29 listopada, 2012

O pożarze pewnego browaru...


   Zazwyczaj dnia tego wszelkim "bażantom" i "łąbędziom", czyli podchorążym szkół oficyjerskich, zwanych tak dla obszywek na pagonach noszonych, życzenia wszelkiej pomyślności składam, zarazem i własnej spominając z temi naszywkami młodości:) Atoli dziś bym, na ten Dzień Podchorążego, zadumać bym się chciał nad jednem z epizodów tamtego wieczoru, co czynu podchorążackiego po wsze unieśmiertelnił czasy...
   Pacholęciem będąc, żem od Oćca i Dziadka opowieści słuchał, których mi potem jeszczeć in scholam ugruntowywano, jako to listopadowej pewnej nocy garstka straceńców się na cesarstwo największe we świecie ówcześnem porwała; jak na sygnał pożaru browaru na Solcu spiskowcy ruszyli na Belweder i na Wielkiego Księcia Konstantego. Z wypiekami na twarzy żem to chłonął, duszą całą tegoż przeżywając, podobnie jak i do dziś za każdem razem, gdy mi przyjdzie płomiennymi wersami "Nocy Listopadowej" Wyspiańskiego się poić...
  Już mi jednak od tej pierwszej przodków opowieści ten browar spokoju nie dawał, alem sobie to przetłomaczył, że widno rudery jakiej porzuconej spalili... Głowę też daję, żem w onych opowieściach, a i później w podręcznikach szkolnych miał przy tem browarze dodane: stary, coż wybornie do onej wizji przystawało...
  Nie pomnę już za jaką to okazyją było, żem przypadkiem zupełnem powziął tejże wieści, że browar ów przez. Sommera pobudowan został w roku 1827 na wzór podobnej Fabryki Porteru Schäffera i Glimpfa pracującej w Warszawie od tegoż samego roku, jednak w starych murach browaru z 1768 roku.  I tu mi już się był niepokój wkradł wielki... Jakże to? Zaliżby owa "rudera" z wyobrażeń moich raptem ledwo trzech wiosen sobie liczyć miała, gdy ją Wysocki et consortes* z dymem puścili? To jakaż ona stara? I przecz to temuż właśnie browarowi czerwonego kura puszczono? Zaliżby już w Warszawie całej nie było co w popiół obrócić?
   Pojmuję, że pewnie lokalizacya wielgiej tu wagi była, by się pożar ze wszech stron widnym stał (co się, jak wiemy, i tak nie udało), aleć i to mi się marnem tłomaczeniem zdało, osobliwie w czasach, gdy reasekuracya wszelka ledwo pączkowała i ..... ów pożar niechybnie strat niemało poczynił, skoro nie rudery jakiej, lecz nowego całkiem zakładu powstańce zeżglili. Zatem pytanie: czemu?
   Myśl o tem, że jedna ze najświetniejszych kart narodu naszego począć by się miała z jaką krzywdą na kim przypadkowym uczynioną była mi tak nieznośną, żem o tem dumał wielce, sensu jakiego doszukać próbując... Nie mówię, że przebaczyć, czy akceptacyję temuż postępkowi czynić, aleć przynajmniej wyrozumieć przyczynę... Wystawiwszy sobie, że otom ja na mieśćcu kogo, komu na podworzec wchodzi przygarstek chłystków od rzeczy gadających o rewolucyi jakiej, coż koniecznie się począć by miała ode zwęglenia mojej szopy... cóż, jakem Wachmistrz, przyrzec Wam mogę, że by się ta insurekcyja w pięć minut na podwórcu mojem własnem zakończyła, a insurekcyjnych haseł bym gówniarzerii paskiem na rzyci wypisał!!!
