27 kwietnia, 2017

Na czarnobylską rocznicę...

   Jako domniemywać sobie dozwolę, lwia część z Was, Lectorowie Mili, mniemała zapewne, że się Wachmistrz zdarzoną przed laty, choć przecie współcześnie, tragedią tameczną atomową zajmować będzie, sowiecką durnością, zaprzaństwem i zakłamaniem... Nie, Mili Moi, tem niechaj się inszy zajmują, my zaś ostaniem przy Czarnobylu, jeno się w czasie cofniem o lat jeszcze z górą sześć dziesiątek, choć zbieżność dat dziennych iście jest tu jakim Historyi żartem...
   Mamy Roku Pańskiego 1920 i poczętą ofensywę na Kijów, której od północnej strony i od wojsk bolszewickich na dzisiejszem pograniczu białorusko-ukraińskich zasłaniać miała 9 Dywizja Piechoty tamtym czasem przez jenerała Władysława Sikorskiego, przyszłego Naczelnego Wodza i premiera rządu emigracyjnego, dowodzona. Ów pomiarkował wrychle, że mu sielnie szkodną jest pływająca po Prypeci sowiecka Flotylla Dnieprzańska, która swemi kanonierkami i kutrami motorowemi wspierała oddziały lądowe i w komunikacyi naszym szkodziła. A że miała owa Flotylla oparcie właśnie w porcie rzecznym w Czarnobylu, tandem nie trza było koncypować nadto wiele, by pomiarkować, że dopokąd się onego portu nie zdobędzie lub nie zniszczy, to i z owemi bolszewickimi kanonierkami ustawiczny będzie frasunek...
   Ano i tak przyszło do jedynej w swoim rodzaju operacji, w której pospołu wojowali piechurzy, artylerzyści i ułani z okrętami rzecznemi, wspierając się wzajem, bo sił do wyprawy na Czarnobyl złożył był Sikorski z naszej słabiuteńkiej jeszcze, choć arcydzielnie stawającej Flotylli Pińskiej (kanonierka "Pancerny 1" i cztery kutry motorowe), z 3 batalionu 34 pułku piechoty, jednej baterii z 9 pułku artylerii polowej i z dywizjonu wydzielonego z pułku kawalerii, dowodzonego przez majora Feliksa Jaworskiego, nad którą to postacią i nad tym oddziałem zatrzymać bym się chciał krzynę...
  Owoż w roku 1917, gdy po cara obaleniu w całej Rossyi poczęło się bezhołowie totalne, osobliwie na prowincyi, gdzie ten rządził, co miał karabin w garści, co nieraz znaczyło jakie polityczne siły, a nieraz pospolitą bandyterkę i rabuśników, po pierwszych wielce smutnych ekscesach poczęła się ludność polska organizować w oddziały samoobrony i taki właśnie konny oddział, na Wołyniu powstały, miał pod Jaworskiego dowództwem posłynąć jako jeden z największych i najwięcej skutecznych. Partyzanci Jaworskiego walczyli zatem na Wołyniu samodzielnie (nieraz bardzo krwawo i sine misericordiam, stąd i różne o nich słuchy chodziły, nieraz nieprzychylne wielce ) i z bolszewikami, i z Ukraińcami Skoropadskiego, bywało że i Petlury, czy wreszcie z bandami pospolitemi aż do czasu wcielenia oddziału do III Korpusu Polskiego w Rosji w lutym 1918 roku. Zofia Kossak-Szczucka, przeżywszy ten czas na Wołyniu, późniejszej swej "Pożogi" temuż czasowi i mieśćcu poświęciła, wiele dobrego przy tem o "Jaworczykach" pisząc, czemu i nie dziwno, skoroć i Imć Szczucki tam służył:)). Z inszych person losów osobliwie z tem pułkiem splecionych bym spomniał porucznika Siłę-Nowickiego (oćca wielce znanego za nieboszczki Peerelki mecenasa, co w politycznych procesach oskarżonych bronił), któregom ongi tu już i był spominał, co go później do formowania słynnych białostockich "Huzarów Śmierci" detaszowano. Takoż i przyszłego bohatera przestworzy, awiatora nieustraszonego, Bolesława Orlińskiego, co kilka miesięcy u "Jaworczyków" za ułana służył... nareście i inszego ułana zasług niemałych, Władysława Mieczysława Jaruzelskiego, nic temu przecie nie winnego, że mu w lat kilkadziesiąt później syna między przedawczyków moskiewskich i autorów stanu wojennego policzą...
