22 marca, 2020

O zawodach i rozczarowaniach



/tekst bez stylizacji i nietypowo: o actualiach, a nawet i w pewnym sensie polityczny/ 


  Winienem może najpierw doprecyzować określenie „zawiódł”, bo zazwyczaj pojmujemy je w ten sposób, że czegoś się po kimś spodziewamy, a ten ktoś nie sprostał temu oczekiwaniu i nas w ten sposób zawiódł. Określenie o tyleż mylne i dziś użyte przewrotnie, że jeśli ktoś, tak jak ja, niczego się dobrego po kimś nie spodziewał, a ściślej spodziewał się właśnie czegoś takiego, jak owa osoba czy instytucja zaprezentowała, zatem jego/jej zachowanie w najmniejszej mierze nie zmieniło naszego o tym kimś osądu, czyli trudno tu mówić o zawodzie i rozczarowaniu. Ale potoczne wyobrażenie ludzi mniej krytycznych i tzw. oczekiwanie społeczne jednak stawiały tę poprzeczkę wyżej i dla nich wszystkich jest to w pewnym sensie rozczarowanie i zawód. Oczywiście, o ile znajdą czas i odwagę w sobie, by do tych refleksji dojść… 

 Jeśli idzie o władze rządowe i ministerialne, to te miotają się koncertowo w wygenerowanym chaosie, mnożąc niespójne decyzje i próbując palcem zatykać coraz więcej dziur w tamie, słowem: pożar w burdelu w czasie powodzi czyli normalnie. Czy jest tu coś, co nas w jakiś szczególny sposób zaskakuje i rozczarowuje? A znalazłoby się parę rzeczy… W pozytywnym sensie postawa ministra zdrowia, który sam działa silnie terapeutycznie… nie, nie na wirusa i epidemię, tylko na lęki społeczne, pozwalając trwać jeszcze czas jakiś w złudzeniu, że jest ktoś, kto nad tym wciąż panuje. W negatywnym zaś bezmiar głupoty polityków, którzy zmarnowali podarowane im parę miesięcy czasu (pomijam taki drobiazg, że powinniśmy mieć zapasy i procedury na każdy parszywy scenariusz) w ufnym przekonaniu, że jakoś to będzie i nagle znajdujemy się w rzeczywistości, na którą mimo licznych ostrzeżeń, absolutnie nie zostaliśmy przygotowani. 

 Podobnie nie zawiódł nas prezydent, po którym przecież nie spodziewaliśmy się niczego innego jak walki do ostatniego tchu o stołek, do którego się przyspawał i w tym aspekcie kurczowe trzymanie się absurdalnych w tej chwili wyborów właśnie pokazuje jak bardzo jest to dla niego i jego zwierzchników ważne, by sparaliżowawszy konkurencję, przeprowadzić namiastkę wyborów i zalegitymizować trwanie przy władzy. Nawet za cenę narażenia całego narodu na spotkania z zarażonymi przy nomen omen: urnach. 

 Zapewne większość obywateli, wyżej ceniąc własne zdrowie, niż iluzoryczną możliwość odsunięcia od władzy marionetkowego prezydenta, pozostanie w domach.  I o to najpewniej właśnie chodzi: konstytucja nie określa koniecznego dla ważności wyborów limitu frekwencyjnego, zatem te zostaną uznane za ważne, nawet jeśli nie uda się skompletować większości komisji wyborczych a te, które powstaną odwiedzi ledwo kilkuset desperatów. Inaczej ta walka do ostatniego tchu może być walką jak najbardziej dosłowną, tyle że to będzie chodziło o nasz ostatni oddech... 

 Nie zawiódł nas ZUS, który nawet nie zdobył się na inicjatywę ustawodawczą lub choćby cień pomysłu na rzeczywiste ulżenie bankrutującym ludziom i firmom. Propozycję odroczenia płatności składek ludziom, którym wali się świat widzę jako coś pomiędzy przypisywaną Marii Antoninie arogancję, z którą nie umiała zrozumieć, że ludzie mogą nie mieć chleba, więc proponowała, by jedli ciastka, a chińskim obyczajem obciążania rodziny za kulę, którą zabito skazańca. Tu, jak rozumiem, tę płatność by odraczano i łaskawie nie doliczano odsetek za zwłokę… 

 Nie zawiodły nas media, które jak hieny rzuciły się na nowy temat, tym wygodniejszy że na miejscu i nigdzie daleko nie trzeba po niego jeździć. Znanym z czasów powodzi sprzed lat obyczajem epatuje się nas istotnymi i mniej istotnymi wieściami powiązanymi z problemem, budując w zamkniętych po domach ludziach psychozy lękowe i paniczne nastroje. Powtarzając je na okrągło przytłaczają nieszczęśników nieświadomych tego, że dają się wkręcać w te stany i odbierają zdolność samodzielnej i trzeźwej oceny rzeczywistości. Z drugiej znów strony gdyby ktoś od nich oczekiwał jakiegoś wysiłku, by zaprezentować rozrywkę pozwalającą na skuteczne oderwanie myśli od wszechobecnego problemu, to rzeczywiście zawiedzie się srodze, bo niezależnie od swej linii światopoglądowej telewizje jakby nie zrozumiały doniosłości swej roli jedynego czynnego kina czy filmoteki i nie dość, że wciąż serwują tę samą papkę, to jeszcze w dodatku nieświeżą i niestarannie odgrzewaną. 

