20 maja, 2018

Za pamięć o szaserach...


  Pozwolę sobie Lectorom Miłym przypomnieć, że pora uczcić święto 6 Pułku Strzelców Konnych imienia hetmana wielkiego koronnego Stefana Żółkiewskiego, w Międzywojniu w Żółkwi właśnie, rodowem gnieździe patrona swego, stacjonującego, zasię 23 Maii pić będziem za święto 4 Pułku Strzelców Konnych Ziemi Łęczyckiej...
   Dziejów pułków tych ciekawych do dawniejszej odesłać sobie noty pozwolę

13 maja, 2018

Rekomenduję...

...articulum o przedwojennych Rezerwowych Oddziałach Policji Państwowej, których zorganizowanie zarządził minister Władysław Kiernik, niesławny bohater naszego cyklu "O wietrze historii i portkach pętaków" ( ,IIIIIIV , V ), wrychle po owych opisanych w tym cyklu smutnych wypadkach krakowskich z listopada 1923 roku. Rzec by można, że oddziały owe swoistym byłyby protoplastą dzisiejszych Oddziałów Prewencji, ale i peerelowskiego ZOMO. Komu by zaś się tego nawet i czytać nie chciało, przecie mimo tego zajrzeć zalecam, chociażby przez wzgląd na unikatowe zdjęcia:
https://dobroni.pl/n/oddzialy-rezerwy/8635

10 maja, 2018

Święta kolejne, częścią zapóźnione, niestety...

...z mojej, ma się rozumieć, winy, bo mi to wszytko okrutnie niesporo idzie; całe to blogowanie tegoroczne:(( 
Cirpią na tem, okrom Was, takoż i ułany, i szasery i szwoleżery, bo jako się z rozumem gdzie nareście spotkam i pomyślę, co też przecie do tej czynności nienawykłemu rzecz trudna, to już najczęściej jest już po harapie...
  Ano i tak, mimo zapóźnień, bym upraszał czym tam, kto może, choćby i kefirem, toastu za pamięć spełnić 10 Pułku Ułanów Litewskich, co 8 Maii świętował, jako i pułki szaserskie: 1, takoż i 10, Pułków Strzelców Konnych, co 9 Maii świąt swoich miały, nareście za przesławnych Ułanów Kaniowskich, co świętują dzisiaj...:) 

07 maja, 2018

Święto 12 Pułku Ułanów Podolskich i 17 Pułku Ułanów Wielkopolskich...

......których, gdy kto tradycyj i historii ciekaw, tutaj niechaj wejrzy:
http://pogderankiwachmistrzowe.blogspot.com/2016/05/swieta-pukowe-12-puku-uanow-podolskich.html

P.S. Niechybnie Ci nawytrwalsi Lectorowie Moi, którzy tu jeszcze zaglądają, dojrzeli żem czasu jakiegoś już tu mało w sztuce blogowej wytrwały, że posucha niczem na Saharze, a i Wasze komentarze czasem dni wiele responsu czekają... Prawda to niezełgana, mea to jeno jest culpa i niczyja insza, a czego rzec jeno mogę na wytłomaczenie swoje, że mię krzynę inszy projekt był wciągnął, któremu owe resztki czasu, jakiemi jeszcze dysponować mogę, poświęcam bez reszty. I sam nie wiem, czy życzyć mam tamtemu jakiej Fortuny uśmiechów, co dla tego by może i jaki wyrok znaczyć miało, czy dokładnie przeciwnie...
   Kłaniam nisko:)

19 kwietnia, 2018

Święta ułańskie i szaserskie najbliższe...

Dozwolę sobie Lectorom Miłym przypomnieć, że się godzi dzisiaj kielicha wznieść na okoliczność święta,11 Pułku Ułanów Legionowych imienia Marszałka Edwarda Rydza-Śmigłego , bo taka to nazwa była od lat trzydziestych oficjalną, uczcić toastem za pamięć pułku tegoż, takoż jak i dziś przypadającej rocznicy bojów tegoż pułku o Wilno, prowadzonego pod komendą Mariusza Zaruskiego, o którem najwięcej żeśmy przy sposobności noty o Rzeczpospolitej Zakopiańskiej rzekli...:)

 23-go zaś pić będziecie za pamięć 15 Pułku Ułanów Poznańskich ...o których to ułanach, jeśli kto co przeczytać pragnie, nim ich zdrowia wypije, tutaj najdzie co więcej napisanego, a i sfilmowanego...:)



                                         
   Zasię 27-go przyjdzie nam obchodzić święta 3-go Pułku Strzelców Konnych im.hetm.koronnego polnego Stefana Czarnieckiego, o którem iżby kto poczytać co chciał, tutaj łacno najdzie...      

