12 maja, 2014

O pewnej świętej, osmundach i żelazie gdańskiem...

...czyli opowieści naszej kuźniczej część ósma  (IIIIII, IVVVI, VII ). Do kuźniczych naszych opowiastek nader cennych wskazówek przychodzi znajdywać w najdziwniejszych, zdałoby się, źródłach. Ot, choćby w wizyjach pewnej jejmości, co się cależ pokaźnej gromadki pociech własnych dochowała, nim w klasztory poszła, a w swojem czasie zasłynęła w Europie jako wielce nabożna persona, już za żywota za świętą uważana. 
  Nawiasem (niechajże mi Lectorowie dygresyją przebaczą), to jakem Imci biskupa Deca tekstu między inszemi o heroinie naszej, świętej Brygidzie, traktującego, czytał, tom śmiechu poskromić nie poradził... Pisze nam Imć biskup, że "nie lękała się prowadzić dialog z możnymi ówczesnej Europy"...
   Hmmm... jeśli takie rozstawianie po kątach, jakie owa herod-baba serwowała regularnie papieżom kolejnym, można zwać dialogiem, to pojmuję, że Jan Chrzciciel z Herodem Antypasem i Herodiadą sobie jeno pogwarzali o różnych formach małżeństwa, Jezebel z Eliaszem miała zaledwie niewielki spór teologiczny, zaś niewinne zgoła żarty ojca dyrektora o czarownicach i niedomytych misjonarzach doprawdy aż dziw, że kogolwiek gorszyły...
   Aleć nawróćmyż do naszych baranów... Owoż nasza Sanctissima w jednem ze spisanych widzeń nader szczegółowo piekła opisała, obrazowo je porównując do... wnętrza pieca hutniczego! By rzecz jasną była, święta Brygida przyszła na świat w 1303 roku, pomarła zaś siedemdziesiąt lat później. Skądże owa znać pieca hutniczego mogła? Ano z młodych lat we Szwecyi przepędzonych, gdzie z dawna kmiotkowie tameczni rudy, co im zwyczajnie na polach leżała i szkodną była, wytapiali w piecach, tem sposobem się i zawady pozbywając uprzykrzonej, aleć i niezgorsze przy tem produkując żelazo.
   Ano i tu przychodzim do sprawy, co w hutnictwie przełomu znaczyła niemałego. Owoż kuźnicy insi, naszego Roździeńskiego nie wyłączając, w swych kuźnicach nad dopływem powietrza extraordynaryjnego mięli baczenia, by nie nadto piece rozgrzać, bo znali, że wyżej pewnej granicy* stal się zachowuje dziwacznie, bo primo, że się płynną staje, to i secundo jakiej podłoty dostaje, bo po wydobyciu z pieca i zakrzepnięciu, w obróbce trudna, a na deszczu rdzewieje... Dla tych przyczyn kuźnicy owi, stal laną mięli za produkt zmarnowany i dla tych przyczyn żelazo takie "świńskim" zwali!
  Dla jakiej to się działo przyczyny? Ano takiej, że paśkustwa różniste, a najwięcej siarka, do stali nielejliwej przedostać się nie umiejąc, w żużlu zostawały i stal wychodziła czystą** i przez stulecia rdzy nie znającą, bo tą jeno żelazo siarką spsowane zna! Jak pisał ongi Mieczysław Radwan całaż hutnictwa historia to historia walki z siarką w rudzie, którejśmy na koniec przegrali, za potrzeb masowych sprawą czyniąc piecy na koksie pracujących, co już deffinitive stal dzisiejszą z siarką na śmierć i życie związały...
  Kmiotkowie zaś szwedzcy najpewniej na początku się dymarkami podobnemi do naszych kontentowali, ale że nie poradzili z tem produktem czego kunsztowniejszego uczynić, przedawali za pół ceny samych jeno tych placków żelazistych, osmundami*** zwanych,co ich znów kupczykowie hanzeatyccy dla taniości radzi brali i po portach rozwozili, gdzie po hamerniach już z prawdziwego zdarzenia onych przekuwano de novo.
   Trza było tychże osmundów nazad w piece kłaść, wyprażać, kuciem zanieczyszczeń wszelkich odłupując, ale że surowiec był tanim, proceder się czynił zyskownem wielce. Celowały w niem zwłaszcza te hanzeatyckie miasta, co własnych miały hamerni, a najwięcej i może Gdańsk nasz, który onego handlu na długo przed zbożem i na równi ze śledziem, uczynił podstawą bytu swego... O skali tegoż handlu niechaj świadczy to, że w odległej Anglijej owego znakomitego żelaza długo zwano danzic iron...
   Rzekłem w części siódmej, że o gdańszczanach niecnotach pisał będę... Cofam tu słów tych wyrzeczonych i nie temuż, by Vulpianowi, Krzysztofowi i inszym z grodem tem związanym przyjemności uczynić...:)), jeno że żem rzeczy przemyślił głębiej i k'temu przyszedł, że nie onych to przecie wina, że interesu swego bacząc, woleli się na tańszych i lepszych osmundach bogacić, niźli kruszec droższy, gorszy i w transporcie z głębi kraju trudniejszy wywozić... To przecie zrozumiałe każdemu, co się na liczydle rozumie, ale że przy tem krajowemu hutnictwu cios mimo wolej zadali, prospektów na jaki bądź export pozbawiając, to i rzecz insza...
   Fortunnem dla owych szwedzkich kmiotków-łżehutników zrządzeniem Opatrzności, rudy mięli owi aż nadto wybornej, temuż trud może i nie nadto fachowy, a przez kuźników z reszty Europy najpewniej jeno wydrwienia godny, aż nadto się opłacił. Najprostsze zatem jakież mogło być Szwedów myślenie? Ano pieca postawić większego, coby osmundów było więcej i więcej na tem zarobić by się dało... I takeśmy na jednem biegunie Europy do początków hutnictwa wielkopiecowego przyszli, najprościej by rzec, że z nieumiejętności porządnej kuźniczej roboty...:)) Insza, że w te kuźnicze dzieje nader rychło się wielka wdała polityka i arcymądry król szwedzki Gustaw Waza, pojmując że się na niem Gdańszczany bogacą, jako i dziś wszytcy, co jeno surowca z ziem ościennych ciągną, przetwarzając onego u siebie, tegoż wywozu osmundów w połowie XVI stulecia zakazał... I to była największa przyczyna, że hamernie gdańskie upadły, bo choć i następcy Gustawowi zakazu ponawiali, przecie już nie ścigali tak srodze, to i szło onego obejść, abo w najgorszem bądź razie celnika przekupiwszy, przemycić... Cóż, gdy w międzyczasie kuźnicy żeleźni gdańscy najcelniejsi woleli się za tąż rudą przesiedlić za Bałtyk... do Szweda...
   Gdańsk sobie poradził, jako to z Gdańskiem zwyczajnie, straty na żelazie, powetowawszy sobie wrychle na zbożu, potażu, meblu i śledziu, przecie to już niejako na wieki ustawiło nam proporcyj eksportu naszego i baryerą się stało kolejną w rozwoju przemysłu rodzimego. A jak kto spyta, czemże za dwa pokolenia była armia Gustawa Adolfa zbrojna, gdy po połowie Europy adwersarzy rozstawiać po kątach poradziła, nas nie wyłączając, niechajże spomni tych embarg na osmundy i emigracyi hamerników gdańskich...
  Na przeciwnem niemal Europy krańcu odmiennie przyszli do narodzin wielkiego pieca, bo tam, we Styriej, kuźnicy odkryli jak żelazo nadto nawęglone onego nadmiaru pozbawić, a to przez prostą czynność niejakiego "rozpuszczenia" tegoż nadto nawęglonego w inszem, dla odmiany mało nawęglonem... Rzecz jeno w słowach prosta, bo by tego czynić trza było znów żaru mieć więcej niźli owe graniczne 1300 stopni, by się surówka lejliwą stała i mięszać cokolwiek można było. Styryjscy kuźnicy do takiej też przyszli doskonałości, że poradzili nie dość, że processa owe pod kontrolą mieć, to umieli zaplanować stopień twardości stali, stosownie ku temu moderując ilość surówki i wielkość bryły żeleźnej!



