, gdzie przyszło do starć z naszą jazdą, osobliwie jeśli na białą broń... Owszem, były w wojnie bolszewickiej starcia przez naszych przegrane, jeśli za takowe rozumieć przymuszenie do odwrotu, ale ten odwrót zazwyczaj przebiegał w jakim takim ordynku i dyscyplinie, a nie w panicznej ucieczce i zwykle był zarządzany, a nie wymuszany, zaś straty przeważnie wynikały z naprawdę dużej dysproporcji sił. Ale też i każde takie starcie uszczuplało bolszewickiej potencyi i gdy do finalnych przyszło bojów, w tem największej i ostatniej tak wielkiej w dziejach świata, bitwy kawalerii pod Komarowem**** , to wojujący tam Kozacy nie dość, że już przetrzebieni tęgo, to i znakomicie znali, czem się długotrwałe z naszemi starcie kończy...
Podług mnie, niemała w tem rola szaszki właśnie, a ściślej pewnego mechanizmu psychicznego, którego się domyślam, z licznych rejterad kozackich wnosząc, gdy owi przed zwarciem z naszemi, luboż i z samego zwarcia dość rychle uciekali... Owoż, jak sądzę, człek co ma się zmierzyć z kimś, o kim wie już, że jest w szermierczem boju lepszym, dodatkiem zaś zna, że sam nie ma oręża dostatecznie go w takim starciu chroniącego, podświadomie takiego starcia unika... Nawet jeżeli ów osobiście jest dzielnym i kulom się nie kłania, przecie kule to kule, tej co ciebie zabije i tak już nie usłyszysz, za to imaginacyja dłoń bez palcy podsuwająca jest wyrazista i wielce przerażająca. Jeśli przydać k'temu, że dyscyplina nigdy nie była mocną stroną bolszewickiego wojska, to do panicznej ucieczki wystarczy ledwo kilku takich zbyt przerażonych perspektywą walki na szable z "polskimi panami"*****, by zainicjować odwrót i przyspieszyć klęskę...
________________________________
*- Wiem ja, że Wy wszyscy na Sienkiewiczu chowani, wraz Longinusa Podbipiętę z onegoż Zerwikapturem na myśl przywołacie i z tą sceną:
"– Ale to sroga machina i ciężka musi być okrutnie – chyba do obu rąk ? – Można do obu, można i do jednej. – Pokaż wasze ! Litwin wydobył i podał, ale panu Skrzetuskiemu ręka zwisła od razu. Ni się złożyć, ni cięcia wymierzyć swobodnie. Na dwie ręce poradził, ale jeszcze było za ciężko …” Przykro to może przeciw pisarzowi Noblem uhonorowanemu to rzec, ale sam chyba w ręku nie miał, luboż i może po jakiej chorobie, bo przecie cherlawy nie był... Miecz średniowieczny, w zależności od rodzaju i przeznaczenia, zazwyczaj mieścił się wagą gdzie między 1,1 - 1,8 kilograma, a ciężki dwuręczny miecz piechoty, jako rzecz ekstremalna, dochodził do 2,5 kilograma, z czego należałoby wnosić, że podług pana Henryka to pana Skrzetuskiego powaliłaby pierwsza lepsza niewiasta nasza siatką z zakupami, a niektóre (w tem i Pani_Wachmistrzowego_Serca:) to worem z domu połowy zawartością, zwaną przez nie, dla niepoznaki i zmylenia npla, "torebką"... Szable zazwyczaj nie dochodzą kilograma (jedna z uznawanych za najdoskonalsze, nasza szabla kawaleryjska wz.1934, waży 0,95 kg a przynajmniej tyle nominalnie powinna, z czego wynika, że albo mam kiepską wagę, albo mój egzemplarz się już cokolwiek utlenił...)
** - więcej zdjęć, a i bogatszych nawet, znajdzie Czytelnik Łaskawy tam, skąd żem i ja zapożyczył tych: na paginie www.szablapolska.com
*** - ciekawość, że ci, których nam przez lata wystawiano jako antyfeudalnych buntowników i prekursorów walki klas, tego akurat elementu od szlachty polskiej zapożyczyli, gdy już sami, za carów staraniem po połowie Rossyi poprzesiedlani, się za psy łańcuchowe imperium ostali...
