16 czerwca, 2013

O kuźniku najsławniejszym opowieści continuum...


..cyklu naszego kużniczego część piąta (I, II, III, IV). Noty o Roździeńskim poprzedniej żem kończył onegoż uwięzieniem i zapowiedzią, że w tej się Lectorowie wywiedzą jakoż się z tych terminów srogich wykaraskał nasz bohater. Ano i jako się komu zdało, że będę jakie wielkie opisywał ucieczki w rodzaju tej z zamku Świętego Anioła złotnika Celliniego, to rozczarować mi przyjdzie Lectorów Moich... Roździeński bowiem wolność odzyskał jak najbardziej rodzimą, polską metodą, czyli za protekcyi sprawą...
  Był bowiem Imć Walenty druhem serdecznym pana dość znacznego, Andrzeja Kochcickiego, ponoć równolatka swego, skąd i kolejne moje o wieku Roździeńskiego domniemanie, że młodszy, niźli Wikipedia podaje. Gdzież się owi poznać mogli i tak skamracić serdecznie? Raczej nie w Stuttgarcie i Wittenberdze, gdzie Kochcicki za naukami jeździł... Pewnie też nie na zamku w Koszęcinie, gdzie Kochcicki jedną z większych na Śląsku trzymał bibliotek, ani też nie w inszych wyższych sferach ziemi opolsko-raciborskiej, boć to przecie jednak za wysokie progi na kuźnika nogi.. Gdzież zatem? Ano, źródła nam milczą o tem, ale jako powiązać, że ojca Walentowego, Jakuba Bruska, wywodzilim z Bruska koło Kalet nad Małą Panwią, to toż właśnie dobra są Kochcickich! Może i Walenty za młodu bywał u dziadków swoich w Brusku, a zaś Jędrzej Kochcicki ze swej strony może i tak ojcu swemu, Janowi II Młodszemu Kochcickiemu, towarzyszył przy sprawach jakich... Fantazyję już snując czystą, bo nic przecie nie mam na słów swych potwierdzenie, przecie zda mi się to nad wyraz możebnem, że się chłopięta tam właśnie poznali i skamracili nad podziwienie, bo przecie dla obcego by się pan Jędrzej po latach do oświęcimskiego zamku i kasztelana Padniewskiego nie fatygował! Nie od rzeczy dodać, że Imć kasztelan własnych kuźnic w Niwce wpodle Siewierza był posesyjonatem znacznym i najwidniej kuźnikiem zręcznym nie pogardził. Nie znać mi, czyli Imć Kuchcicki za Walentego jaką składał porękę, czyli też całe Salamonów oskarżenie obalił, dość że granicę Siewierskiego Xięstwa Roździeński przekraczał jako człek wolny, a nie banita przed sprawiedliwością uchodzący...
     Czas pod Siewierzem przepędzony to nareście jaka stabilizacyja dla człeka już przecie nie najmłodszego. Nie znamy imienia pierwszej żony pana Walentego, wiemy jeno, że ją miał i że się ze związku tego porodziły dzieciaczki: Władysław i Zofija. Z dokumentów grodzkich wynika jawnie, że był tam w tem czasie i jaki inszy familijant Walentego, Roździeński Jan*, co imieniem tamecznego urzędu grodzkiego gęsto w sądach i deputacyjach do miast inszych był pisanym, ergo tu i może jaka protekcyja krewniaków kolejna, niechybnie okrom wcześniejszej Kochcickiego przydatna, gdy się Imć Walenty o indygenat starał. Zasadna kwestyja zali się Imci Roździeńskiemu jakie większe z tem szlachectwem roiły nadzieje, czyli też to jeno zapobiegliwość była czysta człeka niedawnem uwięzieniem doświadczonego?  Przypomnę, że co insze przymknąć za długi kuźnika nieznacznego, a insza szlachetnego Roździeńskiego!  Nawet znając, że Xięstwo Siewierskie aż do 1790 roku miało jurysdykcji własnej, nader srogiej wprawdzie**, przecie nie sposób mi wystawić sobie biskupa krakowskiego i pana siewierskiego***, co by się prawom Rzeczypospolitej miał jawnie przeciwić, a w Najjaśniejszej przecie od niemal już  dwustu lat względem szlachetnie urodzonych obowiązywało "Neminem captivabimus, nisi iure victum..."
