03 kwietnia, 2016

Żupników galeryjka nieduża, czyli o dawnej soli opowieści część czwarta...

  Pora nam do przerwanych o żupie wielickiej rozważań nawrócić, a żeśmy za częściami trzema (I, II, III ) nie pomieścili nadto wiele o ludziach, co się tejże zasłużyli najwięcej, pora zaniedbanie naprawić, a za pokutę zdałoby się suszyć choć dni kilka, co że przecie niemożebne, chyba że świętemu, temuż my posuszym jeno do obiadu... :)
    Badacze dziejów żupnych przyjmują za pierwszego z wielkich Mikołaja Bochnera, że ów się miał zasłużyć pierwszemu mechanizma we Wieliczce zaprowadziwszy i szybu nowego drążąc... Może to i powód dobry, przecie rzec się godzi, że Bochner się ani jako żupnik, ani jako człowiek interesu nie popisał, do dziś bodaj jedynym będąc, co na soli stracił... Szyb ów bowiem (później "Bochnerem" zwany) w złoże nie trafił, co dopiero po latach chodniki odeń drążone ku północy soli sięgnęły...:(( W temże przedsięwzięciu Bochner całej swej gotowizny utopił, temuż by się zratować jako, póki się soli nowej nie dokopie, począł czynności wielce smutnych, cożbyśmy onych dziś policzyli między rabunek więcej, niźli gospodarkę ućciwą... Ceny poniżył, byle przedawać jak najwięcej, że nareście przyszły niżej kosztu... Dobywać kazał byle więcej, co i bezpieczeństwu nie służyło, takoż jak i oszczędności extraordynaryjne... Wszytkiego po to, byle przetrwać dopokąd "Bochner" Bochnerowi nie zaprofituje nareście, expensa wszytkie z nawiązką wracając... Ano, ale daremne to były nadzieje, bo nie nadążył Imć Mikołaj i... po dzisiejszemu mówiąc: zbankrutował... :( Gorzej jeszcze, że przedtem żupy przywiódł do stanu, w którem sam jako dzierżawca mniej płacił Jagielle czynszu, niźli Gotfryd Fattinante lat trzydzieści przódzi Kaźmirzowi Wielkiemu... Prawa Bochnerowe do szybu za nie nadto duży grosz kupił odeń... Uniwersytet Krakowski*, później Jagiellońskim zwany... na utrzymanie swoje, a ściślej rektora, doktorów i magistrów swoich:))
   Nie miała i potem szczęścia długo żupa, bo dzierżawce kolejni, najwięcej możni panowie, arendę swoją za nadgrodę mając od króla, tegoż baczyli, by grosiwo mieć, zasię górniczych już spraw niebaczni, podupaść jej dali... Fatalnemu skarbowi stanu króle kolejni zaradzić probowali najprościej, po pożyczki sięgając zgoła lichwiarskie, na wielickich zabezpiaczając je żupach, temuż i owe ekspensa ciążyły niczym kamień u nogi... Nareście za Zygmunta Starego trafił się jej administrator z prawdziwego zdarzenia, cośmy go dla poczynań jego studiować i dziś winni, by nauki jakiej powziąć. Cóż po tem, gdy o Andrzeju Kościeleckim mało kto dziś słyszał, a jeślić już i czegobądź się o niem wywiedział, to najpewniej o skandalu, którego ów stał się bohaterem, a który mu niemałej przyczynił niesławy i zgryzoty... tak dalece, że się odeń bracia najrodzeńsi odstrychnęli demonstracyję czyniąc wyjściem swojem z posiedzenia senatu, jakoż jeno się na niem zjawił imć podskarbi koronny. Jako deputacyja nasza we Wiedniu z cysarzem traktowała i ów uczty dla gości wydawał, Kościeleckiego nie zaproszono, przykry afront mu czyniąc, a i jeszczeć rozgłaszając przytem cichcem, że cesarz nie będzie przy jednem siadał stole z "mężem nierządnicy"... Przepaskudnie o pani serca pana podskarbiego pisał nasz łaciński poeta-biskup Andrzej Krzycki, nawiasem sam się o podobne o sobie poema prosząc moralnością wielce dwuznaczną...
   Kimże zatem była owa pani, co takich panu Andrzejowi despektów była przyczyną? Ano... primo, że mieszczką, secundo, że nałożnicą królewską, co Zygmuntowi Staremu trojga pacholąt powiła... tak, tak! O słynnej Czeszce, Katarzynie Telniczance to mowa... Nawiasem: ciekawość okrutna, cóż te Czeszki w sobie miały w owych czasach, że i Kaźmirz się przecie w Rokiczanie kochał?:))
   Pospolicie mniemano, że to król, o miłośnicę swą stając, by jej za odprawieniem się krzywda nadto wielga nie działa (a odprawić mus było: zjeżdżała Barbara Zapolya, Bony na tronie i w łożu królewskim poprzedniczka:), wydał ją za dworzanina swego, jako to w owych czasach praktykowano nierzadko... Tyle, że o wieleż Kościelecki prawdziwie mógł się przódzi za druha Zygmuntowego szczerego mniemać, tak właśnie od onego ślubu królewska przyjaźń jakby stygnąć poczęła, a o zabezpieczenie potomstwa swego nieprawego Zygmunt i bez Kościeleckiego zadbać umiał: syna jednego przecie nawet biskupem uczynił wileńskim!:) A skoro król najwidniej też się mariażem imci podskarbiego nie zachwycił, a i go k'temu nie przymuszał, znać że się pan Andrzej po własnej dobrej woli żenił! A gołowąsem jakiem nierozumnem nie będąc, a i owszem mężem źrzałym, statecznym, lat niemal piącidziesiąci liczącym, wiedział przecie po jakiem świecie chadza i że matrimonium owo niejednej mu przysporzy zgryzoty, a i nie raz pewnie przyjdzie przeciw światu stanąć całemu... Tem mi więcej Imci Kościeleckiego podziwiać, bo dowód mi to afektu prawdziwego i prawdziwie wielkiego, że się ów o szczęście swoje dobijał, nie bacząc przycinków, despektów i afrontów, w tem i tego cesarskiego, we Widniu, skąd powracając do dom, nam Pan Andrzej zachorzał dyzenteryją srodze i pomarł, jeszcze na czeskiej ziemi, co wielu, przyczyny nie znając, rozumiało, że pochorował się od przykrości i ta go właśnie zabiła... O córce pogrobowej, Beacie Kościeleckiej, mięliśmy tu już okoliczność pisać w minicyklu smutnym(I, II) o niej i o jej z kolei córze, Halszce znanej jako Halszka Ostrogska, luboż Halszka z Ostroga...
   Aleć od spraw pryncypalnych odbieżawszy, pora nam koni rozhukanych pochwycić i kolasę naszą na powrót w koleiny opowieści naszej włożyć... Kościelecki był się po raz pierwszy gospodarzem pokazał tęgim, gdy od Jagiellończyka nadano mu starostwo bydgoskie. Wielce się na tem pokazać musiał, skoro mu Olbracht już i podskarbiostwo poruczył. Inny z jagiellońskich braci, kardynał Fryderyk wziął go na marszałka dworu swego, aliści wrychle w niem talentów dyplomatycznych odkrywszy, gęsto go do posłowania zażywał i takiemż to sposobem był się Imć Kościelecki w Budzie z królewiczem Zygmuntem (co by go nanonczas nikt jeszcze Starym zwać nie śmiał) skamracił... Ciężko było za żywota starszych braci, co poważnego dla najmłodszego wykroić, temuż owe u węgierskiego Jagiellona starania za Zygmuntowem dziedzictwem. Dopiąwszy na koniec księstwa głogowskiego, wziął i Zygmunt sobie Kościeleckiego, by mu spraw finansowych wieść raczył...
   Na Imci Kościeleckiego przed ową z Telniczanką sprawą cależ inaczej baczono, niepomiernie onego szanując i admirując, takoż dla rozumu niemałego, dokonań nieskłamanych a i ućciwości przysłowiowej... Dowód najlepszy, że na czas interregnum, sejmik Małopolan onego (Wielkopolanina!)** na jednego z sześciu prowizorów skarbu królewskiego naznaczył!!! Może to i nie tyle azard był wielki, bo za słowem skarb się wielga pustka kryła: Kościelecki skarbu przejmując doliczył się w niem...61 złotych! I to był dramat prawdziwy i do dziś niedoceniony... że się imć podskarbi podjął zadania nieomal beznadziejnego: finansów królewskich uzdrowić to jedno, bo i insi probowali... Aleć dokazać tego... o, to rzecz już insza i nie wiem, zali to nie ta głowa, co tego dokazała więcej korony godna, niźli ta, co ją prawdziwie dźwigała!
    A przecie jak Kościelecki swego pewnym być musiał, że się nie wahał majątkiem własnem... ba! i majątkiem inszych finansistów: Jana Bonera***, Kaspra Bera czy Seweryna Betmana za długi królewskie ręczyć... Lat kilka zeszło nim Kościelecki z pajęczą cierpliwością plątaninę interesów żupnych rozsupływał, jednych spłacał, inszych wykupywał, luboż na królu odmiany nadań a i cofnięcia nieraz przymuszając... aż i ku temu przyszedł, że to o niem Decjusz**** po latach napisze:
"On to przywrócił do stanu używalności żupy solne i podniósł ich stan ogólny, czyniąc to lepiej niż ktokolwiek przed nim. Był tak zdolny, iż sam jeden zarządzał wszystkimi podatkami wpływającemi do skarbu państwowego i królewskiego (baczyć upraszam, że to już dwa odrębne skarby były!-Wachm.), a robił to z wielką starannością i rzadko spotykaną, niezmienną uczciwością."
  Ano, starczy może już i tych peanów...rzeknijmyż czego w samych żupach Kościelecki dokazał. Pomną może Lectorowie moi, żem Wam o soli zielonej i o orłowej (najczystszej) prawił... Alem nie rzekł tego, że to Kościelecki właśnie, nijakiego przy tem nowego szybu nie drążąc (!), samem jeno umiejętnem chodnikami i szybikami podchodzeniem, do tejże soli był dotarł, co dochody żupne w dwójnasób podniesło! Byłżeby sam tak intuicji wielkiej? Być i może... aliści więcej możebnem, że dar miał u polityków arcyrzadki: dobrać spółpracowników fachowych i umieć ich słuchać! Co się solnych spraw tyczy, prawą Kościeleckiego ręką był Seweryn Betman, przódzi bachmistrz wieloletni. O nich to obu Decjusz pisał, jak nie bacząc nawet na grozę utraty życia, dzieła swego umiłowanego ratowali:
" ...niegodziwy górnik w kopalni soli, wychodząc z kopalni, rozniecił w niej ogień. Gdy ogień rozszerzył się, wnętrze kopalni napełniło się dymem i swądem. Wielu górników zostało oszołomionych dymem i zaduchem i błądząc po podziemnych grotach, albo pozabijało się, albo zadusiło dymem (...) Kiedy (...) wśród prostych ludzi nie znalazł się nikt, kto by zechciał opuścić się na dół, Kościelecki opasany liną, sam udał się na dół, aby ratować sytuację. Wraz z nim zszedł na dół prawie dziewięćdziesięcioletni rajca krakowski, Seweryn Bethman, budzący szacunek siwowłosy starzec*****, wówczas przełożony kopalni. On to właśnie odurzonego już dymem Andrzeja wyratował z najgłębszych pokładów kopalni. Niemniej potem dzięki zaradności ich obu ogień został ugaszony, a ich ofiarność uratowała pokłady umieszczone na różnych poziomach".
   I jakże to? Mamyż Imci Kościeleckiego pamiętać jeno temuż, że się w pannie z trojgiem dzieci zadurzył? Zali ów nie godniejszy naszej o Niem wdzięczniejszej memoryi? A nawiasem... to próżno szukać we Wieliczce ulic Kościeleckiego, Betmana, Bonera, Bochnera czy choćby Morsztyna którego... :(( Nie masz i kilku inszych, co po nich nastali, a o których w części kolejnej rozprawiać będziem...
___________________________