**** - 31 sierpnia 1920 roku, gdzie przeciw resztkom (ale te "resztki" to nadal było 6 tysięcy szabel przeciw 1,5 tysiącowi naszych!) Konarmii stanęło (i wygrało!) naszych sześć, takoż tęgo przecie przetrzebionych, pułków: 1 Pułk Ułanów Krechowieckich pod pułkownikiem Sergiuszem Zahorskim, 2 Pułk Szwoleżerów Rokitniańskich rotmistrza Rudolfa Ruppa, 8 Pułk Ułanów Księcia Józefa Poniatowskiego pod rotmistrzem Krzeczunowiczem (którego to pułku ostatnia szarża definitywnie rozstrzygnęła ową potrzebę), 9 Pułk Ułanów Małopolskich pod majorem Stefanem Dembińskim, 12 Pułk Ułanów Podolskich z rotmistrzem Tadeuszem Komorowskim (przyszłym dowódcą Armii Krajowej) i 14 Pułk Ułanów Jazłowieckich pod rotmistrzem Michałem Beliną-Prażmowskim (bratem Władysława, słynnego dowódcy ułanów legionowych; poległ w niespełna dwa tygodnie po bitwie). Kawalerię w walkach wspierał m.in. pieszy Batalion Szturmowy dowodzony przez kapitana Stanisława Maczka (przyszłego generała i dowódcy naszych jednostek pancernych w kampanii wrześniowej, francuskiej 1940 roku i walczącej na froncie zachodnim 1 Dywizji Pancernej), za to niespecjalnie popisał się, dowodzący osłaniającą 2 Dywizją Piechoty Legionów, pułkownik Michał Żymierski (przyszły "Rola", dowódca Armii Ludowej i Ludowego Wojska Polskiego, marszałek Polski Ludowej).
***** - co nie przeszkodziło im w stworzeniu legendy o niepokonanej Konnej Armii, w której hymnie (druga, żółta kropka:) kłamliwie wyliczają "polskich panów", jako tych, którzy "pamniat krasnoarmiejskije naszy klingi", zupełnie ignorując taki drobiazg, że to właśnie "polskije pany" rozbiły ich w proch i w pył...
06 maja, 2016
O tych, co to jednak z soli... czyli cyklu naszego solnego część siódma
Powiastka poprzednia była o tem, jak arianie z Prosperem Provaną na czele z soli dobywania i warzenia nieomal gałęzi gospodarki narodowej uczynili, królowi zasię krociowych to przyczyniło zysków. Komu zaś by i poprzednich części odkurzyć było miło, tu ich najdzie (I, II, III , IV , V , VI ).
Za zejściem imci Provany i wielce krótkiem podskarbiostwie spominanego spólnika onegoż, Imci Rokossowskiego, zarząd nad żupami na lat najbliższych dwanaście wziął człek, co tak naprawdę protoplastą się stał rodu później wielgiego i magnackiego całą gębą, przecie jak na herbarz Bonieckiego wejrzeć, ów przodków Lubomirskim liczy od 1361, zatem na dwa wieki przed naszym bohaterem dzisiejszym, Imci Sebastianem, jeno że przed niem nijaki Lubomirski do godności znaczniejszych nie przyszedł... Jako zaś na dzieje rodu wieków kolejnych cztery okiem rzucim, nie najdziem tam ni jednego, którego by takoż Sebastianem krzcili!* Osobliwe, prawdaż? Rody znamienite u takich Angielczyków, by się od pirata czy kupczyka powzięły, portrety onego na pocześnych miejscach po rezydencyjach mają i z dumą się odeń wiodą, nasi zaś magnatkowie, choć ich szlachectwu nikt kłamu nie zadaje, przodkiem co się przez interesa solne zbogacił i rodowi podwalin przyczynił fortuny przyszłej, zda się, nie nadto ochotni się chwalić... Ano...dokażem, że może i słusznie...
