18 września, 2016

O inszych bohaterach szlaku dniestrowego... II

    Zakończywszy dziejów opowiadać xiążęcia de Nassau, których dla barwności niezwykłej onej persony, prawdziwie nie sposób było pominąć, tedyśmy onych w osobnem ugrupowali cyklu (IIIIIIIVVVI , VII , VIIIIX, X ) , choć to rzecz była zamierzona niejako na poboczu wątku pryncypalnego, którem żem ongi widział handel i żeglugę dniestrową... Pisalim już ongi o znanych tej żeglugi za Jagiełły prapoczątkach (a przynajmniej prapoczątkach opisanych), tedy choć nas od Jagiełły do bohatera dzisiejszego naszego wieki całe dzielą, przecie że rzeka taż sama, a i zamysł tenże sam, tedy by rzeczom właściwej zachować kolei, nocie dzisiejszej cyfrę kładę drugą (I ).
   Walerian Dzieduszycki, bo o nim to będzie dziś mowa, familijej był naówczas szanowanej wielce, choć nie magnackiej może jeszcze, bo dopieroż Walerianowy ociec, Tadeusz, do znaczniejszych był przyszedł godności, a to mianowicie cześnika wielkiego koronnego, przódzi zaś posłował na sejm kilkakrotnie, gdzie się dał poznać reform stronnikiem. W czas Konfederacyi Barskiej króla aliant, tedy parokroć z konfederatami się ścinał, choć wbrew przypisanej mu opinijej podłej, nie splamił się jakiemi rzekomemi zdradzieckiemi na konfederatów napaściami, których mu przypisywano...* Ano i co może i dziwno krzynę, że persona tak nibyż Rzeczypospolitej i królowi oddana, nader rychło za pierwszym dokonanym rozbiorem, osiadłszy w Galicyjej, złożył cześnikostwo swoje i z rąk Marii Teresy jeden z pierwszych przyjął tytuł hrabiowski...
   Walerian zaś patriotyzmu swego miał jeszcze in futuram dopiero dać dowody niemałe, przecie póki co służby swej poczynał publicznej, po pokończeniu uniwersytetu we Wiedniu, od szambelaństwa na dworze wiedeńskiem, co więcej godnością było, jak zajęciem. Majątku własnego pomnożył przez ożenek, co chyba nie dla afektu był zawartem, skoro małżonka lat ośmnaście była od oblubieńca starszą, ale nie mnie o tem wyrokować... Dość, że od owej Józefy Ponińskiej, córki wojewody poznańskiego, w wianie więcej mu może jak i własnego jeszcze przybyło... Magnat zatem pełną gębą, przecie nie z tych, co im jeno karty w głowie, pijatyki i swawole... Majętnościami swemi rozporządzając roztropnie, wrychle stanął przed tymż samym problemem, co i reszta galicyjskiej szlachty, po pierwszem rozbiorze ze spławu swego zboża ku Wiśle i Wisłą do Gdańska, wykluczonej. O wyprawie własnej przemyśliwał zapewne i przódzi, nim się de Nassau w swoją puścił podróż, przy czem rzec się godzi, że się do niej szykował wielekroć staranniej, bo to i poznawszy, że tam nader wiele od przychylności bisurmanów zawisło, nie dosyć że tłomacza najął, to i sam się języka Turczynów uczyć począł... Szkuty, chcąc mieć zdarzone jak się patrzy, szkutników bliżej znaleźć nie umiejąc, aże z Anatolijej onych sprowadził i w majętnościach swoich w Ladawie[dziś Liadowa-Wachm] osadził. Nawiasem, to coby się tu może czytającemu zdało, że o jakiej tu rywalizacji z de Nassau'em rozprawiamy, to z punktu trza myszlenia takiego poniechać, boć że interes był pospólny, tak i pospólnie się tu wszytcy wspierali nawzajem. Dość rzec będzie, że Anno Domini 1786 de Nassau swej wyprawy sprzed dwóch lat ponowił, a szkuty na nią... od Dzieduszyckiego zakupił, też same, na których ów w opisywaną właśnie wypłynął był podróż...