* nawiasem: pomną może niektórzy ze szkół jeszcze, że to królowa Jadwiga dała grosza na tęż uczelnię, a to o czem piszę dowodzi jedynie, że pierwsi uniwersytetu zarządcy umięli owo grosiwo z legatu królowej ulokować nader zgrabnie:)
** może to i nie toż samo, co by kibice Wisły arcykibica Legii na skarbnika wybrali, przecie wiele to od tego nieodległe...:))
*** po prawdzie tom do dziś nie dociekł zali nie przy słuszności ci, co familiję ową Bonarami piszą, ale że naźwisko Bonerów najwięcej już i osiadłe w dziejach, to i ja, by nie mylić, tak ich zwać będę...
**** upraszam choć okiem tutaj rzucić, by dojrzeć w Decjuszowym drzewie, jakoż owi wszyscy, cośmy tu już ich mieniali, skoligaceni ze sobą:)
**** Sam Kościelecki miał naonczas lat 55...





                                 ................

01 kwietnia, 2016

Cytat miesiąca

a ściślej cytaty, bo dwa aż zdania mnie urzekły w czytanym "Czytaniu z kości" Jakuba Szamałka, rzeczy właściwie kryminalnej, jeno owa inwestygacyja jest pomiędzy dawnemi Etruskami prowadzona...
"Jak to jest, myślał wtedy, zgrzytając zębami, że małe ptaszki ćwierkają, małe pieski popiskują, małe świnki pochrumkują, ale małe dzieci to już drą ryja, jakby je obdzierano ze skóry?"
i drugie, o współcześnym już Tarencie:
"Tarent był dziwnym miastem, wyglądał jak nieślubne dziecko Florencji i Bytomia"

30 marca, 2016

Do apelu...

...AlElli się przyłączam, względem Onej supliki o salwerunek w nieszczęściu, które dzieciaczka krewnego dotknęło...:( 
  Po szczegóła względem tego, kto co może i jeszcze może dopomóc dzieląc onegoż podatkowego jednego procentu, jeśli to jeszcze nie po harapie, do AlElli udać się upraszam:
http://grycela.blogspot.com/2016/03/uroczy-nowy-roczek-prosi-o-pomoc.html

28 marca, 2016

O dawnej soli opowieści część trzecia...

