23 września, 2020

Święto 5 Pułku Ułanów Zasławskich...


...które godzi się czym godnem uczcić i wypić za pamięć 5 Pułku Ułanów Zasławskich w pamiątkę rocznicy ich niebywałej zgoła pod Zasławiem szarży, która słusznie do legend jazdy naszej już przeszła...:))

31 sierpnia, 2020

Święto 9 Pułku Ułanów Małopolskich...

...akuratnie dziś przypadające prosi się o toast czem godnym, osobliwie, że do kolejnego święta niemal miesiąc czekać przyjdzie, a potem już i do grudnia bez żadnego...:(( Ciekawych dziejów tegoż pułku i tradycyj upraszam tutaj:)

26 sierpnia, 2020

Święto 2 Pułku Ułanów Grochowskich imienia generała Józefa Dwernickiego...

...dziś akuratnie wypada, tandem poświętujmy, kto chce i może za ich pamięć czego tam stosownego przechylić, a kto by ich spomnieć chciał z dziejów, żurawiejek, obyczajów i tradycji, nawet jak na kawalerię niecodziennych, tego do dawniejszej o nich notki upraszam...

08 sierpnia, 2020

Trójgłos sarmacki o kaczek wartości mizernej…:))

   Odstrychując się wszelakich politycznych konotacyj, to się przypomnieć godzi, że jako dawni Polacy wielce miłem znajdowali obejścia i ogrody ptactwa domowego pełne, a wątpiących ku Mićkiewiczowemu „Panu Tadeuszowi” odsyłam, ku scenie z Zosią najpierwszej, tak rzec wypadnie, że te sentymenta, praktycznemi najwięcej dyktowane względy, na pierwszeństwie miały kuchenne potrzeby, temuż drobiowego wpodle domu drobiazgu najwięcej szło dojrzeć kurków i kogutków, jako i dziś przecie, takoż gąsków czy perliczek, luboż i „kur indyjskich”, o których jużeśmy tu niedawnem czasem pisali.
   Kaczki jednak antecessores nasi w mikrym mieli poważaniu, o czem nam za koleją trzech tamtocześnych authorów zaświadczy. Za najpierwszego uprosim Imci Jakuba Kazimierza Haura z onegoż przecudnej urody „Oekonomiką ziemiańską generalną”, edytowaną raz pierwszy Anno Domini 1675, zasię czasy późniejszemi nie wiedzieć nawet jak gęsto wznawianą…
„Na pokarm ich mięso, także i owoc, niezdrowe, krom grubszej kompleksjej, jako to chłopskiej naturze służy, którzy cepem młócą abo siekierą rąbią, flisom także, gdy na szkucie wiosłem robią…”
  Wtóruje Haurowi wielekroć późniejszy Xiądz Benedykt Chmielowski w wielokroć już tu cytowanych, słynnych „Nowych Atenach”:
„…nie bardzo by o kaczki na folwarkach starać się potrzeba, gdyż wiele jedzą, mokrość wielką koło budynków sprawują, pluszcząc się, jedzą też gadziny, wszeteczeństwa, dlatego do stołów nie bardzo zgodne.”
   A na koniec jeszczeć późniejszego Xiędza Kluka poprosim, zoologa wielce zasłużonego:
„…nie można sobie obiecywać co osobliwszego po mięsie ich, z tym wszystkim wpół obrosłe kaczęta i starsze ukarmione zdatne są dla takich osób, które pracując czynią sobie poruszanie; pieszczonym żołądkom ciężkie są do strawienia.” :))
   Co wszytko razem do kupy złożywszy, kończę co rychlej, bo zda mi się, że pora najwyższa kaczusi mojej, co już skruszała wdzięcznie, czosneczkiem lubym naszpikować tęgo, zaczym dozwolić onej się z piekarnikiem skamracić…:))

Kłaniam nisko:)

05 sierpnia, 2020

Wiecie co? grajmy w karty? w welba-cwelba*? w wista?