   Z oddziału tego wielu w różnych się później znalazło formacyjach, z których wspomnę tylko owych "Huzarów Śmierci", co gremialnie się w 3 pułku strzelców konnych* (akuratnie dziś też świętującym swoje pułkowe święto) znaleźli, i "jaworczyków" najwięcej z dowódcą swoim związanych od początku samego, co z niem pospołu przyszły 19 Pułku Ułanów Wołyńskich tworzyli. Generaliter przyznać jednak przyjdzie, że był czas z temi pułków mianami i numerami wielce dla ładu w tem szukającego trudny, bo pułki czasu wojny, a późniejsze czasu pokoju całkiem różne nieraz numery nosiły, przy tem jeszcze zawiłość z odmiennością numeracji pułków ochotniczych, a i z tem, że siła świeżo uformowanych szła w bój, ani czekając końca pułków formowania, pojedyńczymi szwadronami, luboż i dywizjonami**... Najpewniej dla tej to przyczyny autor wikipedycznej o tejże batalii noty uznaje, że wojował w niej dywizjon z 1 pułku strzelców konnych, a nie ułani wołyńscy. Sęk w tem, że owi strzelcy konni w tem czasie służyli za kawalerię dywizyjną 8 Dywizji Piechoty boje toczącej pod Mołodecznem na Białorusi i udział mięli w wyprawie na Dryssę, gdzie 
dnia 28 kwietnia ponad wszelką wątpliwość przeprowadzili szarżę pod Krasnem, ergo trudnoż by im było w tem samem czasie być jakie pięćset wiorst na południe...
   Podług mnie to właśnie "jaworczycy" czyli 19 Pułk Ułanów (in futuram Wołyńskimi nazwanych), a ściślej jego cząstka, czyli wspominany dywizjon, jakie może dwieście, może trzysta szabel liczący, szli w tej na Czarnobyl wyprawie... Ruszyli owi 25 kwietnia o świtaniu traktem czarnobylskim z Demowicz wzdłuż Prypeci idącym, przy czem jedni szli, drudzy jechali, a trzeci płynęli rzeką równo z wojskiem lądowym. Przed wieczorem pod Koszarówką się natknięto na kanonierki i kutry Flotylli Dnieprzańskiej, która choć od polskiej silniejsza, przecie nie dotrzymała jej pola i podała tyły po ognia tęgiego wymianie, gdzie się naszym pofortunniło jednej z bolszewickich kanonierek uszkodzić...
W tejże Koszarówce łodzi naleziono zadosyć, by harmat choć części i piechurów mniej wprawnych rzeką wozić, ergo podzielił Jaworski kolumnę na dwie części, gdzie sam z jazdą, częścią ledwo piechoty i paroma działami chciał wzdłuż rzeki nacierając wyjść na Czarnobyl od północy, zasię porucznikowi Galińskiemu poruczył większą część piechurów i dział takoż kilku, by o czasie tem samem (na świt 27 kwietnia rachowanym) wyszedł na Czarnobyl od zachodu.
  Bolszewicy bronili Czarnobyla 61 Brygadą Strzelców, czyli siłą trzykroć od naszych większą i dwunastoma okrętami Flotylli Dnieprzańskiej. Części tych sił wysłali przecie w stronę spodzianego ataku, potwierdzonej niejako przez te okręciki rzeczne, co się spod Koszarówki wróciły. Napotkali ich naszy pod Lelowem i po zaciętem boju, w tył odrzucili, w czem niemała zasługa Flotylli Pińskiej, co tęgo do bolszewików prażyła od strony rzeki, czyli w onych odsłoniętą flankę... Przez tę jednak potyczkę spóźnił się był Jaworski pod Czarnobyl i porucznik Galiński począł dzieła bez niego.  Przez bitą godzinę sam z piechurami, bardzo skutecznie wspieranymi przez naszych kilka armat, wojował z całą bolszewicką brygadą, spychając wroga z pozycji na cmentarzu i z pasa ogródków podmiejskich, które miasto od zachodniej strony okalały. Przecie i on tęgo był szkodowanym od armat sowieckich, osobliwie tych z kanonierek rzecznych.
   W samą porę nadszedł jednak i nadpłynął Jaworski i nasze kutry, a przede wszystkim kanonierka "Pancerny 1" tęgiego dały bolszewikom łupnia, dowodnie wykazując wyższość kunsztu tak artyleryjskiego, jak i marynarskiego, bo okrom celnego strzelania, wcale udatnie nasi manewrowali, by wrażego ognia uniknąć. I przyznać trzeba, że losy tejże batalii się rozstrzygnęły na wodzie, bo atak naszych czterech kutrów i kanonierki na sześć sowieckich kanonierek był tak brawurowy i z taką determinacją prowadzony, że bolszewicy wrychle podali tyły i począł się pościg za niemi po rzece przez niemal 25 kilometrów jej długości... Nawiasem, z wielce dramatycznymi epizodami, osobliwie jak wtedy, gdy "Pancerny 1" trafił pociskiem w komorę amunicyjną kanonierki "Gubitielnyj" i jej w ćwierć pacierza posłał na dno Prypeci, zasię dwóch inszych naszkodował tak okrutnie, że się całkiem z boju wycofały, podobnie jak bolszewicka brygada z miasteczka, widać pozbawiona osłony od strony wody, czuła się wystawioną jak na patelni i większych nie chciała ryzykować strat.