  Mnie osobiście nie zawiódł też Kościół, który do końca walczył o utrzymanie mszy (czyli tacy), natomiast jest dziwnie nieobecny wszędzie tam, gdzie miał sposobność udowodnić, że miłość bliźniego ma nie tylko w gębie i od święta. Każdemu, kto oczekiwałby, że stanie on na pierwszej linii frontu walki, zmobilizuje wielotysięczny wolontariat do rzeczywistej pomocy nie tylko chorym ale też prawdziwym bohaterom tegoż frontu: lekarzom, ratownikom, pielęgniarkom i całemu personelowi medycznemu, rzeczywiście postawa tej instytucji mogła przynieść bolesne rozczarowanie ( o ile ktoś się nad tym w ogóle zastanawiał). 

  A pomoc, od której uchyla się państwo i samorządy, niedługo będzie potrzebna ludziom nawet nie chorym, ale prozaicznie choćby lękającym się wyjść po chleb czy leki, w dodatku ludziom starszym, czyli właśnie ludziom w większości religijnym, którym nie tylko msza przez radio byłaby potrzebna. Mając radio i internet ma ta instytucja wspaniałe narzędzie choćby do zbierania i nagłaśniania takich informacji, że pani Anna na Sosnowej 12 potrzebuje chleba, a pan Jan z placu Wolności kogoś, kto mu zrealizuje receptę. Nie wątpię, że pewnie gdzieś tam są indywidualne przypadki pojedynczych księży czy zakonnic, którzy z poświęceniem i prawdziwą miłością bliźniego troszczą się o zagubionych ludzi. Ale też nie wątpię, że są to przypadki jednostkowe i że Kościół wyjdzie z tej próby jeszcze bardziej osłabiony, chyba że masowość wymierania spowoduje, że uderzymy w tony histeryczne i odżyją procesje biczowników i innych nawiedzonych… 
  Nie zawiódł mnie też i mój ostatni pracodawca, zapowiadający nam aneksy do umów, będące w gruncie rzeczy pozbawieniem nas wypłat, zatem wróciłem do stanu w ostatnim czasie chronicznego, czyli poszukiwania zatrudnienia. Tym razem zapewne będzie z tym wielekroć ciężej, niż poprzednio, choć myślałem, że ciężej już być nie może, ale i tu trudno mówić, żem się tego nie spodziewał, więc rozczarowania nie ma.

  Jeśli natomiast ktoś mnie rozczarował w pozytywnym sensie to ogół naszego społeczeństwa, mimo wszystko dość skrupulatnie przestrzegającego zasad ograniczenia kontaktów z innymi. Oczywiście, mamy mnóstwo incydentalnych przypadków łamania tych zasad i zapewne zaraz mnie nimi zasypiecie, ale nie zmienia to faktu, że mamy miliony się stosujących i setki niekoniecznie. Mamy spontaniczne oddolne inicjatywy ludzi zbierających pieniądze na środki ochronne dla medyków-żołnierzy pierwszej linii frontu, mamy zbiórki masek od kosmetyczek, mamy firmy z dnia na dzień przestawiające produkcje na rzeczy naprawdę potrzebne, mamy zalążki prawdziwego wsparcia dla ludzi starszych i wiele, wiele innych… 

  I mam ja, na koniec, osobiste przekonanie wywiedzione z wieloletniego analizowania naszej historii, że mało który naród potrafi dorównać naszemu w trudnej sztuce przetrwania. 

  I mam nadzieję, że Historia, ta przez duże H, pozwoli nam wykazać, że nie do końca rację miał Norwid, głoszący, że jesteśmy wielkim narodem, ale żadnym społeczeństwem. I obyśmy z tego wyszli wzmocnieni właśnie o zaprzeczenie tej tezie... 


