06 maja, 2016

O tych, co to jednak z soli... czyli cyklu naszego solnego część siódma

  Powiastka poprzednia była o tem, jak arianie z Prosperem Provaną na czele z soli dobywania i warzenia nieomal gałęzi gospodarki narodowej uczynili, królowi zasię krociowych to przyczyniło zysków. Komu zaś by i poprzednich części odkurzyć było miło, tu ich najdzie (IIIIII , IV , V , VI ).
   Za zejściem imci Provany i wielce krótkiem podskarbiostwie spominanego spólnika onegoż, Imci Rokossowskiego, zarząd nad żupami na lat najbliższych dwanaście wziął człek, co tak naprawdę protoplastą się stał rodu później wielgiego i magnackiego całą gębą, przecie jak na herbarz Bonieckiego wejrzeć, ów przodków Lubomirskim liczy od 1361, zatem na dwa wieki przed naszym bohaterem dzisiejszym, Imci Sebastianem, jeno że przed niem nijaki Lubomirski do godności znaczniejszych nie przyszedł... Jako zaś na dzieje rodu wieków kolejnych cztery okiem rzucim, nie najdziem tam ni jednego, którego by takoż Sebastianem krzcili!* Osobliwe, prawdaż? Rody znamienite u takich Angielczyków, by się od pirata czy kupczyka powzięły, portrety onego na pocześnych miejscach po rezydencyjach mają i z dumą się odeń wiodą, nasi zaś magnatkowie, choć ich szlachectwu nikt kłamu nie zadaje, przodkiem co się przez interesa solne zbogacił i rodowi podwalin przyczynił fortuny przyszłej, zda się, nie nadto ochotni się chwalić... Ano...dokażem, że może i słusznie...
   Rozgoryczony Czarniecki, co latami swojej buławy hetmańskiej wyglądał, by ją właśnie po rokoszaninie Lubomirskim (Sebastianowym wnuku) wziąć na sześć niedziel przed skonem, miał rzec na sejmie Anno Domini 1657, gdy mu tejże buławy na rzecz Lubomirskiego poskąpiono, że nie wyrósł on z soli, ani z roli, przytyk czyniąc, że się urzędy najmożniejszym dostają, nie zaś najzasłużeńszym... Wszytkim przytomnym nadto dobrze było wiedzieć, że do Lubomirskiego z tą solą pije, co się jednak Koniecpolskiego i latyfundiów jego tyczy, to znać, że imci regimentarza żółć zżerała i jadem naokoło toczył, bo małoż nam w historyjej wodzów tak zacnych, jako właśnie Koniecpolski był...
   Ale wróćmy do naszych baranów, Lubomirskim nie uwłaczając...:) Historycy o zarządzie jego spór toczyli długo, jedni jak Rybarski podnosząc, że w jednem roku zaległ z czynszem za żupy na jakie 3 800 złotych, inszego znów roku że mu darowano z czynszu należnego 4 443 złote, a w latach 1586-88 mu nawet 21,5 tysiąca złotych odpuszczono na remonta konieczne... Jeno, że tuśmy już za zestawieniem Provany i Bużeńskiego dokazali, że nie poćciwość królom miła, a grosiwo, a jak poćciwcy ledwa trzydzieści umieli z żup wydusić tysięcy, tak ci mniej poćciwi z sześćdziesiąt, czy ośmdziesiąt... Po prawdzie to drugie się jeno Provanie udało, a o niem też i rzec trudno, że niepoćciwy, choć po Bużeńskim niemal każdy by mógł za ladaco uchodzić:) Ale okrom zasług żupnych moc miał i inszych, a i sam czeguś się sympatyczny widział, czego o Sebastianie Lubomirskim już się żadną miarą rzec nie da... Co się jednak tych sum przez Rybarskiego wytykanych tyczy, to się godzi dopowiedzieć ućciwie, że primo remonta być winny na bachmistrzowej głowie, nie żupnika, tedy jeśli ów co do tego i ze swego dołożył, a później się o to u króla upomniał, mniemać mi, że zasadnie czynił... Te niedostatki po tysięcy kilka, że mu król w niepamięć puszczał? A to mi i nie dziwne, boć przecie Batory pomnił, wieleż żupy dawniej dawały i nie mógł nie czuć wdzięczności do ludzi, co mu z trzydziestu do sześćdziesięciu tysięcy profit wyszrubowali i nie roku jednego, a ustawicznie...