   "Pancerny 1", który nawiasem był wielce prowizoryczną konstrukcją, przerwał za bolszewikami pościgu dopiero wówczas, gdy mu woda w maszynowni do kolan załogi podeszła i nie nadążano jej wybierać. Nie stało się to jednak za ognia nieprzyjacielskiego sprawą, a poniekąd własnego, bo główna kanonierki armata była tak naprawdę armatą górską, jeno prowizorycznie zamocowaną na pancernym pokładzie dziobowym. Ano i jak się pokazało owa, zwana przez załogę pieszczotliwie "Magdą", źle zamocowaną będąc, a kropiąc bez wytchnienia, tak dała własnemu okręcikowi do wiwatu, że siła odrzutu onej się źle rozkładając, sprawiła, że nity w poszyciu się porozłaziły i okręt wody nabierać począł...
   Aliści żeśmy przecie portu wcale zdatnego zajęli, to i było gdzie onej naprawić, podobnie jak zdobytych w niem: przódzi już uszkodzonej czerwonym ichniej kanonierki, trzech kutrów, co odejść z Flotyllą Dnieprzańską nie zdążyły i jeszcze czterech inszych stateczków, wcale niezgorzej uzbrojonych, która to zdobycz sielnie na wzroście potencjału bojowego naszej Flotylli Pińskiej zaważyła...                                                             _____________________________
* - Tak dokładnie to: Pułk 3 Strzelców Konnych, przy czym uwagę Czytelnika Łaskawego bym zwrócić pragnął na osobliwe pisanie miana i numeru Pułku, co w swoim czasie za zaszczyt poczytywano mieć Pułk przed numerem… Okrom trzeciego strzelców konnych faworu takiego się jeno Pułk 3 Ułanów Śląskich z Tarnowskich Gór doczekał i Pułk 4 Ułanów Zaniemeńskich (wileński)
**- dywizjonem zwano w kawalerii każdy pododdział większy od szwadronu, a od pułku mniejszy, najczęściej tworzony ad hoc dla wykonania jakiego zadania, siły pojedyńczego szwadronu przekraczającego. Mogłoż zatem być w dywizjonie równie dobrze ułanów dwustu, jak i siedmiuset... Nawiasem jest z tą terminologią związana historyja przykra, jako to w bitwie pod Grochowem 25 lutego 1831 roku dowodzący II korpusem jazdy jenerał Tomasz Łubieński, niechętny Chłopickiemu ale i zwolennik ugodowców, najpierw wykorzystał niespójność w dowództwie (Chłopicki złożył przed bitwą rezygnację, ale później zgodził się dowodzić "pierwszą linią", cokolwiek by to znaczyć miało. Nominalnym naczelnym wodzem został Michał Radziwiłł, człek niemałej zacności, przecie wojennik mizerny i mający tej mizeroty świadomość, który się zgodził na to wodzostwo jeno pod tąż kondycyją, że go właśnie "cywil" Chłopicki wspierać będzie). Łubieński najpierw odmówił wykonania rozkazu "cywila" i zażądał potwierdzenia go przez Radziwiłła (Chłopicki został ranny właśnie, gdy po uzyskaniu tego potwierdzenia wracał na linię). Rozkaz od Radziwiłła przywiózł Łubieńskiemu młodziuteńki adiutant Radziwiłła, porucznik Aleksander Walewski (czyli syn Napoleona i Marii Walewskiej:), a ten, posłyszawszy go, począł się dopytywać, czy wodzowi iście idzie o to, że ma na Moskali pchnąć dywizję jazdy czy dywizjon właśnie... Różnica niemała, bo to jedno to kilkaset szabel, a wtóre kilka tysięcy... Biedny Walewski, nie śmiał się przy swojem uprzeć i nazad do Radziwiłła po to doprecyzowanie wracał, a czas darmo uciekał i koniec końców Łubieński na jazdę rosyjską nie uderzył, co jedni dziś mu poczytują za ciężką przewinę, a insi uważają, że to Chłopickiego w ferworze bitewnym poniosło i dał rozkaz, który by losów bitwy nie odmienił, za to jazdę by naraził na potworne straty, od czego ocaliło ją właśnie kunktatorstwo Łubieńskiego i jego sztuczki z terminologią wojskową.