   Mamyż do tej wyprawy źródła arcywybornego, a to mianowicie rzadko kiedy spotykane nawet i w magnackich domach opisanie dziejów familijnych, które sub titulo „Kronika domowa Dzieduszyckich, odbita w dwustu egzemplarzach nakładem familii dla własnego użytku” wydanem zostało we Lwowie Anno Domini 1865, a więc bez mała wiek później. Są w niej jednak fragmenta spore ręką samego Waleriana pisane, który sam o sobie, Cezarowym stylem, pisze w trzeciej osobie...:) Posłuchajmyż, co sam rzecze o tej wyprawy przyczynach:
  „Dla lepszego zrozumienia rzeczy muszę przypomnieć, że cała Rosja południowa Nową Rosją zwana, była jeszcze wtedy prawie pustynią, której kolonizacja po zdobyciu na Tatarach Perekopu i Krymu i założenia Chersonu w roku 1788 u ujścia Dniepru, pod okiem tamecznego wielkorządcy księcia Potemkina raźno postępowała, otwierając Rosji i południowym Polski prowincjom widoki na Czarne Morze. Ku Chersonowi więc zwróciły się wszystkich oczy, póki nie zastąpiła go, założona dopiero w roku 1792 Odessa.**. Tam też zawiązało się polskie Towarzystwo dla handlu wschodniego, którego głównym sprawcą był książę prymas Michał Poniatowski, brat królewski z Okęckim, kanclerzem wielkim koronnym. Cały zaś bezpośredni zarząd onego powierzono Protowi Potockiemu staroście guzowskiemu [...] Nie uszło baczności Waleriana, że większa część województwa podolskiego i bracławskiego aż nadto jest odległa od tegoż portu (czyli Chersonu, lub jak kto woli miana dzisiejszego: Chersonia – Wachm.), aby móc tam kołowy dowóz zboża, wosku, miodu ***itp. z zyskiem prowadzić, i rzucił okiem na Dniestr, ową od Opatrzności przyrodzoną drogę do Czarnego Morza, której wolne używanie było wprawdzie Polsce zaręczone od Porty traktatami w Żurawnie (w 1676 – Wachm.) i w Karłowicach (w 1699 - Wachm.) zawartymi, lecz co do praktycznej swej wykonalności różnym podlegało wątpliwościom”.
  "Różnym podlegało wątpliwościom...” Ano uroczy w ustach Imci Dzieduszyckiego ten eufemizm, ale same onegoż wyprawy dzieje dowiodą, co się za tem kryło. Rzecz się nam jednak nadto znów długą uczyni, tedy o peregrynacyi samej następnem opowiemy razem, aliści nim noty pokończym, na dwie bym tu jeszcze rzeczy uwagi chciał Czytelnika Łaskawego zwrócić... Pierwsza to osoba owego Prota Potockiego, a ściślej Antoniego Protazego Potockiego, herbu Pilawa, bez grama przesady jednego z najpryncypalniejszych tamtego czasu statystów gospodarczych, o którem wiedza śród narodu nader wątłą jest i dla tej przyczyny nieraz go tu pewnie jeszcze spomnieć nam przyjdzie... Rzecz wtóra, to słowa znamienne o prymasie Poniatowskim i biskupie poznańskim Okęckim, których Dzieduszycki tu za animatorów niemal tegoż przedsięwzięcia wystawia, obaj zasię jeno je wspierali łaskawym słowem i nadzieją na zyski pokaźne (choć prymas w rzeczy samej się na gospodarce rozumiał prawdziwie i siła dobrego w tem względzie uczynił, czego się i do dziś nie docenia) .
   Spiritus movens tegoż towarzystwa handlowego czynionego na wzór dawniejszych angielskich i niderlandzkich kompanij wschodnio i zachodnioindyjskich, był poza wszelkiem wątpieniem Prot Potocki, takie zaś przez Waleriana sformułowania użyte sądzić każą, że relacyja jego dość świeżo pisaną być musiała, a niechybnie przed 1794 rokiem, kiedy to xiądz prymas pomarł w niesławie w czas insurekcyi, może i tem salwując się od procesu o zdradę, a i może od szubienicy (której mu lud przed oknami pałacu wystawił) , co ówcześna ulica warszawska skwitowała szyderczym wierszykiem:
„Książę prymas zwąchał linę,
wolał proszek, niż drabinę”****
   I najpewniej relacyja owa była do jakiego druku powszechniejszego w zamyśle przeznaczoną, zaś takie protektorów wymienianie sądzić każe, że się na nich jeszcze liczyło niemało i stąd owe u Dzieduszyckiego prawdziwego obrazu spraw zafałszowania...

