25 czerwca, 2017

O trupie w szafie i zdarzeniach Roku Pańskiego 1652 opowieści część wtóra...

  Pokończyliśmy części pierwszej zapowiedzią zajęcia się kwestyją, zali Władysław Wiktoryn Siciński, herbu Prawdzic, iście tegoż sejmu zrywał z poduszczenia i ku korzyści Janusza Radziwiłła, hetmana ówcześnie polnego litewskiego, jako to się powszechnie przyjmuje. Z zachowania Sicińskiego przyjąć można już chyba za pewnik, że nie czynił tego w interesie  delegującej go szlachty upickiej, bo wówczas by do sejmu powrócił, by jakiego targu dobić w zamian za wycofanie się swoje z weta złożonego... Choć też zupełnie wykluczyć nie można, że tak iście zamierzał uczynić, jeno nie docenił tego jak bardzo panów braci rozjątrzy i że ci go z szablami szukać będą, tedy dalsza onego ucieczka to już czystego przestrachu owoc... Tyle, że Siciński był człekiem wojennym, najpewniej wojował już w wojnie o Smoleńsk (1633-34) mając ledwo 17-18 lat, z całą pewnością walczył przeciw Chmielnickiemu w szeregach wojska litewskiego (zatem pod Janusza Radziwiłła komendą). I nie mógł tam być wojownikiem ostatnim, skoro za zasługi otrzymał w 1652 roku nadania ziem w powiecie sztumskim, co z kolei cokolwiek zadziwia, bo temi ziemiami władała Korona, nie Litwa, i mogłoby to dowodzić, że służył (i się zasłużył!) w wojsku koronnym.  W akcie nadania nazwano go "weteranem wojsk w wielu wyprawach", co pewnie by nic nie znaczyło, gdyby kaptowano tem nadaniem kogo znacznego, to i pewnie by mu było potrzeba jakich zasług na uzasadnienie nadania wymyślić, ale dla szaraczka z Upity? Nadto fatygi dla żadnej bądź mizernej nadającemu korzyści, ergo przyjąć wypadnie, że ów się iście tam jakoś zasłużył... No i teraz pytanie czy ktoś taki by się aż tak przestraszył tych ganiających za nim panów braci posłów z szablami, osobliwie, że świetnie wiedział (i ci ganiający po mieście też tego znać musieli), że rozlew krwi w miejscu pobytu króla ex definitione karany był na gardle!  No i kwestyja wielce istotna, jakżeby to usieczenie Sicińskiego rzecz całą stawiało wobec prawa? Podług mnie martwy Siciński nie wnosił do sprawy niczego nowego: ostatnią jego ziemską czynnością byłoby to właśnie wniesione veto i takim by ono pozostało; natomiast Siciński dopadnięty i może przymuszony temi szablami i jakiemi szturkańcami do tego, by veta odwołał byłby może i iście wart zachodu... Cóż zatem nam z tego wynika? Ano, podług mnie, to właśnie, że Siciński nie uciekał z lęku o życie własne, jeno o to, by go właśnie tak nie potraktowano i do zaparcia się nie przymuszono, ergo ucieczka byłaby tu dalszym ciągiem przemyślanego starania się o to, by veto pozostało skutecznem! Sam byłby tak zmyślnym, czy też kto czuwał przy niem przytomny z radą pomocną, a jeśli tak to kto i czyim był posłannikiem?