   Siedział Roździeński w podsiewierskich kuźnicach do roku 1605 i znów żeśmy na domysły skazani o przyczynach dalszych peregrynacyj jego. Dwie zaś najwięcej możebne; primo że go owa, nieznana z imienia, odumarła żona, dziatek niewielkich jeszcze przecie osierocając, wtóra zaś więcej jeszczeć skomplikowaną, ale po perturbacyjach w Roździeniu, wielce mi się możebną zdająca...
   Ano mamyż w sądowych regestrach sprawy mieszkańców Siewierza, co ją przeciw własnemu podnieśli staroście o bezprawny wyrąb lasu w sąsiedniej Piwonii. Że dobra ówcześnie biskupie, to i sąd biskupi, który... o dziwo!, przy skarżących stanął i wyrębu dalszego zakazał pod grozą grzywny niemałej, bo na pięćset grzywien obrachowanej. Jakiż tu z Roździeńskim związek? Ano jeno znów w domysłach, że skoroż miejscowi tak za tem lasem stali, znak że w okolicy już z drewnem było nietęgo... A my przecie nie o wiązce chrustu prawim! Jest zachowane Regestrum minerarum dla ziem tych w Archiwum Kapituły Katedralnej Krakowskiej, gdzie dla lat 1656 - 1657  zapisano należności kuźnicy w Piwonii, czyli względem tegoż samego lasu, o który się pół wieku wcześniej siewierzanie sądzili, na sągów**** drewna cztery tysiące z górą zwęglonego! A my przecie teraz o czasie prawim wojennym, gdzie Szwed rabuśnik sowieckim chyba jeno sołdatom w tym względzie podobny, a i insze czasu wojennego cyrkumstancyje niechybnie na pracę kuźnicy wpływały i ani mi wierzyć, że te cztery tysiące sągów to effecta pracy kuźnicy pełną parą!
   Jeśli zatem pół wieku przódzi byłoż już z tem drewnem pod Siewierzem krucho, to i możebne, że Roździeński zniechęcony temi wpodle węgla dla kuźnic turbacyjami, a i wdowieństwem świeżym, ruszył w świat gdzie indziej szczęścia szukać...
   Dodajmyż i zrazu, że się za tym szczęściem długo nie najeździł, bo Koziegłowy od Siewierza ledwo jakie dwie mile*****, temuż niechybnie bywał tam i przódzi. Spominałżem w nocie poprzedniej owe domysły względem ślubu jakiegoś Roździeńskiego w Maryjackim krakowskim kościele, co się odbył w roku 1617 i tu bym do tegoż nawrócić chciał wątku, bo wtóra Imci Walentego żona, Anna Woszczyńska, się właśnie z Koziegłów wiodła i pewnie to jedna z przyczyn przeprowadzki pryncypalnych. Jeno, że jeśli to affect jaki był szczery, czemużby mieli lat czekać ze ślubem jedenaście? Jeszczeć w czasach, gdzie na kocią łapę żyjącym niechybnie letko nie było... A i przyczyny mi nie znać nijakiej, cożby ten ślub tak długo odwlekać miała. Przeciwnie rzekłbym, że co mi o Roździeńskim znać, że ewangelik szczery, temuż by niechybnie nie chciał w grzechu żyć tak długo, a jeślić nawet o affectach wątpić, i stadło to mieć za więcej jakiego swata działanie, przedkładającemu wdowcowi konieczność nad dziećmi opieki, to przecie to sensu było największego by jak najrychlej po żony pierwszej skonie, ućciwej, oczywista, odczekawszy żałoby, tedy w latach 1605, a niechby i 1606, gdy dzieciaczki ledwo paroletnie, a nie dziesięć lat później, gdy Władysław już młodzieniec podrosły, a Zofija niemal sama panna na wydaniu! No i co jeszcze jedne podnosi nam Imć Leonard Jagoda, badacz koziegłowski, że pani Anna wielkiego być musiała nabożeństwa do koziegłowskiego kościoła, boć onemu całego niemal zapisała po sobie i mężu zmarłym majątku; dla jakiej zatem przyczyny mieliby młodzi się do katolickiego kościoła w Krakowie na ślub kwapić?