Rozgoryczony Czarniecki, co latami swojej buławy hetmańskiej wyglądał, by ją właśnie po rokoszaninie Lubomirskim (Sebastianowym wnuku) wziąć na sześć niedziel przed skonem, miał rzec na sejmie Anno Domini 1657, gdy mu tejże buławy na rzecz Lubomirskiego poskąpiono, że nie wyrósł on z soli, ani z roli, przytyk czyniąc, że się urzędy najmożniejszym dostają, nie zaś najzasłużeńszym... Wszytkim przytomnym nadto dobrze było wiedzieć, że do Lubomirskiego z tą solą pije, co się jednak Koniecpolskiego i latyfundiów jego tyczy, to znać, że imci regimentarza żółć zżerała i jadem naokoło toczył, bo małoż nam w historyjej wodzów tak zacnych, jako właśnie Koniecpolski był...
Ale wróćmy do naszych baranów, Lubomirskim nie uwłaczając...:) Historycy o zarządzie jego spór toczyli długo, jedni jak Rybarski podnosząc, że w jednem roku zaległ z czynszem za żupy na jakie 3 800 złotych, inszego znów roku że mu darowano z czynszu należnego 4 443 złote, a w latach 1586-88 mu nawet 21,5 tysiąca złotych odpuszczono na remonta konieczne... Jeno, że tuśmy już za zestawieniem Provany i Bużeńskiego dokazali, że nie poćciwość królom miła, a grosiwo, a jak poćciwcy ledwa trzydzieści umieli z żup wydusić tysięcy, tak ci mniej poćciwi z sześćdziesiąt, czy ośmdziesiąt... Po prawdzie to drugie się jeno Provanie udało, a o niem też i rzec trudno, że niepoćciwy, choć po Bużeńskim niemal każdy by mógł za ladaco uchodzić:) Ale okrom zasług żupnych moc miał i inszych, a i sam czeguś się sympatyczny widział, czego o Sebastianie Lubomirskim już się żadną miarą rzec nie da... Co się jednak tych sum przez Rybarskiego wytykanych tyczy, to się godzi dopowiedzieć ućciwie, że primo remonta być winny na bachmistrzowej głowie, nie żupnika, tedy jeśli ów co do tego i ze swego dołożył, a później się o to u króla upomniał, mniemać mi, że zasadnie czynił... Te niedostatki po tysięcy kilka, że mu król w niepamięć puszczał? A to mi i nie dziwne, boć przecie Batory pomnił, wieleż żupy dawniej dawały i nie mógł nie czuć wdzięczności do ludzi, co mu z trzydziestu do sześćdziesięciu tysięcy profit wyszrubowali i nie roku jednego, a ustawicznie...
A że Lubomirski kopaczy gnębił, na rozliczeniach ustawicznie onych szkodując, to i onych pacjencja swej miary przebrała i się na żupach pokazało zjawisko dopotąd nieznane: strajki... Największego z nich, Anno Domini 1583, imć żupnik siłą zdusił; górnicy bocheńscy przed woźnym grodzkim krakowskim rany swe od szabel i pobicia ślady ukazywali, na Lubomirskiego skargę zanosząc... nawiasem, to jakem pacholęciem będąc w czasach ustroju jedynego słusznego żup zwiedzał, tegoż zdarzenia przytaczano i konterfekta górników batożonych w lochach ukazywano za dowód... walki klas się naówczas rzekomo poczynającej:))
Nie poradzili gwarkowie przeciw żupnikowi... nawet jak rok później, rozgoryczeni, wprost na pałac żupny ruszyli zbrojno, tam też i przez pachołków magnata pobitemi zostali. Przywódców pochwyconych miano i na gardle karać, aleć im Lubomirski "przebaczył", nie z dobroci serca przecie, jeno z kalkulacyi chłodnej, że jak fachowców powywiesza, to mu profit na żupach zmarnieje... Poprzysięgać jeno na krzyż musieli, że już się więcej bontować nie będą...
