23 lipca, 2013

Stowarzyszenie Zapomnianych Wynalazców III: O kosiarce galijskiej...


  Zachłyśnięci coraz bardziej chyżymi automobilami, aeroplanami i mózgami elektronowemi, co może jeszcze i nie myszlą za nas (ani Bogu dziękować - przeciw nam!)... ale któż wie, jako będzie z onymi? Jedno pewne: głupsze nie będą...i chciałożby się to samo o ludziach móc rzec... Na dziś rzekłbym, że one elektroniki cuda wszytkie i ludzi ciżba niemała to wspólne mają, że ode stworzenia swego jeszcze pomyślić nie zdążyli...
   Ale nie o tem dziś... jenom przyczyn chciał dokazać dla których moc ludzkiego wysilenia marnotrawilim (i nadal marnotrawim) dla tej jeno przyczyny, że o czem tam kto tam na czas nie wiedział, że kto inszy lubo dawniej, lubo w inszej krainie takiż sam problemat mając, zdolił już i wykoncypować jako też z niem się uporać...
  Mnogość machin i urządzeń przed wiekami uczynionych w zapomnienie popadło, pretekstu dziś dając mędrkom przy komputerach siedzących do lekce sobie ważenia konstruktorów czasu dawnego...
  Otoż jedna z takich machin: kosiarka... Zdałoby się, że wykoncypowana w XIX stuleciu...tak Bogiem a prawdą, to z początkiem ery naszej Galowie się nią już posługiwali, a opis tegoż vallus (jako toto Rzymianie zwali) pomieścił był Pliniusz w swem dziele Anno Domini 77 post Christum Natum. Z Pliniusza czerpał Palladiusz, autor poradników agrarnych z V w.n.e, a Palladiusza cytowała brytyjska "Encyklopedia rolnictwa"Loudona z 1823. Zaliżby do onej księgi Imć John Ridley nie sięgnął i o koncepcie Galów nie czytał... a temu jeszcze ustawiczny brak rąk do pracy w odległej Australijej podniety nie przydał...któż wie, wieleż leciech jeszcze trza by czekać na ulżenie pracy włościanina...
  A otoż owo przepomniane przez Boga i ludzi galijskie cudeńko:))
                      

15 komentarzy:

  1. Vulpian de Noulancourt23 lipca 2013 12:16

    1. Bogactwo napędu mnie urzekło. Toż wydawałoby się, że albo człowiek albo osioł. A tu i jeden i drugi do obsługi maszyny potrzebny.
    2. Metoda cięcia trochę jest niejasna, ale myśl generalna nie pozostawia wątpliwości.
    3. No i jakby to tak cudownie działało, to by tego chłopstwo nie zarzuciło. Może baby w pole z sierpami pognali?
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  2. I co ile noże noże do tego trzeba było ostrzyć ?
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  3. Faktycznie, widać niewiele, ale zda mi się, że działało to tak, jak nasze dzisiejsze kombajny. Jeno zabieraka to nie miało, przeto kmieć z grabiami musiał nożom zboża podawać. Zapewne przynajmniej jedo koło, a i pewnikiem oba, połączone były wałem, nie osią. Różnica taka, że wał obracał się razem z kołami. A na wale, pośrodku, krzywy rowej nacięty, luboż specjalna krzywka nałożona. Noży zaś rzędów dwa: jeden nieruchomy, drugi ruchomy, ową krzywką napędzany i przesuwał się jeden po drugim, jak nine przymierzając, w maszynce do strzyżenia czupryny, albo żywopłotów. Choć opis zozwlekły, całe urządzonko bardzo prostym być mogło i działałoby, choć nieco hałaśliwie.
    Ale możliwe też, że noży nieruchomych jeden był rząd - a kmieć, grabiami dopychając, cięcie powodował. Tele jeno, ze to uciązliwe być musiało i z sierpem niełatwo było mu konkurować.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeden Nitager i już wszystko jasne :)))

      Usuń
  4. koza albo owca - to jest dopiero kosiarka;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Gdyby w naszych czasach owo cudo było w modzie, może mniej bezrobotnych chodziłoby po świecie? Roboty i komputery zabierają ludziom chleb. Pamiętam walkę kołchoźników z kombajnami, które wykonywały pracę szybko i zabierały ludziom możliwość wypracowania "trudodni" sierpem. Serdeczności zostawiam.

    OdpowiedzUsuń
  6. To, że komputery bezrozumne są nie musisz mnie Waść przekonywać, a to za przyczyną Microsoft Vista, którą kiedyś zaistalowałem :-) Prace polowe nie są moim hobby, podobnie jak żniwiarstwo oburącz, tak że o urządzeniu na obrazku niewiele mogę wnieść ponad to, co godniejsi już uczynili.
    Kłaniam z zaścianka Loch Ness :-)