    Przy końcu części wtórej (I, II) żem obiecował słów parę o czemś, co dziś się pospolicie socjalem zwie czyli o pracownicze idzie korzyściami przez robotnika odnoszone z samego tegoż faktu, że tu, a nie gdzie indziej pracuje. Między temi, co ustrój z niedawna miniony mieli za wroga byli i tacy, co rozpowiadali, że jako się robotnikom wszytkim nadto wiele świadczeń fondowało, temuż nie mógł ów porządek się ostać, bo nie zarobiłby na to... Owoż co dziś wystawić pragnę, to to, że owe socyjalne dodatki nie nowych czasów wymysłem! Wieliczka je znała ,już i lat temu (skromnie licząc) jakie pół tysiąca!
   Ano...najpierwsze o czem żup właściciele pomyśleli, to dom dla okaleczałych i do roboty niezdolnych, z tem że tu chwała należna już Kaźmirzowi Wielkiemu. Nienajsłuszniej zaś ów dom weterana zwali historycy przytułkiem, boć taki, jeszczeć z mianem szpitala się najwięcej by może z jakiem dzisiejszem hospicjum kojarzył, jeszczeć takiem, gdzie chodzić poradzących by dniem na ulicę dla żebrackiej posługi wypychali...:((  Nic z tych rzeczy: nasz szpital (takoż i ta nazwa zwodnicza, aleć tako w pergaminach stoi) Świętego Ducha uposażono na dwunastu działach stolniczych, takoż żupnikowie kolejni nań grosza nie skąpili, temuż się i pensyonariuszom cależ wiedło niezgorzej... Dość rzec będzie, że jakich żołnierzów zasłużonych, a służbie już cale niezdatnych, jako nadgrodzić chciano, to ich między emeryty gwareckie delegowano!
  Dodać się też i godzi, że to jeno już tych się tyczyło, co cależ już wszelkiej robocie niezdatni, bo jeśli taki niejaki czem tam jeszcze władać poradził, to onego ku robocie jakiej kierowano lżejszej, a choćby przy warzelniach na powierzchni, luboż przy soli wydawaniu, abo u kuchniej... Nad ową kuchnią przyjdzie nam się zatrzymać dłużej, bo to zdaje się, najpierwsza w Polszcze stołówka pracownicza:))... I to nie jaka podła garkuchnia! Mamyż* arcyszczegółowych rachunków i żupy całej i samej kuchni, stąd nam wiedzieć, że Anno Domini 1561 pokupiła mięsiwa:
gęsi 1 289
kogutów 2 049
kur 1 969
kapłonów 498
dalej: saren 43, zajęcy 53, karpi 9 453 sztuki (!)**, szczupaków 380, nawet się i raki trafiły...! Najgłówniej zaś mięsiwa było wołowego, za całych złotych 1 000, co jak kto pomni części poprzedniej, znaczyło jakie 500 wołów... Najmniej myszlę, bo choć czasy dawne się osobliwą kierowały logiką, że ot, choćby dwór królewski, najwięcej na swój stół kupując, zarazem i najdrożej za swe produkta płacił, aliści insza to dworowi się na pokazanie sadzić, a insza żupnikowi zysku z żupy baczyć, temuż nie mniemam, by ów miał się ponad potrzebę wypłacać, ergo pewnie drugim po Wawelu będąc w okolicy odbiorcą, pewnie mógł i cen się domagać, jakobyśmy dziś rzekli: hurtowych...
   Jakem k'temu przysiadł z liczydłem, skromnie obrachował kopaczy na jakie 500-600 chłopa, przydał emerytów i biedaków, gości i woźniców po sól zjeżdżających (bywało i do stu dziennie!); ujął dni postne od mięs spożywania (temuż zapewne nam tej karpiów mieć w tych rachunkach obfitości), dalej mi najmniej na gębę jaki funt mięsiwa dziennie z obrachunków wychodzi... A przecie to mięso dopiroż... gdzie kasze wszelkie? Gdzie chleby? Gdzie groch, gdzie rzepy? Soczewica? Rachunków za piwo nawet i nie spomnę, bom się dorachował, żem może w żywocie z razy kilka, dzień jaki i natchnienie extraordynaryjne k'temu mając, żem tyle wypił, coż onym za normę mi dzienną wychodzi...:(( Jak nie liczyć, wychodzi że kuchnia żupna karmiła dostatnio:)) Wtóre, co mię w kompleksa wpędza, to że w rachunkach onej kuchniej jeno jednego kucharza i dwóch posługaczów płacą!!! Tytani jacy, na Miły Bóg? Wiem ja, co znaczy jadła na tysiąc chłopa rychtować, temuż nie dowierzam, by poradzili... A może to jakie żony gwareckie dopomogały? Jeno że naonczas by trza między odbiorców i familie górnicze liczyć, bo nie wieręć ja, by tegoż darmo czyniły... Stąd też właśnie domniemanie moje, że to właśnie onych niedołężnych od Świętego Ducha do jakich posług przy kuchni zażywano...
   Spomniałżem woźniców, za solą zjeżdżających... Ano i to najpewniej był powód, by tej arcykosztownej imprezy, tak długo trzymać. Żupa bowiem, najpryncypalniejszych miała turbacyj nie z dobyciem soli... a z jej dystrybucją, temuż owo za solą zjeżdżających goszczenie podług dzisiejszych kryteryjów by pewnie w budżet marketingu wpisano:) Jako turbacyjom ze zbytem koncepta insze, do których przyjdziem, zaradziły, kuchnię Anno Domini 1565 unieczynniono, za coż gwarkom nielichej w gotowiźnie doliczono rekompensy! Zapamiętajmyż jednak, jako z kosztami inszemi porównań będziem czynić, że kuchnia owa ekspensowała do 8 tysięcy złotych rocznie!
   Tematów socyalnych kończąc, nie sposób nie spomnieć o "funduszu braterskim", co go Seweryn Boner Anno Domini 1523, wzorem górników niemieckich i czeskich był założył, słynny róg wielicki*** na początek ofiarowując... W szczegóła nie wchodząc, ów fundusz zapomogowy służył wielickim gwarkom lat z górą czterysta, bo aż do ostatniej wojny! Że Niemcom przeszkadzał, to mi nie dziw, że bolszewikom to i to mi nie dziwne... ale przecz po 1989 nie wrócił? Abo to u nas taka moc instytucyj z tradycyjami tak pięknemi?
___________________________

* A raczej mielim do wojny ostatniej, bo spłonęły do szczętu:(( ... Szczęściem, że jeden choć jedyny Roman Rybarski je przepatrzyć zdążył, i co zdolił, opisał...
** Za wigilijną okazyją żem miał o karpiach słów paru gdziem wywodził, że to za czasów dawniejszych wielce rzadka ryba była i jako na stół trafiała, to prędzej na szlachecki, niźli chłopski!
*** Prawdziwe arcydzieło renesansowej sztuki złotniczej.:) Można po dziś dzień oglądać w muzeum...




                                 ................

25 marca, 2016

Resume not moich okołowielkanocnych dawniejszych...

...osobliwie dedykowanych Lectorom Nowym, których się ostatniem czasem przygarść niejaka zebrała:) Nie iżbym Bywalcom onych tekstów odmawiał, aliści czuję co przez skórę, że owi już i niezadługo ich na pamięć umieć będą, chyba że zrejterują zgrabnie...:) Ale cóż czynić? W tem przedświątecznym czasie, każdej jak widzę Wielgiej Nocy i każdych Godów będących przedprożem, czasu wolnego na nową notę szukać, to niczem złota w potoku przed wiekami już wypłukanem... I wklejając co do słowa noty sprzed roku, nieodmiennie zadziwionym jej nieprzemijającą aktualnością:) 
" Przytłoczonym zatrudnieniami ostatnio niczem ten dromader, co go na szlak już ujuczyli, a tu jeszcze go jaki tłusty kupiec arabski był dosiadł... Temuż nowych na rzeczy not pisać nie podołam..." ... takem był pisał jako się te Święta pięć lat temu przybliżyły i co mię już nawet nie zadziwia, że jeszli się co odmienia, to jeno włosów siwych na łbie i brodzie mnogość, nie zaś prawdziwość słów przywołanych, których jako tak dalej pójdzie, pewnie na nagrobku ryć każę... Chocia powiadają niektórzy, że niedoczekanie w tem moje, bo czasu mieć nie będę, by pomrzeć, co jedyną się zdaje być jasną tego stanu rzeczy stroną...:)
   Ano i tak... tym, co świątecznego by jakiego pragnęli klimatu przedkładam not swoich dawniejszych wpodle tego resume, a to mianowicie:
http://wachmistrz.blog.onet.pl/Resume-not-dawniejszych-zapust,2,ID371706962,n

http://wachmistrz.blog.onet.pl/Jeszczec-o-obyczajach-zapustny,2,ID372013069,n

 tu zaś piórem Lucjana Siemieńskiego święconego opisalim:
http://wachmistrz.blog.onet.pl/O-swieconem,2,ID372322236,n
http://wachmistrz.blog.onet.pl/Jeszczec-z-Siemienskiego,2,ID373043558,n
  Wam zaś wszytkim Gościom tu moim czy jeno Przechodniom: Świąt życzę Spokojnych i Zdrowych, w miłej atmosferze familijnych radości przepędzonych i bez nijakich turbacyj, wliczając w to konsekwencje jakie nieumiarkowania przykre...:)
   Kłaniam nisko:)

23 marca, 2016

7 Pułku Ułanów Lubelskich dziś Święto...:)

...którego, by kto chciał ze mną obchodzić, temu rad będę wielce, a kto o pułku tem przypomnieć czego ciekawy, luboż jeno dalszą częścią ułańskiej golizny się ponapawać pragnie, to noty stosownej tu znajdzie:)
                                       
                                          ................