Podobnie bezwzględnym był i wobec konkurentów, czy kontrahentów inszych... Pisałżem o warzelni w Będzinie przez Provanę założonej, przez Cettisa kontynuowanej... Ano nie nacieszył się nią Cettis...:(( Nie chciał Lubomirskiemu płacić drożej, tedy ów mu na Śląsk soli słać zabronił; mało że swojej... na drogach nazasadzał pachołków zbrojnych, by każdy wóz na Śląsk z rumem solnym ciągnący konfiskowali! To jeszcze przy tem fragmentum inszej wojny jego, z prasołami (solarzami) krakowskiemi, którzy z dawna mieli przywilej bałwanów solnych w stałej cenie nabyć i detalicznie dalej przedawać... Że się ta cena Lubomirskiemu nie widziała, przedawać odmówił...
"...na każdego takiego furmana albo kupca, który ze składu krakowskiego sól na Śląsko powiezie , na granicach taką sól brać rozkazałem i strażników pilnych na to chować będę, a sam na ostatek na skład soli przedawać nie będę!"
Pisałżem o toruńskiej familijej Loissów, co własnej mieli warzelni... Cóż po tem, że ci na koszt własny nowego szybu, "Loissem" zwanego, ufundowali, specyalno na to, by rumu (druzgotu) i stochmalu (miału solnego) dla nich dobywać... tu już i król interweniował, przecie Lubomirski, ustąpiwszy pozornie, tak szkuty słał, że ich ledwo trzecia część może dochodziła...
Dla jednych łotr, dla drugich może czasów nowych prekursor, bliższy może tym rekinom z "Ziemi obiecanej", co najwięcej za śmiercią robotnika się tem martwili, że postawów kilka sukna krwią zbryzganych i zniszczonych... Trudno onemu zasług technicznych odmówić, jako choćby nowego portu rzecznego we Stryjowie** uczynienie, gdy dawny, na Kazimierzu, nadto ciasny się stał dla szkut, na których sól na komory i warzelnie, wzdłuż dolnej Wisły rozsiane, expedyjowano.
Na cóż ów swej majętności nowej użył? Ano tu bym mu może i jakiej przydał pochwały, bo nie przepił, nie przepuścił, nie rozdarował, jeno cirpliwie, grosz do grosza, wieś za wsią, folwark za folwarkiem skupując, syna już arcytęgim zostawił magnatem na 297 wsiach i 157 folwarkach... Dostawszy starostwo spiskie, dzięki czemu mógł wnuk w czas Potopu szwedzkiego, bezpiecznie insygnia królewskie w Lubowli skryć:), kamienicy w Rynku krakowskim odnowił tak pięknie, że odtąd już i bodaj po wsze czasy Pałacem Spiskim ją zwać będą. Komu nie wiedzieć gdzie to, starczy na Rynku o restauracyję Hawełki dopytać, bo to w temże właśnie gmachu na dole...:)) Na koniec zaś bym o osobliwym chciał opowiedzieć wyścigu, osobliwie że ów całego charakteru Lubomirskiego oddaje, a nam na koniec, pocieszenia krzynę, że jest widno jaka sprawiedliwość na świecie i nie masz krzywdy, co jej odpłacić nie będzie okazji...:)
Anno Domini 1576 zniesiono górnicze regale królewskie, co na nasze przekładając, tyleż znaczyło, że odtąd każdy ziemi posesyjonat mógł na rachunek i azard własny Matkę Ziemię dowolnie dziurawić, a co pod powierzchnią najdzie, dobywać, obrabiać, przetapiać, przedawać, słowem monopolu królewskiego kres naszedł... Mało to może znane effecta pactów conventów od Batorego już odtąd przez wszytkich królów kolejnych przysięganych, przecie na przyszłe dni jedna z przyczyn ustawicznej chudości królewskiej sakiewki... Lubomirski jeden z pierwszych na tem własnej chciał upiec pieczeni, zatem za czas żupnictwa swego jeszcze wioszczyny na wschód i południe od Wieliczki skupował. Nie miał tejże odwagi, by privatim co na tem groncie czynić, officialiter przecie żupnikiem będąc, boć przecie nawet i Batory by tego nie zdzierżył i precz go pognał, aleć jako urzędu złożył, wraz jął się kopania... I zaczęło się... On szybu za solą drążył od góry, zasię pod ziemią ruszył ku niej, za poparciem administratorów nowych Florian Morsztyn, com już go tu spominał parokroć, za najzdatniejszego ze wszytkich bachmistrzów wielickich mając. No i że Florian Morsztyn się na swej robocie znał wybornie, a kopali przecie ci sami, co ich Lubomirski gnębił, temuż nie dziw, że wielgiej w tej robocie, a Lubomirskiemu psocie, odnajdując radości, kopali w tempie, co w czasach nam nieodległych by się więcej może z nazwiskami Pstrowski i Stachanow kojarzyły...