   Przyjmijmy na chwilę, że rzeczywiście Janusza Radziwiłła... Kwestyja najpierwsza cóż na tem miałby sam Radziwiłł zyszczeć? Przyjmuje się, że onemu o buławę wielką litewską szło, a akuratnie przyszła do Warszawy wieść fałszywa, że pomarł "stary"* i schorowany hetman Janusz Kiszka, zaś król, pominąwszy naprawdę mocno zasłużonego Radziwiłła, którym się Kiszka w ostatnich latach żywota wysługiwał tęgo, dać tej buławy zamyślał, znanemu z "Potopu", Pawłowi Sapieże, najpewniej chcąc meandrować między największymi rodami litewskiemi, nie dozwalając żadnemu ponad miarę urosnąć. Radziwiłła miała o to krew nagła zalać i by pokazać królowi, że nie z hetką pętelką ma do czynienia, miałże tej intrygi ze sejmu zerwaniem wykoncypować... Teoretycznie mógł być jego narzędziem Siciński: służył pod hetmanem, mogli się znać zatem. Tadeusz Wasilewski, pomarły w 2005 roku historyk, głównie znawca Słowian południowych i bizantynista, ale też i czasów Jana Kazimierza, za dowód owych związków Sicińskiego z Radziwiłłem widział to, że istnieje potwierdzenie iż w 1668 jeszcze Siciński "trzymał" radziwiłłowski folwark Ginejciszki. "Trzymać" mógł w zasadzie jako zastaw za pożyczkę, jako dzierżawę lub jako nadanie dożywotnie. Trudno przypuścić, by borykający się z licznemi długami Siciński mógł co pożyczać magnatowi stokroć majętniejszemu, nadanie by być musiało za jakie zasługi wielce nadającemu ważkie, zatem mógł to być właśnie i ów sejm zerwany, ale jest i o tych Ginejciszkach zapis ciekawy, że je miał Siciński w tym 1668 roku "oswobodzone", co by do nadania miało się nijak, za to jak ulał by pasowało do cyrkumstancyj zastawu wykupionego, ale przecie nie mógł ich przeciw prawu zastawiać jako nieswoich, a i nikt by takiego zastawu nie przyjął... Chyba że... i tu dochodzimy do inszej koncepcji, na tyle ciekawej, żem jej nigdzie nie spotkał dopotąd, zatem będą to jeno i wyłącznie domysły i wymysły moje... 
   Janusz Radziwiłł pomarł przecie 31 grudnia 1655 w szykującym się do obrony (a nie oblężonym, jak przedstawił to Sienkiewicz i Hoffman) Tykocinie, jedynym spadkobiercą czyniąc Bogusława Radziwiłła i ten formalnie by tejże dzierżawy był w 1668 roku stroną... Tyle, że sytuacja samego Radziwiłła była ówcześnie, bardzo, ale to bardzo delikatnie mówiąc: skomplikowaną... Znają wszyscy onegoż odstępstwo z czasu potopu szwedzkiego, które podług dzisiejszych kryteriów przyjmujemy powszechnie za zdradę. Nie chcę tu się wdawać w roztrząsanie tej kwestyi, wypadnie jednak uznać, że choć zaszedł na tej drodze dalej, niźli onego stryjeczny brat, Janusz, szwedzkim feldmarszałkiem zostając, to jednak chyba nigdy nie był króla wrogiem tak zajadłym jak Janusz właśnie. Małoż na tem: to on,  w roku 1639, gdy peregrynował po okcydentalnych ziemiach, co i rusz próbując się kondotierską parać professyją ze zmiennym zresztą szczęściem, u Ludwika XIII zyszczeł audiencyi i na niej się za uwięzionym we francuskiej niewoli wstawiał Janem Kazimierzem, którego przecie uwolnić nie poradził, ale zdołał choć na poprawę warunków niewoli wpłynąć, czego mu Jan Kazimierz nie przepomniał i to królewicz ówcześny po swem uwolnieniu zabiegał o spotkanie, by wdzięczności wyrazić. Później jeden z dworzan jego, niejaki Jankowski, dość szkaradnego paszkwilu na królową Ludwikę Marię wysmażył, przez co i sam Radziwiłł się wplątał w sprawę o obrazę majestatu, aliści ta rzecz została polubownie urządzoną przez pełnomocników jednej i drugiej strony, po czem przez lata następne stosunki Bogusława z dworem bym określił jako co najmniej poprawne, a nawet bym rzekł, że się cieszył łaskami licznemi, do wciąż nowych przychodząc godności i majętności, a dzięki nim wychodząc z rozlicznych długów. Insza, że i wojował niezgorzej w służbie królewskiej (pod Beresteczkiem dowodził wojskami cudzoziemskiego autoramentu).