22 marca, 2016

O dawnej soli opowieści część wtóra...

   Pora może co do kwestyj w części pierwszej omówionych dorzucić co krzynę o technicznych wydobycia aspektach, takoż po temu, że bez tego ani rusz o konceptach niektórych żupników względem pracy tej usprawnienia, luboż zysku pomnożenia... Ano, wiedzieć nam już, że w neolitycznych już czasach funkcyonowały wpodle przyszłej Wieliczki małe warzelnie, gdzie najwidniej sól powierzchni bliską wodą wypłukiwano i na korytach jakich odparowywano onejże. Miano, już wspominane, "Magnum Sal" - tyleż nam dowodzi, że gdzie szybu najpierwszego drążono tam sól była Wielka, czyli taka, której się w bryłach dobywać dawało.
   W pościgu za tąż solą, coraz głębiej siedzącą, poczęto w średnich wiekach szybów drążyć, z których dziś najstarszy znany "Goryszowski", aliści dla soli ilości najznamienitsze były najprzód dwa insze: "Regis"(Królewski) i "Seraf" przez żupnika Mikołaja Serafina z Barwałdu dokonany. Cależ osobnym szybem była "Wodna Góra" (przypomnieć pragnę, że góra znaczy kopalnia:), gdzie wody kopalni grożącej na wierzch dobywano przy pomocy tak zwanych "kunsztów" co we Wieliczce najsamprzód oznaczało koła obrotowego na górze z łańcuchem, na którem skórzniowych worków na wodę nanizano. Że całość dziwnie paciorki różańcowe na myśl przywodziła, temuż i machinę paternostrem zwano...:)
   Okrom wody dobywania, takoż i ludzi na dół, a i urobek ku górze na kieratach linowych ciągano, jako na starych sztychach Hondiusa poniżej widać... Z czasem ludzi kieratami kręcących zastąpili dreptacze w kieracie pionowym, luboż i konie przyprzężone...

Na tejże paginie zasię naleźć konterfekta urządzeń starych można, a i całej wirtualnej po żupie odbyć wycieczki:

http://www.kopalnia.pl/zwiedzanie/trasa-gornicza

   Nam zaś pora o samych kopaczach słów rzec parę... Technika ówcześna na toż dozwalała, by oskardami ścianę drążyć wpodle mieśćca upatrzonego, tak iżby ostał się jakoby filar solny, "kłapciem" zwany, któregoż w momencie stosownem podcinano dołem, iżby się sam pod ciężarem swojem urwał i na pawiment upadł... Tamże kopacz dopiero "bałwanów" formował, podług miary naznaczonej i od takichże był płaconym... Kłapeć, że nieraz i ton parę ważył, temuż i nie dziwna, że jako kopacze nie nadto chyżo przed spadającym uskakiwali, temuż i moc była poranionych, a i zabitych nie brakło! Nawet jako już i "bałwana" uformowanego na podszybie przetaczono, niechybnie i przy tem wypadków nie zbrakło, boć ów najmarniej z pięćset funtów ważył, a po kurytarzach kagankami jeno oświecanych, bez machin jakich ku pomocy zdatniejszych (później już i sań swoistych luboż wozów niedużych zażywano) to niechybnie dziełem było arcytrudnem... Ano i tu pierwszej mamy z urządzenia żupy ciekawostki, że owo średniowieczne przedsięwzięcie miało medyka, jakbyśmy dziś rzekli "zakładowego":) Ów chirurgus początkiem był od każdego przypadku płacony, takoż za leki, a od roku 1569 "niczem już miał się inszem nie trudzić, jeno nad robotnikami Jego Królewskiej Mości mieć staranie", inszemi słowy przeszedł na etat:)), nawiasem mówiąc za nie nadto srogie pieniądze, co nam zda się w nawyk narodowy weszło...:)) 52 złote bowiem rocznie nie dają nam nawet po złotemu za tydzień, a murarz w Krakowie brał tygodniowo półtora złotego... Insza, że się i ów medicus nie przepracowywał, bo wypadków acta notują 56 na rok 1553, potem rośnie ta cyfra do 90 Anno Domini 1563, aleć to i największy kopalni rozkwitu czas, temuż i ludzi proporcyją najwięcej, zasię na 1568 było 78 i między temi liczbami nam średniej rocznej szukać... Jak na jakie 500-800 załogi... niemało! Upraszam jednak nie rozumieć, że wypadek skonowi równy, bo pogrzebów na koszt żupy ( a płacono za wszytkich, jakobyśmy dziś rzekli: "w służbie poległych", a z czasem i za zwyczajnie zmarłych) najwięcej było 11 w roku 1553... Pytanie nie od rzeczy; co z temi, co nadto poszkodowanemi byli, by wyzdrowieć i ku robocie nawrócić, ale do tejże kwestyi jeszcze się nam wrócić przyjdzie...



  Pierwotkiem płacono od "bałwanów", co znaczyło że jeden, większym Fortuny będąc ulubieńcem, wyciął z "kłapcia" "bałwanów" kilka, to i grosz miał większy, wtóremu gorsza, więcej iłami przekładana się sól trafiła i ledwo dwa urobił. W najpierwszej bowiem kopalni części, "Starymi Górami" zwanej, jeno taka, gruboziarnista, iłem spaskudzona sól była... Światło kaganka jej osobliwej zielonkawej barwy przydając, dało i nazwy: sól zielona. Aliści jako z komór już i tej najwięcej wybrano, poczęto z komór niektórych szybików nowych ku dołowi drążyć i tam na najczystszą, bielusieńką natrafiono... Zwano ją zatem szybikową, takoż białą, nareście że ją dla klasy swej znamienitej pakowano w beczki orłem królewskim cechowane, temuż zwano ją i solą orłową. Ale też i ta sól więcej zbitą będąc, ciążyła więcej, temuż i więcej niebezpieczną będąc, wrychle k'temu przywiedła, że za robotę na "Nowych Górach" płacono podwójnie! Ile?
   Ano... nieproste to obrachunki, bo za najpierwszej reformy Imci Kościeleckiego (ku któremu jeszcze nam wrócić przyjdzie extraordynaryjnie) rozdzielono płacenie kopaczów od przysadnich. Kościeleckiemu o toż szło, by granic wydajności sięgnąwszy, nie naruszając w niczem królewskich statutów co do liczby "stań" i "stolników", przecie liczby labores zatrudnionych zwiększyć. Dokazał tego tem sposobem, że jeno kopaczy, "kłapcie" zwalających uznał za stolników, aleć już do "bałwanów" wykrawania wydzielono przysadnich, odtąd kruszakami zwanych. Kruszaków z tegoż czasu za "bałwany" płacono, zasię kopacze pracowali na uzgodniony ze sztygarem "labor", czyli jakobyśmy dziś rzekli, podług umowy o dzieło:) Dziełem zaś był wskazany na konkretnej ścianie do zwalenia "kłapeć", co podług szczególnych "miar" przeliczano na 3 grosze za miarę w "robocie podnóżnej" (czyli w poziomie) luboż i po 4 grosze za miarę w "robocie ściennej". W nadto srogie obrachunki nie wchodząc dość rzec będzie, że kopacz średnio jakie półtorej "miary" na dzień wyrabiał w "Starych Górach", a w "Nowych" nawet i dwie, coż by mu tygodniówki czyniło najmniej jeden złoty jeden grosz i dwa denary*... Nie nadto jak widać bohato, a przecie jeśli ów stolnikiem nie był, to jeszczeć się stolnikowi opłacić musiał najmniej trzecią częścią! Skorośmy zatem dokazali, że murarz więcej by zarobił, czemuż do żup nigdy kandydatów nie zbrakło? Jakże się to onym opłacało?...
   Ano... rachowalim to na "Starych Górach", a na "Nowych" stawki miał zdwojonej, przy tem tam i wydajność większa, temuż mógł i do półtorej złotego dojść. Insza, że tu by się może, rodaków naturę znając, człek jakich protekcyj czy kumoterstw doszukiwał, że sztygarzy może jednych nadto chętnie w "Nowe" słali, aleć nam historya milczy o tem, by się kto na to skarżył, luboż by kogo o to obwiniano... Znak zatem niechybny, że sztygarom ani w głowie było pod sądy podkomorskie się pchać, ergo kolejny sprawności zarządzania dowód:)...
    Profit kopaczów kolejny, że mieli jeszcze co na kształt deputatu: z wody paternostrami wyciąganej, na powierzchni już, soli warzono i owi za każdy "labor" dostawali do podziału cztery ćwiertnie tejże soli (szła w handlu po jakie sześć do ośmiu groszy za ćwiertnię:)