Darmo pisał Lubomirski i skargę do sądu krakowskiego, że bachmistrz i zwierzchnicy jego"wymierzywszy jak najprościej ku szybowi [...] zarazem na szukanie soli przeciw szybowi i pod szyb [...] bić rozkazali. Który to piec nadzwyczaj tak prędko we dnie i w nocy ludźmi odmiennymi biją, iż co przed tym robotnicy takowych pieców po jednym zboju na tydzień oddawali, to teraz po piąci i sześci..." Widno gwarkom się ta robota naprawdę w rękach paliła, bo zdążyli:))
Lubomirski w przedsięwzięcie swoje włożywszy z górą 16 tysiąców złotych mógł się tem jeno radować, że nowego szybu "Lubomierzem" nazwano...:)) Ugoda, co stanęła nareście po pięciu latach negocjacyj przymusiła go niejako do zgody na wykup królewski grontów nad szybem, za coż dostał dziesięć wsi z sołectwami, co po żywota kres za klęskę swą uważał... Może i choć tyle pociechy, że nie dożył tego, że "Lubomierz" na grontach mokrych kopany, tak wodą nawilgnął, że się w studnię słoną odmienił. Że zaś na wielickie saliny przyszło wrychle nie siedem lat chudych, a bez mała siedem dziesiątków, temuż ona solanka bez pożytku tam stała i na koniec Anno Domini 1697 "Lubomierza" zasypano...:(( A Lubomirskiemu te wsie darowane dobre dziesięć tysięcy złotych rocznej przynosiły intraty...
Podobnej jeszcze psoty probował i syn Lubomirskiego, Stanisław, w Sierczy znów własnego bijąc szybu. "Kunegunda" wiek bez mała soli dawała na szkodę żup królewskich, dopokąd już za saskich czasów na równie twardego jak Morsztyn nie trafiła adwersarza. Teodor Reyna, Italczyk de origine, najprzód naszkodził wielce w kupczeniu oną solą, zasię pomiarami dokazał, że "Kunegunda" swemi komorami i piecami wlazła po złodziejsku we wielickie złoże i król onej Lubomirskim zamknąć nakazał.
____________________
* okrom może znanego z kart "Potopu" Jerzego Sebastiana, wnuka bohatera naszego, co za Jana Kazimierza przyszedł do godności marszałka wielkiego koronnego i hetmana polnego, by najwięcej rokoszem przeciw królowi zasłynąć... Aleć i on to miano miał za wtóre dopiero... Następny Sebastian w rodzie pojawi się dopiero w 1904 roku...
** Dziś to niemal Nowej Huty cząsteczka, ćwierć mili od płotu hutę okalającego...
................
Za zejściem imci Provany i wielce krótkiem podskarbiostwie spominanego spólnika onegoż, Imci Rokossowskiego, zarząd nad żupami na lat najbliższych dwanaście wziął człek, co tak naprawdę protoplastą się stał rodu później wielgiego i magnackiego całą gębą, przecie jak na herbarz Bonieckiego wejrzeć, ów przodków Lubomirskim liczy od 1361, zatem na dwa wieki przed naszym bohaterem dzisiejszym, Imci Sebastianem, jeno że przed niem nijaki Lubomirski do godności znaczniejszych nie przyszedł... Jako zaś na dzieje rodu wieków kolejnych cztery okiem rzucim, nie najdziem tam ni jednego, którego by takoż Sebastianem krzcili!* Osobliwe, prawdaż? Rody znamienite u takich Angielczyków, by się od pirata czy kupczyka powzięły, portrety onego na pocześnych miejscach po rezydencyjach mają i z dumą się odeń wiodą, nasi zaś magnatkowie, choć ich szlachectwu nikt kłamu nie zadaje, przodkiem co się przez interesa solne zbogacił i rodowi podwalin przyczynił fortuny przyszłej, zda się, nie nadto ochotni się chwalić... Ano...dokażem, że może i słusznie...