  Zagadka onego zamysłu zwęglenia tegoż akurat browaru przy tem jeszczeć i większa, bom w źródłach niektórych nalazł wieści, że to browar Weissa był... I teraz już prawdziwie nie wiem, zali Sommer budował, a Weissowi przedał? Może jeno zarząd nad niem powierzył? Aleć o to mniejsza, bo możebne, że i myłka w tem czyja, chocia mi Imci Bocheńskiego** o toż najmniej posądzać...Byłże ów właściciel, nieważne który, jakim poplecznikiem moskiewskim, że go tak pokrzywdzono? Szpiegiem Lubowidzkiego czy Rożnieckiego? Dla jakiej przyczyny tak cicho o tem?  I czy strat onych jakobądź naprawiać probowano? Zali jakiej reparacyi przyznały władze powstańcze ofiarom Nocy Listopadowej najpierwszym i mimowolnym?***
     I tu może i mieśćce na podejrzeń moich najpryncypalniejszych przedłożenie... Pisał żem ongi niemało o warzeniu piwa, uwagi też i obracając na różnicę między fermentacyją dolną i górną, przez wieki przez antecessores naszych stosowanej... Z końcem wieku siedmnastego się już całkiem wróg piwa największy - okowita - upowszechniła na tyle, że browary zanikać powoli poczęły... Dodajmyż k'temu propinacyję szlachecką nieszczęśną i ogólną kraju ruinę i pojmiem przecz sto lat później piwo się w najostatniejszem upadku znalazło... Anno Domini 1800 w onym słynnym z dobroci piwa swego Piątku nie masz już ani jednego rzemieślnika! W roku 1886 jest ich na powrót już 223...aliści między niemi nie masz nijakiego piwowara! Takoż Proszowice piwem swym przez wieki słynne podupadły... Drogi nowe, których właśnie z początkiem XIX stulecia budować poczęto, ominą i Piątek, i Proszowice i dziesiątek inszych, dawniej znanych z piwowarstwa miejsc... Czemu? Bo centra piwowarstwa nowe, to miasta najpryncypalniejsze... z dobremi drogami...i bankami, bo pokończyły się czasy, gdy piwo warzył, kto chciał. Piwny renesans się wraz z fermentacyją dolną począł. Piwo czyste, klarowne i smaczne... żyć, nie umierać... Jeno, by go móc warzyć, trza było kapitału mieć niemałego: na kufy składowe ogromne, na urządzeń browarniczych moc, dawniej nieznanych, nareście na przetrwanie interesu samego w czasie martwem, gdzie piwo się ważyło i leżakowało... Ani tegoż kapitału, ani tejże wiedzy browarnicy-Polacy nie mieli, tedy im przyszło pola ustąpić Czechom, a najwięcej Niemcom. I to oni właśnie... z początkiem XIX stulecia cios śmiertelny browarom dawnym zadali...
  Że się to nie obyło bez walki i oporu jakiego, to mi ani wątpić o tem... Tradycyja tegoż, by konkurentowi "czerwonego kura" zapuścić... u nas długa. A w Warszawie samej tamtego czasu z górą pięćdziesiąt browarów inszych było... I tu przychodzim ku mojem myślom brzydkim, prawdziwie chwały powstańców dzielnych niegodnych... aleć uwolnić się od nich nie mogę...
   Zali nie było w tem gdzie jakiej prywaty małej? Nie mniemam ja, by tam kto jaki grosz w kieszeń podchorążacki wsuwał i suggestyi jakiej czynił... przecie rzecz tajną była****... ale może kto onym bliski, strat zaznawszy niemałych, pomstował o tem dość głośno, by onym... jako już co do spalenia wybierać przyszło... cel się jasno i wyraźnie pokazał?
____________
* za podpalenie browaru odpowiadał podchorąży Wiktor Tylski.
** Aleksander Bocheński "Przemysł polski w dawnych wiekach"
*** Okrom browaru podpalono też dom pani Zalewskiej na ulicy Dzikiej, takoż nie wiedzieć mi dla jakiej przyczyny akurat ten i czemże spiskowcom owa jejmość przewiniła?
**** osobna to kwestia, że o tem spisku mało kto nie wiedział, a już tajne policyje z pewnością...