    Młodzi, rzecz jasna w cudzysłowie, bo Roździeńskiemu było już jakie 35 roków, to i nie młodzieniaszek, a mąż źrzały i stateczny. Ano i te koziegłowskie lata Roździeńskiego najszczęśniejszym mi się w jego żywocie okresem widzą. Dzieło życia jego, któremu pamięć o nim zawdzięczamy, czyli "Officina Ferraria, abo Huta y Warstat z Kuźniami szlachetnego dzieła Żelaznego" tu właśnie powstać musiało, skoro go w 1612 roku w Krakowie wydano. Podaje nam Wikipedia, że Imć Walenty po śmierci Katarzyny Salamon do Roździenia był wrócił i znów miał z bratem pospołu kuźnicy tam wieść, aliści nie znam ja na to dowodu inszego, a rzecz mi się myłką autora notki zdaje, co najpewniej czasy poplątał...
   Primo, że nijakiego inszego brata Walentego, okrom pomarłego wrychle po ojcu, Jana, nie znamy. Secundo, że skoro turbacyje z węgla do kuźnic niedostatkiem tak w Roździeniu, jako i w Niwce kuźnikowi doskwierały, byłożby logicznem na te stare śmiecie wracać, gdzie byt niepewny, a własność dawna przetracona i wspomnienia przykre? Porzucić pewny chleb zarządcy hut u patrona swego, Imci Kochcickiego? Nawiasem to do Koszęcina Kochcickich z Koziegłów ledwo trzy mile, a z Roździenia dwakroć tyle! Cóż by tam ciągnąć miało poetę naszego? Sentymenta? Nie wyglądał na takiego... Może jakie technicznej natury ciekawość do huty dobrze zaopatrzonej?
Aliści w Starej Kuźnicy wpodle Koziegłów miał wielce sobie oddaną familiję Marciszów i hutę na tamte czasy jedną z nowocześniejszych, z dwoma piecami dymarskiemi, co miechy miały wodą poruszane i cztery koła do młotów! Na tamte czasy to niemal kombinat metalurgiczny! A w 1618 stanęła nareście jescze nowsza kuźnica w Rzeniszowie, Reniszowską zwana... Zwyczajnie nie wierzyć mi, by się Roździeński przy takich perspektywach chciał z Koziegłów ruszać...  No i jeszcze co: jest  w aktach sądowych sprawa z roku 1644, gdzie córa Zofija testamentu po macosze obalić próbowała, koziegłowskiego skarżąc proboszcza, że panią Annę omamił i do donacji tak znacznej na kościół swój nakłonił. Możnaż przypuszczać, że familija się po śmierci Imci Walentego koło roku 1620 na powrót do Koziegłów przenosiła, stąd i z kościołem tamecznym związki, aliści w kontekście rzeczy wyliczonych, jeno mi to dowód jeden więcej, że przeciwnie... nikt się z Koziegłów nie ruszał i jako pani Anna ćwierć wieku po mężu ducha oddała, to i temuż donacja tak znaczna na kościół będący jej w czasie wdowieńskim pociechą duchową... Do osobnych to i może rozważań assumpta, że się to pewnie z jakiem powrotem na katolicyzmu łono wiązało...
 Sprawy córa nie wygrała, choć zyszczeła tyle, że sąd nakazał wyodrębnić z testamentu jeno własne pani Anny wiano... Całego zaś majątku w tem testamencie mamy obrachowanego " w pieniądzu gotowym, złocie, srebrze, klejnotach, miedzi, cynie, mosiądzu, sukniach, odzieży, pościeli, w broni, rusznicach, książkach, bibliotekach, polach uprawnych i inszych rzeczach" na dwa tysiące grzywien monety polskiej. A skoro rzecz przed sądem biskupim w Krakowie, tedy najpewniej o grzywnę krakowską idzie, która tamtem czasem służyła za jednostkę obrachunkową. Jedna grzywna to dwieście gram srebra, a na pieniądz przeliczając realny drogą dosyć okrężną, bo poprzez grosze praskie i polskie na nowe, od Zygmunta Augusta bite, złote polskie, byłoby tych grzywien równe jakim  3 200 złotym polskim... Przypomnę, że kamienicę na krakowskim rynku szło kupić za złotych osiemset, temuż majątek po Roździeńskim, nawet wianem pani Anny wsparty, cależ znaczny jak na człeka ongi za długi więzionego! Takoż i na kogoś, kto sam pisał o sobie i sobie podobnych:
      "Na jutrzejszy sobie dzień nic nie zachowujemy,
       Wszytko na raz, cokolwiek zarobim, strawimy,
        Bo u nas o bogactwo bynajmniej nie dbają,
        Tylko na tym, co zjedzą i spiją, przestają."