Rozgoryczony Czarniecki, co latami swojej buławy hetmańskiej wyglądał, by ją właśnie po rokoszaninie Lubomirskim (Sebastianowym wnuku) wziąć na sześć niedziel przed skonem, miał rzec na sejmie Anno Domini 1657, gdy mu tejże buławy na rzecz Lubomirskiego poskąpiono, że nie wyrósł on z soli, ani z roli, przytyk czyniąc, że się urzędy najmożniejszym dostają, nie zaś najzasłużeńszym... Wszytkim przytomnym nadto dobrze było wiedzieć, że do Lubomirskiego z tą solą pije, co się jednak Koniecpolskiego i latyfundiów jego tyczy, to znać, że imci regimentarza żółć zżerała i jadem naokoło toczył, bo małoż nam w historyjej wodzów tak zacnych, jako właśnie Koniecpolski był...
Ale wróćmy do naszych baranów, Lubomirskim nie uwłaczając...:) Historycy o zarządzie jego spór toczyli długo, jedni jak Rybarski podnosząc, że w jednem roku zaległ z czynszem za żupy na jakie 3 800 złotych, inszego znów roku że mu darowano z czynszu należnego 4 443 złote, a w latach 1586-88 mu nawet 21,5 tysiąca złotych odpuszczono na remonta konieczne... Jeno, że tuśmy już za zestawieniem Provany i Bużeńskiego dokazali, że nie poćciwość królom miła, a grosiwo, a jak poćciwcy ledwa trzydzieści umieli z żup wydusić tysięcy, tak ci mniej poćciwi z sześćdziesiąt, czy ośmdziesiąt... Po prawdzie to drugie się jeno Provanie udało, a o niem też i rzec trudno, że niepoćciwy, choć po Bużeńskim niemal każdy by mógł za ladaco uchodzić:) Ale okrom zasług żupnych moc miał i inszych, a i sam czeguś się sympatyczny widział, czego o Sebastianie Lubomirskim już się żadną miarą rzec nie da... Co się jednak tych sum przez Rybarskiego wytykanych tyczy, to się godzi dopowiedzieć ućciwie, że primo remonta być winny na bachmistrzowej głowie, nie żupnika, tedy jeśli ów co do tego i ze swego dołożył, a później się o to u króla upomniał, mniemać mi, że zasadnie czynił... Te niedostatki po tysięcy kilka, że mu król w niepamięć puszczał? A to mi i nie dziwne, boć przecie Batory pomnił, wieleż żupy dawniej dawały i nie mógł nie czuć wdzięczności do ludzi, co mu z trzydziestu do sześćdziesięciu tysięcy profit wyszrubowali i nie roku jednego, a ustawicznie...
A że Lubomirski kopaczy gnębił, na rozliczeniach ustawicznie onych szkodując, to i onych pacjencja swej miary przebrała i się na żupach pokazało zjawisko dopotąd nieznane: strajki... Największego z nich, Anno Domini 1583, imć żupnik siłą zdusił; górnicy bocheńscy przed woźnym grodzkim krakowskim rany swe od szabel i pobicia ślady ukazywali, na Lubomirskiego skargę zanosząc... nawiasem, to jakem pacholęciem będąc w czasach ustroju jedynego słusznego żup zwiedzał, tegoż zdarzenia przytaczano i konterfekta górników batożonych w lochach ukazywano za dowód... walki klas się naówczas rzekomo poczynającej:))
Nie poradzili gwarkowie przeciw żupnikowi... nawet jak rok później, rozgoryczeni, wprost na pałac żupny ruszyli zbrojno, tam też i przez pachołków magnata pobitemi zostali. Przywódców pochwyconych miano i na gardle karać, aleć im Lubomirski "przebaczył", nie z dobroci serca przecie, jeno z kalkulacyi chłodnej, że jak fachowców powywiesza, to mu profit na żupach zmarnieje... Poprzysięgać jeno na krzyż musieli, że już się więcej bontować nie będą...