   Temże zawołaniem majora Płuta z IX księgi "Pana Tadeusza" się posłużę, by przejść do rzeczy, czyli do zabaw dawniejszych we zbioreczku niedużem, który mi tu będzie wyręką. Idzie o wydany w latach dwudziestych XIX wieku leksykon gier i zabaw Imci Łukasza Gołębiewskiego, bibliotekarza i historyka Czartoryskich.
   Ówże poszukiwacz niestrudzony, nader niesłusznie przepomniany, bodaj całości rozrywki ówcześnej się tknął, wyliczywszy z górą dwustu pięćdziesięciu gier zręcznościowych, towarzyskich i umysłowych, a przy tem jeszcze odrębno opisał myślistwo i muzykowanie! Jako wejrzeć na to, że taki Kolberg jeno się pieśniczkami bawił, a pomniki onemu stawiają, wraz widać jako się niesprawiedliwie Klio z wyznawcami swemi obchodzi:(((…
  Gołębiowski był podzielił gry do kategoryj różnych, wyliczając: „zabawy dziecięce, studenckie, w tym studenckie nierozsądne, uczące cierpliwości i zręczności, nadające ruch ciału, oraz gry dziewczątek małych”. Następnie „gry dorosłych osób samotne i zbiorowe, gry hazardowe, gry w karty, gry dla zabawy oraz gry polskie hazardowe”. Okrom nich pomienił „gry kmiotów i inszych stanów, a także żydowskie i średnich i wyższych klas”, takoż „gry z bieganiem i biciem połączone oraz salonowe gry z opowiadaniem jakiem lub odgadywaniem, gry z naśladowania, gry o zakład, gry ze zręczności, fanty”. Podług Imci Gołębiowskiego najbardziej pożytecznemi były „gry umysłowe, podzielone na ustne i pisemne”. Czemże się zabawić?….O to już się rozstrzygało podług stanu osób się zabawić pragnących, jako że nader rzadko przed II połową XIX stulecia przychodziłoż się personom ze sfer różnych pospołu zabawiać, chyba że ich k’temu wyższa przymusiła konieczność, jako nużąca podróż pospólna, luboż gdzie na obczyźnie pobierane nauki. Przy tem oczywista szłoż i tego baczyć zali gra dana stosowną do pory roku, wieku czy płci grających się widzi…
  Najmarniej od XVI stolecia znano w Polszcze karcięta. Rodzimaż onych odmiana, zwana kartami polskimi, liczyła 36 sztuk w kolorach czterech (wino, czerwień, żołądź, dzwonek), z podwójnem asem, zwanym tamtym czasem tuzem, a zaraz po niem w starszeństwie postępowała kralka, czyli... dziesiątka :)) Zasię dopiero król i wyżnik będący wówczas podobnie jak niżnik**, rodzaju męskiego. Dopieroż "w wieku wykwintością francuską zarażonym", że słów xiędza Kitowicza użyję, jednemu się płeć odmieni i zostanie damą, a wtóry waletem, a za niemi resztę blotek od dziewiątki do dwójki.
  Okrom znanych też i kart flamandzkich, najpowszechniejsze były jednak karty francuskie, najbardziej k’temu co nam dziś znać podobne. Cależ przeciwnie potocznemu mniemaniu filmami i propagandą czasów bolszewickich zmylonemu, arystokracja gry w karty unikała, jako rozrywki nadto pospolitej, chocia trafiali się fanatycy, co całe klucze majątków swoich w karcięta przeputać umieli. Na salonach dziewiętnastowiecznych karty takoż były rzadkością. Jako pisał warszawski literat jeden, mianem Wójcicki, „co najwyżej osiwiali starcy i podżyłe matrony zasiadali do gier wówczas ulubionych, jak mariasz, rumel-pikieta, drużbart lub kiks”. Osławiony mariasz (król i dama pospołu najwyższej wartości dawały – stąd i nazwa) był uważany za grę typowo polską, a Gołębiowski nazwał ją nawet „grą narodową”.
  W XVIII i pierwszej połowie XIX wieku grywano we francuskiego faraona, kwindecza i znane nam do dziś makao oraz angielskiego wista, co się protoplastą brydża widział, w cztery lub czasem trzy osoby (z dziadkiem), a nawet amerykańskiego bostona. Insze takoż znane i lubiane to belotka i preferans, jeszczeć i w międzywojniu dwudziestowiecznem grywany. Imci Gołębiowski wielce roztropnie wywody swoje kończył napomnieniem, że w kartach: „pierwszym ich prawidłem, rzetelność w grze, łagodność, uprzejmość; to dobrze wychowanego człowieka, to delikatnego oznacza gracza, kto sobą nie włada, w grze się unosi, lepiej żeby nie grał”.

