27 listopada, 2016

O prawie do bywania na kongresach czyli o urządzaniu Niepodległej cześć XVII

      Czy ktokolwiek z Was, Mili Moi, kiedykolwiek zastanawiał się choć przez chwilę nad tem, skąd myśmy się na tej paryskiej konferencji pokojowej w dziewiętnastym roku w ogóle wzięli? Jakiem prawem właściwie, skoro to kongres był dla jednej jedynej strony w tej wojnie kończonej zwołany ? Zapowiedzieli (i dotrzymali tego) najpryncypalniejsi gracze Ententy, że nawet nie poproszą tam do stołu przedstawicieli przegrywających Państw Centralnych, czyli właśnie się rozpadających Austro-Węgier i rewoltujących Niemiec. Oni dostali później tylko do podpisania traktat wersalski (w przypadku Austrii traktat z Saint-Germain-en-Laye krzynę później, bo 10.IX.1919r) a nie dostali prawa do żadnych negocjacji wyszykowanych tego traktatu warunków i w tym sensie przyszłe słowa Hitlera o "dyktacie wersalskim" były, niestety, jak najbardziej prawdziwe. Nawiasem kwestia tegoż traktatu podpisania stała się w Niemczech przyczyną dymisji rządowej... Pokój zresztą zawierano z każdym z byłych Państw Centralnych z osobna, a nawet z państwami, które na gruzach Austro-Węgier powstawały, przy czym los poszczególnych tych krajów jest wymownym świadectwem tego, jak wiele zależało od dobrej (lub złej woli) przywódców Ententy. 
  Pomijając ekstremalnie zredukowaną traktatem pokojowym z Saint-Germain-en-Laye  Austrię, państwem, które najbardziej zostało "ukarane" stratami terytorialnymi na rzecz sąsiadów były nowo powstające Węgry (traktat w Trianon 10.VI.1920r), z których została zaledwie trzecia część dawnych historycznych Węgier i który to traktat po dziś dzień każdy Madziar uważa za krzywdzącą niesprawiedliwość i hańbę dla Europy (czyli coś, jak my Jałtę). I rodzi się tu, moim zdaniem, wielce zasadne pytanie dlaczego, skoro tak potraktowano Węgrów, to czemu Czesi i Słowacy, również przecie będący znakomitą cesarstwa habsburskiego podporą, zostali potraktowani inaczej? Że monarchia austro-węgierska była dualistyczna i Węgrzy byli równoprawnymi jej gospodarzami? Dyskusyjna dla mnie ta równoprawność byłaby... Królem czeskim też się kajzer tytułował, a Czesi od klęski pod Białą Górą w 1620 roku już się więcej przeciw Wiedniowi nie buntowali, a Madziarzy owszem, wielokrotnie, z czego ostatni raz ledwo dwa pokolenia wcześniej... 
   Odpowiem Wam zatem, czym się te dwa różniły narody w końcówce tejże wojny: otóż Madziarzy stali przy swem cesarzu i królu do końca, by się po jego upadku niemal natychmiast zrewoltować bolszewicko, za to Czesi mieli Tomáša Garrigue Masaryka, człowieka, który był w swoim czasie lojalnym poddanym kajzera i nawet posłem do wiedeńskiego parlamentu, ale w czas wojny swe poglądy odmienił (co mu się zresztą w wielu kwestiach zdarzało i nie zawsze była to dobra zmiana) i począł po świecie jeździć i kołatać za niepodległością dla kraju swego. Daleko prościej mu było, niźli politykom naszym, wyjednać zgody na siły zbrojne u boku Rosji przeciw Austro-Węgrom walczące*, zasię na uznanie ich przez Ententę za siły sojusznicze. Stąd już tylko krok do proklamowania niepodległości Czechosłowacji (nawiasem: na schodach amerykańskiego Kapitolu:) i do udziału w tejże paryskiej konferencji. I, powiedzmy sobie szczerze, że gdyby Masaryka nie stało i te czechosłowackie wojska by w Rosji nie powstały, to najpewniej spotkałoby Czechów to samo, co Węgrów...
  No dobrze, rzekniecie, ale przecie i myśmy mięli przywódcę wielkiego formatu, a nawet dwóch i wojska, co przeciw Niemiaszkom i Austryjakom walczyły... Ano właśnie w tem sęk, że z tych przywódców jeden, świeżo co wprawdzie z niemieckiego więzienia zwolniony, dla przywódców Ententy był tylko "byłym austriackim generałem" z niejasnymi planami na przyszłość. Gdyby któryś z nich zażądał od swoich wywiadów jakiegoś dokładniejszego dossier pana Piłsudskiego, a te by porządnie odrobiły lekcyj i takie dossier dostarczyły, to zapewne żądający wykształciłby sobie jeszcze gorszego jego obrazu: jakiś socjalista z terrorystyczną przeszłością (dla Anglików z pewnością by się kojarzył natychmiast z Michaelem