Podobnie bezwzględnym był i wobec konkurentów, czy kontrahentów inszych... Pisałżem o warzelni w Będzinie przez Provanę założonej, przez Cettisa kontynuowanej... Ano nie nacieszył się nią Cettis...:(( Nie chciał Lubomirskiemu płacić drożej, tedy ów mu na Śląsk soli słać zabronił; mało że swojej... na drogach nazasadzał pachołków zbrojnych, by każdy wóz na Śląsk z rumem solnym ciągnący konfiskowali! To jeszcze przy tem fragmentum inszej wojny jego, z prasołami (solarzami) krakowskiemi, którzy z dawna mieli przywilej bałwanów solnych w stałej cenie nabyć i detalicznie dalej przedawać... Że się ta cena Lubomirskiemu nie widziała, przedawać odmówił...
"...na każdego takiego furmana albo kupca, który ze składu krakowskiego sól na Śląsko powiezie , na granicach taką sól brać rozkazałem i strażników pilnych na to chować będę, a sam na ostatek na skład soli przedawać nie będę!"
Pisałżem o toruńskiej familijej Loissów, co własnej mieli warzelni... Cóż po tem, że ci na koszt własny nowego szybu, "Loissem" zwanego, ufundowali, specyalno na to, by rumu (druzgotu) i stochmalu (miału solnego) dla nich dobywać... tu już i król interweniował, przecie Lubomirski, ustąpiwszy pozornie, tak szkuty słał, że ich ledwo trzecia część może dochodziła...
Dla jednych łotr, dla drugich może czasów nowych prekursor, bliższy może tym rekinom z "Ziemi obiecanej", co najwięcej za śmiercią robotnika się tem martwili, że postawów kilka sukna krwią zbryzganych i zniszczonych... Trudno onemu zasług technicznych odmówić, jako choćby nowego portu rzecznego we Stryjowie** uczynienie, gdy dawny, na Kazimierzu, nadto ciasny się stał dla szkut, na których sól na komory i warzelnie, wzdłuż dolnej Wisły rozsiane, expedyjowano.
Na cóż ów swej majętności nowej użył? Ano tu bym mu może i jakiej przydał pochwały, bo nie przepił, nie przepuścił, nie rozdarował, jeno cirpliwie, grosz do grosza, wieś za wsią, folwark za folwarkiem skupując, syna już arcytęgim zostawił magnatem na 297 wsiach i 157 folwarkach... Dostawszy starostwo spiskie, dzięki czemu mógł wnuk w czas Potopu szwedzkiego, bezpiecznie insygnia królewskie w Lubowli skryć:), kamienicy w Rynku krakowskim odnowił tak pięknie, że odtąd już i bodaj po wsze czasy Pałacem Spiskim ją zwać będą. Komu nie wiedzieć gdzie to, starczy na Rynku o restauracyję Hawełki dopytać, bo to w temże właśnie gmachu na dole...:)) Na koniec zaś bym o osobliwym chciał opowiedzieć wyścigu, osobliwie że ów całego charakteru Lubomirskiego oddaje, a nam na koniec, pocieszenia krzynę, że jest widno jaka sprawiedliwość na świecie i nie masz krzywdy, co jej odpłacić nie będzie okazji...:)
Anno Domini 1576 zniesiono górnicze regale królewskie, co na nasze przekładając, tyleż znaczyło, że odtąd każdy ziemi posesyjonat mógł na rachunek i azard własny Matkę Ziemię dowolnie dziurawić, a co pod powierzchnią najdzie, dobywać, obrabiać, przetapiać, przedawać, słowem monopolu królewskiego kres naszedł... Mało to może znane effecta pactów conventów od Batorego już odtąd przez wszytkich królów kolejnych przysięganych, przecie na przyszłe dni jedna z przyczyn ustawicznej chudości królewskiej sakiewki... Lubomirski