Po namyśle jednak uznałem, że pierwej potrzebne Wam będzie choć z grubsza owej szwedzko-rosyjskiej wojny przebiegu dalszego naszkicowanie, bo to wielce na kolejach tych pertraktacyj ważyło. Osobliwie ważnych jest tu batalij morskich kilka, bo to one o wyniku rozstrzygnęły, a za ich sposobnością do naszego bohatera pryncypalnego wrócimy:) Zaś ukazawszy Wam momentu tejże wojny zwrotnego, nawrócim do dyplomatyki, byście sami osądzić mogli możność jakich inszych działań statystów naszych, na względzie mając przede wszytkiem możliwe rozbiorów uniknięcie...
Stary Bosman był nam łaskaw w komentarzu pod notą poprzednią przybliżyć części bitew stoczonych w kampanii 1789 i 90 roku, gdzie sprawy się przeważnie brakiem rozstrzygnięcia kończyły (co de facto oznaczało sukces Rosjan), luboż też i nieznacznym Moskali zwycięstwem. Ja zaś bym chciał dziś zwrócić uwagi Waszej na niewymienione przezeń bitwy u ujścia Kymmene (czy jak kto woli: na wodach Svensksundu) oraz bitwę w Zatoce Wyborskiej, nie temuż może nawet, że owe pryncypalne, bo iście nie wszystkie, aliści w tych wszystkich trzech wielce znacznego udziału miał nasz Karol de Nassau-Siegen, a przecie o niego w tem wszytkiem najwięcej szło...
Pocznijmyż może chronologicznie od owej pierwszej bitwy u ujścia Kymmene, stoczonej 24 Augusta Roku Pańskiego 1789, czyli wtórego roku tej wojny. Rzecz się zdarzyła w czasie, gdy po wspomnianej przez Starego Bosmana nibyż nierozstrzygniętej "leniwej bitwie" u wybrzeży Olandii, szwedzka flota dała się rosyjskiej wymanewrować i zamknąć w zablokowanej Karlskronie, przez co armię szwedzką na fińskim lądzie i wspomagającą ją tam szwedzką flotę szkierową (przybrzeżną, głównie wiosłową) pozostawiono poniekąd własnemu losowi.
Na mapce poniższej* macie ukazanego tegoż akwenu, a czego na niej nie widać, to tego, że na wschód (na prawo) od tych wód leżą północne zatoczki od Zatoki Fińskiej odchodzące, pierwsza jakie może mil morskich jakie dziesięć od Kotki, ówcześnie zwana ze szwedzka Fredrikshamnską od miasteczka i fortecy tam się znajdujących** , zasię znów ku wschodowi jakich mil czterdzieści, za obecną rosyjską granicą, zatoczka wtóra, Wyborską zwana. I tak prawdziwie to całość tejże wojny na lądzie się miała o te dwie twierdze, Fredrikshamn i Wyborg, rozstrzygać, bo to one były kluczem do panowania nad ziemiami temi i wybrzeżem, oraz znakomitym punktem wyjścia do ataku na Petersburg.
Wiemy już, że się to Szwedom nie pofortunniło, ale póki co mamy sierpnia roku 1789, flota szwedzka z liniowców i fregat złożona, bezczynnie w Karlskronie dni pędzi, zaś admirał Carl Ehrensvärd, swej floty galer i kanonierek podzielił tak, by obu wejść (północnego i południowego) do Svensksundu zablokować i mieć w szachu każdą rosyjską próbę wpłynięcia na te wody i wysadzenia desantu na flance armii szwedzkiej nad rzeką Kymmene operującej.
Małoż na tem, że tam przejść poblokował galerami swemi, to jeszczeć na południowych podejściach potopił szereg mniejszych statków, nie nadto widać zdatnych do wojaczki, by Moskalom jeszczeć i więcej żywota uprzykrzyć. Miał Ehrensvärd nibyż jeno 48 jednostek, aliści przez tą chytrość uszykowania, zdradliwość mielizn i wybrzeży, czuł się tam dość mocnym, by czoła stu z górą jednostkom rosyjskim móc stawić i wykurzyć się nie dać.