15 kwietnia, 2018

Z myśli pokradzionych...

tym razem z listu Erazma z Rotterdamu do Zygmunta Starego, datowanego w Bazylei 15 maja Anno Domini 1527:
"Wielkość ducha objawia się w czasie dzielnie prowadzonych wojen i rozszerzaniu się granic państwa. Ale jaśnieje ona większym jeszcze blaskiem, kiedy pogardzamy tymi rzeczami, które odrzucić zdoła jedynie człowiek o rzeczywiście wspaniałym umyśle. Człowiek ten wyższy jest od innych dlatego, że potrafi rezygnować, gdy nakazuje to dobro Rzeczypospolitej. Kogo gniew albo żądza zemsty pcha do walki, ten się poniża ulegając własnym popędom. Kogo ambicja pobudza do zbrojnego wystąpienia, ten się poniża właśnie dlatego, że słucha ambicji. Ale kto dobro Rzeczypospolitej stawia wyżej niż te wszystkie względy, ten dopiero posiada rzeczywiście wybitny wzniosły umysł."

08 kwietnia, 2018

Niektóre dokumenta cechu grzebieniarzy...

czyli ex libris Wachmistrii kolejne:
który to zbiorek, w prywatnych rękach będący, doktor Weigt przejrzał był i kilka z nich upublicznić się zdecydował. Ja, iżby Was nie zanudzać, a równocześnie dać jakie o tamtocześnem stylu, składni, ortografii i pisowni pojęcie, umyśliłem jednego wyciągu z aktów urzędu wójtowskiego błońskiego z 8 lutego Roku Pańskiego 1671, przytoczyć in extenso:
" Za pozwoleniem Vrzedu naszego Blonskiego woytowskiego na gruncie spitala Swietego Ducha był arestowany z Siewiera Marcin Wilczynsky od czechu zupełnego panow grzebiennikow miesczan krakowskych dla tego, iż im wielka przeskodę czynił wykupowaniu im towaru nalezaczego a mianowicie rogow tak od rzeznikow krakowskych, iako tesz y kleparskych a był arestowaney v pana Ropela obiwatela Błonskiego, ktory, to iest pan Walanti Ropel, nie dotrzymawszy go w domu z arestu wypuścieł, y w inszy gospodzie stanawszy pan Marcin Wilczynsky, y wiprawiwszy towar w drogę, dopiero się sprawiał z arestu panom grzebiennikom krakowskym przed Vrzedem Błonskym Woytowskym mowiąc w te słowa, iż ia nie iestem rzemiesnik tego rzemiosła, ani się na towarze nie znam, ale panowie grzebienniczy maiąc approbaciiąm pewną swiadecztwem pokazali, ize rzezniczy nosieli mu w kosach do gospody rogi. Przeyrzawszy sie tedy Vrząd Błonsky w prziwiliiach od sławny pamieci krolow najasnieyszych do rak panom grzebiennikom miesczanom krakowskym podanych, ktore tak rozkazuią azeby przeskodnikow zabierali, takych ktorzyby im przeskadzali wykupywali im towaru to iest rogow iako tesz y nawozeniu im grzebieniow, tedy Vrzad opitawszy pana Wilczynskiego, czemuby sie wazeł wykupowac towar nalezaczy panom grzebiennikom, wiedząc dobrze o czechu grzebienniczym krakowskym, iz oni maiąc przesz to wielka przeszkodę y podrozenie towaru. Pan Wilczynsky widząc ize zgrzeszeł, prosieł przed Vrzedem y obligował sie wieczey nie wykupowac ani naowzyc takiego towaru, z ktorego panowie grzebienniczy maią wyziwienie swe. Tedy Vrzad Błonsky dekretem nakazuie, azeby pan Wilczynsky wieczey niewazeł sie wykupowac tak v rzeznikow krakowskych iako tesz y kleparskych y inszych przekupniow, a gdy bendzie przeswiadczony w wykopowaniu im wieczey tego towaru, tedy ma ten towar przepadac y pan Marcin Wilczynsky powinien bedzie oddac dziesiec grzywien, połowycze Vrzedowi tatecznemu, pod ktorem Vrzedem bedzie przeswiadczony, a połowicza spitalowi do Swietego Ducha na vbogich; ktorym dekretem tak pan Marcin Wilczynsky iako tez y panowie grzebienniczy mieszcanie krakowsczy kontentowali sie. 
Czo dla lepszy wiary pieczec Vrzedu Błonskiego gruntu spitala Swietego Ducha przyłozyc kazali. Ex protocolo officii nostri Błonensis sortis Spiritus Sancti.
  Notarius iuratus Andreas Lizynsky Barchanarius Krakow."