Collinsem, jednym z głośniejszych dowódców IRA), z niejasnymi powiązaniami z wywiadem austriackim, człowiek traktujący religię instrumentalnie i nader łatwo zmieniający wyznania, w dodatku jakiś libertyn, żyjący bez ślubu z byłą terrorystką, nareszcie świeżo co przez Niemców z więzienia uwolniony w nader dziwacznych okolicznościach, przecie dowodnie ukazujących, że Niemcom czeguś na tem człeku okrutnie zależało... No i człowiek, który pierwsze czego uczynił po objęciu władzy w Warszawie, to zadeklarował neutralność swego kraju w dogasającej wojnie, czyli niejako ex definitione postawił siebie i kraj poza tym podstawowym kryterium udziału w konferencji pokojowej, którego jeno dla aliantów zawarowano... Że uczynić inaczej było nie sposób, tegośmy w  cześciach czwartej i piątej tegoż cyklu naszego tłomaczyli IIIIIIIVVVIVIIVIIIIXXXIXIIXIIIXIV , XV, XVI ),
co nie zmienia faktu, że dla decydentów Ententy nie musiała ta okoliczność być za zaufaniem wobec osoby i władzy Piłsudskiego przemawiającą... 
    Za to autorytetem dla tych panów był Dmowski... tenże sam Dmowski, którego w ojczyźnie mało kto poważał, dopóki się nie okazało, że na Zachodzie go poważają. Ale trzeba tej prawdy powiedzieć, że to, żeśmy się w Paryżu znaleźli przy stole, tak jak Czesi Masaryka, a nie jak Węgrzy, to właśnie zasługa Dmowskiego i Paderewskiego, którzy od dawna, podobnie jak Masaryk, o uznanie zabiegali, o czem zresztą żeśmy już w uprzednich częściach tegoż (od IX do XII) cyklu naszego pisali. Zasługa ich, oraz jednej jeszcze postaci, kilkakroć wprawdzie wspominanej w kontekstach przeróżnych, choć nigdy jeszcze z dobitnym podkreśleniem tych zasług, które Dmowskiemu umożliwiły wprowadzenie nas w grono sojuszników. Mowa o jenerale Józefie Hallerze, późniejszym bożyszczu endeckich polityków i wyznawców, gęsto przeciwstawianym przy najrozmaitszych okazjach Piłsudskiemu, z którym nawiasem dość zgodnie przez długi czas współpracowali w Legionach. 
   Nie wiem dziś, czy dobrze pamiętam jak mnie w szkołach za nieboszczki Peerelki uczono, alem zakonotował w memoryi takie przekonanie, że to tam mi właśnie do łba wkładano, jako to endecy czyn legionowy w Galicyi Wschodniej (tzw.Legion Wschodni) spsowali i ów w rozsypkę poszedł, w czem miał palców właśnie Haller maczać. W rzeczywistości to on właśnie tych zebrał, co nadal przeciw Moskalowi wojować chcieli i z niemi do Piłsudskiego dołączył, tworząc w I Brygadzie 3 Pułku i dowódcą jego zostając. Później już tak zgodnie nie było, bo po miesiącach krwawych walk (ale i niemal rocznej rekonwalescencji po wypadku ciężkim), gdy ów do służby powrócił jako dowódca II Brygady Legionów, to ta właśnie brygada jedyną była jednostką, co wbrew zamierzeniom Komendanta, jednak przysięgi na wierność kajzerowi złożyła i poszła na front, a nie do obozów internowania w Beniaminowie czy Szczypiornie, czego przez lat wiele obóz Piłsudskiego wybaczyć Hallerowi nie umiał, zaś propaganda powojenna wystawiała tego jako akt nieledwie serwilizmu z jego strony.
   Kolejnej jednak niemieckiej niegodziwości w postaci brzeskiego traktatu pokojowego z Ukrainą, której w zamian za zboże dla wygłodzonych Niemiec ciepłą ręką dorzucono naszej Chełmszczyzny, to już nawet i Hallerowi było nadto, podobnie jak podkomendnym jego i większości Polaków, rozumiejących ten traktat czwartym rozbiorem Polski. W efekcie się II Brygada zbuntowała (niemała w tem robota inszego jej oficyjera, podpułkownika Michała Roli-Żymierskiego, przyszłego agenta NKWD, dowódcy Armii Ludowej i marszałka peerelowskiej armii) i przebiwszy się przez front pod Rarańczą 15-16 lutego 1918 roku, znalazła się po jego rosyjskiej stronie, by się niebawem złączyć z organizowanym II Korpusem Polskim w Rosji**, którego komendę właśnie Haller obejmie.  Wystawiano nam tejże batalii jako najostateczniejszej desperacji, z poczucia honoru zrodzonej i w gruncie rzeczy jałowej, a nawet żem się i z komentarzem jednego historyka był spotkał, że gdyby Haller się Piłsudskiemu w czasie "kryzysu przysięgowego" podporządkował, to by nasi żołnierze nie musieli pod Rarańczą ginąć bez potrzeby...