Nie wiem zali plan tejże batalii był "Denassowa" autorstwa... Jeśli by tak było, to czoła wypadałoby pochylić, aliści z onego charakteru wnosząc i starć inszych, od podobnej finezji dalekich, wnoszę, że jednak chyba nie... Rosyjskie galery wzmocnił de Nassau leciwymi fregatami i brygami, co w Kronsztadzie stały bezużytecznie dla obaw o to, by się w jakiem sztormie nie rozsypały, aliści na przybrzeżnych wodach Zatoki Fińskiej pokazały się owe starocie wcale użytecznemi. Podzieliwszy floty na dwa zespoły, z których nad silniejszym (78 jednostek, w tym 5 owych fregat) sam objął komendy, ruszył de Nassau do przejścia północnego. Zespół wtóry, pod admirałem von Kruse, z 29 nibyż jedynie jednostek złożony, miał atakować od południa. W tem nibyż słabszym jednak zespole się największe znalazły okręty, w tem 10 fregat i 6 brygów, tak że miał von Kruse nawet i harmat więcej, niźli pozornie silniejszy de Nassau, jednak był on od szwedzkiej południowej bariery (34 jednostki) cokolwiek słabszym.
Dzieła począł von Kruse, aliści manewrował tak jakoś niemrawo, tak dla wąskości przejścia, gdzie szyku pełnego rozwinąć nie mógł, że koniec końców część tylko jego okrętów brała w bitwie udział, przy czem tegoż starcia specyfiką to było, że obie floty właściwie wciąż na kotwicach stojąc, prażyły jedynie do siebie z harmat, przecie ten ogień był niemiłosierny... Wyczekawszy krzynę, aż się Szwedy tęgo w te zmagania zaangażowały, podszedł de Nassau od północy i począł Szwedów przeganiać, stosując taktyki takiej, że przódzi na łodziach na cypelkach wyspy Kuutsalo i drobniejszych, wysadzał oddziałki nieduże z harmatami, tych zaś ustawiwszy, brał szwedzkich pokotowiczonych galer w dwa ognie i przymuszał do odsunięcia się poza zasięg dział, co w praktyce oznaczało uwolnienie przejścia. Taktyka niebywale żmudna i czasochłonna, przecie skuteczna...
Ehrensvärd na południu zaś dwóch już Moskalom okrętów zatopił, kilka inszych poszczerbił srodze, tandem jako się owi ku odwrotowi mięli, mniemał się już być zwycięzcą i z pozycji wybornie bronionej ruszył za von Krusem, by go przyszpilić. Powinno mu było dać do myślenia, że się Moskale może co i zanadto z tą rejteradą guzdrzą, ale że owi walki jakby nie podejmowali, jeno manewrami przed ogniem Szwedów się uchylając, to i pewnie mniemał, że pokąsani nadto srodze. Powinno go zdziwić, że fregaty największe do walki nie wchodzą, jeno się tam gdzie pętają w oddali, aliści rozgrzanemu powodzeniem Szwedowi to nawet nie postało w głowie... Zatopił kolejnej galery moskiewskiej, kolejnych poszkodował i zdało mu się, że pędzi przed sobą wroga, siedząc onemu na karku, z czem się spieszył tem więcej, że się ku wieczorowi miało... Tem zaś czasem wpodle siódmej wieczornej godziny to de Nassau właśnie dokonał przełomu, bo już całej swojej do Svenksundu wprowadził był floty i teraz on ku południowi gonił, pędząc przed sobą umykające ostatnie niedobite galery szwedzkie z rozbitej północnej bariery. Po godzinie niecałej sam już siedział maruderom Ehrensvärda na karku i gromił ich bez miłosierdzia. Do tego i von Kruse przestał nareście udawać baranka na rzeź wiedzionego i całą siłą się przeciw Szwedowi obrócił, dokazując, że owa przez dzień cały demonstrowana niemrawość była jedynie fortelem. Ehrensvärdowi było potrzeba godziny kolejnej, by się w cyrkumstancyjach zdarzonych zorientować i, ogarnąwszy paniki, usiłował już tylko ratować swej floty, uchodząc wzdłuż brzegu, ku zachodowi, do Sveaborga... W stratach bezwzględnych nibyż to nie było przytłaczające zwycięstwo, bo trzem zatopionym galerom rosyjskim jeno siedem szwedzkich idzie przeciwstawić, a tysiącowi poległych Moskali, tysiąc trzystu Szwedów, aliści największa tego dzieła doniosłość, że Szwedy znakomicie obronnej nie obronili pozycji i, uchodząc, na pastwę losu i desantów rosyjskich, pozostawili armii lądowej, zaś w dowództwie floty i w otoczeniu carycy gwiazda de Nassau'a musiała rozjarzyć się jeszcze większym blaskiem, do dawniejszej na Oczakowskim Limanie wiktorii, nowy wawrzyn dodając...