31 marca, 2018

O adoracji świętego najmilszego...

  Jakem rok temu pomyślności życzył tak Gościom, jako i Przybłędom i Hultakom przechodnim, czego co poniektórzy do siebie wziąwszy, tom się nauczył przez ten rok dwóch rzeczy: primo, że się willka z lasu nie wywołuje, bośmy faktycznie najazd hultajstwa tu mięli, secundo, by się przy życzeniach żartów wystrzegać, bo się z pewnością kto trafi, sam dowcipu grubego, i ku sobie czego weźmie... Tandem, jak najwięcej poważnie, Wam wszystkim, słowa te czytającym: Świąt życzę Spokojnych i Zdrowych, w miłej atmosferze familijnych radości przepędzonych i bez nijakich turbacyj, wliczając w to konsekwencyje jakie nieumiarkowania przykre...:)
   Tegom Wam życzył od zawżdy, to i tego nie poskąpię roku, a przydam i życzeń, których i sam sobie bym widział rad, dodatkiem spełnionych: nieustającej opieki świętego pewnego, niekoniecznie kanonicznego, którego wielce bym ja adorował rad, a może się i na jaką dlań kapliczkę wykosztuję: Świętego Spokoju...
     Kłaniam nisko:)

25 marca, 2018

O złocie naszem w czasie wojennem opowieści continuum...