   Zatrzymawszy się chwilę nad temi szkutami przez Imci Waleriana na podróż anatolijską modą sposobionemi, opisania onych mamy szczęśliwie w tejże samej "Kronice domowej" Dzieduszyckich  „Były one daleko większe od wiślanych, bo do 26 calów z ładunkiem zagłębiały się, a pośrodku na 26 calów nad wodą sterczały, w sztabie zaś i przy rudlu, t.j. przy obu końcach, tak zadarte miały nosy, że na półtrzecia łokcia***** nad wodą górowały. Ładunku brały po 900 korcy****** , prócz wystarczającej na kilka miesięcy żywności. Razem [...] naładowano 2400 korcy pszenicy...” Tyleż „Kronika domowa Dzieduszyckich”, a ów obrachunek w zdaniu ostatnim objaśnień wymaga, bo owi szkutnicy jeno dwie takie szkuty, przez Dzieduszyskiego kaikami zwane, uczynili, tedy zdać by się mogło, że się rzecz zgodzić nie umie z cyfrą przezeń podaną. Dodać jednak wypadnie, że wziął jeszcze Walerian jednej szkuty wiślanej tradycyjnej, zasię od Prota Potockiego pożyczył czterech galarów mniejszych, a z piątym takimż do ekspedycyi dołączył sąsiad Walerianowy, cześnik Wilamowski. Godzi się też raz jeszcze onej „Kroniki” zacytować, gdzie Dzieduszycki kulisy wypraw objaśnia dawniejszych:
   „Pierwej puszczali się Dniestrem bądź w handlowem, bądź w badawczem celu Koziebrodzki, starosta olchowiecki, brygadier Dzierżak, na koniec sławny ów książę de Nassau-Sygen, pilnie wypracowaną mapą tej rzeki od Żwańca aż do Benderu zalecony. Głównym przedmiotem trwogi były zawsze owe skaliste progi pod Jampolem, gdyż wątpiono czy głębsze i ładowne statki bez szwanku przebyć je zdołają. Koziebrodzki bowiem spławił mąkę i inne legominy
*******  na wiązanym tylko drzewie. Dzierżek wyładował był tam zboże ze czterech swoich balów (z których każdy zresztą niósł tylko 50 korcy) i wozami za skaliste progi przewiózł, gdy statki lekko spływały; książę de Nassau na koniec szedł jednym galerem bez żadnego ładunku i zrażony ostrzeżeniem Turków, że galery takie nie dochodzą do Akermanu, przedsięwzięcia swego zaniechał i lądem puścił się do Izmaiłowa”.
    Niechybnie z tego zatem wyprawa Walerianowa największa, bo to i stateczków ośm, ludzi z górą setka, a widać, że i jakiej rozbójniczej się lękał Dzieduszycki napaści, bo na kaikach kazał dwóch wziąć i osadzić harmat niedużych. Armada owa z Ladawy
 ruszyła w połowie czerwca 1785 roku i z punktu też na pierwsze natrafiono przeciwności:
 "Od Ladawy aż do Michałówki bezpieczny jest spływ dniestrowy; dalej jednak idąc, to jest koło Flemendy, tak jest szeroki wylew dniestrowy, iż dla statków tak wielkiej głębokości potrzebujących [...] szczególniejszej przezorności potrzeba i wiadomości ludzi te okolice znających, żeby koło Flemendy na piasku czyli ryni nie zastrzegnąć..."
   Dość rzec, że na tej ryni dniestrowej postradali argonauci nasi jeden ze spomnianych galarów Protowych, a choć ładunku ocalono i na insze przełożono szkuty