Kampania roku 1789 pokończyła się podobnie jak i ubiegłoroczna, w praktyce na niczem, toteż obie strony w 1790 właściwie nie zmieniły tak celów, jak i sposobu wojowania. Dla Szwedów mocno ambarasujące to było, że się pełnomorska flota rosyjska podzieliła i częścią siedziała w Kronsztadzie, zaś częścią w Rewlu i tej wtórej Karol Sudermański umyślił wywabić na morze, napadając na mały port pod Rewlem (Raagervik), gdzie Rossyjanie moc nagromadzili zapasów, by móc jej przewagą na morzu pokonać, nim się owa z główną rosyjską złączy, luboż i co gorsza: wezmą Szwedów w kleszcze... Zamysł się nie powiódł, podobnie jak i otwarte wzięcie byka za rogi, czyli atak na Rewel (13 maja), który już tu parokrotnie żeśmy przypominali, przez niedoszłą analogię do Abukiru Nelsona. Właśnie pod Rewlem tak Moskwicini, jako i Szwedzi sobie poczynali klasycznie, ani myśląc o niekonwencjonalności Nelsona, szykiem idąc liniowym przeciw sobie i okładając się ogniem przy mijaniu, z czego znacznie więcej poharatanemi wyszli Szwedzi.
W temże samem mniej więcej czasie król szwedzki osobą własną i korpusikiem jakich dziesięciu tysięcy żołnierza, dwakroć próbował na twierdzę Fredrikshamnską natrzeć i choć przepędził tam eskadry galer rosyjskich, a i desantu pod twierdzą wysadził, to czasu zmitrężył niemało*** i nie wskórał tam nadto wiele...
Karol Sudermański z końcem maja poniechał eskadry rosyjskiej w Rewlu się chowającej i popłynął przeciw większej sile rosyjskiej, eskadrze z Kronsztadu, nadziei mając, że tej może pokona, nim się z rewelską nie złączy. Bitwy koło Krasnoj Gorki (1-4 czerwca) tu w szczegółach relacjonować nie będziem, starczy rzec, że i tej Szwedy wygrać nie poradziły, a co i gorsza to dowodzący Rosjanami von Kruse znów manewrował i zwłóczył tak długo, aż Cziczagow mu z rewelską w sukurs nie nadpłynął eskadrą i tak oba mięli Szweda nie dość, że na widelcu w kleszczach, to jeszczeć przewagi liczebnej pozbawionego. Brat króla szwedzkiego, choć się w bitwie nie popisał, wcale sprawnie ogarnął zamięszanie i ukrócił paniki na swoich okrętach i uszedł z pola bitwy do Zatoki Wyborskiej, gdzie wrychle przyszło do kolejnego z interesujących nas starć.
Nim przecie do batalii przyszło, Moskale osaczyli Szwedów niczem ogary odyńca rannego, bo nie dosyć, że w Wyborskiej Zatoce Szwedy nijakiego nie miały oparcia w siłach lądowych, to jeszczeć od Wyborga strony mięli tamecznej flotylli przybrzeżnych galer i kanonierek, która podejść broniła, przecie jeszcze i potrafiła nocami wroga ambarasować i dokuczać sielnie. Byłoż oczywistem, że się tam Szwedy nie osiedzą, bo i jadła przecie nie na jakie oblężenie na morzu brali, aliści pierwotkiem Gustaw III, który tam wrychle na czele odnowionej szwedzkiej floty szkierowej, wcale zuchowato jeszcze dążył k'temu, by nocami i przy samem brzegu na pokładach tejże właśnie floty posiłków naściągać i mieć dość żołnierza, by i samemu na Wyborg uderzyć. Koniec końców przyszło k'temu, że miał król szwedzki w Wyborskiej Zatoce czterdzieści tysięcy chłopa, 22 okręty liniowe, 13 fregat i drugie tyle mniejszego drobiazgu, zaś floty szkierowej na jakie 280 jednostek (galer, kanonierek i barkasów artyleryjskich) liczonej.