25 komentarzy:

  1. Azali mamy jeszcze w Polszcze "szkoły podchorążych", czyli jeno seminaria duchowne nam się w onej ostały? Bo i co do piwa w browarach warzenia... Ech... Nawet zacny "Okocim" - ukraiński... Waszmości zdrowie mazurską "siekierą" chyba wzniosę [w odpowiednich proporcjach - spirytus+wódka+wino+piwo... [+woda; jeżeli kto trunki oną psuć lubi] . SURSUM CORDA...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A czemużbyśmy ich mieć nie mięli? Cosi mi się zda, że optyka Waszmości cokolwiek ku przesadzie zmierza, skoro sam przewielebny Episkopat narzeka na spadek powołań...:) Jeśliś Waść jeszcze po onej miksturze na nogach, to rewanżuję, choć skromniej: Miodem Kasztelańskim:)
      Kłaniam nisko:)

      Usuń
    2. A czy Przewielebny Episkopat kiedykolwiek na cokolwiek nie narzekał? Taka jego optyka i "powołanie". I chyba Waszmość nie powiesz, że mamy więcej podchorążówek niż seminariów? ZDOWIE okocimem wznoszę.

      Usuń
    3. No cóż...skoro w powołanie wpisane jest z grzechem wojowanie, a grzech człekowi przyrodzony jako rzyć nieomal własna, to w rzeczy samej już Kiszota Jegomości z wiatrakami wojowanie się roztropniejszem wydaje... Aż dziw, że dziesięciolecia na tem strawione i jałowość tegoż trudu do zgorzknienia na lata stare nie wiodą...
      Cokolwiek leczniczo pszenicznem odwzajemniam Paulanerem:)

      Usuń
  2. Vulpian de Noulancourt29 listopada 2012 14:12

    1. A przecież piwo przydaje się nawet w krajach, gdzie mocnych alkoholi co niemiara. Wystarczy spojrzeć na przepisy z różnych stron świata, ale łączące pewien wspólny pomysł wykorzystania jednego i drugiego:
    1.1. Irish car bomb: http://en.wikipedia.org/wiki/Irish_car_bomb
    1.2. Sake bomb: http://en.wikipedia.org/wiki/Sake_bomb
    1.3. Boiler maker: http://en.wikipedia.org/wiki/Boilermaker_%28beer_cocktail%29
    1.4. Poktanju: http://en.wikipedia.org/wiki/Soju (sekcja Koktajle)
    1.5. Jaegerbomb: http://en.wikipedia.org/wiki/J%C3%A4gerbomb

    2. Zastanawiałem się nieraz, czy dla państwa lepiej by było, gdyby Królestwo Polskie przetrwało, choćby nawet w kształcie pokongresowym, okrojonym, obcym podporządkowane - ale jednak. Zbyt mało jednak na ten temat wiem, żeby się wypowiadać.

    3. A o polskim listopadzie (prawda, że zupełnie innym, bo prawie dziewięćdziesiąt lat późniejszym) pisałem 11.11.2007 chwaląc się tam dziećmi (cieszą matkę takie dzieci...), które rozwijały mój pomysł na okolicznościową sztukę teatralną.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ad.1 W barze, w którem się za mego dzieciństwa, przy krakowskim Placu Na Stawach, furmani płody rolne z okolicy zwożący na targ, pokrzepiali, zwało się to po prostu i zwyczajnie: "nurkiem"...:)
      Ad.2 Zawszeć byt każdy, by najpodlejszy, od niebytu lepszy... Na popowstaniowy plus mamy wielką literaturę Wielkiej Emigracji, na minus 40 tysięcy poległych, tysiące pognane na Sybir lub do moskiewskiego wcielone wojska na następne ćwierćwiecze, majątków skonfiskowanych setki i rusyfikacyjna groza, która nam z narodowego obmiaru kolejnych tysięcy wyrwała... I dylematy też same, co przy Warszawskim, Kościuszkowskim i Styczniowym powstaniu: czy warto było?
      Ad.3 Z dawniejszych facecyj składanych z woprosow do Radia Erewań kierowanych:
      Pytanie: "Jakie jest wyjście z sytuacji bez wyjścia?"
      Odpowiedź: "Problematyką polską się nie zajmujemy"
      Kłaniam nisko:)