22 komentarze:

  1. Tyle ciekawych rzeczy się dziś dowiedziałam o 1920 roku, dzięki Wachmistrzowi :) Więc dzięki Wachmistrzu. Czytając o Pancernym 1 i o tym, że to była zwykła łajba;-/ uświadomiłam sobie, że tak też (zapewne) było z pociągiem pancernym "Sikorski", którym krótko dowodził i szybko na nim zginął, gdzieś pod Rzeczycą, brat cioteczny mojego dziadka, por. Wacław Ryb. Dostał potem VM. To też był pewnie zwykły pociąg tylko z armatami.

    Uścisków krocie załączam w czernobylską rocznicę :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No taka całkiem zwykła to może nie...:) Przecie pokryta płytami pancernymi, jak na okręt wojenny przystało:) Tyle, że doposażony cokolwiek naprędce i po partyzancku... Co się tyczy pociągu pancernego "Generał Sikorski", to rzecz jednak nie była żadną prowizorką, tylko zdobytym na stacji kolejowej Babicze pod Rzeczycą, lekko uszkodzonym sowieckim pociągiem pancernym, składającym się z jak najbardziej fabrycznie opancerzonej lokomotywy i dwóch wagonów bojowych, uzbrojonych w działa 76,2 mm i kilkanaście karabinów maszynowych. Nie jest to typowe wyposażenie, zatem zapewne bolszewicy odczepili od uszkodzonego jeden czy dwa wagony artyleryjskie, lory z zapasowymi szynami i podkładami i być może lorę, z której zjeżdżał samochód pancerny lub tankietka. Więcej na ten temat i losów tegoż pociągu na stronie modelarzy:
      http://forum.modelarstwo.info/threads/polskie-pociagi-pancerne-w-okresie-1918-1921.8560/page-34
      Kłaniam nisko:)

      Usuń
    2. Stokrotne dzięki Panie Wachmistrzu :))) Link spenetrowany, przeczytany, obejrzany. I dopiero zdjęcia dały mej znikomej wiedzy (w dziedzinie techniki wojennej i pokrewnych jej), a właściwie niewiedzy, możliwość jej malutkiego poszerzenia i do ujrzenia naprawdę groźnego pociągu pancernego "Generał Sikorski".