Cziczagow przeciw temu ściągnął swoich 30 liniowców, 20 fregat i drobiazgu bez mała, zaś południowego wylotu cieśniny zwanej wówczas Björkösundem, oddzielającej wyspy Peisari, Torsari i Björkö**** od lądu stałego, zastawił "nasz" de Nassau ze swoją flotą wiosłowych galer i kanonierek i cąłe to towarzystwo przez cały czerwiec się co i po chwila tyrpało, szarpało i denerwowało wzajem, aliści do boju pryncypalnego nie przychodziło. Król szwedzki był w potrzasku, ale bynajmniej nie zamierzał kapitulować...
Karol Sudermański z końcem maja poniechał eskadry rosyjskiej w Rewlu się chowającej i popłynął przeciw większej sile rosyjskiej, eskadrze z Kronsztadu, nadziei mając, że tej może pokona, nim się z rewelską nie złączy. Bitwy koło Krasnoj Gorki (1-4 czerwca) tu w szczegółach relacjonować nie będziem, starczy rzec, że i tej Szwedy wygrać nie poradziły, a co i gorsza to dowodzący Rosjanami von Kruse znów manewrował i zwłóczył tak długo, aż Cziczagow mu z rewelską w sukurs nie nadpłynął eskadrą i tak oba mięli Szweda nie dość, że na widelcu w kleszczach, to jeszczeć przewagi liczebnej pozbawionego. Brat króla szwedzkiego, choć się w bitwie nie popisał, wcale sprawnie ogarnął zamięszanie i ukrócił paniki na swoich okrętach i uszedł z pola bitwy do Zatoki Wyborskiej, gdzie wrychle przyszło do kolejnego z interesujących nas starć.
Nim przecie do batalii przyszło, Moskale osaczyli Szwedów niczem ogary odyńca rannego, bo nie dosyć, że w Wyborskiej Zatoce Szwedy nijakiego nie miały oparcia w siłach lądowych, to jeszczeć od Wyborga strony mięli tamecznej flotylli przybrzeżnych galer i kanonierek, która podejść broniła, przecie jeszcze i potrafiła nocami wroga ambarasować i dokuczać sielnie. Byłoż oczywistem, że się tam Szwedy nie osiedzą, bo i jadła przecie nie na jakie oblężenie na morzu brali, aliści pierwotkiem Gustaw III, który tam wrychle na czele odnowionej szwedzkiej floty szkierowej, wcale zuchowato jeszcze dążył k'temu, by nocami i przy samem brzegu na pokładach tejże właśnie floty posiłków naściągać i mieć dość żołnierza, by i samemu na Wyborg uderzyć. Koniec końców przyszło k'temu, że miał król szwedzki w Wyborskiej Zatoce czterdzieści tysięcy chłopa, 22 okręty liniowe, 13 fregat i drugie tyle mniejszego drobiazgu, zaś floty szkierowej na jakie 280 jednostek (galer, kanonierek i barkasów artyleryjskich) liczonej.
Cziczagow przeciw temu ściągnął swoich 30 liniowców, 20 fregat i drobiazgu bez mała, zaś południowego wylotu cieśniny zwanej wówczas Björkösundem, oddzielającej wyspy Peisari, Torsari i Björkö**** od lądu stałego, zastawił "nasz" de Nassau ze swoją flotą wiosłowych galer i kanonierek i cąłe to towarzystwo przez cały czerwiec się co i po chwila tyrpało, szarpało i denerwowało wzajem, aliści do boju pryncypalnego nie przychodziło. Król szwedzki był w potrzasku, ale bynajmniej nie zamierzał kapitulować...
Mapka ta już nie jest tak, jak poprzednia, przejrzystą, ale postaramy się rzeczy pojaśnić. Czarne strzałki to trzy główne ugrupowania szwedzkie: siły główne z liniowcami (1), pomocnicze z fregatami i innymi mniejszymi (2) i flota szkierowa (3), choć ich pozycja oddaje stan jakby z bitwy już zaczętej, gdy w rzeczywistości pierwotkiem były te siły stłoczonemi w północnej części zatoki, zaś blokada rosyjska stała w dwóch liniach nieco poniżej linii przylądek Krosserort-wyspa Peisari. Mapa tego nie oddaje, aliści układ mielizn i szkierów tamecznych dzielił wyjście z Zatoki Wyborskiej na dwa jakby szlaki, z których pierwszy wiódł na pełne morze, czyli pod lufy czekających głównych sił rosyjskich (5), zaś drugi, niezwykle płytki i niebezpieczny, wzdłuż brzegu ku zachodowi i nadawał się właściwie wyłącznie dla jednostek floty szkierowej, która zresztą tamtędy właśnie przypłynęła do zablokowanej już pełnomorskiej floty żaglowej.