      Usuń
    2. Rzeczy raz jeszcze przemyślawszy, k'tej żem był przyszedł konstatacji, że nader wiele by w tem bycie okrojonem zależało od tego, któż by był w owem Królestwie wielkorządcą. Wielki książę Konstanty był pomarł skutkiem tej samej cholery, co powaliła Dybicza, aliści tej owi sami z głębi Rosji przywlekli. Tandem domniemywać można, że gdyby insurekcyi nie było, wielkiemu księciu być może i długie lata byłyby jeszcze pisane... I to, paradoksalnie cokolwiek, mogło nam wyjść na zdrowie (oczywiście jedynie w odniesieniu do konsekwencyj rzeczywistych popowstaniowych), bo ów nas iście jakąś tam swoją chorą miłością admirował, a przy tem jego wobec cara pozycja była na tyle szczególną (ustąpił mu wszak pierwszeństwa do tronu), że na wiele mógł był sobie pozwolić i wiele zażądać... Nawet jednak zakładając, że ów by i może dożył lat siedemdziesięciu, by czasu Wiosny Ludów doczekać, przypuścić trudno, by się wtedy jaka większa w Polszcze ruchawka nie wszczęła i rzeczy nie mięlibyśmy tej samej, jeno w czasie odwleczonej...
      Kłaniam nisko:)

      Usuń
  3. a mnież pożar domu Pani Zalewskiej takoż się przypomniał. Ona zacna białogłowa domostwo swoje pod moim miała akuratnie miała , była to niewiasta zacna i bogobojna jednakowoż pokłócona z sąsiadami wieloma. Cudem ja u onej białogłowy fory miałam a to pewnikiem dzięki temu iże nie przeszkadzało mi, w żadnej mierze, jej nocne czuwanie przy "pogawędkach niedokończonych"
    Pewnego razu, tuż przed onymi pogawędkami,wlazłam sobie do wanny, oślego mleka dla poprawienia (hmm) urody nalałam, w medytacjach się zatopiłam aż tu czuję nagle swąd a potem dym jakowyś wdzierać się do domu mojego zaczyna. Wybiegłam z wanny, przytomnie ręcznik chwyciłam, co by zgorszenia nie czynić, pędzę kurcgalopkiem do pokoju a tu w oknie twarz wąsata, w hełmie, patrzy na mnie i się kiwa w takt błyskawic. O matuniu - przez głowę przemknęła mi tylko jedna myśl - obok mojego domu kotłownia gazowa - znaczy zaraz rozpoczynamy fruwanie do nieba.
    Fruwania nie było, cztery zastępy dzielnie się spisały a co się koniec końców okazało - otóz potomek onej pani Zalewskiej przyjechał w odwiedziny i postanowił dogodzić rodzicielce . Takoż naznosił do piwnicy wszelakiego drewna, dym dającego, ułożył stosik, wysypał zioła odpowiednie i postanowił rodzicielce zafundować inhalacje na gardło. Dym walił wszelkimi otworami aż pod sama kotłownię a że kotłownia dużej mocy sto się wszelki czujki i alarmy jeden przez drugiego włączały. Co się działo nie powiem, policyja delikwenta zwinęła i nie mogła z podziwy wyjść że delikwent nauczycielem jest i przykładem inteligencji świecić winien ... a czym zaświecił to już lepiej zmilczeć
    kłaniam uniżenie - ocalona Malina

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeśli to taż sama Zalewska, to długowieczności winszuję i to, jak widać, w zdrowiu niezgorszem...:) Jeśli nie ta sama, to radości wyrazów przyjąć upraszam, żeście się od owego "czadu" nie zaczadzili...:)
      Kłaniam nisko:)

      Usuń
  4. Browaru tak czy owak szkoda...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A któż mówi, że nie? Pożałować jeno, że nie było natenczas abstynenckiego jakiego Towarzystwa, bo mieli co powstańce spopielić ku radości powszechnej...:)
      Kłaniam nisko:)

      Usuń
  5. Obawiam się Wachmistrzu, że gdyby do prawdy jakimś sposobem dojść, co do okoliczności i przebiegu wzniecenia obu pożarów to pewnie prawda ta nie byłaby zbyt chwalebna. Ba, sądzę że byłaby wręcz wstydliwa, dlatego nikt tego od samego początku sprawy nie dochodził, nie chciał dochodzić, a jeśli nawet owe okoliczności znał to ich nie opisał. Zresztą aby daleko nie szukać, wygodniej jest mówić np. o młodzieży patriotycznej, a nie o ekscesach kibolstwa, a takich i podobnych przykładów jest w historii tysiące, co Waszmość wiesz lepiej niż ja.
    Kłaniam z zaścianka Loch Ness :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wygląda na to, że Niemcy wiedzieli, co czynią, klubów i stadionów w 1939 zamykając... Bo któż wie, co byśmy dziś może i świętować musieli, gdyby zamiast akowców "Bora" i "Montera", to kibice by na okupantów sierpniem 44 ruszyli...? A jeszcze gdyby wygrali?:)
      Kłaniam nisko:)