  Nie nadto może to i do uwierzenia, bacząc jeno na owe nie najlepsze ryciny, aliści to właśnie nam owej dymarki, "bergamską" zwanej, mieć za prawdziwy, europejski, wielkiego pieca pierwowzór... A bergamską dlatego zwana, że to nie styryjscy rzemieślnicy owe kunszta po kontynencie roznieśli, jeno właśnie z Bergamo się wywodzący kuźnicy.
   Konkludując, od tegoż czasu samo żelaza czynienie się na dwa podzieliło etapy. W pierwszem, czy to u Szwedów, w tych piecach, co to ich Święta Brygida za czeluściom piekielnym bliskie miała, czyli też w tych na podobieństwo bergamskich stawianych, żelaza topiono do płynności. I takiegoż, odlanego i zastygniętego z paśkustwem wszelkiem, do dalszej przesyłano obróbki, gdzie w kuźnicach, naszym dotychczas znanym, podobnych, jeno o miechach bogatszych, owego żelaza "odświeżano", przy wyprażaniu ponownem i młotami kuciu, większej owych przymieszek zawartości onego pozbawiając.
    I od owego "odświeżania", lubo też i jako to z niemiecka zwano "fryszowania", narodziły się i "fryszerki", czyli kuźnice z piecami niskiemi, ale bogatemi w miechy, gdzie owego półproduktu dopiero na prawdziwą zamieniano stal...
   Ano i produkt tak moderowany będzie w Europie w tejże, nieomal nieodmienionej technologiej przez trzy władał stulecia, nam zaś pora przejść do Mistrza Jana, co w swej, krzynę i publicystycznej poemie "Satyr, albo Dziki Mąż" owemu tytułowemu Satyrowi w usta wkłada poniższe słowa:
"Gdzie pojźrzę, wszędy rąbią: albo buk do huty,
Albo sośnią na smołę, albo dąb na szkuty."
    I tych słów poety spamiętać upraszam, gdy w nocie następnej i pewnikiem cykl cały kończącej do przyczyn pryncypalnych upadku kuźnictwa naszego przejdziem...
_____________________
*około 1300 stopni
** jakie cztery do ośmiu procentów jeno węgla mającą. Dłużej trzymane w piecu żelazo nawęglało się bardziej i też stawało się nieprzydatnem z punktu widzenia kuźników naszych.
*** od szwedzk. osemundar, każdy placek ważył jakie pół funta zaledwie, temuż nader łacno było niemi wszelkie w ładowniach wolnizny zapełniać, a legenda głosi, że najpierwszy raz ich wziął żeglarz, co grosiwa na towar przetracił za jakich rabuśników sprawą, nabrał tych osmundów za balast i nieoczekiwanie z ogromnem przedał zyskiem w porcie rodzimem...