******** , to zdarzenie tak przykre w samej peregrynacyi początku niefortunnym się widziało prognostykiem...:(  Turbacyje i z inszemi niemałe, bo choć ich na piasku nie rozbito, przecie nie raz przyszło zagrzęźniętej rozładowywać, by z mielizny uwolnić, zasię po ściągnięciu na wody głębsze, ładować ponownie, w których to czynnościach, jak się zdaje, po nieszczęściu takim wielokrotnym, załogi się wpraktykowały nad podziwienie, choć i tak mniemam, iże przekleństwa sążniste się tam nad temi wodami unosiły długo...
   Osobliwości tamecznej przyrody przyczyniały podróżnikom prospektów zgoła nadzwyczajnych jako to stada nieprzeszacowane kaczek i pelikanów, ponoć cależ się ludzi nie lękających, zapewne dla rzadkiego ich zwierzętom widoku. Podobnego zadziwienia doznali argonauci nasi dzików widząc na brzegach w nieprzebranej liczbie, czego tłomaczono sobie, że Tatarowie, jako to u muślimanów zwyczajnie, świńskiego wszelkiego zwierza za obrzydliwość mających, onym się do tak wielkiej liczby dozwolili rozmnożyć bezpiecznie. Plagą nad wszelkie spodziewanie przykrą się pokazały komary, których prawdziwie nie wiedzieć za jakie grzechy ludzkości Bóg Jegomość był stworzył, a Noe niebaczny czeguś nie przepomniał, jako na swoją arkę światową żywinę ładował...:((
   "Brzegi grubymi i nader wysokimi trzcinami najeżone, wylęgające chmury ogromnych komarów, co w nocy zwłaszcza niewypowiedzianie trapią i przeciw którym radzi miejscowym obyczajem ochraniać głowę drewnianymi ramkami na kształt skrzynki, płótnem obitymi. Komary te przyprawiałyby o zagładę bydło i konie, gdyby tych nie stawiano na noc nad kupami gnoju, który podpalony dymem swym owe [...] owady zraża"
  O dziwo, po tych turbacyjach przelicznych, ulitował się widać nad podróżnikami choć trochę Bóg Ojciec, bo porohy osławione pod Jahorlikiem przebyto bezpiecznie na żaglu i wiośle, bez nijakiej ładunkowi szkody, co celem przecie wyprawy było najpryncypalniejszym. Inszych przeszkód Dzieduszycki spomina tak:
  "Od kończącej się granicy naszej w Jahorliku, a zaczynającej się po obu stronach Dniestru tureckiej i tatarskiej granicy, dwie najszczególniejsze zawady spływu dniestrowego dały się nam poznać. Pierwsza: zacząwszy od Dubassar aż do Akiermanu samego, wielka krętość Dniestru[...] Krętość Dniestru lubo jest tak wielka, że czasem dwa dni koło jednego miejsca chodzić potrzeba, łatwo mogłaby być poprawioną, a kanały małym bardzo kosztem przekopane, dwudniową jazdę wodną w kilka godzin przemieniłyby przez połączenie kolan [...] Drugą zawadą liczyć można wielkie fale na Dniestrze panujące, zacząwszy od Dubassar, dla których osobliwie galery nie mające przodów i zadów zadartych, tudzież mając burty blisko przy wodzie, dla niebezpieczeństwa fali stać muszą przy brzegach, czasem kilka godzin na dzień przy najmniejszym wietrze" Jakoby się komu zdało może, że to już nadto wiele przeciwności losu, temu odpowiem żeśmy dopiero o natury samej przeciwnościach prawili, ani słówkiem jeszcze nic nie rzekłszy o tem, co ludzie na przekór Dzieduszyckiemu wymyślić potrafili, ani też o nieszczęściu morowej zarazy, akurat w tem czasie strony te pustoszącej... Aliści, że się nam znów nota kaducznie długą czyni, tegoż tego już do części dodamy następnej...:)