_________________
* ściślej to dwóch nawet, tegoż imienia, aleć jeden to bratanek, po bracie zmarłym, coż dopiero in futuram do godności jakich przyjdzie...
** byłoż tamtem czasem i proverbium śród hultajstwa znane, co się przed mieczem kata siewierskiego ostrzegało wzajem: "Kradnij, zabijaj, ale Siewierz omijaj!"
*** Jeszcze kardynał Sapieha tytułu książęcego,  z dawnych czasów należnego biskupom krakowskim właśnie z tytułu historycznego posiadania księstwa siewierskiego, używał do swej śmierci w 1951 roku. Spraw inszych tejże ziemi ciekawych, do Imci Keraunosa odsyłam, który jako Czeladzianin ma się honor do nacyi pisać od nas reszty odrębnej i na to dowody tutaj wykłada....:)
****sąg - miara czterem kubikom drewna równa
***** mila staropolska, ośmiu stajom równa, to na dzisiejsze miary 8, 634 kilometra będzie

28 komentarzy:

  1. Zające razem we wnyki łapali lub przy stawie jakim z patykami w garści się spotkali ;)


    A ileż miała ta Anna w chwili zamęścia? Wiek jej nie hamował tyle czasu?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szczegóła nieznane, bo i nawet to, że męża o jakie lat dwa dziesiątki przeżyła, nie jest przecie jaką skazówką szczególnie przydatną...
      Kłaniam nisko:)

      Usuń
  2. Nazwa Koziegłowy i Koziegłówki dobrze mi i paru innym osobom się kojarzą i znajomo bardzo. Dość, że Koziegłówki są dla nas miejsjcem kultu, ze szczególnym uwzględnieniem św. Antoniego, co przy sanktuarium koziegłówkowskim stoi. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tu widzę, że mi się głębiej jeszcze może ze słownikiem kneziowiskowym zaznajomić przyjdzie, bo roli świętego w tej tradycji nie znam...:) A na insze wejrzawszy cyrkumstancyje takem i dumał, zali by to Watrze ciekawem się nie widziało...
      Kłaniam nisko:)

      Usuń
    2. O św. Antonim to gdzieś w komentarzach było. :)

      Usuń
    3. Widać umknęło...:) Tak to jest, jak się nie ma czasu wszystkiego czytać...
      Kłaniam nisko:)

      Usuń
  3. Vulpian de Noulancourt16 czerwca 2013 18:01

    Książki i biblioteki osobno liczono? To chyba jakoś inaczej je rozumiano niż ja dzisiaj to czynię?
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Książki się czyta, a w bibliotekach się pali fajeczki, względnie w kominku i rozprawia o polityce ;)

      Usuń
    2. Ewentualnie jeszcze mogą być te takie szafy biblioteczkami zwane... Jak z drewna szlachetnego i rzeźbieniami zdobne, to może i bardziej wartościowe niż zawartość ;)