   Po zakończeniu działań wojennych ze Szwedem, nibyż trwał przy Karolu Gustawie, ale ścieżek do porozumienia szukał i pojednania się z królem, czemu i król nie był przeciwny. Nibyż infamis i banita, a przybył na sejm 1658 roku, gdzie nikt go nie ubił, nie uwięził, jeno go szlachta stosem pozwów zasypała o rekompensaty za wojenne swoje szkody i straty, które go nawiasem do śmierci już samej prześladowały. W trosce o majętności tak swoje, jak i po Januszu odziedziczone, szukał sprzymierzeńców przeciwko Sapiehom, bo to głównie Sapieha mu dóbr na Litwie pozajmował, korzystając z rangi hetmańskiej własnej i Radziwiłła pozycji infamisa i odstępcy. Pojednał się nawet w tem celu z dotychczasowemi wrogami, Pacami, a i ku dworowi słał pojednawcze sygnały, jako chociażby poparcie elekcji vivente rege Kondeusza, na której to najwięcej królowej zależało... Z rokoszaninem Lubomirskim się znosił i korespondował, ale wywikłał się z tego akuratnie przed onego rokoszem, by dworowi nie być szkodnym... Wyraźnie mu na porozumieniu zależało i akuratnie w 1668 roku doszło do takowego aliansu dworu z Radziwiłłem i przeciw znów Pacom, co nadmiernie urośli w siłę, a spiritus movens tejże koalicyi byli senatorowie litewscy, osobliwie ci, co się ze dworem związali... Co ma do tego wszystkiego Siciński, zerwany sejm i mająteczek w Ginejciszkach? Ano właśnie...
   Osobliwe, że kariera Sicińskiego po tem sejmu zerwaniu, bynajmniej nie legła w gruzach, jakby się może można było spodziewać, gdy ów nie dosyć, że krajanom nie załatwił niczego, to jeszcze jakie odium powszechnego potępienia sprowadził i Upicie niesławy. Ano i tu pokazuje się, że bynajmniej chyba mu tam jakich wielkich wstrętów nie czyniono... Pisząc noty przed laty "O obronie Liberum Veto", która teraz się pokazuje wyrastać na naszego rodzącego się cyklu właściwą część pierwszą, napisałem cokolwiek pochopnie, że "dziesięcioleciami rozpowiadano potem jako psubratu familija cała od pioruna wyginęła, ów sam podobnie, a truchło onego się nie rozkładało, ergo znak to widomy, że go Pan do Królestwa Niebieskiego przyjąć nie chciał... I nieważne, że to wszytko bajędy... ważne, że tak prawdziwie myślała o tem szlachta, ergo czyn sam był w ich oczach łajdactwem profanacyi równym!" Nie, iżbym temu dziś co zaprzeczać myślił, jeno żem naówczas się nie przyjrzał kiedyż owe się wszytkie porodziły legendy, ostatek wątku biorąc za constans niejaki, przez wieki się utrzymujący... Tem zaś czasem pokazało się, że większość owych legend osobliwym zrządzeniem poczęto kolportować jaki wiek dopiero później, gdy się reformatorzy za dzieło swoje, uwieńczone Sejmem Wielkim i Konstytucją 3 Maja brali, a postać Sicińskiego jak raz się nadawała na symbol wszelkiego wstecznictwa i samowoli.