   Może i tak, jeno zważmy rzeczą właściwą miarą... Tych "poległych bez potrzeby" było wszystkiego... szesnastu, co pewnie że ich szkoda, jako i życia każdego, aliści ilość ta świadczy o tem, że się zrobiło, co można, by strat tych do minimum sprowadzić. Co jednak najważniejsze, to to, że ta właśnie nibyż nieduża batalijka, dla Historii naszej się okazała niezwykle cenną i to nie tylko dla pamięci jej sławy, ale temuż, że oto po raz pierwszy w tej wojnie zwarta formacja wojska, którego by można uznać za polskie, wystąpiła przeciwko Państwom Centralnym***, czyli zdobyła sobie prawo uważania się za sojusznika Ententy, a zatem i pierwszego stopnia na tych schodach do paryskiego stołu konferencyjnego!
   Jak już o tym pisaliśmy, i II Korpus długo nie pociągnął na terenie przez Niemców ogarniętym, gdzie owi nie chcieli ścierpieć zwartych i uzbrojonych formacyj polskich, których nie kontrolowali. I o ile I Korpus Dowbora-Muśnickiego się dozwolił w Bobrujsku rozbroić, a żołnierzy przewieziono do Warszawy, gdzie latem 1918 Polnische Wehrmacht mięli zasilić, przy czym przydali się akuratnie, jako w listopadzie przyszło Niemiaszków rozbrajać, tak II Korpus Hallera rozbroić się nie chciał, lękając się konsekwencyj dla wielu weteranów za bunt pod Rarańczą sprawiony. W efekcie czego przyszło do bitwy osaczonego i przypartego do Dniepru Korpusu z Niemcami pod Kaniowem 11.V.1918 roku, o czem żem za sposobnością święta pułkowego 6 Pułku Ułanów Kaniowskich był pisał****.
  Ano i ta właśnie batalia była wtórą, której nam policzono za dowód chęci walki wojsk naszych po Ententy stronie i dozwoliła Dmowskiemu wymienić francuskiego jenerała Armią Polską we Francji dowodzącego na Hallera właśnie, co spod Kaniowa zbiegłszy, się poprzez Moskwę i Murmańsk z Rossyi wydostał***** . Jeśli się to może co komu i mało zdaje, ot wszystkiego dwie batalijki nieduże, to rzeknę, że Japończycy, co się wszystkiego w tej wojnie wysilili na jednej niemieckiej fortalicji w Qingdao zdobycie i na zajęcie niemal bez walki paru jeszcze insuli na Pacyfiku, mniejsze w tej wojnie zaangażowali siły, a i Niemcom w ludziach mniejszych przyczynili strat, przecie w Paryżu liczyli się między najpryncypalniejszemi... Że zmilczę już o przewagach wojennych Gwatemali, Nikaragui, Kostaryki czy Brazylii, jednako przecie przy paryskim stole siedzących z nami... O inszych tam jednak dyplomatycznych przewagach naszych, osobliwie marynarzy naszych o podział flot zaborczych wojujących, o sukcesach ale i o klęskach naszych na zielonem stole ponoszonych pisać już będziem w nocie kolejnej...
________________________________
* - Po prawdzie to mnie ów Korpus Czechosłowacki po wsze czasy więcej się będzie kojarzył ze zdradą, której wynikiem bolszewicy dostali w swe ręce admirała Kołczaka, a nieco później i naszych żołnierzy z Dywizji Syberyjskiej... Nawiasem, to sądzę, że tragiczny los Eugeniusza Bodo to przede wszystkiem konsekwencja jego roli w poświęconym tym żołnierzom przedwojennym filmie "Bohaterowie Sybiru".
** - w czem najwięcej dopomógł Hallerowi i jego żołnierzom... przedstawiciel POW w Kamieńcu Podolskim, piłsudczyk Tadeusz Hołówko, wielce ciekawa persona, tragicznie zamordowana w Truskawcu(29.VIII.1931r) przez nacjonalistów ukraińskich z OUN
*** - tak konkretnie to, niestety, przeciwko Chorwatom z c.k.53 pułku piechoty...:((
**** - nie tylko ułani sobie wtedy na zaszczytne miano "Kaniowskich" zasłużyli... W wojsku II Rzeczpospolitej były jeszcze cztery pułki piechoty tak właśnie uhonorowane dla zasług swoich z dnia tego (28, 29, 30 i 31 Pułki Strzelców Kaniowskich)
***** - w trzeciej części cyklu Wieniawie-Długoszowskiemu poświęconemu żem opisywał, jako to Wieniawa wówczas, imieniem piłsudczyków z POW właśnie z Hallerem pertraktował o współpracy i o jakim sił i środków zjednoczeniu dla wspólnego celu. Takoż i o tem, jak całego peowiackiego aparatu konspiracyjnego użył, by ludzi Hallerowych z niewoli po kaniowskiej klęsce uwalniać i w ucieczkach dopomagać, a nawet jako i ów za samem Hallerem do murmańskiego pociągu gonił, by do jego z Rossyi wyjazdu nie dopuścić...