I jeszcze jedno: do końca XVI wieku żupa przedawała jeno sól bryłową, za nic mając solny druzgot, "rumem" zwany**. Prawem niepisanem było ową drobnicę gwarkom na górę wynosić, naturaliter miary przy tem jakiej i przyzwoitości zachowawszy... Owych "wynosków" mógł zatem kopacz wynieść na jakie kilkanaście kolejnych groszy tygodniowo, ergo summa summarum byłoż tego zarobku jakie dwa do trzech i pół złotego... A dwa złote to był cały wół! Zdrowy, dorodny, odpasiony do uboju wół... Abo pół wieprza... abo para męskich butów prima sort z cholewami:))



  Że gwarkowie zarabiali niezgorzej mamyż pobocznego świadectwa niejakiego Jakuba Espincharda, Francuza co po Polszcze Anno Domini 1597 peregrynował... Ów w diaryuszu swojem zapisał bowiem: "Widzieliśmy w tym wnętrzu ziemi ponad pięciuset chłopów, którzy całkiem nago pracują*** w kopalniach, każdy z płonącą lampą, a większość z nich bardzo dobrze mówi po łacinie".
   I na toż bym uwagi Lectorów pragnął obrócić szczególnej!!! Ukażcie mi proszę, jakibądź zakład pracy dzisiejszy, którego część załogi większa jakibądź język obcy zna prawdziwie, tak iż się z sensem z cudzoziemcem dogada! A przecie owa łacina była wieliczanom obcą, nabytą we szkole! I najwidniej stać ich na te szkoły było, i rozumieli, że kształcenie rzecz przydatna!!!
   A przy tem, onego siódmego cudu świata opisując, żeśmy jeszcze niemal nic nie rzekli o żupniczym "socjalu": stołówce pracowniczej, zapomogach, emerytach... Wiem: obiecowałżem o tem, aleć i takem tych wszytkich obrachunków czyniąc ponad już miarę i pacjencję Lectorów się wysadził, temuż o tem, jako i o żupnikach niektórych w części trzeciej będzie...:)
____________________________

* przyjąwszy średnio 3,5 grosza za miarę: 3,5 x 1,5 x 6 = 31,5 grosza. Przypominam, że do 1841 roku złotówkę czyniło 30 groszy, nie sto!
** za okazyją zatem i etymologiję słówka "rumowisko" żeśmy wywiedli:)
*** Ano właśnie... po jednej stronie Espinchard i inszych kilkoro, po wtórej Hondiusowe sztychy i świadectwa insze... Prawdziwie zatem nie wiem, zali dowierzać muzealnym exponatom, gwarków w grubych sukiennych przyodziewach ukazujących. Pojmuję, że może to jeno przyzwoitość nakazała tegoż się dzierżyć, aliści na dole nikt by w tem nie wytrwał, przy ówcześnej wentylacyi nikłej i przy robocie ciężkiej... Znowuż kto bądź kiedy po linie zjeżdżał, wie, że tego na golca dokazać bodaj nie sposób...:))



19 marca, 2016

Na święty Józef Pułku Święto...

zatem wyimków z dwóch not ( I , II ), bywalcom już znanych, z lat uprzednich, przypomnieć sobie pozwolę, głównie na użytek licznych Lectorów nowych, choć i wierę, że i dawniejsi, jako Szczur w świętach pułkowych rozmiłowani, a jako Vulpian w poemach, odnajdą w nich nuty sobie bliskie:)
  Słowa tytułowe powziąłem z wiersza, który pułkowi  poświęcił był nie byle kto, bo sam Włodzimierz Tetmajer, malarz i poeta nie dość, że własną pamiętny zasługą, to i unieśmiertelniony przez Wyspiańskiego w "Weselu" jako Gospodarz. Ów tych właśnie rymów  ofiarował pułkowi na święto w 1923 roku:


Na święty Józef Pułku Święto
Stańcie polegli między nami
Wspominać przyjaźń zadzierzgniętą
W śmiertelnym boju z Moskalami.
Na święty Józef dzień patrona
Odżywa wspomnień szereg długi
Gdzie bój? Gdzie szarża ta szalona?
Gdzie krwi ułańskiej krasne strugi?
Na święty Józef za kraj miły
W niebo modlitwa bije stara
I otwierają się mogiły
I brzmi komenda: naprzód wiara.
Na święty Józef ze światłości
Bożej właściciel pułku schodzi
Między swoimi siada w gości
Do nich uśmiecha się najsłodziej.
Wszystkich ułanów przyprowadza
Co z nim u Boga siedzą tronu
Baczność! To pułku święta władza.
Raport z każdego zdać szwadronu!
Czy tu porządek dawny wszędy?
Czy żyje polska cnota stara?
Czy nie zapomniał kto komendy:
Polskie ułany! Naprzód wiara!
Wszyscy polegli przyszli zgrają
Między kolegów, co zostali.
I tak się do nich uśmiechają,
I tak się z nimi przywitali.
I tak się z nimi cieszą szczerze,
Radość im lice rozpromienia,
I mówią zdobni w srebrne krzyże
"na przyszłą wojnę dowidzenia".
Kiedy ruszycie do ataku
Drużyna z Wami rusza stara,
Wszyscy staniemy w Naszym znaku,
Żółte ułany!! naprzód wiara!
Polegli z nami żyją zawsze,
Zawsze w ułańskim stoją rzędzie,
Biegliśmy w boje wręcz najkrwawsze,
Posłuszni męstwu j komendzie.
I mówią: ,,Niech się nikt nie żali,
Żeśmy U Boga! nasze blizny
I młode życie my oddali
Jako rycerze dla ojczyzny!
I w Waszej chcemy żyć pamięci
I niech komenda dzwoni stara:
Z ósmego Pułku w niebo wzięci
Wołamy z Wami -,,Naprzód wiara!!"