   Powrócim do tych legend jeszcze, by tego trupa w szafie wyjaśnić, ale póki co przyznać przyjdzie, że ów cależ nie był potępionym i odstąpionym... 7 sierpnia 1655 tytułuje się ów stolnikiem upickim, nader chyżo jak na potępionego i odradzę budzącego, sobie nadania załatwiwszy, tyle że w pochopie, bo znów na wieść fałszywą o śmierci stolnika Kazimierza Kozieł Poklewskiego. Wprawdzie w dziesięć dni później podpisuje ugody kiejdańskiej ze Szwedami, ale mało kto jej wówczas w Litwie nie podpisał. Najmniejszego nie mamy przecie śladu o tem, by wojował przeciw królewskim, luboż by i przeciw Szwedom, co mogłoby dowodzić, że próbował przetrwać nie angażując się zbytnio po żadnej ze stron. Zda mi się jednak, że gdyby iście był klientem Radziwiłła, to ten czas był na to najlepszem, by się z tem ujawnić i na jakie w związku z tem rachować profity, a tu głucho o tem... Skoro wojny przetrwał, a byłby Radziwiłłów stronnikiem, których szeregi topniały jako śnieg na wiosnę, tem więcej by ów tam był, jak na świeczniku widocznem, zatem skoro znów nikt nie wspomina o tem, przyjmuję, że go między najwierniejszemi akolitami nie było...
   Wiemy za to, że znów posłował na sejm w 1659 i nawet go tam naznaczono do komissyi sprawą ugody hadziackiej się zajmującej, zasię pokoju ze Szwedem. Pewne, że podpisywał w 1660 na konwokacyi warszawskiej traktatu oliwskiego pokój ten przynoszącego i najpewniej był w tym czasie podstarościm upickim, a na pewno w marcu 1666 otrzymał podsękostwo upickie. Wszystko to by raczej dowodziło wcale ścisłej więzi ze stronnictwem... królewskim na Litwie, a nie z Radziwiłłami... 
   Ano i takie tu wątpienie moje: czy owe "uwolnione" Ginejciszki nie mogły być majątkiem zwyczajnie za życia Janusza wydzierżawionym, zasię w dwanaście lat po onego śmierci, podarowanem w 1668 przez spadkobiercę Janusza, który i tak nie bardzo mógł się nimi cieszyć, w nagrodę za usługi w rodzaju przetarcia ścieżki do pogodzenia najpierw z frakcją dworską na Litwie, zasię poprzez nią znów z dworem i królem? Dla człowieka, który wypełniał zlecenia tak jednej, jak i drugiej strony, będąc możliwie najbardziej neutralnym i zaufanym tak jednych, jak i drugich? I wątpienie kolejne: czemuż to Janusz Radziwiłł, co się najmniej chyba lękał jakiejkolwiek osławy, a mając znacznie cięższe grzechy na sumieniu, przed odpowiedzialnością za które nie uciekał, tak się do samej śmierci zapierał, że nic wspólnego z akcją Sicińskiego na sejmie 1652 roku nie miał? A gdyby rzeczywiście nie miał i właśnie dlatego miał to oskarżenie za potwarz, która go bolała? Któż by zatem naprawdę stał za Sicińskim? 
    Uważcież, że sejm się zawiązuje 31 stycznia, 24 lutego Siciński otrzymuje owe nadania w powiecie sztumskim za zasługi, ale otrzymuje je jakoby od Korony i jako koronnych wojsk żołnierz, choć był przecie Litwinem, zasię sejmu zrywa w dwie niedziele później. Nie byłoby więcej logicznem, że człek świeżo obdarowany winien czuć jakiej wobec darczyńcy wdzięczności i lojalności i zgoła odmiennie się zachowywać? Chyba że... mu tego rozkazano, samo nadanie to jaki większej układanki fragment? Tyleż może za zasługi dawne, co i zapłata za przysługę, której obdarowany winien dokonać niebawem ?  Wiem, że ze mnie bydlę wredne i podejrzliwe, ale kropki nad i nie stawiam... Czemu? Być i może bym to uczynił gdybym znał jakikolwiek pożytek, jakiego by to mogło przynieść królowi (poza "wrobieniem" Radziwiłła w to w oczach opinii publicznej i Historii) i gdybym nie miał króla za miernotę do aż tak wysublimowanych intryg niezdolną, rzekłbym że właśnie on za tem zerwaniem stał i że to on przewinił podsuniętą naiwnemu Fredrze nadinterpretacją prawną... A skoro tego nie wiem, to pytanie to wciąż pozostaje otwartem...