   A że Lubomirski kopaczy gnębił, na rozliczeniach ustawicznie onych szkodując, to i onych pacjencja swej miary przebrała i się na żupach pokazało zjawisko dopotąd nieznane: strajki... Największego z nich, Anno Domini 1583, imć żupnik siłą zdusił; górnicy bocheńscy przed woźnym grodzkim krakowskim rany swe od szabel i pobicia ślady ukazywali, na Lubomirskiego skargę zanosząc... nawiasem, to jakem pacholęciem będąc w czasach ustroju jedynego słusznego żup zwiedzał, tegoż zdarzenia przytaczano i konterfekta górników batożonych w lochach ukazywano za dowód... walki klas się naówczas rzekomo poczynającej:))
   Nie poradzili gwarkowie przeciw żupnikowi... nawet jak rok później, rozgoryczeni, wprost na pałac żupny ruszyli zbrojno, tam też i przez pachołków magnata pobitemi zostali. Przywódców pochwyconych miano i na gardle karać, aleć im Lubomirski "przebaczył", nie z dobroci serca przecie, jeno z kalkulacyi chłodnej, że jak fachowców powywiesza, to mu profit na żupach zmarnieje... Poprzysięgać jeno na krzyż musieli, że już się więcej bontować nie będą...
   Podobnie bezwzględnym był i wobec konkurentów, czy kontrahentów inszych... Pisałżem o warzelni w Będzinie przez Provanę założonej, przez Cettisa kontynuowanej... Ano nie nacieszył się nią Cettis...:(( Nie chciał Lubomirskiemu płacić drożej, tedy ów mu na Śląsk soli słać zabronił; mało że swojej... na drogach nazasadzał pachołków zbrojnych, by każdy wóz na Śląsk z rumem solnym ciągnący konfiskowali! To jeszcze przy tem fragmentum inszej wojny jego, z prasołami (solarzami) krakowskiemi, którzy z dawna mieli przywilej bałwanów solnych w stałej cenie nabyć i detalicznie dalej przedawać... Że się ta cena Lubomirskiemu nie widziała, przedawać odmówił...
"...na każdego takiego furmana albo kupca, który ze składu krakowskiego sól na Śląsko powiezie , na granicach taką sól brać rozkazałem i strażników pilnych na to chować będę, a sam na ostatek na skład soli przedawać nie będę!"
   Pisałżem o toruńskiej familijej Loissów, co własnej mieli warzelni... Cóż po tem, że ci na koszt własny nowego szybu, "Loissem" zwanego, ufundowali, specyalno na to, by rumu (druzgotu) i stochmalu (miału solnego) dla nich dobywać... tu już i król interweniował, przecie Lubomirski, ustąpiwszy pozornie, tak szkuty słał, że ich ledwo trzecia część może dochodziła...
    Dla jednych łotr, dla drugich może czasów nowych prekursor, bliższy może tym rekinom z "Ziemi obiecanej", co najwięcej za śmiercią robotnika się tem martwili, że postawów kilka sukna krwią zbryzganych i zniszczonych... Trudno onemu zasług technicznych odmówić, jako choćby nowego portu rzecznego we Stryjowie** uczynienie, gdy dawny, na Kazimierzu, nadto ciasny się stał dla szkut, na których sól na komory i warzelnie, wzdłuż dolnej Wisły rozsiane, expedyjowano.
   Na cóż ów swej majętności nowej użył? Ano tu bym mu może i jakiej przydał pochwały, bo nie przepił, nie przepuścił, nie rozdarował, jeno cirpliwie, grosz do grosza, wieś za wsią, folwark za folwarkiem skupując, syna już arcytęgim zostawił magnatem na 297 wsiach i 157 folwarkach... Dostawszy starostwo spiskie, dzięki czemu mógł wnuk w czas Potopu szwedzkiego, bezpiecznie insygnia królewskie w Lubowli skryć:), kamienicy w Rynku krakowskim odnowił tak pięknie, że odtąd już i bodaj po wsze czasy Pałacem Spiskim ją zwać będą. Komu nie wiedzieć gdzie to, starczy na Rynku o restauracyję Hawełki dopytać, bo to w temże właśnie gmachu na dole...:)) Na koniec zaś bym o osobliwym chciał opowiedzieć wyścigu, osobliwie że ów całego charakteru Lubomirskiego oddaje, a nam na koniec, pocieszenia krzynę, że jest widno jaka sprawiedliwość na świecie i nie masz krzywdy, co jej odpłacić nie będzie okazji...:)