______________________________________________

* - między inszemi i Słowacki tym uległ był plotkom, czyniąc zeń w "Beniowskim" swoistego rywala bohatyrowi swemu i tak o niem pisząc nie nazbyt miło:
"Ów Dzieduszycki był to Regimentarz
Podolski, wielki wróg Konfederacji,
Z której niedawno chciał uczynić cmentarz,
Co do jednego wyciąć - niech go kaci!"
** - dumałżem o tem, czy tejże Dzieduszyckiego myłki nie wyżenąć, alem umyślił ostawić, a w tem przypisie naprostować, że ziem tamecznych Rossyja po prawdzie z rokiem 1791 zdobyła, aliści od zdobycia do miast zakładania daleka jeszcze droga... Najsamprzód tam twierdzy postawiono (1794), przy której począł gródek rosnąć, ale praw grodzkich ta mieścinka dopieroż Anno Domini 1803 doczekała...
*** - z zachowanych spisów z drugiej de Nassau'a podróży znamy, że ów prócz zboża, wosku i miodu wiózł jeszcze krochmal, puder, mydło, skóry, klepki dębowe, łój, len i konopie, najwyraźniej po pierwszej swej wyprawie znając, że na to by zbyt mógł mieć niezgorszy u celu...
**** - drabinę - tu w rozumieniu wstępowania na szubienicę. W podtekście czytelne domniemanie, że się brat królewski wolał otruć, niż rozwoju czekać zdarzeń, a nie brakło i głosów, że to brat sam mu tejże był podał trucizny w tabace...

*****  półtrzecia czegobądź to dwie tych jednostek całości i pół trzeciej, czyli w tem przypadku 2,5 łokcia. Mamyż tu i z miarami turbacyj poważniejszych, tedy już z łokciem się na azard spekulacyj puszczał nie będę, czy o warszawski szło Dzieduszyckiemu, krakowski czy lwowski, osobliwie że większość z nich się zgodzi koło 59,6 centymetrów. Półtrzecia łokcia zatem czyniłoby blisko 1,5 metra
****** Ano właśnie... będzie nam tu z tem bieda niemała:(( Byłoż bowiem korcy w dawnej Polszcze nad podziwienie bogato, a złośliwcy prawili, że tyle ich, ile dni w roku, co przesadą niechybną. Najpryncypalniejszych, najpowszechniej używanych byłoż kilkanaście, aliści zda mi się, że Walerian, słów tych w latach ośmdziesiątych XVIII stulecia piszący, najpewniej się już jednak ujednoliconym na sejmie 1764 roku korcem warszawskim posłużył, którego powszechnem przyjęto. Korzec ten jednak najobfitszym będąc, na 120,6 litrów liczony dałby nam tu zboża ilość w litrach ogromną, bo 289 440... Wydawca „Kroniki domowej...” nam tu nibyż „dopomógł” owe 2400 korcy na cetnary przeliczając i dodając, że ich 1700 było... Ano i tąż „pomocą” tak nam zamącił, że bodaj go kaci... Pisze szaławiła wyraźnie „cetnar”, nie „centnar”, a tak polskiego cetnara właśnie zwano. Przy tem, gdyby o „centnar” szło, to u Dzieduszyckiego najpewniej lwowski, a nie warszawski, ergo owe 1700 cetnarów po 51,84 kilograma przeliczając wychodziłoby ich 88 128 , czyli nieco ponad 88 ton zboża, co by nie było żadnem osiągnięciem szczególnem, jeśli przyjąć, że zwykłe szkuty wiślane po 40 ładowały łasztów, co by się na niemal sto ton przedkładało. Byle galar zabierał łasztów 30, czyli jakie 66 ton... Skoro zaś się Dzieduszycki tak temi kaikami swemi chełpił, różnic do wiślanych ukazując, tom rozumiał, że owe od tamtych wielekroć ładowniejsze. I tu by mi owe 290 hektolitrów pszenicy przeliczanej po 0, 72 litra na kilogram (a bywa w zależności od gatunku i zbiorów przecie nawet do 0,88!) się prędzej możebnem zdało, bo wyszło by nam z górą 208 ton pszenicy samej, a przecie ów brał jeszcze i towaru inszego...
  Chyba, że Dzieduszycki , choć w 1764 jeszcze koszulinę w zębach nosił., tak tem nasiąknął, że dwadzieścia lat jeszcze po reformie liczył korce po staremu... A taki krakowski ledwo trzecią częścią warszawskiego był i to by się może z owemi cetnarami zgodziło... Tyle że to znów wątpić, czy by się ów tem tak chełpił osiągnieciem, nawet i stu ton nie wioząc pszenicy?

******* z pewnością żem tu już znaczenia legumin tłomaczył, ale dla pewności powtórzę, że o wszelki produkty sypkie tu idzie jako kasze, groch, bób czy soczewicę, aleć i bywało, że i mąki w poczet legumin liczono...
*********  co by nawiasem dowodziło, że owe cależ jeszcze nie nadto obciążone w drogę ruszały...