jeden z pierwszych na tem własnej chciał upiec pieczeni, zatem za czas żupnictwa swego jeszcze wioszczyny na wschód i południe od Wieliczki skupował. Nie miał tejże odwagi, by privatim co na tem groncie czynić, officialiter przecie żupnikiem będąc, boć przecie nawet i Batory by tego nie zdzierżył i precz go pognał, aleć jako urzędu złożył, wraz jął się kopania... I zaczęło się... On szybu za solą drążył od góry, zasię pod ziemią ruszył ku niej, za poparciem administratorów nowych Florian Morsztyn, com już go tu spominał parokroć, za najzdatniejszego ze wszytkich bachmistrzów wielickich mając. No i że Florian Morsztyn się na swej robocie znał wybornie, a kopali przecie ci sami, co ich Lubomirski gnębił, temuż nie dziw, że wielgiej w tej robocie, a Lubomirskiemu psocie, odnajdując radości, kopali w tempie, co w czasach nam nieodległych by się więcej może z nazwiskami Pstrowski i Stachanow kojarzyły...
Darmo pisał Lubomirski i skargę do sądu krakowskiego, że bachmistrz i zwierzchnicy jego"wymierzywszy jak najprościej ku szybowi [...] zarazem na szukanie soli przeciw szybowi i pod szyb [...] bić rozkazali. Który to piec nadzwyczaj tak prędko we dnie i w nocy ludźmi odmiennymi biją, iż co przed tym robotnicy takowych pieców po jednym zboju na tydzień oddawali, to teraz po piąci i sześci..." Widno gwarkom się ta robota naprawdę w rękach paliła, bo zdążyli:))
Lubomirski w przedsięwzięcie swoje włożywszy z górą 16 tysiąców złotych mógł się tem jeno radować, że nowego szybu "Lubomierzem" nazwano...:)) Ugoda, co stanęła nareście po pięciu latach negocjacyj przymusiła go niejako do zgody na wykup królewski grontów nad szybem, za coż dostał dziesięć wsi z sołectwami, co po żywota kres za klęskę swą uważał... Może i choć tyle pociechy, że nie dożył tego, że "Lubomierz" na grontach mokrych kopany, tak wodą nawilgnął, że się w studnię słoną odmienił. Że zaś na wielickie saliny przyszło wrychle nie siedem lat chudych, a bez mała siedem dziesiątków, temuż ona solanka bez pożytku tam stała i na koniec Anno Domini 1697 "Lubomierza" zasypano...:(( A Lubomirskiemu te wsie darowane dobre dziesięć tysięcy złotych rocznej przynosiły intraty...
Podobnej jeszcze psoty probował i syn Lubomirskiego, Stanisław, w Sierczy znów własnego bijąc szybu. "Kunegunda" wiek bez mała soli dawała na szkodę żup królewskich, dopokąd już za saskich czasów na równie twardego jak Morsztyn nie trafiła adwersarza. Teodor Reyna, Italczyk de origine, najprzód naszkodził wielce w kupczeniu oną solą, zasię pomiarami dokazał, że "Kunegunda" swemi komorami i piecami wlazła po złodziejsku we wielickie złoże i król onej Lubomirskim zamknąć nakazał.
____________________
* okrom może znanego z kart "Potopu" Jerzego Sebastiana, wnuka bohatera naszego, co za Jana Kazimierza przyszedł do godności marszałka wielkiego koronnego i hetmana polnego, by najwięcej rokoszem przeciw królowi zasłynąć... Aleć i on to miano miał za wtóre dopiero... Następny Sebastian w rodzie pojawi się dopiero w 1904 roku...
** Dziś to niemal Nowej Huty cząsteczka, ćwierć mili od płotu hutę okalającego...
................
Subskrybuj:
Posty (Atom)