    Anno Domini 1576 zniesiono górnicze regale królewskie, co na nasze przekładając, tyleż znaczyło, że odtąd każdy ziemi posesyjonat mógł na rachunek i azard własny Matkę Ziemię dowolnie dziurawić, a co pod powierzchnią najdzie, dobywać, obrabiać, przetapiać, przedawać, słowem monopolu królewskiego kres naszedł... Mało to może znane effecta pactów conventów od Batorego już odtąd przez wszytkich królów kolejnych przysięganych, przecie na przyszłe dni jedna z przyczyn ustawicznej chudości królewskiej sakiewki... Lubomirski jeden z pierwszych na tem własnej chciał upiec pieczeni, zatem za czas żupnictwa swego jeszcze wioszczyny na wschód i południe od Wieliczki skupował. Nie miał tejże odwagi, by privatim co na tem groncie czynić, officialiter przecie żupnikiem będąc, boć przecie nawet i Batory by tego nie zdzierżył i precz go pognał, aleć jako urzędu złożył, wraz jął się kopania... I zaczęło się... On szybu za solą drążył od góry, zasię pod ziemią ruszył ku niej, za poparciem administratorów nowych Florian Morsztyn, com już go tu spominał parokroć, za najzdatniejszego ze wszytkich bachmistrzów wielickich mając. No i że Florian Morsztyn się na swej robocie znał wybornie, a kopali przecie ci sami, co ich Lubomirski gnębił, temuż nie dziw, że wielgiej w tej robocie, a Lubomirskiemu psocie, odnajdując radości, kopali w tempie, co w czasach nam nieodległych by się więcej może z nazwiskami Pstrowski i Stachanow kojarzyły...
   Darmo pisał Lubomirski i skargę do sądu krakowskiego, że bachmistrz i zwierzchnicy jego"wymierzywszy jak najprościej ku szybowi [...] zarazem na szukanie soli przeciw szybowi i pod szyb [...] bić rozkazali. Który to piec nadzwyczaj tak prędko we dnie i w nocy ludźmi odmiennymi biją, iż co przed tym robotnicy takowych pieców po jednym zboju na tydzień oddawali, to teraz po piąci i sześci..." Widno gwarkom się ta robota naprawdę w rękach paliła, bo zdążyli:))
   Lubomirski w przedsięwzięcie swoje włożywszy z górą 16 tysiąców złotych mógł się tem jeno radować, że nowego szybu "Lubomierzem" nazwano...:)) Ugoda, co stanęła nareście po pięciu latach negocjacyj przymusiła go niejako do zgody na wykup królewski grontów nad szybem, za coż dostał dziesięć wsi z sołectwami, co po żywota kres za klęskę swą uważał... Może i choć tyle pociechy, że nie dożył tego, że "Lubomierz" na grontach mokrych kopany, tak wodą nawilgnął, że się w studnię słoną odmienił. Że zaś na wielickie saliny przyszło wrychle nie siedem lat chudych, a bez mała siedem dziesiątków, temuż ona solanka bez pożytku tam stała i na koniec Anno Domini 1697 "Lubomierza" zasypano...:(( A Lubomirskiemu te wsie darowane dobre dziesięć tysięcy złotych rocznej przynosiły intraty...
   Podobnej jeszcze psoty probował i syn Lubomirskiego, Stanisław, w Sierczy znów własnego bijąc szybu. "Kunegunda" wiek bez mała soli dawała na szkodę żup królewskich, dopokąd już za saskich czasów na równie twardego jak Morsztyn nie trafiła adwersarza. Teodor Reyna, Italczyk de origine, najprzód naszkodził wielce w kupczeniu oną solą, zasię pomiarami dokazał, że "Kunegunda" swemi komorami i piecami wlazła po złodziejsku we wielickie złoże i król onej Lubomirskim zamknąć nakazał.
____________________