                                                  ................

43 komentarze:

  1. Michał Rola-Żymierski
    To jest sposób pisania budzący mój sprzeciw. Co ma Rarańcza i przebicie się Żymierskiego, a następnie oddanie dowództwa Hallerowi do NKWD? Do PRL-u? To było wiele lat później. Jeszcze w tak zwanym międzyczasie (1918-27) był dowódcą oddziałów w Powstaniu Śląskim, w wojnie 1920 roku, walczył po stronie rządowej w przewrocie majowym, był już wtedy generałem.
    Świetnie wiesz, że został wtedy aresztowany, a następnie rok później ni stąd ni zowąd okazało się, że dotyczą go przestępstwa korupcyjne. I dopiero po tym wszystkim rozżalony Żymierski zwrócił się w kierunku komunistów.
    W dalszym ciągu uważam, że jeżeli się pisze o 1918 roku, nie wolno posługiwać się terminami z lat o wiele późniejszych.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Umiejscawiam w ten sposób postaci, których część Czytelników może już w ogóle nie kojarzyć, albo właśnie kojarzy je z jakiegoś późniejszego okresu. W tej samej nocie przywołuję postać Hołówki, znaną Ci doskonale, ale nie Czytelnikom, którzy jeżeli Go w ogóle będą kojarzyć, to z faktu zamordowania Go przez Ukraińców w 1931. I co? Mam o tym nie napisać, bo się to w 1918 jeszcze nie zdarzyło? Dla większości przywoływanych postaci jakieś ich "pięć minut" miało miejsce wcześniej lub później, ale wspominając o tym buduję pewną ciągłość dla tych postaci, dzięki czemu może zostaną lepiej zapamiętani lub skojarzeni jeszcze z czymś innym. I zauważ, proszę, że robię to "od zawsze"... Jak wspominałem Patka odwiedzającego regenta Lubomirskiego, to wspomniałem i jego obrony Okrzei czy Montwiłł-Mireckiego, ale i związek ze Stefanią Sempołowską i śmierć od bomby w czasie powstania warszawskiego... Lwia część cyklu o spotkaniu Retyka z Kopernikiem (akurat ten mi pierwszy przyszedł do głowy)to zapis tego, co jeden, a co drugi robił przedtem, a także i tego co Retyk robił później, już po Kopernika śmierci... Wybacz, ale dla mnie ma to głęboki sens nawet jeżeli Ciebie to oburza, co przyjmuję ze smutkiem...
      Kłaniam nisko:)

      Usuń
    2. Tu stanę murem za Wachmistrzem, bo okazuje się np. że istnieje już pilna potrzeba wyjaśniania w przypisach, kim był Cyrankiewicz, Gomułka, czy Moczar, bo są problemy z identyfikacją i umiejscowieniem dla nowych pokoleń. Tu forma jest nieco inna niż w publikacji książkowej, ale przecież dzięki takim dygresjom mamy łatwiej, żeby sobie umiejscowić i czasowo, i w faktach, postaci i wydarzenia. Rzecz tyczy czasów, których już nikt nie pamięta, a w podręcznikach były pustki, lub traktowano rzecz "po łebkach". Trzeba też zdawać sobie sprawę z takiego drobiazgu, jak brak warunków do realizacji programu szkolnego i tego, że od II wojny dla większości młodego pokolenia to są czasy zupełnie nieznane. Nie wszyscy tu mają powyżej 60 latek!!! :D :D :D

      Usuń
    3. Trudno, że ze smutkiem. Mnie też jest smutno. Ale Wachmistrzu napisz, jeżeli "drzaźnią" Cię moje komentarze, to wystarczy jedno Twoje słowo.
      Generalnie rozumiem Twoją linię rozumowania, to jest umiejscowienie postaci w ciągu historycznym dla mniej wyrobionego czytelnika. Ale w tych wszystkich przykładach osoby są neutralne w dalszych swoich poczynaniach, nie wpływa to negatywnie na odbiór mniej wyrobionego czytelnika:
      1. śmierć Hołówki, mimo, że bez sensu, nie oddziałuje na psychikę czytelnika,
      2. postać Patka jest znakomita, ujął mnie obroną Okrzei, ale wspomnienie jego późniejszych działań dla czytelnika jest neutralne, nie budzi żadnych skojarzeń.
      3. Retyk to już w ogóle nie budzi żadnych emocji.
      Tymczasem napisanie przy Roli "przyszłego agenta NKWD, dowódcy Armii Ludowej i marszałka peerelowskiej armii" ustawia od razu mniej wyrobionego czytelnika na pozycji "ale to kanalia". Że go Piłsudski w ogóle tolerował, drania takiego. Zdradził Polskę, wysługiwał się NKWD, a tutaj mianowali go generałem.

      Usuń
    4. W tzw. międzyczasie wpisał się Dreptak. Moja odpowiedź jest właściwie napisana. Ja bym chyba skonał, gdybym przeczytał: "tu murem stanę za Torlinem". Pomarzyć można...

      Usuń
    5. Oczywiście Torlinie, gdy taka możliwość będzie, stanę "murem za Torlinem". Nie jest mi taka myśl wstrętną! :D
      Jednak Ty daj mi taką szansę!!! :D :D :D