34 komentarze:

  1. Pół funta jaka miara placka bardzo zdaje mi się odpowiednia, a on sam wielkości takiej nad wyraz poręczny - żałować tylko należy, że niejadalny...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zależy kto i czem się żywi:) Choć zębów szkoda...
      Kłaniam nisko:)

      Usuń
    2. Jeśli je kto posiadał...

      Usuń
    3. Fakt ;-)
      Kłaniam nisko :-)

      Usuń
  2. Czołem mości Wachmistrzu

    Faktycznie, Gdańsk zawsze zmysłem kupieckim się kierował i kupował tam, gdzie taniej aby sprzedać drożej. Nie można więc stawiać zarzutów Gdańszczanom, że kupowali tanie żelazo ze Szwecji zamiast drogiego, rodzimego!
    Przy okazji naszła mnie takowa refleksja, że Gdańsk jest przykładem w historii Polski miasta, które, co najmniej od XV wieku, stanęło przy Polsce z czystej kalkulacji kupieckiej. Po prostu Gdańszczanom opłacało się być częścią kraju z ogromnym zapleczem produktowym i wielkim rynkiem zbytu niż jakiegokolwiek innego kraju w regionie. Zwłaszcza, że przywileje królewskie gwarantowały "prawo składu" na wszystko co Wisłą spływało i wpływało do Gdańska! Przeto gdańszczanie trwali przy Polsce niezależnie od wichrów dziejowych do samego niemal końca państwowości w XVIII wieku.

    Kłaniam się nisko

    Krzysztof z Gdańska

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z drugiej strony jest to przykład godnej szacunku postawy króla Kazimierza Jagiellończyka, który potrafił do tego stopnia zachęcić "biznesowo" Gdańsk, żeby ten się przyjął pod jego berło, przy tym wielką królowi wyświadczył pomoc finansując (w większości) prowadzenie XIII letniej wojny z Zakonem Krzyżackim.