                                   ................

24 komentarze:

  1. Jakoś tak mnie dopadło z czasem że te opowieści cudnej urody czytuję z doskoku z odskoku dzieląc post na parę części. Proszę o wybaczenie i wyrozumiałość.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ależ co tu wybaczać?:) Że Waść znakomicie sobie radzisz, kompromisu znalazłszy pomiędzy materyi ogromem, a chęcią poznania? Taż ja tylko szapobować mogę przed taką zmyślnością i wiernością:)
      Kłaniam nisko:)

      Usuń
  2. Tekst sobie z przyjemnością przeczytałam.:) Tylko w przypisach tyle liczb było, że się pogubiłam.:)))
    Eeeech... Jak ja bym się chętnie na taką wyprawę kajakową wybrała! Ale chyba tylko pomarzyć mogę...
    Pozdrawiam serdecznie:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Było jeszcze więcej, aleśmy od Ockhama Jegomości brzytwy pożyczyli:)) Dlaczego tylko pomarzyć? Wieszcz co prawda nawoływał, by mierzyć siły na zamiary, ja przecie mniemam, że to idzie i mniej szaleńczo, ale konsekwentnie, przywieść przecie do skutku i celu...:)
      Kłaniam nisko:)

      Usuń
  3. Centralizacja Lwowska, tajna organizacja niepodległościowa grupowała ziemiaństwo. Mimo powstania w Galicji, swoimi wpływami objęła również Litwę i Wołyń. Ponoć W. Dzieduszycki opowiadał się za wywołaniem zbrojnego powstania przy pomocy Francji. A tak nawiasem mówiąc,w Zarzeczu istnieje Muzeum im. Dzieduszyckich, oddział Muzeum w Jarosławiu.
    Kropki jak zwykle przybliżają właściwy temat. Podoba mi się to nowe spojrzenie na Dniestr.
    Serdeczności zasyłam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzieduszyccy to ród wieloma wspaniałymi postaciami wsławiony i nie tylko na patriotycznej niwie wsławiony... Dzisiejsze tak ostatnio osławione polskie konie arabskie w Janowie, Michałowie czy inszych stadninach hodowane, po pryncypalnej części się wioda z arabów, co ich Juliusz Dzieduszycki, Walerianowy stryjeczny bratanek, był przywiózł z peregrynacyj po Arabii swoich... Choć prawda, że ostatni ze znanych Dzieduszyckich hrabiów długoletniem zaprzaństwem swojem i konfidencją z peerelowską bezpieką, chwały rodowi nie przysporzył...:((
      Kłaniam nisko:)

      Usuń
  4. Wieki mijają, życie zupełnie się dziś wiedzie, organizując wyprawy co najwyżej do supermarketu, do którego towary to same się pchają (tak mi się wydaje);-)

    A i ulica warszawska zupełnie mniej cięta, zajęta bardziej polowaniem w owych sklepach (tak mi się wydaje) ;-)

    Z wierszyków bardziej współczesnych na myśl mi przychodzi taki, który nie dzieli a łączy: "orła wrona nie pokona"

    Uśmiechów krocie pozostawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. życie się dziś wiedzie inne - tak miało być...

      Usuń
    2. Trochę przecie dzielił...:) Byli i tacy, co wrony miłowali przecie:) A z wyprawami wychodzi rozmaicie, ot... sam żem się w niedzielę był wybrał, jak się później okazało, na czeską w piwie golonkę...do Rzeszowa:)))
      Kłaniam nisko:)

      Usuń
    3. Zupełnie pominęłam, tych którzy wronę miłowali, zupełnie jakby oni nasi nie byli. A przecież byli, i są ;-)

      I koło mnie, we wsi Ursynów, otwarto knajpę czeską i tam się z chęcią i ja bym na knedle z owocami wybrała, a mój mąż to i na piwo czeskie obowiązkowo.
      Serdeczności :)

      Usuń
    4. No bo i po prawdzie ta ichnia "naszość" dyskusyjna wielce, to i nie dziwota...:) A wieś Ursynów to ja tylko ze szklanego znam ekranu, dziwując się za każdym razem jakież okrutnie tam wielkie stawiają chałupy i to wychodzi, że wprost na gumnie...:)
      Kłaniam nisko:)