22 komentarze:

  1. W ciągu kilku ostatnich lat rządzący już to oszukali już to oszkalowali pielęgniarki, rezydentów i lekarzy (żeby w tej wyliczance trzymać się tylko spraw medycznych). Teraz kadzą im z miedzianymi czołami, wzywając do heroizmu i poświęceń. Tym bardziej potrzebnych, że system opieki zdrowotnej jest zbrodniczo niedoinwestowany (a wystarczyło nie kraść), rezerwy strategiczne ponoć nie istnieją, środki ochrony personelu w szpitalach i przychodniach ten za chwilę będzie mieć, kto je sobie sam uszyje lub z butelki plastikowej wykroi, testów kontrolnych najwyraźniej brakuje (bo, w porównaniu z innymi państwami europejskimi, robi się ich tyle, co kot napłakał), a z każdego kąta wyłazi nieprzygotowanie i brak planów dotyczących zagrożenia epidemiologicznego (jeśli macie jakichś bliskich pracujących w systemie opieki zdrowotnej, to lepiej ich nie pytajcie o żadne szczegóły, bo odechce się Wam wszystkiego, gdy posłuchacie choćby cząstkowej prawdy, dotyczącej wszak tylko jakiegoś fragmentu potrzeb).
    Władza długo pokazywała ostentacyjnie przewagę (a my pańskiego płaszcza nie mamy i co nam pan zrobi?), zajmując się umacnianiem swoich pozycji w kolejnych głosowaniach o trzeciej nad ranem, ewentualnie starała się (przyznać trzeba, że bardzo umiejętnie) rozdawać kiełbasę wyborczą na kredyt. Ponieważ pycha często kroczy przed upadkiem, więc w przeddzień rozpoczęcia czasu zarazy dano swoim psom wojny ideologicznej dwa miliardy złotych, uznając to za doskonałe posunięcie na froncie prania mózgów. Być może dzisiaj zrobiono by to po cichu, bez zbędnego rozgłosu, ale uważam, że decyzja byłaby taka sama, bo przywiązanie do koryt jest najsilniejszym doznaniem łże-polityków wszelkiej maści.
    Sądzę, że rezultaty walki z epidemią mogą rozstrzygnąć o przyszłości władzy, bo tu już nie chodzi o jakieś tam pańskie wydumki (trybunały, sądy, izby i komisje), których Suweren ani chce, ani nie jest w stanie zrozumieć – nie, tu do zbiorowego mózgu Suwerena zaczęło docierać, że może chodzić o życie jego i jego bliskich. Przy czym nie przeceniałbym zdolności poznawczych i umiejętności kojarzenia faktów: jeśli zgonów nie będzie zbyt dużo, to niewykluczone, że wszystko pozostanie po staremu. I choćby dlatego od lat postuluję, żeby wprowadzić cenzusy wyborcze, to znaczy, żeby czynne prawo wyborcze przysługiwało jedynie tym, którzy mają co najmniej maturę i płacą podatki w kraju.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Maturę można sobie dzisiaj zrobić na ośmiomiesięcznym płatnym kursie wieczorowym - 2 - 3 spotkania tygodniowo. Wystarczy mieć ukończoną szkołę podstawową i...pieniądze. Organizator - specjalne placówki "oświatowe". Zezwolenia ochoczo dają Kuratoria. Poziom? A po co komu poziom [14 tematów z historii Polski i świata - to tylko przykład; inne przedmioty - niewiele więcej lub...mniej]. Tak więc "cenzus" - maturę, Szanowny Vulpianie [zacznij ponownie pisać u siebie] można wetknąć tam, gdzie "pan pana majstra może... wężykiem"... Wszystko jest do kupienia tam, gdzie nie ma cenzusu moralnego...

      Usuń
    2. Masz Vulpianie jeszcze coś do powiedzenia i zrobienia, więc rób to bo nikt tego za ciebie nie zrobi. Z utęsknieniem co i rusz zaglądam do Ciebie i z zawodem (nomen omen) odchodzę.

      Usuń
    3. Zgadzam się z przedmówcami i zamówcami w temacie suplikowania Cię, byś Kokoszkę przywrócił do życia:) Podobnie też uważam, że matura to coś znaczyła kiedyś, dziś raczej niewiele, bo i dyplom wyższej uczelni też czeguś sparszywiał. Co do polityki, to polemizować z niczym nie zamierzam, bo trudno to czynić, skoro niemal z każdym słowem się zgadzam.
      Kłaniam nisko:)

      Usuń
  2. Janie Krystianie!
    1. Żeby coś kupić, to trzeba chcieć.
    2. Mój czas już minął.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ŻYJESZ!!! To znaczy, że "czas nie minął".
      ZDROWIA NIEUSTAJĄCEGO życzę...