__________________________________
*   - W 1652 miał całe 56 lat, czyli rzeczywiście zgrzybiały starzec...:)

25 komentarzy:

  1. W dyskusje się żadne wdawać nie będę, ale przeczytałam z zainteresowaniem.:)
    Wydaje mi się tylko, że się szanowny Wachmistrzu zbyt ostrymi słowy oceniasz.:))) A podejrzliwość i wątpliwości są raczej w takim przypadku zaletami, które w zdobywaniu wiedzy pomagają.:)
    Pozdrawiam serdecznie:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kogo? Króla? A ja już się sam chwaliłem, żem go tak łagodnie potraktował...:)
      Kłaniam nisko:)

      Usuń
    2. A to "...wredne i podejrzliwe" to o kim było?:)))
      Pozdrawiam serdecznie:)

      Usuń
    3. O autorze:)) Zasłużył sobie na to...:)
      Kłaniam nisko:)

      Usuń
    4. No właśnie. Za ostro, za ostro...:)))
      Pozdrawiam serdecznie:)

      Usuń
    5. Przeżyje...:)
      Kłaniam nisko:)

      Usuń
  2. Zgrzybiały starzec mnie dobił :D ;D ;D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie tylko Ciebie...:) Mnie to nawet podwójnie, bo całe życie wciąż czytałem o schorowanym starcu i dopiero teraz przyszło do łba, żeby policzyć, ileż ten "starzec" miał lat...
      Kłaniam nisko:)

      Usuń
  3. Wiedza i pasja Szanownego Wachmistrza upoważnia mnie do konstatacji, by te insze koncepcje, rozważania, wątpienia zebrać w jedno i na cyrkumstacji Watrowiska wyprzedać, bo też nikt inny tak uważnie nie przygląda się kwestiom o co szło, kto stał za kim i jaki miał w tem cel, miernotom i bohaterom, takoż sprawom ważkim i błahym. A wszystko dla potomności, zacny Wachmistrzu.
    Zasyłam serdeczne pozdrowienia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Żeby cokolwiek z tego potomność mogła zachować, najsamprzód wiecznemi by się musiały okazać serwery blogspota i dobra wola jego redaktorów, że tego nie usuną w czas jakiś po ostatnim wpisie... Nie bardzo też zrozumiałem czemu tem Watrowiczan dręczyć?:)
      Kłaniam nisko:)

      Usuń
    2. Wachmistrzu, nie dręczyć, a douczyć, zmusić do spojrzenia na historię i problemy nie tylko z jednej strony. Historia ma przecież uczyć i pokazywać różne punkty widzenia.
      Serdeczności zasyłam

      Usuń
    3. Jak to wprowadzimy w życie, to nam się Watrowiska zredukują do paru osób:)) Generalnie tam ludzie jednak jeżdżą po coś zupełnie innego...:)
      Kłaniam nisko:)

      Usuń
  4. A już myślałem, że się jakiegoś wyjaśnienia doczekałem. Tymczasem, jak to zwykle w historycznych rozprawach bywa, hipotez nastawiano, możliwości roztoczono, kurz bitewny w powietrze podniesiono, a ja niby miałbym być na tyle mądry, żeby samemu palcem pokazać, która mi z owych opcji najmilejsza. Akurat! I już pomrę głupi, chyba że się wreszcie Wachmistrz zlituje i rozwiązanie poda.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Misericordia tu nic do rzeczy nie ma, bom sam nie mędrszy, to nam jeno takie zgadywanie zostaje... Chyba, że skonstruujesz wehikuł czasu i się nim w tamten rok przelecimy, by prawdy dociec na miejscu...:)
      Kłaniam nisko:)

      Usuń
  5. Kto z kim i co było grane? Dobrze, że wtedy telewizji nie było, bo to dopiero by wszystko zagmatwało! :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A po cóż telewizja? Ludzie ówcześni w gmatwaniu byli bezkonkurencyjni, bo nie mając gazet, ni telewizji, powtarzali bezkrytycznie wszystko, cokolwiek kto przyniósł ze świata... Weź porachuj w znakomicie Ci znanych pamiętnikach Rudomicza, wieleż on razy powtarza kolejnej "pewnej" wieści o tem, że król szwedzki już to zginął, już to go w niewolę wzięto... Jam nie rachował, ale bodaj kilkanaście razy... I ani się nie zająknął nad tym, by może co tych swoich "pewnych" źródeł jakkolwiek weryfikować...
      Kłaniam nisko:)

      Usuń
    2. Jednak celowo nikogo w błąd nie wprowadzał, a i jego źródła nie miały tej nośności co współczesne media.
      Ale rację ci przyznaję, tak w tym pamiętniku jest i nie tylko o królu szwedzkim. :)

      Usuń
    3. No nie wprowadzał, bo pisał poniekąd "do szuflady":) Gdyby był dajmy na to wysłannikiem jakim dyplomatycznym, najpewniej zdrowo by wysyłającego swoimi raportami wkręcił w dziesiątki wieści o charakterze wyłącznie plotkarskim:)
      Kłaniam nisko:)

      Usuń
  6. "... cóż są gminne dzieje?
    Popiół, w którym zaledwie iskra prawdy tleje;
    Hieroglif mchem zarosłe zdobiący kamienie;
    Napis, którym spowite usnęło znaczenie;
    Odgłos sławy, wiejący przez lat oceany,
    Odbity o wypadki, o kłamstwa złamany,
    Godzien śmiechu uczonych: lecz nim się zaśmieje,
    Niechaj powie uczony, czym są wszystkie dzieje?..."