      Przy okazji czytania wpisu na owym forum modelarskim z przykrością zobaczyłam szpetną pomyłkę w nazwisku naszego por. Wacława, nazwanego tam Wacławem Rybą. Otóż nazwisko to brzmi "RYB", i dziś już w ogóle nie występuje w Europie. Zaginęło wraz ze śmiercią Wacława, który nie pozostawił potomstwa. Jego siostra, Janka Rybówna, której pamiętnik we fragmentach cytowałam onegdaj na swoim blogu wyszła za mąż za Stanisława Henneberga i tym samym porzuciła nazwisko Ryb. Nazwisko to, jak wyśledzili hennebergowi potomkowie Janki z Rybów. ma korzenie węgierskie. Jak widać internet to błogosławieństwo, ale też przekleństwo tzw. prawdy historycznej. Raz puszczona w "świat" nieprawdziwa informacja potrafi się klonować w wielu innych miejscach :(

      Jeszcze raz dzięki wraz z pozdrowieniami,
      BB

      Usuń
    3. Też tą myłkę dostrzegłem, ale przypisałem ją zwykłemu niechlujstwu wpisującego komentarz. I jeśli się ona nie powiela gdzie jeszcze, to nie przywiązywałbym k'temu wagi jakiej nadmiernej...
      Kłaniam nisko:)

      Usuń
  2. Jakiś pechowy ten Czarnobyl...:)))
    Tjaaa... Armata... A nie można było uznać, że to działo i dać jakieś męskie imię?:)))
    Pozdrawiam serdecznie:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cosi jest na rzeczy, choć nie tyle z pechem bym wiązał, co z położeniem onego... Darowany Filonowi Kmicie przez Zygmunta Augusta, poprzez mariaż córki onego z jednem ze Sapiehów, tejże był przypadł familii, która tam fundowała kościoła i klasztoru dominikanom, męczeńsko ubitym przez rebelizantów Chmielnickiego... Późniejszym czasem się tam siła naosiedlało starozakonnych, których znów Niemce wyrżnęły w czas ostatniej wojny. Iście, że to okolica nie nadto przyjazna i fortunna...
      Kłaniam nisko:)

      Usuń
  3. Znalazłem, że później "Gubitielnyj" został podniesiony z wody, ale nie opłaciło się go przywrócić do służby i poszedł na żyletki.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki za to wyszperanie:) Jestem pod wrażeniem:)
      Kłaniam nisko:)

      Usuń
  4. Panie Wachmistrzu,
    Narada wojskowa w Smoleńsku z 20 marca wcale nie miała na celu ataku na Polskę. Miłujący pokój Kraj Rad rozważał tylko problem jak z iskry ma się narodzić płomień, by ludzkość doznała wiecznej szczęśliwości w imię marsizmu i leninizmu. To służby nie były w stanie odczytać pisma klinowego braci starszych w wierze i bukw rosyjskich , stąd przedstawiły Piłsudskiemu tekst traktujacy o napaści na atamana Semena Petlurę, coo skutkowało podpisaniem umowy z Dyrektoriatem kijowskiej Ukraińskiej Republiki Ludowej. Bolszewicy, znaczy robotniczo-chłopska Armia Czerwona, dając wyraz pokojowemu stanowisku, wycofali swoje wojska z Ukrainy. Piłsudski z Petlurą wydawali odezwy do narodu ukraińskiego, że celem ich akcji jest wyparcie wrażych wojsk i budowa państwa ukraińskiego. Ciemny lud nie przyjął tych deklaracji z entuzjazmem, ale tylko dlatego, że agitatorzy moskiewscy ,z emigracją ukraińską doszli do głosu gardłując, że nie kto inny a Polska własnie jest krajem zagrażającym pokojowi. Koniec końców ganiali się żołnierze od Kijowa po Wilno i Warszawę. Na koniach, pieszo i na wodach też. Ino aeroplanów zabrakło. Towarzysz Stalin, co to miał usta słodsze od malin, całe 19 lat z pokorą znosił rządy szlachecko-burżuazyjnych obszarników, ciemiężycieli ludu pracującego miast i wsi, ale 17 września 1939 przelała się czara cierpliwości. Armia Radziecka zdecydowała się na wyzwolenie terytoriów zachodniej Ukrainy i zachodniej Białorusi, zajętych bezprawnie przez Polskę w 1920 roku. Pan wie ile tam laszych dusz było? Toż dwie armie stworzono. O tej, co to Anders wyprowadził, nawet nie wspominam. A ilu oficerów uciekło do Mandżurii ?
    Panie Wachmistrzu, zapewniam, że nie kandyduję na kandydata na posła , ani na żadnego ministra propagandy, jak to się może wydawać na pierwszy rzut oka. To tylko wnioski z lektury materiałow do szkolenia politycznego wydanych przez Główny Zarząd Polityczny Wojska Polskiego w 1960 roku, nakładem Ministerstwa Obrony Narodowej.Podaję to, by nie doszło do zrodzenia się podejrzeń, iż wydano je gdzieś w San Escobar.
    z wyrazami uszanowania