      Pozdrawiam

      Krzysztof z Gdańska

      Usuń
    2. Pięknąś laurkę, Mości Krzysztofie, grodowi swemu odmalował i zaiste wiele bym dał, by tak iście było:) Aliści zda mi się, że Zygmunt August, Batory, że już Władysława IV i inszych nie spomnę, cokolwiek inszego mięli na te sprawy poglądu...:)
      Kłaniam nisko:)

      Usuń
    3. Mości Wachmistrzu

      Gdańsk jako miasto kupieckie przede wszystkim swoje interesy miałna względzie. Dlatego czasem (jak za Władysława Jagiełły lub Kazimierza Jagiellończyka lub Jana Kazimierza) twardo popierał królów Polski a czasem (jak za Stefana Batorego, Zygmunta Augusta czy też Władysława IV) nie!
      Zdarzyło się nawet, że popierał króla Polski (Stanisława Leszczyńskiego) w romantycznym zrywie nie bacząc na własny interes (co się potem srodze zemściło na mieście). Jak to mówią "u nas": NEC TEMERE, NEC TIMIDE

      Kłaniam się

      Krzysztof z Gdańska

      Usuń
    4. Piękna maksyma, której bym i czasem może i Rzeczpospolitej dedykował... To oczywistem, że każde grabie jeno do siebie, a nie od siebie grabią, tandem dziwować się nie ma czemu. Insza, gdy post factum osądzając przychodzi skonkludować, że nawet i w ocenie tegoż interesu patrzało się jeno za próg, a nie na pole orki i siewu wyglądające...
      Kłaniam nisko:)

      Usuń
  3. Vulpian de Noulancourt12 maja 2014 14:00

    Z całym szacunkiem - jeśli mowa o stali niestopowej, to granicą jest zawartość węgla równa 2,1%. Poniżej niej mamy stal, a powyżej tej wartości zaczyna się żeliwo.
    Co w niczym nie ujmuje mego podziwu nad cyklem.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nader cenna mi (a i Lectorom, mniemam, takoż) ta uwaga, Bóg Zapłać:)
      Kłaniam nisko:)

      Usuń
  4. Kłaniam się ponownie

    Cny Wachmistrzu.
    Tradycje hamerni w Gdańsku wygasły tak skutecznie, że praktycznie nie znalazłem śladu po dawnych hutach. Jedyny (problematyczny) ślad, na który udało mi się natrafić to nazwa "Kuźniczki" jako fragment dzielnicy Wrzeszcz (obecnie bardziej się zresztą kojarzący z Browarem Gdańskim niż w wytopem stali :) Ponadto ze stalą związana była kuźnia wodna posadowiona na Oliwskim Potoku jednak ta, jako własność oliwskich Cystersów nie podlegała Gdańskowi. Więcej nic nie wskazuje na tradycje wytopu stali w grodzie nad Motławą. Byłbym więc wdzięczny za przybliżenie tematu hamerni gdańskich, które (z racji miejsca zamieszkania) bardzo mnie interesują.

    Ego te saluto

    Krzysztof z Gdańska

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oliwską kuźnię żem przywoływał w nocie z cyklu bodaj wtórej, gdziem o rodzajach młotów i napędów do nich pisał, bo w onej się cudnie tzw."polak" zachował:) Co się tyczy samych gdańskich hamerni, to jest Was tylu zapaleńców-gdańszczan (Bezetkę radzę do spisku wciągnąć:), że jak dobrze poszperacie, to z pewnością coś wynajdziecie. Ja jeno mogę odesłać do książki Mieczysława Radwana "Rudy, kuźnice i huty żelaza w Polsce" Warszawa 1963, znanej mi jeno pośrednio przez Bocheńskiego "Przemysł polski w dawnych wiekach", który się na Radwana w tejże materyjej powołuje. I doradzić by szukać w miejscach, które by trzech musiały spełniać warunków: nie smrodzić i nie hałasować mieszczanom pod samemi oknami, zatem raczej na miasta XVI-wiecznego obrzeżu. Nad wodą płynącą by młota poruszać mogła i ten warunek mi się zdaje najważniejszym i po trzecie: nieodlegle nabrzeży jednak, by nadto daleko rozładowanego ciężaru przecie znacznego, nie wozić...
      Kłaniam nisko:)

      Usuń
    2. Bezetkę właśniem był skrytykował na jej blogu, więc z wciąganiem do kompaniji trochę poczekam:))) Jednakowóż temat kuźnictwa w Gdańsku jest mocno zapuszczony i jakoweś głębsze studia w tej materii by się przydały.
      Ergo zadam Ci cny Wachmistrzu pytanie, czy nie czułżebyś się na siłach pogłębić temat hutniczy ze szczególnym uwzględnieniem Pomorza? Jak bowiem napisał klasyk "jeśli nie teraz, to kiedy, jeśli nie my, to kto"?