      Usuń
    6. Poważnie się zastanowiłem nad tym, co miałbym takiego napisać o Roli-Żymierskim, by tą postać uczynić mniej odrażającą i wyszło mi na to, że w takim razie powinienem nic nie pisać... Agentem NKWD został w 1932 roku, znacznie wcześniej niż członkiem KPP, to chyba dość wyraźnie pokazuje jakiego rodzaju był człowiekiem. Pomijam jego, preparowane czy nie, afery z gaśnicami, właśnie dlatego, by nie sądzić z rzeczy niepewnych...
      Miałeś, Torlinie, jakiś czas temu notki u siebie, której nie komentowałem, bo przemyślenie problemu zajęło mi sporo czasu (tak to bywa z nienawykłymi:) o niejednoznacznych postaciach historycznych i pytałeś jak im osądzić... I po przemyśleniu mogę odpowiedzieć, że po pierwsze oczywiście zgodnie nie z naszymi kryteriami moralności, a kryteriami epoki, czyli ciężko Izabelę Czartoryską winić za to, że była damą lekkiego prowadzenia, skoro w tej epoce były właściwie tylko takie i na drugim biegunie: skrajne dewotki... Przedstawiałeś kilka postaci, do których możemy teraz Żymierskiego dołączyć i ja bym rzekł, że o człowieku powinno całe jego życie świadczyć, ale nie jest bez znaczenia, czy w sensie moralnym jest to droga upadku, czy przeciwnie: ktoś najpierw zachował się niegodnie, ale potem jak Conradowski Lord Jim, całe życie czekał na możliwość odkupienia swoich win i jest to droga, którą bym nazwał "wznoszącą". W chrześcijańskim a zwłaszcza katolickim ujęciu już jest to droga ku zbawieniu i wybaczeniu, do czego znów ja nie jestem taki chybki, ale z całą pewnością nie jest to dla mnie bez znaczenia, czy ten ktoś swoim żywotem się "wznosił", czy przeciwnie: "upadał" upadlając się... Wspominałeś tam Rautenstracha i to jest dla mnie taki przykład właśnie drogi "w dół", podobnie jak i przy Żymierskim. A wszelkie niejednoznaczności rozstrzygam tak, jak je kiedyś już rozstrzygnąłem na własny użytek w przypadku Wielopolskiego: dopóki w wyniku działań takiego "X"-a nie ucierpiał ktoś z rodaków, to jeszcze możemy mówić o lepszej czy gorszej, mniej lub bardziej serwilistycznej polityce czy sztuce przetrwania. Z chwilą, kiedy się przekracza granicę denuncjacji i działania na fizyczną szkodę przedstawicieli własnego narodu, to już mamy do czynienia tylko ze zdradą. Rozumiem, że chodziło Ci o to, że wyprzedzając wydarzenia, ujawniam że został kanalią, bo co do tego, że był, to chyba kontrowersji nie ma? Osobiście uważam, że Czytelnik (i wolałbym zamiast "mniej wyrobiony", co też jest jakieś takie mało sympatyczne i deprecjonujące, po prostu powiedzieć, że ktoś, kto nie jest pasjonatem tych spraw, czy w ogóle Historii) ma prawo to wiedzieć, zwłaszcza, że z zasady na tym blogu spraw powojennych nie omawiam, więc do tejże postaci nie będzie powrotu w jego pełnym, peerelowskim, wymiarze...
      A o smutku pisałem, bo nie widzę powodu, by się nie zgodzić, jeśli jest to z moimi też odczuciami, czy przekonaniami zgodne (chociażby pod notką uprzednią w sprawie pani Majdaniec:), a żaden spór o sprawy tzw. wartości czy postaw moralnych nie jest rzeczą ani prostą, ani zazwyczaj przyjemną...
      Co do "drzaźnienia" to niczego nie będę pisał, bo znowu coś opacznie weźmiesz do siebie... Po prostu Cię za to palnę w ucho, jak się wreszcie spotkamy:))
      Kłaniam nisko:)

      Usuń
    7. Kneziu, Torlin w swojej notce dawał przykład właśnie Rautenstraucha, zdolnego młodego oficera, adiutanta zarówno Kościuszki, jak i nieco później xięcia Józefa... I w swoim czasie dla mnie samego było problemem skojarzenie, że to ten sam Rautenstrauch, który z ramienia wielkiego księcia Konstantego prowadził śledztwo przeciwko m.in. Łukasińskiemu, dlatego też uważam, że jeśli gdzieś się jakaś przewija nam postać, która i później w dziejach wypłynie, to trzeba te informacje ze sobą wiązać, bo nie dla wszystkich to być musi oczywiste...
      Kłaniam nisko:)

      Usuń
    8. Torlin mi co jakiś czas "podpada" i stara się jak może, żeby mu chociaż troszkę "dołożyć". :D
      Na razie dałem sobie spokój z zaglądaniem na "Torlę", ale komentarze nadal czytam.Jak wiesz, nie mam oporów w komentowaniu komentarzy na obcych blogach, więc pewnie jeszcze kiedyś się wyrwę przed szereg. O tyle mam tu do Torlina pretensję, że jako człowiek z większą wiedzą w tej materii niż ja, mógłby raczej bardziej uzupełnić dyskusję, niż ja usilnie ograniczać.
      Takie zachowanie, nawet w przypadku gospodarza bloga bardzo mnie razi i nie bardzo wiem, co miałbym robić w tak "uporządkowanym" miejscu.

      Notki z tej serii czytam bardzo dokładnie, śledząc i linki, i przypisy, ale niewiele mam do powiedzenia, bo co mam podstawiać łapę gdzie wierzchowce kują?

      Usuń
    9. Wachmistrzu!
      Kończąc... Trochę to inaczej brzmi w drugą stronę: "zdrajca Polski spod Ujścia, Gołębia i Jarosławia, późniejszy wspaniały zwycięzca spod Wiednia, Chocimia i Parkanów", niż w przeciwną. Bo wtedy osoba niebędąca pasjonatem Historii z góry skazuje tego człowieka na czarną kartę.
      ----------
      Kneziu!
      Całkowicie na serio, i bez żadnych żartów. Napisz mi może w e-mailu, w czym jest sprawa i co ja takiego robię w Kamiennej Wiosce, bo dalibóg nie wiem.
      ---------
      Wachmistrzu, moim marzeniem jest, abyś ustosunkował się u mnie do sprawy Matuszewskiego. Ciekaw jestem Twojej opinii.