Wiersza wtórego, co się z osobistą Tetmajera tragedią wiąże* żem już nie przytaczał, najwięcej przez wzgląd na jego długość, ale i na wielce elegijny charakter. Komu jednak ciekawo, w pierwszej z not na początku linkowanych go znajdzie...
Święto 8-go Pułku Ułanów Księcia Józefa Poniatowskiego  w dzień imienin szefa pułku, Księcia Józefa Poniatowskiego, nominalnego jeno, oczywista, choć wielce zasadnie przybranego. Otóż bowiem tenże xiążę, o czem mało kto pamięta, nim się w narodowych wsławił był barwach, służył pierwej w austryjackiej armii i tamże ordonansu dostał w 1784 roku, by we Lwowie pułku ułanów cesarzowi uformował.      
   Tenże to pułk, pierwotkiem zupełnie polski w składzie i charakterze, za powrotem xięcia w 1790 roku pod narodowe sztandary (a z niem i oficyjerów wszystkich), począł być stopniowo swej tożsamości pozbawianem, choć rekruci aż po sam kres jego, z Galicyi byli wybierani. Ale na kolejnych polskich oficyjerów przyszło poczekać do lat 60-tych i 70-tych XIX stulecia, pierwotkiem nieznacznych w liczbie i funkcyi, by przed samą wielką wojną, co jeszcze wtedy numeru nie miała, przyszedł pułk na powrót k'temu, że go niemal wyłącznie Polacy składali i Polacy w niem dzierżyli komendy. I ciż oto, gdy c.k. monarchija topniała niczem lodu sopel we wiosennem słońcu, pozbywszy się ostatnich nie-Polaków ze składu swego, gremialnie dawniejszych porzucili sztandarów i narodowe podnieśli barwy, z austryjackiego 1 Pułku Ułanów (obecnie z Krakowa) tworząc 1 Pułk Ułanów Ziemi Krakowskiej, a xiążęcia Poniatowskiego sobie za patrona i szefa tytularnego pułku biorąc. Grzebałem w memoryi, by wynaleźć, czy była w tamtem czasie inicjatywa gdzie jeszcze jaka insza, by się gdzie co drugiego takiego zdarzyło, alem nie nalazł... Owszem, tworzono regimentów wiele, których zalążki czy i pododdziały nawet całe się z zaborczych armij wiodły, ale by cały, w pełni sformowany, uzbrojony i wyposażony pułk kawaleryjski z dnia na dzień, z całem dobrodziejstwem inwentarza, był z armii zaborczej do nowo tworzonej polskiej przeszedł, tego nie pomnę, by się gdzie jeszcze zdarzyło...
   Numer się ostatecznie pułkowi nie uchował, między inszemi za sprawą opisywanych tu ongi przepychanek między Dowborem-Muśnickim a Piłsudskim o pierwszeństwo pułków ułańskich pod ich auspicjami formowanych w Legionach i w Korpusach Polskich w Rosji, takoż i miano Ziemi Krakowskiej, aliści z kwietniem 1919 roku przyjętą ostatecznie została nazwa dlań 8 Pułku Ułanów Księcia Józefa Poniatowskiego** i święto naturaliter na dzień najstosowniejszy, ergo szefa pułku imienin:).
   Wszystko to w czasie, gdy już pułk wojennej posmakował niedoli, ale i chwały, między inszemi cząstką na cieszyńskim, przeciw Czechom, froncie, aleć najwięcej przeciw Ukraińcom stając pode Lwowem i na Wołyniu. Bojów i szarż by chcieć wymienić następnych, z pół strony by zapisał... tedy jeno zdobycia Beresteczka spomnę, zajęcia Równego i udziału w słynnem zagonie na Koziatyń. Zasię w 1920, gdy pod sowieckim naporem wycofać się przyszło***, chlubnej i zaszczytnej karty pułk zapisał w ostatniej wielkiej (bodaj czy nie największej w XX wieku****) bitwie kawalerii, pod Komarowem, gdzie Konarmii praktycznie zniszczono. 
   Nim pułk i we Wrześniu (zasię i później, na francuskiej ziemi) kolejnej zapisał chlubnej karty, przyszło w roku 1923 do tragicznych wypadków krakowskich, w których i pułk nasz miał swego udziału tragicznie smutnego, którym to zdarzeniom (a i pułku w nich roli) żeśmy tu ongi całego cyklu poświęcili (( ,IIIIIIV , V) a i późniejszej, z francuskiej kampanijej się wstydzić nie ma czego...  

   By nie kończyć tej noty zanadto minorowo, cokolwiek krotochwilny może pomieszczę obrazek. Otoż (za 11 tomem Wielkiej Księgi Kawalerii Polskiej) ułani 8 Pułku na chwilę przed pławieniem koni w Wiśle w 1930 roku. Pikanterii może i niejakiej dodaje fakt, że te mury u góry szacowne... to klasztor benedyktynów w Tyńcu:)





___________________________________
*w lipcu 1920 roku, pod Stanisławczykiem na Wołyniu poległ był jeden z synów Onego, porucznik Jan Kazimierz Tetmajer, 8 Pułku Ułanów właśnie oficyjer.
** - i taka tylko pisownia tej nazwy jest właściwą. Wtrącanie zbyteczne słówka "imienia" jest błędne...
*** -  w bojach tych pułk tak stopniał, że z początkiem lipca 1920 roku do obrony mostu w Łucku stanęło już tylko 55 szabel pod porucznikiem Krzeczunowiczem...:(( Szczęśliwie przed kontrofensywą polską i bitwą komarowską dotarło kilkuset rekrutów z uzupełnień
**** - po sowieckiej stronie cała Konarmia Siemiona Budionnego, a ściślej to, co z niej zostało po nieudanych próbach zdobycia Lwowa i Zamościa. Łącznie 20 pułków, a w nich jakie 7-8 tysięcy szabel. Po naszej: 1 Dywizja Jazdy z sześcioma pułkami (1 Pułk Ułanów Krechowieckich, 8 Pułk Ułanów Księcia Józefa Poniatowskiego pod rotmistrzem Krzeczunowiczem, 9 Pułk Ułanów Małopolskich, 12 Pułk Ułanów Podolskich pod rotmistrzem Komorowskim, przyszłym dowódcą AK, 14 Pułk Ułanów Jazłowieckich i 2 Pułk Szwoleżerów Rokitniańskich), łącznie jakie 1 500 szabel składających, jeśli nie liczyć batalionu piechoty szturmowej wybornie dowodzonej też przez nie byle kogo, bo przez kapitana Stanisława Maczka, przyszłego dowódcy pancernych naszych na Zachodzie)

                                                 ...........




                                               .

15 marca, 2016

O dawnej soli naszej opowieści część najpierwsza...