    Tyle Adam M.
    Za jakieś czterysta lat następcy Wachmistrza będą w wielkim kłopocie chcąc dojść do prawdy o naszych dziejach współczesnych, mimo obecnych zapowiedzi, że historia będzie szczegółowo spisana w każdym podręczniku. Ta prawdziwa, jedynie słuszna i właściwie zweryfikowana.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Historycy zawsze znajdą coś, żeby się pospierać... Ja na przykład znakomicie mogę sobie imaginować spór, gdzie jedna strona będzie się zachwycała tym jak ci dawni Polacy (czyli my) kochali dzieci, czego dowodem wszelkie akcje w rodzaju becikowe i 500+, zaś strona druga będzie wywodziła, że to raczej było remedium na jakąś tajemniczą chorobę, która Polaków powstrzymywała przed zabawami w alkowach i płodzeniem dzieci...
      Kłaniam nisko:)

      Usuń

  7. Panie Wachmistrzu,
    moim skromnym zdaniem na zerwaniu sejmu najbardziej zależało Janowi Kazimierzowi. Obrady miały ogniskować się na sprawach wypłaty zaległego żołdu, wzmocnienia Kamieńca Podolskiego i Lwowa oraz zatwierdzeniu ugody z Kozakami, zawartej w Białej Cerkwii ( 22.06.1651). Obrady zdominowała opozycja, domagająca się restytucji Hieronima Radziejowskiego. Ten został skazany przez sąd marszałkowski za pogwałcenie spokoju publicznego w obecności króla oraz obrazę majestatu, bo awantury z Hieronima z małżonką, Elżbietą Kazanowską, miały miejsce w okresie poprzedzającym obrady sejmowe. Radziejowskiego skazano na karę śmierci, przepadek mienia, banicję oraz infamię. Tak się złożyło, że przewodniczący składu sędziowskiego, Łukasz Opaliński, za trud i wysiłek ( sąd działał w ekspresowym tempie) dostał połowę starostw Hieronima. Dziwne jest i to,że Kazanecka zachowała swój majątek, zaś oddzielnym dekretem królewskim skasowano wyrok na ludzi jej brata za najazdy na posiadłości Radziejowskiego. Jan Kazimierz jawił się jako strażnik likwidacji samowoli magnackiej. Smaczku sprawie nadaje to, że król i Kazanecka przyprawiali rogi Hieronimowi. Piękny obraz mieli posłowie przyglądajacy się Kazaneckiej, przyjeżdżającej pod sejm ( 2 marca ) celem odbycia kary więzienia ( rok wieży). Dodać wypada, że bodajże 1 marca 1652 Stefan Zamojski, miecznik sieradzki , wypowiedział niefortunne zdanie o tym, że w Polsce rządzi prawo, a nie król. Ten ostatni się wściekł, przerwał obrady, ale miecznika nie ukarano. Można na tej podstawie wyprowadzić pogląd, iż słowa miecznika stały się pretekstem do zerwania sejmu, którego obrady zmierzały w kierunku restytucji wyroku wydanego w sprawie podkancerzego Radziejowskiego. Skoro Sicińskiego nie szło znaleźćw Warszawie i zmusić do zmiany zdania, to zaczyna się to układać w poszlakę, że ten ostatni działał na polecenie króla. Faktem jest, iż kalwin Janusz Radziwiłł nie lubił Jana Kazimierza, nazywając go królem jezuitów, były rozgrywki między tymi osobami o nominację na urząd hetmana wielkiego, Jednak wydaje się, że Radziwiłł słusznie protestował, że to on namówił Sicińskiego do zerwania sejmu. Inna sprawa, że pierwszym, który sejm zerwał był Jerzy Lubomirski w 1639 roku, ale o nim historia dziwnie milczy. Interesujące jest i to, ze nie kto inny, ale właśnie Jan Kazmierz wydobył Radziejowskiego ze szwedzkiego więzienia ( 1662), koniec końców zrehabilitował go, dostał królewski glejt zapewniający nietykalność. Elżbieta Kazanecka, która ostro protestowała, ale szybko ją przywołano do pionu, szantażując ( tu palce maczała Ludwika Maria Gonzaga, żona króla) bardzo bliską znajomością z miecznikiem litewskim, Protest skończył się tym, że Elżbietę pozbawiono pałacu, o który toczyła wojnę z Radziejowskim, bo pałac ten dostał nie kto inny, ale właśnie Hieronim ( 1663). Metoda kija i marchewki stosowana przez Jana Kazimierza okazała się bardzo skuteczna.
    z wyrazami uszanowania

