Krytycznej dla Polski godziny w połowie XVII wieku pomarł nam z nadmiaru miłości* jeden z hetmanów najwybitniejszych, wielki koronny Stanisław Koniecpolski... Nastał po niem Mikołaj Potocki, cależ nie taki znów hetman żałosny, jak go częstokroć malują, zasię buławy polnej po Potockim wziął Mikołaj Kalinowski, a to najwięcej za spowinowaceniem się z kanclerzem Ossolińskim (to ten, co ongi do Rzymu wjeżdżając w poselstwie, złote tam gubił podkowy), którego córa za syna Kalinowskiego była poszła. Oba się z Potockim swarzyli tęgo, Kalinowskiego nie poważało przy tem wojsko, coż może i aż do Batohu nie ważyło wiele, bo sam Kalinowski mało kiedy wojował... Obu pod Korsuniem zagarnął w niewolę Chmielnicki i tyleż było z hetmanów obu pożytku, ale że żyli oba, nie było możności mianować nikogo w ich miejsce, co najwyżej zastępców, regimentarzami zwanych. Na Litwie tytularnym był hetmanem wielkim schorowany starzec Janusz Kiszka (słyszał kto o takiem?), co się we wszytkim wyręczał młodszym polnym Januszem Radziwiłłem, któren go w 1654 w pełni był zastąpił, zasię polnej wziął natenczas buławy Wincenty Gosiewski, ongi wojownik niezgorszy, Czarnieckiemu w późniejszych z Moskwą przewagach sekundant nienajpodlejszy, bodaj jedyny hetman od żołnierzów własnych zbuntowanych ubity, dziś tem najwięcej słynny, że się do przodka swego nader chętnie polityk pod Smoleńskiem zginiony przyznawał... W Koronie natomiast się z hetmanami prawdziwa uczyniła zawiłość, bo nawet jak oba z niewoli wrócili, to Potocki nie pociągnął długo, a Kalinowski, takoż i za własnej nieudolności sprawą, dał pod Batohem głowę. Po Kalinowskim na hetmaństwo polne król powołał Stanisława Potockiego, który że miał obyczaju cięgiem łacińskiego używać zwrotu "w rzeczy samej" ("re vera"), to i go wołali powszechnie Stanisławem Rewerą Potockim. Natomiast na hetmaństwie najwyższym, wielkim, trwał vacat, wielce królowi poręczny, bo to co i rusz mógł go komu inszemu obiecywać w zamian za takie, czy też insze wsparcie... Ano i tak lawirując, między magnackiemi rodami a konceptami własnemi był nam król jegomość na koniec tak rozsierdził wszytkich, że się sejm począł gwałtem dopominać tegoż bezhetmania zakończenia, osobliwie, że czas był wojenny, na wschodzie cięgiem przecie wojny z Moskwą, Kozactwo pobuntowane i niepokonane, a przecieśmy jeszcze ani znali, że zaraz Szwed na kark wsiędzie... Ano i umyślił był król, jako to czasem jaki lowelas użycia chętny, że się z leciwą może i schorowaną jaką, przecie zasobną zwiąże niewiastą, ta mu, daj Boże, wrychle pomrze, tedy ów będzie mógł wreście za jej grosz użyć sobie żywota... Ano i jak to czasem bywa, gdy taki trzydziestolatek dziarski bierze dwakroć starszej niewiasty, że mu owa siurpryzę wywinie i po latach dalszych trzydziestu nadal się miewa dobrze i oba mogą na noc swoje szczęki w jednej moczyć szklance... Rewera Potocki miał natenczas lat już 75, tedy zdałoby się, że wszelkie w tej mierze królewskie spełniał rachuby, że się wrychle przeniesie do przodków i ów znów będzie mógł wpodle tej buławy snuć rozgrywki swoje. Aliści hetman się królowi tu wywdzięczył podle, bo żył jeszcze lat trzynaście i to po nim buławy tej wziął już Sobieski, tedy Czarniecki mógł o niej jeno całego żywota marzyć, Rewerze i królowi złorzeczyć, aliści dostąpić jej nie było sposobu... Natomiast gdy Rewera był zwalniał w 1654 roku hetmaństwo polne, Czarnieckiego zasługi ani się z obrońcą Kamieńca i Zbaraża, Stanisławem Lanckorońskim równać nie mogły, to i marzyć nawet nie było o czem... Ale gdy Lanckoroński pomarł we dwa lata później, w środku nieledwie zamętu ze Szwedem, insza już i była Czarnieckiego pozycja i wierę, że mu się ta buława śniła po nocach zasadnie... Był jednak jeszcze Lubomirski, na którego król koniec końców postawił, tegoż pewnie rachując, że rekuzowany groźnym będzie przeciwnikiem, zaś Czarniecki... Ten nie miał za sobą w rzeczy samej nikogo, z kim król by się liczyć musiał, stąd i te słowa gorzkie o soli (dziad Lubomirskiego, Sebastian był żupnikiem krakowskim i tak naprawdę to on dał podwaliny pod przyszłą rodu potęgę) i roli (co najpewniej do Potockich było pite, bo mało który ród się mógł z temi latyfundystami mierzyć). Trzebaż było, by się z Lubomirskiego był prawdziwy wykluł rokoszanin, trzebaż było sądu sejmowego nad zdrajcą, który go urzędu i godności pozbawił (jedyny to wypadek taki w dziejach naszych, bo nawet zdrajca Radziwiłł pomrzeć zdążył w oblężonem Tykocinie, nim go kto mógł przed sąd jaki zawlec), by nareście może i król k'temu przyszedł, że rachuby jego kiepskie i może lepiej było dać jednak tej buławy Czarnieckiemu. Przynajmniej by się nią może co dłużej nacieszył, bo tak się nią ledwo półtora nakontentował miesiąca, nim pomarł, a że już i tak chorzał, to zasadnem tu mówić o musztardzie po obiedzie... Kalkulacyja zatem polityczna króla tutaj zwiodła, bo Lubomirski zawiódł... Kalkulacyja wojskowa pewnie takoż, bo Czarniecki tęższej był wojennej głowy... Aliści jeśli tego baczyć, czy się ta buława należała w kategoriach moralnych, jako swoista nagroda za cnotliwe życie starego i wiernego żołnierza, to tum już wątpliwości pełen... Ale o tem już w nocie następnej, cykl ten (I,II) kończącej... ________________________________________
* pisałżem o tem tutaj, w rozważaniach z cyklu "Co by było gdyby..."