   Zarzucone nasze dawniejsze o minach i rudach, dziś kopalniami zwanych, gwarkach i sztolniach refleksyje nasze dziś byśmy podjąć pragnęli de novo, tandem nam dzisiaj mus siedm stoleci nazad postąpić, by się na początku tejże historyi naleźć, co precedensu w Europie, a bodaj i we świecie nie ma. I nie o tem ja prawię, że bodaj poza Iszpaniją i Hungarią nigdzie indziej soli pod ziemią nie szukano, jeno ją z morskiej odwarzano wody, a o tem, jakoż te przedsięwzięcie całe poczęto i przez stulecia , prawdziwie za powód do chluby dla zwierzchność nad niem mających służyć mogło... Słowem: prawić będziem o staropolskich inżynierach i menedżerach, że tych mian nowocześnych zażyję, a jako pokończę, tuszę, że sami Lectorowie moi uznają, że nie jeno nasze orężne, luboż alkowiane dzieje pasjonujące być mogą...:))
   We wstępie do Staszicowego "Ziemiorództwa Karpatów" profesor Goetel cytuje francuskiego uczonego podróżnika Beudanta, któren madziarskie zwiedzając ziemie Anno Domini 1818, zakonkludował, że "było bardzo trudno, znajdując się o trzy dni (drogi- Wachm.) od Wieliczki, nie spróbować urządzić wycieczki dla zwiedzenia tych wspaniałych kopalni soli znanych w całej Europie".
   Ano właśnie! Kwestyja jeno w tem, zaliż sława onych dla konceptu urządzenia, czy jeno dla infernalnych niejako doznań spectatorów? Mniemać mi, że więcej jednak to wtóre... Nie darmo bowiem pisał (1519) Imci Joachim Vadianus, co się tu ku nam aże z Helwecyi zabłąkał: "Dno szybu jest takie głębokie, że stojący na dole nigdy nie mogą zobaczyć światła dziennego, a wszelki głos wołający z góry jest tak nikły, że ani ci, ani tamci nie mogą sobie wcale dawać znaków (...) Przybyszom, którzy nie chcą albo nie mają odwagi zejść na dół, wskazują głębokość szybu zapaloną wiązką słomy, aby w ten sposób poznali choć częściowo jego głębię." Pół wieku później nuncjusz papieski Fulvio Ruggieri przytwierdza Vadianusowi: "strach (...) spojrzeć na dół, tak iż niejeden, który przybył z chęcią zwiedzenia tych miejsc podziemnych, zdjęty bojaźnią na widok ciemnej przepaści zaniechał tego zamiaru." Ano i tu mi boleść prawdziwa, bo nie jednej się to Wieliczki tyczy, że o istocie prawdziwej rzeczy mało nam znać, jeszli tylko rzecz się dawnej techniki i konceptów urządzenia tyczy... Możem i jako Wachmistrz nie powinien temu sarkać, że w mieścinie najnędzniejszej mamyż pomniki jakiego rębajły na koniu, a próżno szukać tego, co kanału tam jakiego przekopał, młyna pierwszego uzdajał luboż jakiej hamerni...:(( Dosyć już na tem, pora nam na tę solną biesiadę postąpić, a co może i krzynę złośliwie Czytaczom części niemałej w ten czas biesiadny Mistrza Jana z dedykacyją przedłożę:
"Milczycie w obiad, mój panie Konracie:
Czy tylko na chleb gębę swą chowacie?":))
    Rzecz najpryncypalniejsza to począć ob ovo... Ba, rzec łacno, dokazać tego nierównie ciężej, gdy nie wiemy kiedyż owe jaje się kluło:(( Co się soli bocheńskiej, po sąsiedzku dobywanej, tyczy, rzecz zda się znana... Anno Domini 1251 kmiotkowie tameczni, studni kopiąc, do soli doszli i dalej już rzeczy górniczą poszły koleją. Jest o Wieliczce legenda arcypiękna o Świętej Kindze, co miała w swojej madziarskiej ziemi pierścień w kopalni cisnąć, a ów się na powrót pokazał w pierwszem szybie, co go kazała w Polszcze kopać i tak się miały wielickie żupy począć... Zacności bajęda, a że każą nam w każdej legendzie źdźbła prawdy szukać, temuż już i Szajnocha wywodził, że to nam księżniczka za Bolka krakowskiego idąc, własnych z Marmaros*, zabrała żupników i to owi podwaliny przyszłej solnej potęgi położyli. Ano cóż tu rzec? Że to bajęda jeno dla pacholątek popod stołem na prosto jeszcze, bez głowisi pochylenia, przechodzącym? Toć przecie Anno Domini 1241 Tatarstwo przeszło i na nas, co głową książę Pobożny pod Legnicą przypłacił, aliści niczem to u nas, jako to równać z szarańczą tatarską ziemie madziarskie pustoszącą! Toż temu kronikarz niemiecki spółcześny zapisał: "W tym roku państwo węgierskie po trzystu pięćdziesięciu latach istnienia zostało zniszczone przez Tatarów". W naszych dziejach nie mamy nijakiej ku temu analogijej... Madziarowie po dziś Belę IV, oćca Kingowego, czczą za "drugiego założyciela państwa", co de novo miast całych erygował i kolonistów ściągał! Gdzież onemu było takiej miary fachowców (o wieleż owi ten najazd przeżyli!) ku krainie obcej puszczać? Przeciwnie: wiemy, że sam gwarków szukał...
    Odbieżawszy póki co ku czasom naszym, by chwały twórcy wielickiego muzeum, Imci Długoszowi oddać, rzec się godzi, że uczeni przezeń kierowani naleźli śródzi komór dawniejszych szyb i to niemały, co ponad wątpienie wszelkie się na I połowę XIII wieku datuje, ergo Kindze najwyżej chwała należna za kopalni odnowienie, a to już i więcej możebne, bo wiedzieć nam, że Tatarowie wszytkich we Wieliczce żywota pozbawili:((... Ano i tu nam do najpierwszego z mężów zacnych przyjść, co się Wieliczce zasłużył... do książęcia, co nim Historia pomiatała, jeno za męża świętej mając, z podtekstem niejednem, że nie dziw, że ona świętą, skoro on Wstydliwy... Może i ów nie nadto był męski, może i nad miarę pobożny, miasto niewieście uroki łoża, choć i po niewoli ukazać, dozwolił onej świętością zasłynąć, przecie co się Wieliczki tyczy, to wszytkie postępki onegoż nam każą w nim męża wielce roztropnego i praktycznego widzieć i cenić... I o to kruszyć zań kopiję będę, bo się nadto wiele tu Kaźmirzowi Wielkiemu przypisuje, a ów przecie Anno Domini 1368 jeno Bolesławowych urządzeń przytwierdził! Ordynacyja Kaźmirzowa rodziła się przecie jako "zwód", czyli zebranie pod przysięgą wieści ode włodarzy napryncypalniejszych po najostatniejszego w kopalni pacholika, którzy na krucyfiks przysiągłszy, referowali jakoż jest urządzenie kopalni zaprowadzone i jako od trzech ćwierci wieku funkcjonuje... A skoro Kaźmierz nic ode siebie nie dodał, znak niechybny, że Bolkowe ordonanse godnemi szacunku uznał!
     Rzeknie kto, a w czemże to urządzenie różne ode inszych, ot choćby olkuskich śrybrzanych różne? Ano...w Olkuszu to tameczni gwarkowie na własny się puszczali azard, od swej intraty królowi jegomości jeno "olbory" płacąc, temuż jako każdy zwyczajnie się na swojem będąc, więcej starał, niźli na posadzie u kogo. Sukces niemały w tem, że Bolko w czas wyniuchawszy widno, gdzie też się konfitury wyjadać będzie, już w latach siedemdziesiątych XIII wieku wszytkich inszych, co na soli nadania jakie mieli, cichcem z nadań onych wyrugował, pełnej książęcej władzy nad żupą zapewniwszy, ergo wielicka sól jeno państwową ( boć na ten czas książęca a państwowa to przecie za jedno było) kiesę tuczyć miała. By zasię na lat setki przed socjalizmem nie poznać maksymy o tem, że czy się stoi, czy się leży, to grosiwo się należy, takiej obmyślił sistemy, by na państwowej przecie posadzie, gwarkowie jako na swojem się starali! Jakże to?
    Ano po primo i co najpryncypalniejsze spamiętać upraszam: że to byli ludzi WOLNI! Nie kmiotkowie, luboż brańcy batem zaganiani a ludzie wolni, płaceni jakobyśmy dziś rzekli: akordem! Owoż najpierwszej kopalni podzielono na mieśćca dobywania urobku, a że w owych rąbiąc stać trza było, temuż i one zwano "staniami", a "stolnikami" tych, co do owych "stań" mieli gwarantowaną wyłączność... Insza, że podług spisania onych stolników najpierwszych nie masz między niemi nijakiego Madziara, a po części największej miana ich przaśne i staropolskie:)) "Swoje" stanie mógł stolnik przedać, puścić w arendę, darować komu luboż i spadkobiercom przekazać, niczem majętność prawdziwą, chocia kopalnia sama cięgiem całością była królewską!:)) Ot, co znaczy: zjeść ciastko i nadal mieć ciastko!:))
     Z latami to różnie bywało, trafiło się że stolnictwo na jaki klasztor zapisano, indziej jaki szpital na niem uposażono. Insze przedawano i to z czasem w takie ręce, że ani "stanie" marzyć nie śmiało, by swego właściciela przy robocie kopackiej ujrzeć:)) Ot, Anno Domini 1564 Zygmunt August okrom tego, że był całości posesyonatem miał na bocheńskiej żupie 23 "stania" własne:))
       Nie znam na dziś urządzenia takiego, gdzie miejsce pracy jest niejako przywilejem nadanym:)) To tak jakoby dzisiejszym górnikom przodkowym ów przodek nadać na wyłączność:)) Może to i jakim spółdzielniom bliższe luboż niecnemu procederowi "wkupywania się" do drogowej policyi, aliści my przecie o rzeczach prawem przepisanych prawim i wielekroć skalą od spółdzielni większych! Pewnie, że to z czasem, jako się żupy rozrosły, nie starczało i stolnicy luboż najmowali do kopania inszych "przysadnich" luboż i jeno się procentem kontentując, puszczali to na czas jaki komu trzeciemu, aliści najgłówniejsze w tem ułożenie pozostało niezmiennem przez lat kilka secin... a jako czego się przez stulecia nie odmienia, najwidniej służy wybornie:)
       Komu się zdaje, że "operatywki" kadry zarządzającej nasze czasy obmyśliły, tego do instrukcyj królewskich odsyłam, co nakazywał zwierzchność tam mającym się co tydzień na "schadzki" udawać, gdzie radzić mieli o wszytkim, co żupom służyć miało. Ową zwierzchność zaś czynili trzej ludzie na to postawieni, by każdy z osobna miał o swojem pieczy i by każdy, niejako ex definitione z inszemi w pewnem konflikcie interesów będąc, jeno za zgodą pospólną czynić mógł dla żupy najlepiej, zasię przeciwnie, by mu owi dwaj insi zła czynić nie dozwalali...:))
       Nibyż najpierwszem był żupnik.... aliści żupnik czy był nominantem królewskim, czy jeno urząd ów od władcy dzierżawił miał pod sobą jeno nad wydobyciem dozór, takoż nad soli zbytem... Na dziś byśmy go może zwali "dyrektorem eksploatacyjnym":)) Skąd wstydliwemu książęciu było wiedzieć, że jako kto od produkcyi jeno ma grosz, ten bodaj i najzacniejszy, i najmędrszy był, przecie z czasem niechybnie na bezpieczeństwo mniej baczyć będzie, a któż wie czy i dla chciwości (czasem nakazem królewskim wymuszonej, nie własnej przecie!) i o insze dbać przestanie? Na toż był człek wtóry, cożbyśmy go dziś może nazwali jakim inspektorem nadzoru... Ów (Podkomorzy) miał, najkrócej rzekłszy na toż wszytko mieć baczenie, co się wpodle żup źle dzieje... Żupnik cosi nadto swego baczy? Podkomorzego w tem głowa, by władcy o tem uwiadomić... Gwarkowie gdzie cichcem sól złodziejskiem sposobem wyniósłszy, przedać chcą? Podkomorzego to rzecz onych złapać i osądzić! Nadto wiele się gdzie rąbie, stempli poskąpiwszy? Mości podkomorzy: do dzieła! Stolnicy nadto wiele od przysadnich żądając, tamtych do pracy ponad siły gdzie na którem "staniu" przymusili? Do podkomorzego z tem!
      Dość będzie jak rzeknę, że stolnik nijaki bez podkomorzego zgody, nie mógł ludzi nająć... inaczej by pewnie jakich żebraków z bruków krakowskich za miskę zupy zgodzonych, do rąbania słali, na zatratę niechybną! Tłomaczyć nie muszę, że się podkomorzowie z żupnikami i stolnikami nie nadto miłowali? Ano i w tem rzecz, że nie miłować się mieli, a spółpracować! By jeden wtórego pilnował, i by w tem urządzeniu nierozumni chciwcy wraz się wydali, zasię rozumni pojąwszy, że jeno w zgodnej i ućciwej pracy siła, dla królewskiego dobra pospólnie działali... Trzecim z onej trójcy był bachmistrz, któren pieczy miał nad tem, by się żupa rozwijała, temuż ów nowych złóż szukał, a ściślej podlegli onemu "piecowi"... Znowuż się ciśnie pytanie, skąd Bolko Wstydliwy wiedział, że ten, co nad bieżącem urobkiem zwykle stoi, w rzyci ma przyszłych pokoleń pomyślność? Na koncept, by inwestycyj od bieżącego zarządu rozdzielić, reszcie świata przyjdzie osiem wieków poczekać... Toż samo się bezpieczeństwa tyczy i jakobyśmy dziś rzekli: stanu technicznego kopalni... takoż owo w bachmistrzowej było, nie żupnikowej pieczy! Zaprawdę żem pod wrażeniem niemałem tej książęcej (luboż jego doradców) sapiencji!
     I jeszcze jedno: co się stricte bachmistrzów samych tyczy... bodaj nie masz we świecie zdarzenia, by urząd tak wybitnej fachowości pożądający, a przy tem profitujący, by się we jednej jedynej familijej przez trzy stulecia uchował! Przy królach tak różnych jak Jagiellończyk od Augusta Mocnego, czy Zygmunt III od Jana III! A przecie tak było!
     Wszytkim, co we szkole nie spali, luboż w karcięta pod stołem nie grali, wiedzieć, że Jan Andrzej Morsztyn rymy składał... mało komu, że ów był synem właśnie wielickiego bachmistrza, kolejnego w długiej galeryi Morsztynów bachmistrzów! I że sam nasz poeta takoż miał do interesów łeb arcytęgi (podobnie zresztą jak i do intryg:), a będąc podskarbim wielkim koronnym, do spółki ze stolnikiem koronnym Janem Wielopolskim żup solnych dzierżawił... Nawiasem w temże samym czasie i za magnata-poety poparciem mielim bodaj jedynej próby swoistego "zamachu stanu"... Kuzyn Morsztynowy, Władysław, bachmistrzem tamtocześnym będąc, wielce wpodle tego zabiegał, by urząd bachmistrzowy dziedzicznym takoż i de iure uczynić... Że nie wyszło? Widno król kpem nie był....:)) A może jeszcze i trzecie... swoisty XVII-wieczny NIK: komisje lustracyjne, które się co dwa lata zbierały i komisarze królewscy osądzali wszytko od pracy wielickiego triumwiratu poczynając, a na kantach przy obmiarze urobku kończąc...:))
     Kończąc na dziś, ku części szykowanej wtórej upraszam, gdzie person kilku z galeryi żupników poznamy, wywiemy się czem się sól zielona od orłowej różni, czemuż gwarkowie ordynaryjni Francuzowi po łacinie responsować mogli; wieleż "bałwan" solny ważył i o instytucyach, których byśmy się najmniej w XVI spodziewali stuleciu: kasie chorych, systemie emerytalnym i kasie zapomogowej....
________________________