    OdpowiedzUsuń
  7. Darujcie, że zbiorczo odpowiem, czego nie mam w obyczaju, aliści na pysk niemal padając, znam że mi jutro pora przed świtem jeszcze zaprzęgać i jechać, tandem i tej nie będę miał pory by responsów każdemu uczynić... Bóg Zapłać za wszytkie te głosy, osobliwie za te, co modus operandi odtworzyć próbowały, przecie zda mi się, żeście jednak panowie inżynierowie w błędzie... Nie uderzyło Was, jak małą jest komora na "urobek" tejże kosiarki? Toć przecie przy żniwowaniu takiem, jakie rozumiemy, owi parobkowie by co kroków kilka przystawać musięli, aby kosiarki opróżnić i ta praca, miast być usprawnioną, mordęgą by się stała... Podług mnie napędem jest tu jeno osiołek, zaś człek za niem postępujący pełni roli jakoby kierowcy kierunku pilnującego i co po chwila naciskiem na uchwyt podrywa ku górze części tnącej z przodu kosiarki, tak by ona cięła SAME KŁOSY... I to one do kosza z tyłu wpadać by miały! Nie wiem czemu rzecz tak obmyślona, jakoby słoma onym już zbyteczną była... Być może cięto ją już z osobna, jako surowiec jeno już najcenniejszego pozbawiony, być i może Galom się nie widziała do niczego zdatną, natomiast inszej zbioru metody, która by nie była mordęgą a usprawnieniem imaginować nie potrafię. Być i może w tem się odpowiedź na pytanie Vulpianowe znajduje, przecz tego zarzucono... Bo być może dla owej słomy utraty, mechanizm uznano niepraktycznym, co nie znaczy iżbyśmy Galom sprawiedliwości oddać nie mięli...:)
    Kłaniam wszytkim nisko:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gdyby osiołek szedł za kmieciem, to bym chętnie WMści rację przyznał, aleć trudno od osiołka wymagać, by w ścinaniu miał inaczej, niżby jeno jako napęd pomagać.
      Scinanie kłosów to rzecz nienowa - podnosilim już ongi owo zagadnienie przy okazji opisu młocki. A czemuż jeno kłosów ścinano? Zdaje mi się, że powód był całkiem prosty: kłosy były wtedy mniejsze, a i żniwa długo trwały, bo jeno takich maszyn miano, co napedzane mocą jednego osiołka i jednego chłopa. A przed deszczami trzeba było zdążyć, bo chmurniki nie zawsze się dzwonu słuchały. Gdybyż jeszcze słomy dobywano, trwałoby to niezmiernie długo - a tu ratować trza najprzód to, co najcenniejsze. A słoma - gdy czasu stanie, to może i słomy się zbierze. Bez słomy trudny żywot, ale bez ziarna - niemożliwy.

      Usuń
    2. Ale przecie tu sporu nie masz, bom nigdzie nie pisał, że to osiołka rolą było kłosy ścinać. Onego pojmuję podobnie: jako napęd, nawiasem dziwno mi, że akurat osiołek w tej roli, bom w życiu nie poznał bydlęcia o podobnie krnąbrnym i narowistych charakterze... Reszta Waścinego wywodu o słomie poniechanej przemawia do mnie całkowicie i rad się z nią zgodzę...:)
      Kłaniam nisko:)

      Usuń
  8. Nie doszukuję się ja tu jakowegoś mechanizmu. Vallus w łacinie pal albo palisadę oznacza. Ja tu widzę grzebień, być może z tnącymi krawędziami, zapewne jednak jeno zagarniający kłosy, które włościanin na przodzie ręcznie nożem odpowiedniego kształtu ścinał. Metale w starożytności drogie były - zapewne maszyna z ruchomymi ostrzami nieopłacalna by była. Jeśli zaś jest to tylko grzebień z drewnianych prętów, to tłumaczy nazwę; analogia z palisadą.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I słusznie, że Waść mechanizmu (w rozumieniu jakich części ruchomych, przesuwnych czy obrotowych) nie szukasz, bo go najpewniej nie ma. Jeśli idzi o parobczaka tyłem przed maszyną postępującego, to mniemam, że ów grabiami zwykłemi jeno to zboże do krawędzi tnącej w owem, jak Waść zwiesz, grzebieniu dopychał, cięcie wymuszając krawędziami ostremi onego grzebienia.
      Kłaniam nisko:)

      Usuń
  9. Cudeńko rzeczywiście - i to nie tylko z tej przyczyny, iże bracia moi duchowi je obmyślili... :)))

    Dawno już twierdzę, iże spółcześni niekiedy ponad miarę życie sobie i innym komplikują, miasto sięgnąć do rozwiązań najprostszych...luboż potrudzić się nieco i przekonać, że to co owi za novum extraordynaryjne mają, dawno już znanem było...

    Zasię o komputerów roli ogólnej tuszę, nie musisz Waszeć mówić nikomu :) Wszyscy zdaję się mamy z tym ustrojstwem podobne doświadczenia :)

    Kłaniam nisko, po same kolanisko!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Prawda to niezełgana, że najgenialniejsze wynalazki zwykle urzekają prostotą... Nie twierdzę ja, że ów Galów wymysł ze wszystkiego we świecie najlepszy, aliści na tamte czasy zda mi się to nader zmyślnem urządzeniem...:)
      Kłaniam nisko:)

      Usuń

Być może zdaje Ci się, Czytelniku Miły, że nic nie masz do powiedzenia aż tak ważkiego, czy mądrego, by psuć wzrok i męczyć klawisze... W takiem razie pozostaje mi się tylko z Tobą zgodzić: zdaje Ci się...:)