      Usuń
  6. Kontynuujac rozumowanie j.w., przypuscic mozemy, iz Jejmosc Zalewska zapaly spiskowca ktorego nazbyt moze chłodno przyjela...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pani, zdaje się, była już cokolwiek w leciech, a i dziatek tam już była gromadka, tandem jeśli by jaki podchorążak k'temu affektował, prawdziwie bym go miał za desperata...
      Kłaniam nisko:)

      Usuń
  7. Po tym, co wiem, to spiskowcy szturmowali również więzienie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nawet dwa, bo i na Lesznie, i na Piwnej, aliści nie powiedziałbym, że spiskowcy, bo ci takiego planu nie mięli... Natomiast możemy rzec, że tego uczynili spontanicznie powstańcy, nazywając tak ową masę poruszoną plebsu i uzbrojoną pod Arsenałem, na który podchorążowie i inteligenci w rodzaju Nabielaka niemal nijakiego już nie mięli wpływu... Choć znów z drugiej strony zdobywanie więzień jest na tyle naturalnem i logicznem zdarzeniem rewolucyi każdej, że i owi najpewniej, gdyby im dana była na refleksyją chwila, najpewniej by i ich ku nim powiedli...
      Kłaniam nisko:)

      Usuń
  8. Jestem trochę smakoszem piwa, ale w sklepach wszystkie smakiem podobne do siebie , różnią się tylko nalepkami. Nie zapomnę przygody mojego ojca z podpiwkiem wybuchającym w kuchni. Myślał biedak, że wojna wybuchła. Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Również się za smakosza uważam, aliści ja po primo jeno butelkowanych pijam, secundo takich wybieram browarów niewielkich i mało znanych, gdzie piwo jeszcze warzą, a nie produkują...
      Kłaniam nisko:)

      Usuń
  9. Czołem

    Browar Weissa na Solcu mieścił się przy ul. Czerniakowskiej nr taryfy 3001 co odpowiada dziś nr 189 (nieistniejąca działka, nieistniejące skrzyżowanie z ul. Fabryczna ) za: Stanisław Juliusz Harbut: Noc listopadowa w świetle i cieniach historji i procesu przed Najwyższym Sądem Kryminalnym : w 100-letnią rocznicę. T. 1 wydanie drugie przejrzane i rozszerzone. Książnica Atlas: Warszawa, 1930, s. 111 – to jest rejon ślimaków Trasy Łazienkowskiej. (współrzędne: 52°13′28,448″N 21°02′32,320″E )

    Fabryka Piwa Angielskiego i Porteru Wojciecha Sommera wybudowana w 1827 na rogu ówczesnego skrzyżowania ul. Solec z Alejami Jerozolimskimi, nr taryfy z 1852 nr 2911a, 2912a co odpowiada obecnemu nr 83, (52°14′05,2184″N 21°01′58,6693″E). Browar Sommera istniał w 1852 ! Weissa nie.

    Oba te browary dzieli w terenie ok. 2 km. Pożar browaru Weissa, położonego w pobliżu rosyjskich koszar dawał szansę rozprzestrzenienia ognia na te koszary, Sommera był za daleko.

    Powstanie Listopadowe rozpoczęło się na ul. Czerniakowskiej przy skrzyżowaniu z ul. Fabryczną (która nie istniała w 1830)

    Stefan
    stefan_swietliczko@wp.pl

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wielcem Waszmości za to arcycenne dopełnienie obligowany, jako i za wskazanie źródła mnie nieznanego. Jest, mniemam, uprawnione wnioskowania, że skoro browaru Weissa w 1852 nie było, to mógł być tym, co go spopielono, aliści szłoby i domniemywać, że mógł zwyczajnie upaść w międzyczasie... I sądzę, że nadzieja na zaprószenie ognia i w koszarach nie była pod uwagę brana, a w każdem razie mnie nic nie wiedzieć o tem, ale i owa bliskość koszar mogła nie być bez znaczenia w czasach, gdy pomp i beczkowozów skąpo, a o skuteczności pożarów ówcześnych gaszenia rozstrzygała chyżość reakcji i ilość kubłów z wodą i rąk do ich podawania. Te dwie, czy trzy setki jegrów przy nich zatrudnionych, to tyleż samo karabinów z akcji wyłączonych...:)
      Kłaniam nisko, okrutnie Waszmości za wizytę i cenne dodatki obligowany:)

      Usuń
  10. Czołem!