   Kończąc części tejże opowieści uprzedniej, złoto nasze, fortunnie sprzed zachłanności niemieckiej ocalone, i przewiezione autobusami, pociagami i statkami przez parę tysięcy kilometrów z Warszawy, Siedlec, Zamościa i Lublina, poprzez Łuck, Śniatyń ku rumuńskiej Konstancy, zasię morzem ku Stambułowi, skąd poprzez Syrię i bejrucki port via Mare Mediterranea ku Francyi, do skarbca Banku Francji w Nevers, gdzieśmy onego ostawili, mniemając je mieć bezpiecznem.
   Wrychle przecie się pokazało, że i francuska armia niemieckiej nie dostoi, a i po prawdzie, to nie za bardzo nawet upornie próbowała, to i złoto się znów znalazło w obieży. Są ślady po tem, jako nasi politycy nie czekając niemieckiej ofensywy, gdzieści na przełomie 1939 i 1940 już z Francuzikami gwarzyć chcieli o tem, by złota naszegi ku Ameryce ekspediować, aliści spełzło to na niczem. Gdy jednak Niemiaszki weszli we Francyję, jako nóż w ciasto, i złotu zagrażać poczęli, nasi tęgo już i upornie na to nastawać poczęli, pierwotkiem spotykając się z responsem, że przódzi godzi się, iżbyśmy onym z tego postąpili 500 milijonów franków, których nam wrześniem jeszcze na oręż i moderunek dla armii pożyczyli.  Fortunnie tu nareście kto przytomny zgodził się z nami, że o tem to już może w inszem czasie i miejscu ugwarzać będziem, nie czekając pierwszego niemieckiego czołgu, co przed bankiem stanie.  Jako się owi zgodzili nareście, by złota z Nevers wywieźć, turbacyje wyszły wtóre: którędy, gdzie i kto ma tego poczynić. Sikorski już 22 maja Angielczyków prosił, by polskich na ten cel oddali statków, by złota salwowały, ale się niczego nie doprosił.
   Francuzi tandem, jako już chwila była po temu najostateczniejsza, z nielicznemi polskiemi konwojentami, złota przewiozły ku portowi Lorient, na biskajskim wybrzeżu, gdzie owego załadowano 16 czerwca 1940 roku na krążownik „Victor Schlöcher”, tenże sam nawiasem, na którego swego złota pakują Belgowie. Fortunnie w Lorient nic o tem nie wiedzą, że dnia tegoż samego premiera Reynauda kapitulanci z jego rządu przymuszają do rezygnacji i władzy obejmuje marszałek Philippe Pétain, co rozmów zaraz z Niemcami o armistycjum rozpocznie i podpisze takowego za dni parę.
   Na pokładzie krążownika odpływa jeden już jedyny polski urzędnik, złotu towarzyszący, dyrektor warszawskiego oddziału Banku Polskiego, Stefan Michalski. Ówże, przekonanym będąc, że ku Ameryce płynie, ani baczył zali tak jest w istocie, a i kapitan mu się nie zwierzał z rozterek własnych, że go depeszami gnębią, by zawracał co rychlej. Koniec końców kapitan postanawia do Casablanki, zasię do Dakaru płynąć, rozumiejąc, że w Senegalu złota Niemiaszki łapami swemi nie sięgną, a przecie będzie ono na ziemi jurysdykcji francuskiej podległej, tandem niech się zwierzchność martwi, co z onym dalej poczynić. Mnie się to po prawdzie w głowie nie mieści, że się w tem dyrektor Michalski nie spostrzegł, bo to przecie nie trzeba skautowskiego wychowania, by miarkować choćby po żołądku i słońcu, że owo w obiadowej porze przed okrętu dziobem świeci, a nie po lewicy, ergo okręt ku południowi płynie, nie ku zachodowi.
   W każdem bądź razie spostrzegł się z tem dopiero, jako w Dakarze stanęli i stamtąd rozpaczliwych depesz słał ku Londynowi, skąd nasi dopiero 30 czerwca wieści jakich powzięli o tem, co się z niem stało. Jak się zdaje, w międzyczasie właśnie Koca mniemano winnym, że złoto nie wiedzieć gdzie przepadło i nie znam, zali to on sam dymmisyi wziął, luboż to i jego precz z rządu pognano. Nie ze szczętem jednak, bo musiał być z Sikorskim w jakich jednak relacjach, skoro mógł onemu przedłożyć konceptu, iżby Ameryki w tejże sprawie instancyjonować. Tamże bowiem część jaka złota francuskiego się znajdywała i szło o to, by przed amerykańskim sądem złożyć pozwu przeciwko Francyi i wyrok zyskać, na ichniem areszt kładący, jako gwarancyi naszego złota zwrócenia. Przy tem samem, by sekretnie (także i przed Churchillem i aliantami) z  Pétainem traktować o onego złota zwrocie.