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ciekawe Waszmość lektury posiadasz...:) Gorzej, że lwia część mieszkańców dawnego Kraju Rad do dziś tak właśnie o tem sądzi...
      Kłaniam nisko:)

      Usuń
    2. Kilka lat temu byłem w Gdańsku. W pobliżu Dworu Artusa dwie panie sprzedawały książki. Z kartonu wystawała oprawiona w płótno " Z dziejów wojny wyzwoleńczej Narodu Polskiego 1939-1945 " . Panie, rzekła starsza pani, tego nikt nie chce kupić ! Pani otrzymała 30 zł, a ja książkę. I mam ją do dzisiaj.
      z wyrazami uszanowania

      Usuń
    3. A to i ja mam tą pozycję:)) I rzekłbym nawet, że jest tam zdumiewająco dużo porządnej, niekoniecznie zideologizowanej, roboty...
      Kłaniam nisko:)

      Usuń
  5. przeczytałam jak zwykle z zainteresowaniem, pozdrawiam serdecznie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bóg Zapłać za dobre słowo:)
      Kłaniam nisko:)

      Usuń
  6. Dużo czytania, to prawda, ale też jest to tekst o początkach flotylli pińskiej, biorącej udział w walkach w 1919 roku z radzieckimi statkami rzecznymi . Na dalszych kartach opisy bojów w 1920 do bitwy warszawskiej włącznie. Końcowe strony to wyjaśnienie powodów rozwiązania tej jednostki taktycznej.
    z wyrazami uszanowania

    www.wbc.poznan.pl/dlibra/plain-content?id=309870

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W rzeczy samej sporo, tandem do przyjaźniejszego czasu większość przyjdzie mi odłożyć. Z serca za to wyszperanie dziękuję, a chętnym inszym, co otworzyć nie mogą, doradzam skopiowanie i wklejenie adresu w pasek adresowy przeglądarki własnej i naciśnięcie "enter":)
      Kłaniam nisko:)

      Usuń
  7. szczur z loch ness2 maja 2017 06:38

    Patrząc od strony narracyjnej dochodzę do wniosku Imć Wachmistrzu, że na obszarze między Uralem a Renem raczej trudno byłoby wskazać jakąś większą miejscowość, w której znaczące wydarzenia nie miałyby miejsca po wielokroć. I tak też jest w tym przypadku. Ba, nawet ciekawym byłoby odnalezienie miejscowości gdzie na przestrzeni wieków nie zdarzyło się dokładnie nic lub prawie nic. Z rozkładu Gaussa wynika, że zapewne są takie enklawy, chociaż jak mniemam nieliczne. Natomiast w populacji 365 dni zbieżność dat nie jest aż tak mało prawdopodobna jak się intuicyjnie wydaje, co łącznie z poprzednim mogłoby stanowić całkiem interesujący temat blogowej notki.
    Kłaniam z zaścianka Loch Ness :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zatem na co czekasz?:)
      Kłaniam nisko:)