Cziczagow nie wierzył w możliwość przedarcia się szwedzkich żaglowców tym szlakiem, ale od wszelkiego przypadku zablokował i tę drogę eskadrą (6) pięciu liniowców i jednej fregaty. Na zachodzie, wpodle wyspy Pitkopas oczekiwała niewielka eskadra rezerwowa (trzy fregaty) bardziej obrachowywana tam na to, by dobić to, co by się może i przez blokadę przedarło. Że się Moskale będą brać wrychle za to by szwedzkie raki wybierać ze saka szło pomiarkować po tem, że z wieczora 29 czerwca się de Nassau ruszył i podszedł Björkösundem ku północy, spędzając szwedzkich czatów i osłon, aliści nie dobrnął dalej, jak na mil parę. Podobnie się awantażował dywizjon galer i kanonierek z twierdzy wyborskiej od północy, który jednak się Szwedom udało zatrzymać.
Nocą z 2 na 3 lipca część szwedzkiej floty szkierowej ruszyła Björkösundem ku południowi, jakoby z zamiarem uderzenia na de Nassaua, aliści za wyspą Peisari skręciły owe galery na zachód i przechodząc między Björkö i Peisari uderzyły na flankę floty rosyjskiej. Prawda, że atak był nieledwie szaleństwem, prawda że po dwugodzinnej strzelaninie, gdy zaskoczeni pierwotkiem Moskale się już i wcelowywali lepiej, Szwedy przetraciwszy paru galer cofnęły się nazad, ku północy. Osiągnęli jednak coś znacznie ważniejszego niż gdyby coś istotnego Rosjanom zatopili; oto Cziczagow, który już i przódzi mniemał, że właśnie tamtędy będą Szwedy próbowały uchodzić, jeszcze się w tejże myśli utwierdził i nie uczynił nic zgoła, gdy ze świtu nastaniem pomiarkował, że szwedzka flota szkierowa wyszła za plecy własnej żaglowej, a ta podniósłszy kotwic, żegluje ku zachodowi.
Nie wierząc w możliwość przedarcia się Szwedów przez szlak przybrzeżny, rozumiał on tegoż manewru za pozorowany i nie zmienił pozycji swych okrętów, jeno im kotwic podnieść kazał i dopiero gdy już starcie głównych sił szwedzkich z owemi sześcioma okrętami rosyjskiemi na tem szlaku postawionemi zdało się być nieuchronnem, nakazał trzem liniowcom z tych, co najbliżej Krosserortu stały, iść onym w sukurs. Nic to jednak nie zmieniło, bo raz, że ów ordonans był nadto późnym, dwa, że nim te liniowce podniosły kotwic i dokonały zwrotu na nowy kurs, nowych arcycennych minut przetracono, trzy, że wrychle jeden z nich się na mieliznę wpakował, a dwa pozostałe uznały, że ważniejsze nieszczęśnemu pomóc, niźli za Szwedem gonić...
Owe pięć rosyjskich liniowców i fregata stały ku nadciągającym Szwedom burtami i prażyło do nadchodzących ze wszystkich luf, na co znów owi odpowiadać mogli jeno z dziobowych dział, tzw. pościgówek, ex definitione lżejszych od pozostałych. Prowadzącego "Dristigheten" zmasakrowano srodze, przecie wdarł się on w środek rosyjskiego szyku, a za niem kolejne szwedzkie liniowce i wtedy się sytuacja odwróciła: to one mogły wreszcie walić salwami z obu burt, a Rosjanie jeno z dziobowych i rufowych odpowiadać. Nolens volens, by móc znów strzelać burtami, musięli Rossyjanie kotwic podnieść i własnych okrętów obrócić wzdłuż szlaku żeglownego, co w praktyce oznaczało blokady pierwszej przełamanie, bo Szwedy natychmiast w to wolne miejsce się wciśli i walka ogniowa szła na okrutnie bliskich dystansach.
Druga linia rosyjska to już było tylko sześć fregat, bez liniowców, i choć poczęły one z dala strzelać do nibyż osłabionego przeciwnika, to i dział miały mniej, a i słabszych, przy tem we Szwedów za pierwszej linii przełamaniem nowy duch zgoła wstąpił i odpowiadali ciosem za cios. Trzecia linia, którą nieoczekiwanie dla samej siebie stały się trzy fregaty wpodle wyspy Pitkopas, co to miały dorżnąć watahę, wolały Szwedom zejść z drogi same i tak się te okręty nawet i bez strzału minęły.