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Radziejowski nie najeżdżał własnej posiadłości, tylko pałac Kazaneckiego, który Elżbieta wnosiła do małżeństwa jako wiano, a to trochę inna sprawa i brat Elżbiety, Bogusław Słuszka był poniekąd w prawie go w imieniu siostry bronić. Inna sprawa, że mieliśmy tu tumult i gwałt pod bokiem króla, a to w ogóle już była gardłowa sprawa...
      Koncepcji, że Jan Kazimierz chciał zerwania sejmu z by nie dopuścić do zatwierdzenia ugody białocerkiewskiej i żołdu dla wojska "nie kupuję". Nie jestem, jak Waść widzisz, przesadnie dużego mniemania o tym królu, ale nie posądzam go o to, by był aż tak nikczemną kreaturą, w dodatku takie postępowanie byłoby zdumiewająco nielogicznym. Oto król w początkach swego panowania i jeszcze być może, nadziei pełny, że nie okaże się gorszym władcą od ojca i brata, z pewnością chciał błysnąć jakimiś znakomitymi dokonaniami i umocnić swą władzę. Akurat pod Beresteczkiem poczynał sobie wcale, wcale, a z pewnością najlepiej z wszystkich przyszłych bitew, w których się uparł osobiście dowodzić (choć tego że talentu do tego nie ma w 1652 roku mógł jeszcze nie dopuszczać do myśli). Ugoda białocerkiewska też przecie była w znacznej mierze jego dziełem, więc nie bardzo sobie to mogę wyobrazić, by w kilka miesięcy później chciał sam swego dzieła zniweczyć... Żołdu przecie też nie król miał płacić z kalety własnej, bo wtedy bym może jeszcze rozumiał, że mu było grosza żal, ale z podatków, których uchwalenia właśnie od sejmu czekano. O ugodzie sądzono i rozprawiano różnie, ale że żołd wojsku uchwalić trzeba, to przecie szlachta wiedziała i była gotowa godzić się na to, pomijając zwyczajne w takich razach targi i manifestacje. Brak tego uchwalonego żołdu był raz katastrofą dla planów wojennych króla, ale i dla własnych szlachty majętności, gdyby się miało wojsko niepłatne rozejść po kraju, o czem też przecie posłowie świetnie wiedzieli... Wątek zaś erotyczno-romansowy, jakkolwiek sam w sobie ciekawy i znakomicie charakter, a raczej jego brak u Jana Kazimierza wystawiający, dla kwestii obrad sejmu miał znaczenie zgoła drugorzędne, tandem nie przywiązywałbym się tu doń, osobliwie, że i w tym nie znajduję przyczyny, która by króla miała pchnąć do sejmu skrytego zerwania...
      Kłaniam nisko:)

      Usuń
  8. A Wachmistrz jak zawsze płodny niezmiernie w noty. Podziwiam szczerze :). Bardzo ciekawa nota, miło było dowiedzieć się więcej o tym nieszczęśnym liberum veto i o Bogusławie R. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No już bynajmniej nie tak bardzo płodny, jak to ongi bywało... starczy na liczby z lat wejrzeć ubiegłych, gdzie i do półtorasta not w rok bywało, a ninie już przecie roku połowa, a not ledwo trzydzieści, w tem pewnie piąta część to świąt pułkowych spominki...
      Kłaniam nisko:)

      Usuń
  9. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń

Być może zdaje Ci się, Czytelniku Miły, że nic nie masz do powiedzenia aż tak ważkiego, czy mądrego, by psuć wzrok i męczyć klawisze... W takiem razie pozostaje mi się tylko z Tobą zgodzić: zdaje Ci się...:)