      Kłaniam nisko

      Krzysztof z Gdańska

      Usuń
    3. Hmm... Jeżeli każdy komentarz, gdzie komentujący dzieli się wiedzą traktować jako krytykę, a jeszcze się za to obrażać, to ja nie wiem co by można zrobić za krytykę z prawdziwego zdarzenia? Ukrzyżowanie to by było zbyt łagodnie? :D :D :D

      Usuń
    4. Eee, no przecie, że Bezetka nie taka:)) Co się tyczy szperania względem kuźnictwa pomorskiego, to przyznam, że nawet małopolskiego bym się ninie nie podjął, bo to ogromu wymaga aktów dawniejszych wertowania, ergo czasu wolnego by jak najwięcej, a to u mnie teraz towar jest najwięcej deficytowy. Nie odżegnując się bynajmniej, jeno że może kiedy in futuram, w sposobniejszej chwili, to ninie jeno takich sam wskazówek dać mogę, że okrom tego, co Yuka dla Orunii wskazała, byłaż na pewno hamernia w Rumii przy folwarku dawniejszem wpodle dzisiejszej Lipowej ulicy, były dwie pono hamernie w Kolbudach Dolnych, dalej w Pruszczu Gdańskiem, zagłębie całe w Małym Kacku; z pewnością była hamernia przy zamku w Nowem i wiele inszych...
      Kłaniam nisko:)

      Usuń
  5. szczur z loch ness12 maja 2014 20:25

    Prawie już byłem przekonany Zacny Wachmistrzu, że niczym mnie już nie zaskoczysz ... Bosze, że ja nie miałem w szkole takiego nauczyciela historii ...
    Kłaniam uniżenie z zaścianka Loch Ness
    :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I szczęście Twoje wielkie, żeś nie miał...:) Jeszcze bym Cię, nie daj Boże, do złego nakłonił i skończyłbyś marnie, jako historyk:)) A ponieważ żeś mię przejrzał, że ja przecie nie dośpię, nie dojem, nie dopiję, a jeno knuję jakby tu Ciebie zaskoczyć, czego już dłużej skrywać próżny trud, to zdradzę, żem od niektórych konceptów jako to 365 świąt pułkowych w roku już odstąpił, podobnie jak od ślubowania abstynencji, czem najpewniej bym zaskoczył najwięcej, jeno, że by mię wtenczas Wolna Kompania Birbancka wyklęła...
      Kłaniam nisko:)

      Usuń
  6. Jako trzeci z Gdańska z komentarzem się zgłaszam, ale do Brygidy i jej wizji piekła odnieść się chciałem.

    Żeby do takiego rozpalonego pieca zajrzeć, to trzeba sobie nieco liczko osmalić, a w środku widać tylko czerwone, czarne i momentami białe, a i przy gorącu wytrzymać nie idzie, to i droga stąd prosta, że tak piekło musi wyglądać. Hutnicy ówcześni też diabłom raczej podobni byli, cali węglem drzewnym uwalani.

    Faktem jest, że Brygida, razem ze swoją kumpelą, Katarzyną ze Sieny mocno w papiestwie namieszali. A był to czas powrotu papieży z Avinionu, podwójnych konklawe, mordowania kardynałów i schizmy zachodniej czyli papiestwa i antypapiestwa. Babeczki bardzo mocno trzęsły dworami Europy i strofowały kilku papieży, ba, nawet dyktowały co ów ma zrobić.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To jeszcze nam do trójmiejskiej listy obecności brakuje Bezetki, bodajże Yuki i Paczuchy, choć ta ostatnia zdaje się jednak trolejbusami jeździ...:) Co się pań przywołanych przez Ciebie tyczy, tom nie bez kozery o Brygidzie napisał, to com napisał:) Jenom się już nie chciał w dywagacyje przyczyn zapuszczać, bo byśmy od tematu odbiegli niemało, co nie znaczy, że w komentarzach tych wątków nie warto rozwijać i wielcem za ten głos obligowany:) A iżby nie wykrętna oględność xiędza biskupa to bym pewniej jeno przy objawieniach pozostał, jeno że ów mię tak ubawił, żem nie zdzierżył...:)
      Kłaniam nisko:)