* dziś to rumuńskie Maramuresz


                                      ................

12 marca, 2016

Cytat miesiąca...

z  niejakiego Jean-Étienne-Marie Portalisa, jednego z rzeczywistych autorów kodyfikacji znanej powszechnie jako "Kodeks Napoleona"... , który w towarzyszącem edycji kodeksu uzasadnieniu ("Discours préliminaire au premier projet de Code civil") napisał był:
   "Ustawy nie są aktami czystej władzy, ale aktami mądrości, sprawiedliwości i rozumu; ustawodawca musi mieć na uwadze, że ustawy są dla ludzi, a nie ludzie dla ustaw; że muszą być dostosowane do charakteru, przyzwyczajeń i sytuacji społeczeństwa. Trzeba być bardzo oszczędnym we wprowadzaniu nowości do ustawodawstwa. Nie wiemy bowiem, jakie niekorzystne skutki jakiejś nowej instytucji, znanej tylko w teorii, ujawnią się w praktyce. Trzeba zostawić dobre, jeśli są wątpliwości co do lepszego; korygując jakiś błąd, należy widzieć także niebezpieczeństwo płynące z samego jego naprawiania. Zamiast zmieniać ustawy, jest lepiej przedstawić społeczeństwu nowe argumenty za tym, by je pokochali. Należy utrzymywać to wszystko, czego nie potrzeba koniecznie burzyć."

                                     ................