      Usuń
  8. Odpowiedzi
    1. Chciałoby się dodać: jak zwykle... Gdyby to jeszcze rzeczywiście zawsze prawdą było...
      Kłaniam nisko:)

      Usuń
  9. Panie Wachmistrzu
    W uzupełnieniu Pańskiej notki oraz Komentatorów: po wojnie polsko-rosyjskiej do służby weszły " monitory" , z bardzo małym zanurzeniem, ale mocnym uzbrojeniem. Tzw gdańskie ( od stoczni Danzinger Werft AG), czyli Horodyszcze, Pińsk, Mozyrz i Warszawa, zamówione jeszcze w 1919 r., skierowano nad Pinę w w latach 1922/1923 ( Warszawa, Mozyrz, potem przemianowany na Toruń ), a 4 lata później dołączyła druga para.Z kolei monitory krakowskie ( od stoczni Zieleniewskiego w Krakowie) zbudowane w latach 1924-1926 nosiły nazwy Kraków i Wilno. Warto dodać, że były to pierwsze okręty zbudowane w II RP. W latach 30 uzbrojono je jednolicie, Krakowskie miały po 3 haubice 100 mm, zaś gdańskie po 3 armaty 75 mm. Warsztaty portowe Flotylli Pińskiej zwodowały 3 lekkie kanonierki uzbrojone w pojedyncze haubice 100 mm ( Zaradna, Zawzięta, Zuchwała ) . Stan uzupełnił ciężki kuter Nieuchwytny, zbudowany w Modlinie. Dowódcą Flotylli został komandor Witold Zajączkowski, zwany Księciem Polesia. Po jego rozkazami służył Wojciech Francki, późniejszy dowódca ORP Błyskawica, a take Jan Grudziński, ostatni dowódca ORP Orzeł.
    17 września 1939 zwierzchnik Flotylli, gen. Kleeberg nakazał samozatopienie monitorów. Rozkaz wykonano wobec monitorów gdańskich, z tym jednak, że krakowskie Wilno wysadzono w powietrze. Kraków zdołał się wyrwać z matni i z kilkoma innymi jednostkami popłynął za zachód. Niestety, 21 września wysadzony pod Kuźliczynem most kolejowy był przeszkodą nie do pokonania. Kraków i resztę jednostek zatopiono. Część marynarzy , po przedarciu się za zachód Polski trafiło w ręce Niemców, część poległa pod Kockiem. Większość trafiła w ręce rosyjskie. 28 września 1939 pod Mokranami wyselekcjonowano 20 oficerów i podoficerów, przekazano je w ręce komunistycznej milicji i wymordowano. Około 25 oficerów zginęło w Katyniu.
    Nieuchwytny, skierowany wiosną 1939 w ramach tzw. Oddziału Wydzielonego, brał udział w II wojnie, ale 10 września został zatopiony przez załogę na Wiśle w okolicach Warszawy. Ciekawostką jest to, że kanonierkę wydobyli Niemcy, nazwali ją Pionier, uzbroili w 2 działka przeciwlotnicze kalibru 37 mm oraz 4 ciężkie karabiny maszynowe..Niemiecki Pionier patrolował Wisłę na odcinku Warszawa-Modlin w czasie powstania warszawskiego.
    z wyrazami uszanowania

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zadałżeś Waść sobie trudu niemało, iżby noty następstw opisaniem dopełnić i masz za to wielgiej mej wdzięczności, osobliwie za szczegóła, o których sam żem nie wiedział, jako o roli dawniejszego "Nieuchwytnego" w czas warszawskiej insurekcyi, luboż o tem, że i kapitan Grudziński się przez Flotyllę Pińską przewinął był...
      Kłaniam nisko:)

      Usuń

Być może zdaje Ci się, Czytelniku Miły, że nic nie masz do powiedzenia aż tak ważkiego, czy mądrego, by psuć wzrok i męczyć klawisze... W takiem razie pozostaje mi się tylko z Tobą zgodzić: zdaje Ci się...:)