W tem entuzjazmie oswobodzonej floty żaglowej cokolwiek przepomniano o galerach i dopiero widząc, że nadto późno spuszczone ze smyczy przez Cziczagowa siły główne w pierwszej kolejności uderzyły na próbujące iść za liniowcami i fregatami szwedzkie galery, Karol Sudermański posłał im w sukurs dwie (!) fregaty. Do starcia nie doszło, bo ich dowódcy nie byli samobójcami i wrychle zawrócili, aliści i tego wystarczyło, by Rossyjanie niepewni, zali to poważniejsze nie wracają siły, szyków swoich ułożyli do starcia nowego dając galerom chwilę wytchnienia niewielką, aliści wystarczającą, by te umknęły na ów szlak przybrzeżny i trzymając się jak najbliżej brzegu, czego się lękały rosyjskie okręty o większym zanurzeniu, uszły ku zachodowi.
Szwedzka flota żaglowa straciła liniowiec "Eningheten", na którem wybuchła prochownia, zasię cztery insze osiadły na mieliznach i przechwycili onych Rosjanie. Zatopiono też jednej fregaty, dwóch dalszych podobnie znów przetracono na mieliznach, podobnie jak trzy z galer floty szkierowej, która już i przódzi w starciu z rosyjskimi liniowcami straciła cztery insze galery i ponad czterdzieści inszego drobiazgu. Poległych i wziętych do niewoli na unieruchomionych jednostkach Szwedzi stracili ponad 7000 ludzi, zaś 3000 było rannych. Rosjanie nie stracili żadnego okrętu, ale pięć liniowców i sześć fregat z owych dwóch pierwszych linii blokadowych tak było poharatanych, że się ledwo do nieodległego przecie Kronsztadu na naprawy dowlokło, zaś ubitych i rannych było łącznie z 5000 ludzi.
Zdałoby się, że Szwedzi ponieśli tam klęskę druzgocącą, bo trzeciej części floty żaglowej sięgającą, tymczasem owi uważali rzecz całą za sukces, bo się przódzi już i całkiem zgubionemi widzieli i tak owo przedarcie się floty żaglowej, mimo ogromnych strat, dodało ducha i animuszu nie tylko flocie, ale i wojskom lądowym, zaś król Gustaw III zyskał niemałego uznania dla swej odważnej decyzji, by się przez Moskali przebijać, jak i dla samego planu, jakże tego skutecznie dokonać.
Poszczerbiona szwedzka flota szkierowa szans nie miała na to, by w ślad za żaglową, umknąć do Sveaborga, tandem dowodzący nią król Gustaw III umyślił się schronić z nią na owej znakomitej pozycji obronnej na wodach Svensksundu, tak niebacznie przez admirała Ehrensvärda w pierwszej bitwie u ujścia Kymmene opuszczonej. Rossyjanie zaś uznali, że owa jest tak poszczerbioną, że do jej całkowitego pogromienia wystarczą ich własne galery i kanonierki, bez żaglowców, zwłaszcza, że dowodził niemi nie kto inszy, jak wsławiony wiktorią nad Ehrensvärdem na tychże samych przecie wodach... Karol de Nassau-Siegen! I tak oto, w dni parę zaledwie później, doszło do drugiej bitwy u ujścia Kymmene, czasem dla odróżnienia zwanej bitwą na wodach Svensksundu, luboż i przez Finów pod Ruotsinalmi od nazwy fortalicji na wyspie Kotka się znajdującej, aliści o niej to już opowiemy w nocie kolejnej, iżby się nie okazało, że ta swą długością jakich rekordów nie pobiła...:)_____________________
* - podobnie jak i następne dwie, zapożyczone z książki Edmunda Kosiarza "Wojny na Bałtyku X-XIX w." wydanej przez Wydawnictwo Morskie Gdańsk 1978
** - dziś to fińskie miasteczko Hamina
*** - między innymi na zupełnie zbyteczne pertraktacje z załogą twierdzy o honorową onejże kapitulacyję, gdzie Moskale jeno szwedzkiego władcę zwodzili, by na czasie zyskać i odsieczy doczekać.
**** - nie mylić ze szwedzką wyspą Björkö nad Kattegatem, wpodle Göteborga.
................