      Usuń
    5. I ja w takim właśnie wielgaśnym domu, wprost na gumnie postawionym, zamieszkałam przypadkiem zupełnym, ale chwalę sobie... widoki z okna na XI piętrze, bo wprost na lotnisko Okęcie. Starty samolotów, moich ukochanych stalowych ptaków, w zasięgu wzroku i ucha ;-)

      Gwoli ścisłości dodam, że dom stoi dokładnie we wsi Imielin, przez którą to wieś mój stryjeczny dziadek kpt. Mieczysław Sokołowski prowadził swoich żołnierzy z Powstania Warszawskiego przez Las Kabacki do Lasów Chojnowskich. Czytałam o tym w pewnej książce, i jakież było moje zaskoczenie, gdy znalazłam opis przejścia oddziałów przez wieś Imielin :)

      Uśmiechy posyłam :)

      Usuń
    6. Hmmm... jakem u Torlina ongi gościł, a ten owego aerodromu jeszcze bliżej i zdało mi się, że mi owe aeroplany nieledwie nad głową latają (liter na nich się czyta bez najmniejszych turbacyj), to nie wiem czy to jest coś, co pokochać bym był zdolnym...
      Co się owego przemarszu tyczy, to może by i nie od rzeczy było ów pradawny gościniec namierzyć, jaką krzyżówkę dróg w owem Imielinie dawnym i zadbać, by się tam teraz jaka tablica o tem pojawiła pamiątkowa? Klimat po temu dzisiaj wyjątkowo bym rzekł sprzyjający, czego choć dla wielu inszych przyczyn pewnie nam jeszcze pożałować wypadnie, ale jeśli to żelazo kiedy kuć, to lepszego po temu momentu nie będzie...
      Kłaniam nisko:)

      Usuń
    7. Hmmm... jakem u Torlina ongi gościł, a ten owego aerodromu jeszcze bliżej i zdało mi się, że mi owe aeroplany nieledwie nad głową latają (liter na nich się czyta bez najmniejszych turbacyj), to nie wiem czy to jest coś, co pokochać bym był zdolnym...
      Co się owego przemarszu tyczy, to może by i nie od rzeczy było ów pradawny gościniec namierzyć, jaką krzyżówkę dróg w owem Imielinie dawnym i zadbać, by się tam teraz jaka tablica o tem pojawiła pamiątkowa? Klimat po temu dzisiaj wyjątkowo bym rzekł sprzyjający, czego choć dla wielu inszych przyczyn pewnie nam jeszcze pożałować wypadnie, ale jeśli to żelazo kiedy kuć, to lepszego po temu momentu nie będzie...
      Kłaniam nisko:)

      Usuń
  5. Panie Wachmistrzu!
    Dzieduszycki studia w Wiedniu zakończył z tytułem doktora matematyki, co daje asumpt do twierdzenia, że potrafił wszystko policzyć. Podróż Dniestrem dowiodła, że zboże i inne towaru można spławiać do Akermanu. Wspomniała Ultra w swojej notce o szefowaniu Centralizacji Lwowskiej. Dodać wypada, że Austria pod rządami Franciszka I Habsburga dała władzę kanclerzowi Franzowi von Thugut, nastawionemu wybitnie antyfrancusko i antyprusko. Tajna policja zdecydowanie dławiła wszelkie działania "jakobińskie", te prawdziwe i wydumane także. Macki sięgnęły do Dzieduszyckiego, a za próbę wywołania powstania w Galicji był więziony w latach 1797-1800. Po uwolnieniu zajmował się badaniami z zakresu matematyki, astronomii, a w Potoczyskach zgromadził znaczny księgozbiór. Do życia politycznego wrócił na krótko w 1809 roku, kiedy to po zajęciu Lwowa przez wojska Księstwa Warszawskiego wszedł w skład Tymczasowego Rządu Gubernialnego.
    Prot Potocki, lider przemian gospodarczych schyłku XVIII wieku, angażował się bardzo mocno w problemy gospodarcze w czasie Sejmu Wielkiego, przyczyniając się do uchwalenia ustawy o miastach i budżecie Rzeczpospolitej. Działalność bankierską, wedle mojego gustu, przerwali "koledzy " z Prus, wszak nikt nie cierpi konkurencji, szczególnie na tym polu. Ciekawy biogram przedstawia Polski Słownik Biograficzny.
    z wyrazami uszanowania

    www.ipsb.nina.gov.pl/index.php/a/antoni-prot-potocki-h-pilawa

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Od lat się do noty zbieram o Procie Potockim właśnie i inszych ostatków Rzeczypospolitej bankierach i gospodarczych tamtocześnych gigantach... Da Bóg, że pofortunni się i do tego powrócić i nareście rozgrzebane pokończyć...
      Kłaniam nisko:)