* okrom może znanego z kart "Potopu" Jerzego Sebastiana, wnuka bohatera naszego, co za Jana Kazimierza przyszedł do godności marszałka wielkiego koronnego i hetmana polnego, by najwięcej rokoszem przeciw królowi zasłynąć... Aleć i on to miano miał za wtóre dopiero... Następny Sebastian w rodzie pojawi się dopiero w 1904 roku...
** Dziś to niemal Nowej Huty cząsteczka, ćwierć mili od płotu hutę okalającego...



                                          ................


12 komentarzy:

  1. Poniedzielski w kropeczkach to rzecz niebezpieczna, niemal zapomniałam, jaka droga powrotna ;-) On jest jak narkotyk :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie, no znowu namieszałam... Poniedzielskiego nie było w kropeczkach, tylko obok się pojawił, a ja tam polazłam i wrócić nie mogłam. Od kamienicy odbieżałam i tak poszłam... za daleko coś...

      Usuń
    2. Poniedzielskiego nigdy za wiele, a ja bym mógł sobie tylko za honor poczytywać, żem Go pomieścił (gdybym istotnie pomieścił:)
      Kłaniam nisko:)

      Usuń
  2. 1. To był jeden z pierwszych momentów w moim życiu, w którym doszedłem do wniosku, że warto weryfikować niektóre stwierdzenia. Czytałem bowiem jakąś książkę dla młodzieży, której bohater przygotowywał się do podróży po Antarktydzie, czy innej Arktyce i dlatego przyzwyczajał się do potraw bez soli [?], zakładając, że w mroźnych stronach z solą mogą być kłopoty. Jakże plastycznie przedstawiono jego cierpienie, gdy jadł jajka na twardo BEZ SOLI. Książka przedstawiała to jako jakieś istne bohaterstwo, nie do powtórzenia przez zwykłych ludzi. I wówczas postanowiłem to sprawdzić. Pełen ekscytacji własną dziesięcio- czy jedenastoletnią odwagą spróbowałem jajka bez soli i stwierdziłem, że nie przysparza mi wcale żadnych cierpień. Tak to sól kojarzy mi się nieodwołalnie z utratą niewinnej bezmyślności.
    2. Nie miałem świadomości, że Lubomirscy na soli się wzbogacili.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ad.1 W którejś z lektur mojego z kolei dzieciństwa nieletni bohaterowie postanowili Tatarów naśladować ujeżdżających sobie pieczyste pod siodłem, z tym, że z braku laku "pojechali" na oklep, na krzesłach i na wykradzionej z lodówki polędwicy wołowej, co zaszkodziło zarówno obiciom krzeseł, białym spodniom, samej polędwicy, jak i humorom całej opisywanej mikrospołeczności... Choć zawsze to jakieś przecie doświadczenie...:)
      Kłaniam nisko:)

      Usuń
    2. To "Przylądek Dobrej Nadziei" Zygmunta Nowakowskiego. Miła książka, choć po macoszemu traktuje walkę klas. No i to po jej lekturze miałem pytanie o jupice, jeśli pamiętasz korespondencję sprzed kilku lat.
      Pozdrawiam

      Usuń
    3. I Ty mówisz, że masz kiepską pamięć?:))))
      Kłaniam nisko:)

      Usuń
    4. I Ty mówisz, że masz kiepską pamięć?:))))
      Kłaniam nisko:)

      Usuń
  3. Panie Wachmistrzu !
    Ośmielam się wkleić informację o ciekawych zachowaniach Lubomirskiego i królewskich urzędników. Wnioski każdy wyciągnie sam.
    z wyrazami uszanowania


    http://www.gazetakrakowska.pl/artykul/236943,o-tym-jak-lubomirscy-podkradali-krolewska-sol,1,id,t,sa.html