      Usuń
  7. Nie chwytam... umysł leży odłogiem (mój oczywiście)... widzę tylko, że prawdą jest, że "nie lękała się" ;-) A drugie zaiste niepojęte: im czystszy kruszec, tym rychlejszy upadek ekonomiczny, a z tego nauka, że jak chcesz się szybko wzbogacić, rób dużo i źle :-(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Azaliż dzisiejsza Kitajców czynność czy wytwórczość nie jestże tej smutnej prawdy potwierdzeniem? :(
      Kłaniam nisko:)

      Usuń
    2. Niestety :-(

      notaria

      Usuń
    3. Nic dodać...:(
      Kłaniam nisko:)

      Usuń
  8. Zdaje się, że muszę jeszcze trochę o Brygidzie poczytać. :)
    Znam miejscowość o nazwie Fryszerka. Koło Radomska. :)
    Pozdrawiam serdecznie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z całą zatem pewnością parę stuleci temu tam huk młotów był wielce nieznośnym:)
      Kłaniam nisko:)

      Usuń
    2. Tak daleko moja pamięć nie sięga...:)))
      Pozdrawiam serdecznie :)

      Usuń
    3. Zatem upraszam Wachmistrzowi zawierzyć...:)
      Kłaniam nisko:)

      Usuń
  9. Potwierdzam swoję Wachmistrzowi obecność, pisząc jakieś 200 metrów od wspaniałej, oruńskiej kuźni, których historycznie znacznie więcej tutaj było. :)
    Odremontowana kuźnia, teraz występuje w roli kawiarni i minimuzeum mojej dzielnicy. Miło siedzieć koło paleniska, oglądać stare fotografie ostatniego oruńskiego kowala, pana Bruskiego i wpadać na świątecznie organizowane pokazy sztuki kowalskiej :) Musisz Waszmość o nią zahaczyć przy najbliższej w Gdańsku bytności. Tu link do łaskawego zerknięcia. http://www.gdansk.pl/nasze-miasto,512,23480.html Swoją drogą kuźnia datowana na rok 1800, jak wyjaśniał ostatnio mój drugi ulubiony po Wachmistrzu historyk, raczej jest ciut starsza. W 1813 r. Rosjanie nacierający na Gdańsk, spalili całe jego przedmieścia (w tym Orunię). Nic się ponoć nie ostało, zatem pewnie i kuźnia. Jednak raczej była odbudowana jako jeden z pierwszych, strategicznych budynków i należałoby mówić raczej o roku ok.1815
    Pozdrawiam :))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Obecność odnotowano:)) Jeśli bogi zaniosą me nogi w gdańskie rejony wielce rad oną hamernię nawiedzę, bom na takie specyjały łasy okrutnie:) Bóg Zapłać za uwiadomienie:)
      Kłaniam nisko:)

      Usuń
  10. Wachmistrzu, a przybliżasz też fakty historyczne "na życzenie"? :) Straszliwie mnie frapuje wolne miasto. Nie Gdańsk, o czym wiedzą wszyscy i łatwo znaleźć informacje, ale Wolne Miasto Chełm, utworzone podobno po to właśnie, by Gdańskowi namieszać i w kupieckich interesach przeszkadzać... Chyba jestem roszczeniową małpą :D Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hmmm... Odrzeknę tak: nie odmówię, ale i nie obiecam spełnienia rychłego:) Not nowych czasem miesiącami mi cyzelować przychodzi, nim je - osobliwie jeśli szperania wymagają sporego - za godne Lectorów oczu uznam:)
      Kłaniam nisko:)

      Usuń
  11. Vulpian de Noulancourt14 maja 2014 08:04

    A gdyby ktos chciał zerknąć na takiego osmunda (raz zobaczyć to kilka razy przeczytać), to proszę:
    osmund
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z serca dziękuję :-)
      Kłaniam nisko :-)

      Usuń

Być może zdaje Ci się, Czytelniku Miły, że nic nie masz do powiedzenia aż tak ważkiego, czy mądrego, by psuć wzrok i męczyć klawisze... W takiem razie pozostaje mi się tylko z Tobą zgodzić: zdaje Ci się...:)