      Usuń
    3. Ja bym, domysły, snując raczej rozumiał, że szło o biblioteki wyposażenie, co całe przecie jednej xięgi mogło nie wartać...
      Kłaniam nisko:)

      Usuń
    4. Nawiasem, uważ też, Drogi Vulpiania, że i broni, i rusznic takoż odrębnie mamy spominanych...
      Kłaniam nisko:)

      Usuń
    5. Vulpian de Noulancourt17 czerwca 2013 13:57

      Tu rozumiałem, że mowa o białej broni i osobno o nowości, jaką była broń palna. O meblach zaś tam nawet nie wspomniano (wyposażenie biblioteki chyba tu by się mieściło?). Tymczasem odróżniano także suknie od odzieży, a to już przerasta moją zdolność pojmowania.
      Pozdrawiam

      Usuń
    6. Czem dłużej o tem myślę, to do konkluzji przychodzę tej, że licho tkwi w tej okoliczności, że to, co czytamy to testament. I tu trzy sprawy, znane z innych dokumentów, podobnych... Primo, że kauzyperda spisujący, brał za to opłaty od testamentu długości :) Secundo, że taka sztucznie rozdmuchana litania zapisu mogła dobrze robić donatorowi na psyche, tertio, że jednak mogła mieć jakiegoś prawniczego znaczenia. Przypuśćmy, że za czas jakiś by powstał spór o coś, co nie jest książką, nie jest meblem, ale stanowiło element wyposażenia biblioteki... A tak wymieniwszy osobno, nie sposób dowodzić, że autorka testamentu nie miała na myśli biblioteki jako całości... I insza, że przez suknie mogły być rozumiane suknie męskie w znaczeniu stroju paradnego jak kontusz czy żupan. A że to często był wielce kosztowny strój, to i też go często w testamentach mamy wyliczanego z osobna, choć raczej nazywanego po imieniu...
      Kłaniam nisko:)

      Usuń
  4. Mila polska! Pięknieś obliczył Wachmistrzu dokładną odległość w kilometrach, a mnie się zdaje, że to nigdy nie było dokładne. Pamiętam oprócz tego, że była tzw. mila polska mała, średnia i duża.
    Dla uśmiechu podaję wierszyk geometry Stanisława Solskiego z 1683 roku:
    Cztery calów lub palców w swojej liczy mierze
    Dłoń; tyleż dłoni stopa, krok za pięć stóp bierze,
    A dwa łokcie krakowskie, trzem wystarcza stopom,
    Ośm stajań wymierzonych włoska mila daje
    Polak zaś na półpięci mil włoskich przestaje.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Skoro wszytkie mil rachowania się do sążni raczej odnoszą, a sążeń miał być miarą równą " rozpostartm ramionom dorosłego mężczyzny", naturalnem jest, że tyle rodzajów mil mieć możem ilu mężczyzn się za ten wzorzec dla sążnia weźmie...:) A do jakiego stopnia w tem zamieszanie, to wejrzyj choćby na Wikipedyję, która dla naszego wieku ośmnastego nam mile staropolskie na... wiorsty przelicza, czyli na jednostki obrachunkowe rosyjskie, siłą rzeczy u nas najwcześniej co może w XIX upowszechnione stuleciu, a i to w Kongresówce jeno i na Kresach, czy Litwie...
      Kłaniam nisko:)

      Usuń
  5. Opowieść potoczyła się trochę w nieoczekiwanym kierunku, bo przynajmniej - jak dla mnie - większych zawiłości biograficznych od bohatera oczekiwałem. Rzecz z pewnością ciekawa i mało znana, a sięgając do Księgi znajduję tam taki fragment traktujący o zasobach Śląska: Są kruszce i w niektórych rzekach piaski złote; I kamienie najdują drogie rozmaite: Safiry, dyjamenty nad miarę ozdobne; We wszem kształcie i glancu indyjskim podobne. Zastanawiają owe diamenty, co traktuję jednak bardziej jako wytwór poezji, niż cokolwiek innego.
    Kłaniam z zaścianka Loch Ness :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cóż... jak nie patrzeć, ów dyjament, to przecie jaka tam cudna, bo cudna, przecie węgla postać, a tego ci u nas dostatek:) Alem zgodny, że to chyba więcej o metaforyczne dostatku ziem naszych opisanie szło...
      Kłaniam nisko:)