________________
* wydawcy naszej epopei onego welba-cwelba tłomaczą zniekształciałem niemieckiem halb-zwolf, pół tuzina znaczącym, czyli ilość punktów będących do zdobycia w grze, o której piszą że pospolitą była  śród warstw niższych, co nie wiem czy i nie jaką złośliwostką nie było poety, by postać nienawistną, a snobującą się wielce, tutaj nie ukazać z narowami zgoła gminnemi.
** - bywał i zwany dupkiem, z czego nam ślad pozostał w wyzwisku "dupek żołędny", w pradziejach swoich jedynie nienajwyższej rangi kartę znaczący, nie jak dziś, jakiego lamera, lamusa czy inszą lebiegę...

03 sierpnia, 2020

Za pamięć 3 Pułku Szwoleżerów Mazowieckich imienia Pułkownika Jana Kozietulskiego

...którego to pułku dziś święto akurat wypada. O pułku samem żem ongi już pisał tutaj. Dziś Was znów do toastu zapraszam, osobliwie, że potem, aż do 18 sierpnia o suchem pysku siedzieć przyjdzie, a kielichy jeszcze tylko wszystkiego w tym roku sześć razy wznosić będziecie, chyba że nie za świąt pułkowych sprawą... :)

29 lipca, 2020

O konsekwencjach Kolumbowych myłek dla ptactwa domowego w Polszcze...