      Usuń
  3. Długo by pisać ale po co, skoro wszystko jest w tym linku:

    https://wiadomosci.onet.pl/opinie/koronawirus-w-polsce-w-europie-jest-jeden-zly-scenariusz-epidemii-koronawirusa/p5y930s

    Serdeczności z Krainy Loch Ness

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Obraz zaiste nieciekawy... ale dzięki za ów link, bo nie mamy się zachwycać jak jest dobrze, skoro nie jest, tylko dróg wyjścia szukać, choćby na swój własny, indywidualny, użytek.
      Kłaniam nisko:)

      Usuń
  4. I co tu można dodać? To tylko, że być może niejeden zeźli się na tę władzę do tego stopnia, że mimo wszystko pójdzie na te wybory i pokaże panu Długopisowi czerwoną kartkę. Zawsze mieliśmy większą motywację w głosowaniu przeciw niż za.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja nawet zeźlona i moi najbliżsi nie pójdą do urn, co by sobie samej nie zafundować po głosowaniu. Jako dodatkowy kwiatek, mogę tylko dodać, że kończąc kwarantannę, to wychodzisz z domku, jedziesz po kwitek do sanepidu i żaden lekarz Cię nie bada i nie sprawdza, czy nie jesteś dalej nosicielem. Pozdrawiam

      Usuń
    2. Nie sądzę, by coś w ten sposób wygrać szło... Nie pójdą ci obdarzeni większą wyobraźnią i zdolnością przewidywania, a to właśnie ten elektorat, który być może chciałby tej czerwonej kartki użyć... Być też i może, że się pojawi pomysł by tych wyborów zbojkotować...
      Kłaniam nisko:)

      Usuń
  5. Jedno pocieszenie w tym wszystkim, że Wachmistrz wziął i napisał coś.

    Na wybory prez. się nie wybieram. Chyba że wirus odejdzie w siną dal.

    Na razie trzymamy się zdrowo. I oby tak dalej, czego Wachmistrzowi i jego rodzinie również życzę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wachmistrz wciąż pisze...:) Choć, po prawdzie, nieczęsto publikuje:) Bóg Zapłać za życzenia, które - ma się rozumieć - odwzajemniam:)

      Usuń
  6. Nic tylko zdrowia (psychicznego i fizycznego) sobie życzyć na ten trudny czas.
    W życiu bym nie pomyślała, że coś mnie powstrzyma, żeby nie iść na wybory, a tu masz. Choć wciąż liczę, że przełożą.
    Serdeczności.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeśli to uczynią, to tylko pod okrutnie wielką presją, a tej, póki co: nie widać... Już prędzej jaki bojkot ogłoszonym zostanie.
      Kłaniam nisko:)

      Usuń
  7. No i proszę, Wachmistrz napisał notkę polityczną! A już nie wierzyłem i sam zwiedziony okrzykami że podlec jestem tykając takiej tematyki prawie się nie odzywam! Nie powiem, że przeżyłem zawód, wręcz przeciwnie. Czas by przyzwoici ludzie zabierali wreszcie głos.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czasami człowiek musi,
      inaczej się udusi...
      Kłaniam nisko:)

      Usuń
  8. Najpoważniejszym obecnie zawodem, jaki przeżywam, jest fakt wciąż wysokiego poparcia w społeczeństwie rządzącej mafii. A wydawałoby się, że już dawno wszystkie zasłony opadły...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A tu akurat zawiedziony nie jestem, bo dokładnie takiej postawy się spodziewałem i spodziewam. A cośkolwiek w tym względzie drgnie dopiero, gdy rzeczywistość rodakom sakiewki wyskrobie... Choć i tegom niepewny...
      Kłaniam nisko:)

      Usuń
  9. Sytuacja skłania do refleksji nad pychą rodzaju ludzkiego. Sądziliśmy, że nauką i techniką opanujemy biologię i przyrodę, a one teraz oddają cios za cios.
    W.P Wachmistrzowi z rodziną oraz współlektorom, ich rodzinom i przyjaciołom i ich rodzinom etc. etc. zdrowia życzę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bóg Zapłać za życzenie tak w dzisiejszych czasach cenne:) WMPanu podobnie, jako i familijantom Waćpana:) A tem mi milej tego czynić, żem właśnie niedawnym czasem myślał o Waszmości, to zda mi się żem może co i myślą przywołał...:)
      Kłaniam nisko:)

      Usuń
  10. Chciałbym podziękować za ten wpis. Wyważony, bez histerycznego bicia w dzwony, skupiający się na kilku najważniejszych rzeczach. I też dołączam się do życzeń z ostatniego akapitu. A zdrowia i szczęścia w poszukiwaniu pracy życzę z głębi serca.

    OdpowiedzUsuń

Być może zdaje Ci się, Czytelniku Miły, że nic nie masz do powiedzenia aż tak ważkiego, czy mądrego, by psuć wzrok i męczyć klawisze... W takiem razie pozostaje mi się tylko z Tobą zgodzić: zdaje Ci się...:)