      Usuń
  6. I Ciocia Wikipedia znowu dała ciała? A mówiłam dzieciakom, nigdy się nie przygotowujcie do egzaminów z niej, bo nie zdacie i patrz oto dowód nawet u Wachmistrza :)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie pierwsza to i nie ostatnia (sam żem tam już ze cztery myłki do moderacji zgłaszał), dlatego słusznie przestrzegasz, aliści znów jako źródło pierwszej i szybkiej wiedzy...niezastąpiona...:))
      Kłaniam nisko:)

      Usuń
  7. Ja to tylko z dawna jakiejś zasłyszanej piosenki pamiętam początek: "Od Siewierza jechał wóz...", ale nie wiem, co dalej i o czym.


    notaria

    OdpowiedzUsuń
  8. Dobrze, że Kneź wstawił poprawkę linku, bo ten pierwszy się nie otwiera. I przypomniałam sobie :-D Malowane panny wiózł! Dzięki :-D


    notaria

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No proszę, a ja dumał, czegóż On to czyni, a najprostszej rzeczy: czy działa ja nie sprawdził...:)
      Kłaniam nisko:)

      Usuń
  9. Klik dobry:)
    Sporo zaległości czytelniczych mam na tym blogu. Dzisiaj postanowiłam nadrobić tę wielką dla mnie stratę.

    Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zaszczyt to zatem dla mnie:)
      Kłaniam nisko:)

      Usuń
  10. Jakiejś nadto spektakularnej ucieczki Imci Walentego z więzienia żem się po prawdzie nie spodziewał...ale liczyłem chociażby na jakąś drobną intrygę za Onegoż uwolnieniem stojącą... A to jeno protekcja zwyczajna.

    O indygenat możnaż było się starać samemu? Jako dzisiaj o obywatelstwo w kraju ościennym? Zawżdy mi się zdawało, iże szlachectwo było godnością nadawaną - przez króla, biskupa, czy innegoż posiadającego władzę człeka - za jakoweś zasługi nadzwyczajne, luboż za chwałę na polu bitwy itd...

    Na koniec powiem Waszeci jeszcze, iże obecnym czasem podobne strapienie mam, co Jejmość alElla powyżej... Mało mię w domu teraz (czego dowody możesz obaczyć w dzisiejszej nocie), Waszeć zaś piszesz często i gęsto... I robią mi się zaległości u Ciebie, co jest tym smutniejsze, że uwielbiam tu bywać i staram się być na bieżąco... Przepraszam i obiecuję wszytko w przyszłości nadrobić :)

    Jam Waszej Miłości wierny sługa... :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cóż mi rzec? Że protekcyja zanadto rzecz powszednia nam i banalna? To dopiero jest signum temporis przykre, ale o naszych czasach świadczące... :((
      Pewnie, że się starać było można, choć nie w tem sensie, że człek podania pisał i responsu wyglądał...:) Już prędzej się zabiegało o to, by kto wpływowy u króla za tem kołatał, iżby wreście to król, nibyż to z woli własnej, a przecie wiadomo, że nie bez korzyści własnej czy Królestwa, tegoż szlachectwa nadawał... Inszem konceptem, by tegoż samemu dokazać było procesu sprowokować o tzw.naganę szlachectwa i odpowiednich świadków przed sądem przedstawić...
      Kłaniam nisko:)

      Usuń

Być może zdaje Ci się, Czytelniku Miły, że nic nie masz do powiedzenia aż tak ważkiego, czy mądrego, by psuć wzrok i męczyć klawisze... W takiem razie pozostaje mi się tylko z Tobą zgodzić: zdaje Ci się...:)