   Nim do sedna rzeczy przejdę, wyznać muszę, że jakom już tytułu onegoż ćwierćbarokowego poczynił, spominki mię naszły z lat przedmaturalnych, gdzie przyznać idzie, że się już kapkę Wachmistrzowego talentu do gadulstwa ujawniać poczęło. Trzebaż trafu, że w klasie tejże samej się i drugi frant taki pokazał (Andrzejku, gdzieśkolwiek jest, jeśliś żyw, pozdrawiam i zdrowie Twe piję!!!:)), coż Go wyciszyć szło jeno groźbą przymusu bezpośredniego. Po czasie niejakiem, gdzie naturaliter, zrazu do jakiej rywalizacyi przyszło, zaprzyjaźniwszy się z czasem szczerze, obrócilim talenta nasze pro publico bono… W tem przypadku szłoż nam o dobro klassy naszej, kompanionów miłych a i podwiki przecie niczego sobie, za któremi….eeech, będzie tego!… dość, żeśmy się zgrawszy pospołu wybornie wrychle tak wprawili, że tematu jeno podrzuconego mając i ani co więcej wiedząc o tem, ponad to, coż się z palica wyssać dało, umieliśmy może i nie godzinami (na klassowe potrzeby czterdzieści pięć minut starczało wybornie:))), ale przecie dysputować o tem zajadle…
  Pewnie, żeć to nie wszytkim dziedzinom możebne było; trudnoż dysputować nad koniunkcją między przyprostokątnemi zachodzącą luboż nad momentem pędu jakiego, aleć już możebne efekta bliskich związków kwasu jakiego z czemniebądź pole do popisu otwierały przestronne… Czem zaś humanistycznych stricte dziedzin bliżej, tem nam i Eden był bliższy. Biedni praeceptorzy nasi, ustawicznie nas przecie do aktywności nakłaniający, nader długo pojąć nie mogli, że w pułapkę własną wpadłszy, na pastwę języków młodzianków swawolnych wydani zostali. Pewnie, że tam jeden z drugim połapawszy się z czasem, dyskursów ukrócać probował, aleć zawżdy która tam z naszych długorzęsych się w on czas o co następnego zapytywała, bakałarz biedny serca odmówić responsu nie mając objaśniać poczynał, niebacznie nam tematu nowego do sporu kolejnego dostarczając. Co mędrsi spośród grona wrychle k’temu przyszli, iżby z nami jakiego swoistego paktu o nieagresji zawrzeć, czem nas zawżdy uciszyć szło; jako się który czy która na ten azard wojny z nami był puścił, wrychleż mu/onej skonstatować przyszło, że marzec na karku, a tu ani ocen nie masz, a z materyjałem do głów wtłaczanem toż w lesie tak głębokiem, że słońca nie widać… Jedna jedyna polonistka nasza, przejrzawszy nas, jakośmy nadto swawolili, wyłączała nas z lekcyi i kazała uwagi swe w formie rozprawek spisywać, co nam animuszu kapkę przycinało, aleć po czasie pokazało się, że na długo przed Monty Pythonami żeśmy do absurdu najostateczniejszego przyszli, jakim się nasz dwugłos sub titulo „Plamy na słońcu a problem pielenia ogórków w bratnim Wietnamie” okazał…
  Przebaczywszy, mam nadzieję, oną dygressyję a'propos titulum poczynioną (kapkę i może przydługą), Czytelnik łaskawy zechce się ku Kolumbowym podróżom zwrócić, gdzie jako pomnim wszytcy, nieboraka takoż przed peregrynacyją spito, że drogi pobłądziwszy się ku Ameryce puścił, niemalże po kres żywota pewnym będąc, że do Indyj dopłynął. Do dziś w mianach Indian, czy archipelagów Indyj Zachodnich konsekwencyj tych myłek mamy, aleć i nie tylko…
  Ptaka bowiem jednego coż go z krain tych przywieziono, w Europie nazwano kurą i kogutem indyjskiemi, co różnym nacyjom assumpt dało pokazać, któraż płeć u nich najpirwszą:))) U Francuzików bowiem najsampierw ochrzczono samiczkę: la poule d’Inde, coż się później na „la dinde” skróciło, a z tegoż małżonek onejże, czyli „dindon” się wziął… W Polszcze cależ przeciwnie, najpierw żeśmy kogutka mieli z łacińska gallus indicus ochrzczonego, co też wrychle się do samego indicus skróciło, a jakośmy już mieli indyka, tedy od niego poszła i indyczka…
   Za tąż okazyją spomnieć się godzi, żeśmy w latach sześćdziesiątych mięli epizodzik taki, gdzież się nasi językoznawce, pospołu do kupy z geografami naradziwszy, uchwalili, że nie Indie nam krajem przyjacielskiem, a India niejaka, a z mian inszych z tem związanych Ocean Indyjski, cależ poprawnie by było Indykiem zwać, jako Atlantyckiego Atlantykiem:))

25 lipca, 2020

O czem nam Mićkiewicz Jegomość nie pisze...

w dziele swem pryncypalnem, sub titulo "Pan Tadeusz"? Ano niemało ci on tam zamilcza, kolorysta też z niego pierwszej wody, a i zdarzy mu się plątać, jako z wiekiem Zosi, której Telimena wprost prawi "zaczynasz rok czternasty", a z logiki zdarzeń przez Jacka Soplicę opowiedzianych wynika, że się rodzić mogła najpóźniej w Roku Pańskim 1795, ergo latem 1811 mieć winna wiosen szesnaście, chyba że się ugodzim, że które z tych dwojga (Telimena lub Adam) rachować nie umie.
  Nie o te jednak mi idzie sprawy, a najwięcej o pozycję i rolę Sędziego, a co za tem idzie i o Tadeusza. Znamy, że Jacek Soplica w młodości swej bujnej być miał szlachty okolicznej nieformalnym przywódcą, co pośrednio mi dowodem (przy braku choćby i słóweczka o ojcu onegoż, zali żył jeszcze), że to ów był posesjonatem, bo gołysza mogła szlachta poważać, jako Maćka Starego Dobrzyńskiego, aliści już z posłuchem gorzej, co i w tem utworze widać. Jak dla mnie zatem to Jacek był Soplicowa właścicielem pełną gębą, a potwierdza to jeszcze i cytacik z księgi VI, słowami Sędziego, które in extenso przywołam:

"[...]Ja się nie znałem, nawet nie widziałem z Jackiem;
Ledwiem słyszał o jego życiu hajdamackiem,
Siedząc wtenczas retorem w jezuickiej szkole,
Potem u wojewody służąc za pacholę.
Dano mi dobra, wziąłem; kazał przyjąć Zosię,
Przyjąłem, hodowałem, myślę o jej losie:[...]"
  Widzimyż tu jawnie, że go na służbę oddano do wielkiego pana, niechybnie z tą myślą, by tam sobie protekcyją wojewody przyszłego chleba był nalazł, bo go w rodowym Soplicowie mógł mieć jeno za gościną u brata tam władającego. Normalna to była praktyka w dawnych czasach, że syn pierworodny dziedziczył, a iżby mojątku nie dzielić, bo w trzy pokolenia, by ród zmarniał na kawalcach leda jakich, tak wtóremu chleba przychodziło szukać po świecie, najczęściej wojennego. Trzeciemu, jeśli się zdarzył, duchownej zwykle szykowano sukienki, a kolejnym to już rozmaicie, gdzie bywało, że i najstarszemu służyli. Sędzia przydomkiem swojem tegoż i nam potwierdza, jako i zażyłością z Podkomorzym, wojewody synem.
 Tu nam przyjdzie objaśnić, że komorzowie drzewiej byli na dworze królewskim czy książęcym personami znacznemi, którym przyszło zarządzać całym dworem (komorą). Przydano im zastępców, którzy byli de facto szambelanami, ale i szefami ochrony, zwierzchnikami nad całą służbą i wrychle przyszło to do tego, że się urząd podkomorzego stał nad komorzego wyższem, co i w mianach się odzwierciedliło; camerarius nam w pomroce dziejowej zaginął, a pierwotny subcamerarius stał się archicamerariusem, czyli podkomorzym wielkim lub koronnym. Z czasem stał się i kimś więcej jeszcze, może nie tyle w rodzaju ministra spraw zagranicznych, bo polityki własnej mu nie dozwalano, ale wszelkie znoszenia się z posłami cudzoziemskiemi za jegoż się pośrednictwem odbywały. Jednak z wykształcaniem się osobnym do tych spraw kancelaryj i urzędów ranga podkomorzych spadała aż do roli zwierzchnika sądów ziemskich, władnego spory graniczne i zawiłości sukcesyjne rozstrzygać. I nadal był to w Koronie pierwszy w swojej ziemi urzędnik ziemski, choć na Litwie już tylko trzeci...
  Wolnoż nam zatem przyjąć, że się Sędzia swego fachu sędziackiego przy Podkomorzym wyuczył i takaż być miała przyszłość jego i chleb nienajgorszy*. Przyszło jednak, za sprawą zdarzeń wiadomych, Jackowi za granicę jechać i tu mi właśnie owa kałabanija, której wieszcz nam poskąpił. Nie wierę ja, by swego pierworodnego, czyli Tadeusza, z ojcowizny wyzuł i praw do majętności na brata nieznanego przeniósł. Najpewniej, podług obyczaju, plenipotentem go jeno uczynił, zatem panem na Soplicowie de iure był Tadeusz, a Sędzia winien mu zdać majątku i sprawy z zarządu swojego, gdy ów pełnoletniości dojdzie, przez co rozumiano ożenek. Owo posłuszeństwo rozkazom nieznanego brata, które Sędzia w przywołanem cytacie podkreśla, także są tego pośrednim dowodem. 
  Po prawdzie się stryj z bratankiem nie patyczkuje**, a Tadeuszek stryjaszka poważa nad podziwienie. Osobna rzecz to szacunek dla Sędziego, że prawdziwie dba o niego i o przyszłości onegoż myśli, takoż i w matrymonialnym sensie, gdzie ośmiu na dziesięciu opiekunów, znając że to kres ich rządów i pozycji, by radziej mu wzbraniały, partyj kolejnych odradzając, panien obmawiając luboż i dyskredytując ze szczętem. Przecie gdy przychodzi do ślubu, Tadeuszek ma już najwyraźniej własne plany, o których rozmawia z Zosią i tam wprost się mówi, że większa część wiosek przychodzi mu z ręką panny i ów zamyśla chłopów tam uwolnić i uwłaszczyć. Pada tam wprawdzie słowo, że "stryj temu nie przeczy", w rozumieniu że się nie sprzeciwia, co widziałbym jedynie za piękną bajkę w latach trzydziestych w Paryżu pisaną, przecie nie do uwierzenia w Litwie dwunastego roku, a i jeszczeć - jak się zda - całemuż charakterowi Sędziego przeciwną. Ów był pan ludzki, nie przeczę, jak na czasy owe i na stosunki tameczne, ale był też gospodarzem pełną gębą i nie wierę ja, by się bez przymusu godził na dochodów tak znaczne uszczuplenie i dziedzica pozycji w okolicznym świecie.
  Czy coś nam z tego jeszcze ciekawego wynika? Ano może i inszemi oczami spojrzenie na amory z niem Telimeny, owej mężów łowczyni, która w tym związku winna być może mądrzejszą i dojrzalszą. Z pewnością wiedziała, że się zdarzały mariaże takowe, gdzie młody szedł za niewiastę, co mu być macierzą mogła, aliści się to na ogół właśnie z majętnością jaką niemałą wiązało luboż korzyścią inszą. Tu, że rzecz odwrotna, nie sposób mi wierzyć, by się Sędzia na stadło takowe był zgodził, dodatkiem widoki na majętności Horeszkowe tracąc, a bez jegoż znów zgody Tadeusz sobą rozporządzić nie mógł, o czem znów trudno, iżby zainteresowana nie wiedziała. A skoro wiedziała i czeguś tam jednak roiła sobie, to już o niej i o jej rozumku świadczy...
_____________________________
* - przytwierdzałoby nam i tego, że Protazy, woźny tegoż trybunału, swoistego w majątku Sopliców miał dożywocia, zapewne przez wzgląd na dawniejszą dla Sędziego służbę.