      Usuń
    10. Torlinie, spotykamy się na różnych blogach od wielu lat i zawsze z jednej strony starasz się do swojego bloga ludzi przyciągać, jednocześnie ich pouczając i ograniczając dyskusję.
      Wiem, że tego nawet nie zauważyłeś, ale wielokrotnie usiłowałem jakiś kontakt nawiązać. Mój ostatni mail był wystarczającą tego próbą. Jak zapewne dobrze wiesz, nigdy nie było odpowiedzi, Ani tez własciwej reakcji, co spokojnie mogę już chyba potraktować jako przejaw chłodnego ignorowania. I to tyle jeżeli chodzi o kontakty.
      A wracając do tego, że się nie rozumiemy - zawsze nasze rozmowy kończyły się albo brakiem reakcji, albo co najmniej uszczypliwościami, więc chyba wystarczy, żeby sobie zdanie wyrobić?
      A dlaczego teraz się odezwałem? Bo wprowadzanie "porzadków" na wzór "Torli" miało wpływ również na komentarze, a to już dotyczyło także i mojej osoby (wraz z innymi komentatorami).
      I to by było pokrótce na tyle. :)
      Pozdrawiam, licząc na przynajmniej cześciowe zrozumienie. :D :D :D

      Usuń
    11. Przepraszam Cię Wachmistrzu za prywatę, ale może uda się nam porozumieć poprzez Twój blog.
      Kneziu!
      1. Nigdy nikogo nie namawiam do wstępowania do mojego blogu. Jestem liberałem i zostawiam to do decyzji zainteresowanego. Jedynym wyjątkiem jest Wachmistrz, którego proszę o komentarz.
      2. Odpowiadam na wszystkie komentarze zawsze.
      3. Ty wpisałeś się do mnie od początku istnienia mojego blogu 2 razy w życiu, o metrze krakowskim i o blogu Kartki. Na obydwa odpowiedziałem i to obszernie.
      4. Żadnego meila od Ciebie nie dostałem. Może wyślij mi go powtórnie na adres jacek.torlin@gmail.com.
      Powiem szczerze, że szczęka mi opadła na te zarzuty. Dla mnie są one surrealistyczne. Ale z wielką chęcią posłucham konkretów. Jeżeli byłbyś taki łaskaw, to wyślij mi meila z odpowiedzią, opuścimy w ten sposób lamy naszego miłego Gospodarza.

      Usuń
    12. 1. Nieprawda.
      2. Nieprawda.
      3 Nieprawda - naliczyłem więcej. :)
      4. Dostałeś, i to bardzo specjalnego, z zaproszeniem.
      To nie są zarzuty, tylko stwierdzenie jak ja to widzę. Teraz jest Twoja kolej, ja nic nie muszę. Gospodarza i pozostałych gości przepraszam za swój nieco niepotrzebny "występ". Chyba dzień jest nieco podły, bo napisałem nieco zbyt pochopnie. Rzeczywiście tu nie miejsce i czas na takie rozmowy. :)

      Usuń
    13. Mili Moi (to zbiorczo do Torlina i Knezia vel Dreptaka)! Miło mi, żeście akurat na moim blogu wszczęli dyskurs prowadzący (mam nadzieję) do serdecznego porozumienia, wyjaśnienia rzeczy jakich może zbytecznych, czy niebacznych a zadawnionych, a in futuram do (mam nadzieję) komitywy niezgorszej, jako to się już i tu nam zdarzało, a i z inszymi... Obaście tu zawsze widziani i witani serdecznie to się nie odmieni, co więcej zachęcać Was będę szczerze do sporów głęboko merytorycznych, ale to co jeden o drugim uważa, co mu ma może i do zarzucenia, luboż porady jeden drugiemu jak bloga prowadzić, a kury szczać, to już sobie, Mili Moi, wyjaśniajcie gdzie indziej... Pókim dobry...:))
      Kłaniam nisko:)

      Usuń
    14. Szczurku, nadtoś łaskaw, bo choć w rzeczy samej cykl ten nie od macochy, ale jak to i przy cyklach dłuższych, ma ogniwka i mocniejsze, i słabsze... Sam bym też tu kilka najmniej wymienił, podług mnie lepszych, ale to już gustów sprawa.Natomiast jest poza kwestią, że ten okres w Historyi naszej jest na poziomie szkolnym wielce pobieżnie, zatem i niejasno, tłomaczony, przy tem zwykle w sposób skażony poglądami piszącego... I skorośmy przy nich, nie jest Dmowski moim jakim idolem, w kwestii jego poglądów już tu pisałem, że do 1918 co najmniej chybione i co tu dużo kryć: demagogiczne i durne, a po 1918 doktrynerskie i też na manowce wiodące i tu się w całej rozciągłości z Torlinem zgadzam... Ale każdy człowiek ma w życie jedną lub więcej szans na otarcie się o wielkość i tej Domowskiemu za jego dyplomatyczne starania w latach wojennych, a już szczególnie na konferencji paryskiej 1919 roku nie odmówię i zawsze doceniać będę... I bardzo chciałbym, gdy pisać o nich przychodzi, móc mówić, że naprawdę i podług godnej miary, są dziś doceniane w ojczyźnie Jego...
      Kłaniam nisko:)