    Po upadku Powstania rosyjski zaborca powołał Najwyższy Sąd Kryminalny do sądzenia powstańców. Źródłem do Nocy Listopadowej i Powstania były akta sądowe z tego sądu. Akta te istniały w Archiwum Akt Dawnych przy ul. Długiej w Warszawie do 02-09-1944, kiedy to wyborcy i podatnicy niemieccy postanowili akta te zniszczyć. Wykonał to oddział wermachtu granatami zapalającymi – wówczas spłonęły akta m.in. Królestwa Kongresowego.

    Relacje z spalonych akt istnieją w publikacjach wydanych przed 1939, których autorzy korzystali z tych akt, np. u prof. Wacława Tokarza:

    „Sygnałem tym, zapewniającym jednoczesność wybuchu miało być podpalenie starego browaru Weissa przy ul. Czerniakowskiej 301, tuż za koszarami jazdy rosyjskiej: pożarowi temu - ze względu na rozległość Warszawy - miało odpowiedzieć od razu na północy podpalenie domu narożnego Zaleskiej na ul. Dzikiej.”
    — Wacław Tokarz: Sprzysiężenie Wysockiego i noc listopadowa, Warszawa, 1980, s. 147

    W wydaniu z 1980 jest Czerniakowska 301 chce sprawdzić jak jest w I wydaniu z 1925, czy to korektor w wydaniu z 1980 z Czerniakowskiej 3001 zrobił Czerniakowską 301. Na marginesie najwyższy numer ul. Czerniakowskiej to 231 a nr 301 nigdy nie istniał, chodzi o taryfę 3001 – nazywaną także nr hipotecznym. Więcej o taryfach dla Warszawy [tu: http://pl.wikipedia.org/wiki/Taryfa_(historyczna_ewidencja_nieruchomości_w_Warszawie) ]

    Pozdrawiam
    Stefan Świetliczko

    Stefan_swietliczko (at) wp.pl

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Najpierwsze to, com winien Waszej Miłości, to objaśnienie opóźnień w publikacyi słów Waszmości. Jako że mię tu boty spamerskie wielce napastują, zaprowadziłżem zasady, że do not nad tydzień starszych, nim się komentarz ukarze, pierwej go zatwierdzić muszę.
      Teraz co do meritum, gdzie się w podziwie pokornie kłaniam za Waszmości dociekliwość i staranie:) za całość dopełnień raz jeszcze dziękując:) Waść żeś tą themą tak wielce zainteresowany, czy ogólniej varsavianów miłośnik?
      Kłaniam nisko:)

      Usuń
    2. Czołem,
      Zawsze mnie interesowało Powstanie Listopadowe, Piotr Wysocki - trafiłem na jego biografię Tadeusza Łepkowskiego, magia Łazienek, Podchorążówka. Później Harbutt - "Noc listopadowa...". Oczywiście adres browaru Weissa Czerniakowska 3001 nic mnie nie mówił, dopiero kilka lat temu trafiłem na "Taryfę dla Warszawy z 1920", która jest zestawieniem nr hipotecznych i współczesnych nr domów

      pozdrowienia

      Stefan Świetliczko

      stefan_swietliczko(at)wp.pl

      Usuń
    3. Wielce mi te objaśnienia czytać było miło:) Jeślim nie znużył Waszmości to i do inszych not tejże insurekcyi się tyczących upraszam: o Bemie, o Bontempsie (dwie są przedostatnie w "polecanych", pozostałych zaś szukać trzeba w styczniu i lutym tegoż roku)
      Kłaniam nisko:)

      Usuń

Być może zdaje Ci się, Czytelniku Miły, że nic nie masz do powiedzenia aż tak ważkiego, czy mądrego, by psuć wzrok i męczyć klawisze... W takiem razie pozostaje mi się tylko z Tobą zgodzić: zdaje Ci się...:)