   Jeśli idzie o pierwsze, to tegoż samego konceptu mięli i Belgowie i podobnego pozwu składali. Zawiłości amerykańskiego systemu prawnego  sprawiały, że pozwu nie mógł złożyć ani rząd emigracyjny, ani Bank Polski. Musiało nastąpić formalne przekazanie praw pełnomocnikom, będącym rezydentami stanu Nowy Jork i to owi mogli takiego roszczenia złożyć. Trwało to wszystko dość długo, bo pozew dopiero we wrześniu 1941 został złożonym, szczęśliwie amerykański sędzia zwłoki dłuższej nie przyczynił i aresztu zasądził już na pierwszej rozprawie.
   Wtóre spaliło ze szczętem na panewce, a może i właśnie owe w Nowym Jorku starania o areszt amerykański sprawiły, że się vichyści usztywnili tu wielce, choć i znów z wtórej strony, może i temu właśnie zawdzięczamy, że złota nie kazali do Francyi nazad przywieźć, by onego oddać Niemcom. Tegoż bowiem właśnie uczynili ze złotem belgijskim, a względem naszego wybrnęli wcale sprytnie, że belgijskiego oddali, bo Niemce całego Belgów zajęli terytorium i onym teraz władają. Polski zasię podzielili przecie z Sowietami, tandem właściwym będzie poczekanie do traktatu pokojowego i spraw formalno-prawnych uregulowanie, w tem i statusu onego złota, boć może do jakiej części Sowiety aspirować będą. Niemce, nie wiedzieć czemu tu się spolegliwemi okazali i nie nalegali więcej.
    Sprawami w Ameryce z pewnością Koc sterował i na to tam przybył, choć nie wiem, zali się w tem wspierał będącymi tam już i przódzi, Matuszewskim i Floyar-Reychmanem*. Inszym skutkiem tego o złoto zabiegania naszego najpewniej to było, że sie  Pétain z komiltonami lękał, że jakiego desantu alianty na Dakar wysadzą dla onego pochwycenia i przewieźć je kazał daleko w głąb lądu. Ano i tak się owo znalazło w dzisiejszej Republice Mali, w miasteczku Kayes, w budynku nawet nie bankowym, bo takiego nie stało, jeno w officium przy kolei tamecznej. 
  Pofortunniło się za to z de Gaulle'm dogadanie, który przyrzekł, że jako "Wolne Francuzy" kiedykolwiek się znajdą w onegoż złota posiadaniu, to go, nie mieszkając, nazad zwrócą. Aliści, gdy w listopadzie 1942 roku Amerykany i Angielczyki poczeli desantu w Afryce Północnej, bywsze francuskie kolonie zajmując, to politycy francuscy wszelkiej maści i proweniencji zgodnie naszym urzędnikom bankowym oczu mydlili, że nijakiego tam złota nie masz, że wszytko ku metropolii ujechało, podobnie jako się z belgijskim stało... Czy nasi mięli wywiad jaki lepszy, czy jeno ducha twardszego, czy wiarołomstwo francuskie przeczuli, dość że nastawali upornie i nareście gdzie z lata 1943 początkiem Francuzy przyznały, że jest owo złoto w Kayes. Koniec końców zawarto kompromisu, że owi złota wydadzą, my zaś przerwiem czynności wszelkich przed amerykańskiemi sądami.
   De Gaulle za to popisał się twardą odmową sowieckim roszczeniom, bo ci znów ze swojem wystąpili, że złota powinien on oddać, ale rządowi, który się dopiero utworzy na wyzwolonych przez Armię Czerwoną terenach Polski. 
   Polacy, złota z początkiem 1944 roku przejąwszy w Dakarze, podzielili onego na trzy części, z których dwie równe, po mniej więcej 150 milijonów złotych wartości, popłynęły do skarbców amerykańskiego i angielskiego, zasię trzecia, jakie 70 milijonów warta, do kanadyjskiego w Ottawie. Zdałoby się, że to fortunne sprawy zakończenie, aliści pora kwestyją postawić, coż się dalej z onym stało? 
   W roku 1966 Radio Wolna Europa nadawało trzyczęściowego słuchowiska sub titulo "Epopea polskich argonautów", w której oddano sprawiedliwości, tym co za jego wywozem stali (w audycji brał udział sam Koc), aliści co do finału sprawy lektor rzekł jeno tajemniczo, że z górą 80 milijonów ton złota nigdy nie powróciło do kraju. Miałoby ono pozostać w bankach zachodnich, aby "służyć odbudowie zrujnowanego wojną kraju", zaś 11 ton złota przejąć mięli Anglicy, jako pokrycie naszego długu u nich wojennego za oręż i moderunek dla wojska naszego. Nie wiem, jakże tego zrachowali i kalkulowali, ale ciekaw bym był wiedzieć, zali są w tej kwocie koszta aeroplanów Dywizjonu 303, co to ichniego nieba i tyłka w 1940 roku bronił...