      Usuń
    15. Myślę,Torlinie, że postać Sobieskiego jest znów znakomitym przykładem na to, jak w katolickim narodzie parę zasług wystarcza, żeby całkiem poważne przewiny darować, zapomnieć czy nawet i wyprzeć z narodowej memoryi... Bo to, że pokonał Turków pod Wiedniem i stał się mężem opatrznościowym chrześcijaństwa, nie znaczy zaraz dla mnie, że nie przestał knuć, kombinować i mataczyć równie sprawnie jak czynił to dawniej... W czem tak naprawdę bardziej przewinił Morsztyn, że się oskarżenia o zdradę doczekał od Sobieskiego, który tak samo przecie wcześniej spiskował? A późniejsze wpodle wykrojenia jakiego władztwa dla syna Jakuba, to również podług tamtocześnych praw, było sobiepaństwo i warcholstwo najwyższej klasy...
      Co do Matuszewskiego tom szukał, ale rozumiem, że o jakiej starszej nocie prawisz, tandem zechciej ukierować jakoś celniej poszukiwań moich, bo nie wiem, gdzie byś tego mego zdania i w związku z czem oglądać chciał... Pomijając ten drobiazg, że wiesz o tej postaci wielekroć więcej niż ja...:)
      Kłaniam nisko:)

      Usuń
    16. Drogi Wachmistrzu, spróbuję coś doradzić. Jeżeli idzie ku lepszemu, to zostawiamy tekst, dawniej to był hulaka Kmicic, teraz jest to wspaniały Babinicz.
      Jeżeli idzie w przeciwnym kierunku, od dobrego do złego, to: "i wyszło mi na to, że w takim razie powinienem nic nie pisać..." nie jest - powtarzam, moim zdaniem - dobrym rozwiązaniem. Lepsza byłaby opisówka: "To ten sam, który walczył w Powstaniu Śląskim, w Wojnie 1920 roku, za swoje zasługi awansowany na generała, a później się zeszmacił, został agentem NKWD itd.".
      Toż chodzi o notkę poprzednią w stosunku do Olbrychskiego
      https://torlin.wordpress.com/2016/11/24/czy-zwloki-jakiejkolwiek-osoby-sa-wlasnoscia-panstwa/
      Wiadomość dla wszystkich zainteresowanych, to nie jest przyciąganie ludzi do mojego blogu. Wchodzicie na własną odpowiedzialność.

      Usuń
    17. Tyle, że tu znów Ty wchodzisz w sferę oceniania ("zeszmacił się"), ja tylko wyliczyłem funkcje i role, które w życiu przyszło mu jeszcze pełnić, też zresztą nie wszystkie. To, że współpraca z NKWD jest w potocznej świadomości większości Polaków rzeczą hańbiącą, to jest już sprawa poza moim tekstem. Dzięki za wskazówkę co do tekstu o Matuszewskim, musiało mi to umknąć...
      Kłaniam nisko:)

      Usuń
    18. Co do Matuszewskiego tom napisał, co myszlę, ale teraz znów ja byłbym ciekaw Twego, Torlinie, zdania...
      Kłaniam nisko:)

      Usuń
  2. 1. No i nareszcie dotarło do mnie, o co chodziło z tą Rarańczą. Do tej pory byłem zbyt leniwy, żeby sam poszukać.
    2. Dlatego prosiłbym, aby pisząc kolejne teksty pamiętać także o abnegatach podobnych mnie, którzy niezbyt wiele (= nic) nie wiedzą o tamtych czasach.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ad.1 Cieszę się, że rzecz wyjaśniona i na razie nie zamącam dołożeniem do tego Rokitny (jedno od drugiego jakieś 2-3 kilometry, nawet ludzie częściowo ci sami, tylko, że tamtego frontu przerywano jak najbardziej lojalnie za "Cysorza Pana" i trzy lata wcześniej, w 1915...
      Ad.2 Nie ma zgody na podszywanie się pod abnegatów:)
      Ad.3 (Wiem, że nie było:) Sądząc, że Cię może zainteresuje sprawa Qingdao, pozwoliłem sobie czwartą, fioletową kropkę, dedykować specjalnie dla Ciebie:)
      Kłaniam nisko:)

      Usuń
    2. 1. Dobrze, że powiedziałeś - po tym, jak okazało się, że przez okrągły rok nie zauważałem tych kropek postanowiłem ignorować je dalej.
      2. W Qingdao spędziłem (służbowo) prawie dwa tygodnie, więc mogę chyba uznać, że znam je, jak na cudzoziemca, nieźle. Tych pozostałości po Niemcach nie ma wcale aż tak wiele, a samo miasto nie sprawiło na mnie dobrego wrażenia. Z tym, że to było jednak ładnych parę lat temu.
      3. Browar założony przez Niemców działa do dzisiaj. Piwo Qingdao jest jednym z bardziej znanych chińskich piw.
      Pozdrawiam