** "-A nie, to bizun - jutro staniesz na kobiercu!" (szlacheckich synów chłostano na kobiercu- Wachm.)



                                                                  .

24 lipca, 2020

Pięciopak lipcowy na miesiąca pożegnanie...

  Ano pięciopak, bo piąci nam przyjdzie świąt pułkowych w kupie nieomal obchodzić. Primo: dzisiejszego 1 Pułku Ułanów Krechowieckich im. Pułkownika Bolesława Mościckiego (pierwszego "Krechowiaków" dowódcy, postaci zgoła legendarnej)... O pułku dziejach i tradycjach żem pisał już co więcej, tandem chętnych poczytać tam i też sobie odesłać pozwolę:)
   Secundo: jutrzejszego święta "tatarskiej jazdy", czyli 13 Pułku Ułanów Wileńskich , zasię pojutrze nam 16 Pułku Ułanów Wielkopolskich święto opijać wypadnie...:) Okrom linków podanych jest i o nich też przygarść w tejże pierwszej, "Krechowiakom" poświęconej nocie...
  Ano i quarto,  o 27 Pułku Ułanów imienia Króla Stefana Batoregoświętującym 27 Iunii, pamiętać wypadnie, a i wspomnieć godnie...:) Quinto zaś będzie 29-go  ma się rozumieć, toastem za 7 Pułk Strzelców Konnych Wielkopolskich :))