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z jednej strony wielcem obligowany i do większej nawet śmiałości zachęcam, z wtórej znów mam uczuć mięszanych dla dziennikarskiego za sensacją gonienia i stylu pisania, który cokolwiek pomija, że Lubomirski jako żupnik już zbił majątku niemało i zdaje się sugerować, że dorobił się wyłącznie złodziejskim soli podbieraniem... Przy tem próbka rachunkowości, której sobie pozwolę zacytować, cokolwiek każe przykro myśleć już to o tendencyjności nastawienia, już to o samej rachunków umiejętności, czy najpewniej o niechlujstwie autorki:
      "Rocznie Sebastian Lubomirski wydobywał ok. 70-100 cetnarów soli. To dużo. Bo wówczas stanowiło to ok. 20-25 proc. soli wydobywanej w państwowych żupach krakowskich (ok. 500 tys. cetnarów)."
      Kłaniam nisko:)

      Usuń
  4. Panie Wachmistrzu !

    Dziwne to, ale w 13 tomowej Wielkiej Historii Polski nawet słowa nie ma o Sebastianie Lubomirskim. Wiem tyle, że matka pochodziła z Węgier, ale data i miejsce urodzenia oraz dzieciństwo nie są znane. Musiał mieć smykałkę do interesów, skoro w wieku 32 lat został zarządcą majątków należących do zakonu klarysek w Starym Sączu. Nie jest tajemnicą, że jego dłużnikami byli oprócz króla, senatorów, sporo szlachty małopolskiej, nie wyłączając magnatów, jak Myszkowscy, Oleśniccy, Zborowscy, Zebrzydowscy i in. Przeważającą część pieniędzy przeznaczał na powiększanie swojego latyfundium. To, że musiał się procesować z dłużnikami, to chyba oczywiste. Umiał się ustawić w życiu, ale to raczej nie zarzut, skoro z jego usług korzystał Batory, Zygmunt III Waza. Zawsze chętnie sięgał do kieszeni, ale przecież nie za darmo. Pod Smoleńsk posłał obu synów z oddziałem wojska zaciągniętego na koszt własny, czego pominąć nie sposób. Do gorliwych wyznawców katolicyzmu ciężko go zaliczyć, ale odnotować trzeba, że wspierał finansowo budowę kaplic i odnawianie kościołów. Potrafił wskazywać potajemnie różnowiercom spiskim sposoby walki z hierarchią katolicką. Z reguły nie uznawał lub wypełniał dopiero pod przymusem różne przywileje osób i instytucji duchownych, zapisane na jego dobrach.Także dla pospólstwa miał wyrozumiałość, bo ci za wierną służbę otrzymywali dzierżawy majątków. Posiadał także zainteresowania kulturalne, bowiem utrzymywał własną kapelę nadworną, dla której w r. 1595 zakupił instrumenty muzyczne w Norymberdze. Interesował się również malarstwem.. Pod koniec życia często chorował i najchętniej przebywał wtedy w Dobczycach, gdzie zmarł 22.08 1613. .Był dwukrotnie żonaty. Po bezpotomnej śmierci pierwszej żony, z drugą miał 2 synów: Stanisława, późniejszego wojewodę krakowskiego i Joachima , starostę dobczyckiego, oraz 6 córek : Anna została zakonnicą, Eleonora zmarła w młodości, Katarzyna została żoną Janusza Ostrorogskiego, Zofia wyszła za Mikołaja Oleśnickiego, Barbara weszła do domu Jana Zebrzydowskiego, a Krystyna towarzyszyła hetmanowi Stanisławowi Koniecpolskiemu.

    z wyrazami uszanowania

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na te ostatnie parantele wejrzawszy, widać, że się wdarł Lubomirski przebojem między wielkich, skoro mu córki tak chętnie te wielkie rody brały, nie bacząc, że sam Lubomirskiego ród cokolwiek świeżej konduity... Chyba, że tak podle sobie pozwolę: jeno o posagi szło, jak mniemam, nie leda jakie:))
      Kłaniam nisko:)

      Usuń

Być może zdaje Ci się, Czytelniku Miły, że nic nie masz do powiedzenia aż tak ważkiego, czy mądrego, by psuć wzrok i męczyć klawisze... W takiem razie pozostaje mi się tylko z Tobą zgodzić: zdaje Ci się...:)