   Te jedenaście ton, to najpewniej efekt porozumienia, przez emisariuszów rządu warszawskiego zawartego, po porozumieniach poczdamskich, gdy najgłówniejsi alianci rządu tego uznali, poparcie zarazem dla emigracyjnego wycofując. Amerykany z punktu zdeklarowały praw do złota przeniesienie, aliści Angielczyki spłaty wojennego długu się twardo domagały. Miałoby tego urosnąć do 150 milijonów funtów, aliści widzi mi się, że to owi sami pojmowali, że nadto chcą może co i jeszcze zarobić na tem, bo dziwnie łacno przystali połowy umorzyć, byle reszty płacić. Traktował z niemi Edward Drożniak, prezes nowo w Polszcze powołanego banku centralnego, Narodowego Banku Polskiego. Onże ostatecznie kompromisu zawarł czerwcem 1946 roku,  że damy onym 3 milijony funtówe we złocie, zasię dziesięć jeszcze w gotowiźnie i żeśmy kwita. I tu dla mnie kałabanija nowa, bo nie wiem, po jakiem tegoż przeliczano kursie... Owe 3 milijony po przedwojennym ostatnim 24,85 czyniłoby 74,5 milijona, te zaś na złoto przekładane, czyniłyby nie 11 ton, a blisko 14-tu...
   Jakiej jeszcze części musiały władze emigracyjne nasze zdążyć przed przekazaniem w ręce rządu warszawskiego przejąć, bo wiemy, że - jak głosił Andrzej Suchcitz, dyrektor Instytutu Sikorskiego w Londynie - generał Anders po wojnie dokonywał jakichś dziwacznych transakcyj**, mających profit przynieść i dać grosz na potrzeby władz na emigracji. Reszta***, przeszedłszy w dyspozycję rządu marionetkowego w Warszawie, miałaby nigdy do Polski nie wrócić, jeno służyć jako spłata należności za kupowane przez komunistów maszyny, surowce i insze dobra, luboż i jako zastawy pod zaciągane pożyczki, które przepadały, gdyśmy onych nie spłacali. Hilary Minc, gospodarcza prawa ręka Bieruta, który tem zawiadywał, miał do onego złota iście bolszewickie podejście... Nie dostrzegał w niem, jak przedwojenni nasi politycy i bankowcy, swoistego skarbu narodowego, którego trzeba strzec i chronić, by na czarną był jaką godzinę. Dla Minca to był jeno środek płatniczy, którego fortunnie stał się dysponentem i mógł go lekką wydawać ręką.
  Znam ja, że się za władztwa nad NIK-iem Lecha Kaczyńskiego, instytucyja owa wielce losami owego złota z tego właśnie czasu zajmował. Zali doszła ku czemu? Nie wiem... nijakiego upublicznionego raportu żem nie nalazł, tandem przyjdzie przyjąć, że to Minc et consortes onego złota w latach 1946-52 na doraźne jakie obracając sprawy, przetracili ze szczętem...
___________________
* - Summa ich wspólnych relacji z czasów międzywojennych czegoś takiego by właśnie sugerowała, aliści właśnie o sprawę złota wywozu się Matuszewski z Kocem wielce poróżnił, za złe onemu mając, że go nie bronił, gdy nań pomyje wylewano za przeróżne drobiazgi z ewakuacją złota z Polski związane, o czem Torlin w komentarzu pod notą uprzednią wspominał. 
  Gdyby jednak owi faktycznie byli w tej grze, zatem współdziałali w jakimś sensie z rządem Sikorskiego, jak najwięcej przecie słusznie, zasadnie, w zbożnym celu i dla narodowego dobra, to jeśli prawdą jest to, że Wieniawa sobie samobójczej śmierci był zadał po burzliwej rozmowie z niemi i z Jędrzejewiczem trzecim, którzy mu mieli w zasadzie toż właśnie samo zarzucać (współpracę z Sikorskim), byłoby to z onych strony wyjątkową hipokryzją...
** - "Kupował jakieś stare łajby i lasy w Argentynie, myśląc, że na tym można zarobić pieniądze. Nie miał głowy do biznesu"*** - Także i o 3,8 ton złota, którego wrześniem 1939 roku rządowi w Śniatyniu jeszcze przekazano, a które granicy w Zaleszczykach wraz z rządem przekroczywszy, finalnie się Rumunom dostało i owego oni po wojnie komunistycznemu rządowi w Warszawie przekazali, zaś operacji przewiezienia go drogą lotniczą nad Karpatami nadzorował spominany w pierwszej części jeden z przedwojennych Banku Polskiego naczelników, Henryk Mikołajczyk, którego syn Andrzej w memuarach i turbacyj z tąż podróżą wspomina.




23 marca, 2018

7 Pułku Ułanów Lubelskich dziś święto...

...którego, by kto chciał ze mną obchodzić, temu rad będę wielce, a kto o pułku tem przypomnieć czego ciekawy, luboż jeno dalszą częścią ułańskiej golizny się ponapawać pragnie, to noty stosownej tu znajdzie:)