      Usuń
  6. Potrzebuję wizualizacji w postaci dokładnej mapy. Z poziomu wody niewiele widać ;-) Pomyśleć, że całe to Naddniestrze było kiedyś tak blisko, jak dzisiaj - nie przymierzając - Roztocze dla warszawiaka. Ech, czasy!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To doradzam googlowskiej mapy, którą i ja (po znacznem powiększeniu, a czasem i na widok z satelity zamienieniu) żem peregrynował z Dzieduszyckim pospołu, noty tej pisząc...:) Jeno do wyszukiwarki by trzeba na podróży początek wpisać "Lyadova".:)
      Kłaniam nisko:)

      Usuń
  7. Дворец графа Дедушицкого.
    Музей, основан графом Владимиром Дедушицким... Граф Владимир Дедушицкий создал его на основе коллекции, истоки которой берут начала с 1845 года... Закрывали музей постепенно, из-за аварийного состояния здания. Одна за другой с 1992 года исчезали экспозиции из помещения, пока музей вовсе не прекратил свою деятельность. Произошло это в 1995 году. С того времени начали реконструкцию здания.

    A w kolejce czekają - Nikołaj Wasiljewicz Dienasow, Władimir Iwanowicz Dienasow, Iwan Wasiljewicz Dienasow oraz Iwan Pawłowicz Dieduszyckij - "moskowskij szafior"...
    - Nu i wot.
    - Masz tobie...
    Tyle "po russkomu intiernietu"...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To jeszcze by się do kompletu zdała jaka relacyja o tem jakże "zwiedzali" tychże kolekcyj w 1920 roku, zasię w 1944...
      Kłaniam nisko:)

      Usuń
  8. szczur z loch ness20 września 2016 19:21

    W koszty mnie Waszmość wpędzisz, bo bez nabycia mapy nijak tego wszystkiego poskładać, a to co Google proponuje niewielki pożytek stanowi. Zastanowił mnie natomiast i poza wszystkim fragment traktujący o falach niebezpiecznych dla żeglugi rzecznej. Rzecz sama w sobie ciekawa, chociaż podejrzewam, że podobnie jak z komarami (o ile to były komary?) z lekka przez kronikarza wyprawy ubarwiona.
    Kłaniam z zaścianka :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zdaje się, że tamtym czasem nikt nie hodował nad Dniestrem jerzyków, a chyba te tylko stworzenia byłyby w stanie nadmierny rozrost komarzej populacji powstrzymać. Z falami na Dniestrze zupełnie jak na Amazonce, gdzie atlantycka fala pływowa na wiele mil w dorzecze wchodzi, a tu Dzieduszycki miał z czymś podobnym do czynienia, gdy Morze Czarne poprzez Liman Dniestrowy daleko na rzekę oddziaływuje...
      Kłaniam nisko:)

      Usuń
  9. O żegludze po Dniestrze, Walerianie Dzieduszycki, Procie Potockim i innych osobach powiązanych z handlem na obszarze Ukrainy, ciekawie prawił Antoni Józef Rolle. Jest tego raptem 50 stron do przeczytania, czasu niewiele to zajmie, a warto.
    z wyrazami uszanowania
    https://books.google.pl/books?id=VmtmAAAAcAAJ&pg=PA255&lpg=PA255&dq=żegluga+na+dniestrze&source

    OdpowiedzUsuń

Być może zdaje Ci się, Czytelniku Miły, że nic nie masz do powiedzenia aż tak ważkiego, czy mądrego, by psuć wzrok i męczyć klawisze... W takiem razie pozostaje mi się tylko z Tobą zgodzić: zdaje Ci się...:)