      Usuń
    3. Zdaje się, że coś zbliżonego popijaliśmy swego czasu na Watrowisku, dzięki uprzejmości imć Szczurka?! :)

      Usuń
    4. Ano, nie powiem, Szczurek był nawet nadto uprzejmy, czego o tych kitajskich szczynach powiedzieć się nie da...:)):P
      Kłaniam nisko:)

      Usuń
    5. Vulpiania, nie ustaję w nadziei, że Cię nakłonię do zainteresowania się może i inną jaką jeszcze kiedyś...:)) A poza tem, skorośmy oba już kiedyś ustalili, że pamięć to ja, ale wzrok orli to Ty, to korzystaj z niego, póki możesz (odpukać!)...
      Kłaniam nisko:)

      Usuń
  3. szczur z loch ness28 listopada 2016 14:15

    Od kiedy sięgam pamięcią odnoszę nieodparte wrażenie, że osobę Dmowskiego z pełną premedytacją oraz uporem godnym lepszej sprawy próbuje się wymazać gumką myszką z historii, a w najlepszym przypadku przemilczeć. No i doprowadzono do sytuacji, w której lud prosty jeśli ma w ogóle jakiekolwiek skojarzenia, to dotyczą one najbardziej odwoływania się do tej postaci przez wygolonych na łysą pałę młodzianów w dresach, poniekąd z pałami w rękach. W efekcie mało kto wie o co wówczas chodziło, kto złożył stosowne podpisy pod Traktatem i jak zachowywali się wówczas główni gracze na scenie. Cykl Waszmości (moim zdaniem najciekawszy z wszystkich dotychczasowych) przybliża to i jak wspomniałem wypełnia sporą lukę przekłamań, niedomówień, a nawet fikcji funkcjonujących w świadomości społecznej.
    Kłaniam z zaścianka :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja aż się boję cokolwiek wpisywać pod Wielką Trójką (Szczur, Vulpian, Kneź), ale kto nie ryzykuje, ten w kozie nie siedzi.
      Dmowski był obsesyjnym narodowcem, potwornym antysemitą i zwolennikiem podporządkowania Polakom Ukraińców, Białorusinów i Litwinów. Moim zdaniem należy oddzielić jego niebywale zasługi na Zachodzie w trakcie tworzenia się Państwa Polskiego od jego poglądów, które ludzie normalnie myślący odrzucali z obrzydzeniem.

      Usuń
    2. Torlinie, bez obaw!!! :D :D :D

      Usuń
    3. Przez moje, Szczurku, gapiostwo, odpowiedziałem Ci wyżej, w wątku rozważań Torlina i Dreptaka o wyższości czegoś tam nad czymś...
      Kłaniam nisko:)

      Usuń
    4. Torlinie, o ile kojarzę jakieś Wasze krótkie spięcia ze Szczurem, czy notorycznie z Dreptakiem vel Kneziem, to już doprawdy pojęcia nie mam czymże Ci Vulpian przewinił, człowiek gołębiego serca, podobnego ducha, życzliwy niemal wszystkich na świecie i posiadający wszystkiego dwie wady: że mieszka kaducznie daleko i że jest człek winny i moich nalewek nie pija...
      Kłaniam nisko:)

      Usuń
    5. szczur z loch ness30 listopada 2016 19:07

      Fakt, poplątały się komentarze. Taka ich uroda, a bardziej skryptu WordPress. Wywołany do tablicy, rzeknę tak. Chińskie piwo piliśmy Szanowny Panie Zenku tylko raz, a mianowicie na Kartoflisku :-) Na Wampiriadzie poszliśmy w Bawarię hehehehe :-) A teraz przyznam ze wstydem, że jestem blogerem. Marnym, bo marnym ale jednak. Dlatego jakiś czas temu stanąłem murem za Torlinem. Gwoli prawdy obiektywnej raczej przeciw niemu, a to dlatego, że wpadł na pomysł szalony aby swój blog likwidować. Szczęśliwie tego nie zrobił. To arcyciekawe miejsce w sieci, a i Autor niepospolity. Waśni z Nim jakoś przypomnieć sobie nie mogę, a co więcej zaglądam tam często i czytam z zainteresowaniem. Zacni Wachnistrzu i Kneziu, toż każdy z publikujących blog ma prawo układać relacje z czytającymi wedle własnej woli i życzenia i tak moderować dyskusje w komentarzach jak uznaje za stosowne. Nie zabraniajcie tego Torlinowi!
      Ukłony z zaścianka Loch Ness :-)

      Usuń
    6. O Bojko. Tyle miłych słów, i to w blogu Wachmistrza. Jestem w szoku. Dlatego zobowiązuję się bywać u Ciebie i u Vulpiana bardziej aktywnie (czytuję, ale nie wpisywałem się dotąd). Dziękuję.
      O tej moderacji w moim blogu naprawdę nic nie wiem. Nie poprawiam komentarzy, wszystkie są dopuszczane u mnie wraz z odpowiedziami, mam umysł nieskażony znajomością tematu. W historii blogu usunąłem 4 wpisy, 2 od oszalałego zwolennika PiS-u, który oblał mnie fekaliami, i ostatnio 2 od tej samej kobiety, która udowadniała mi, że w 1920 roku to nie zwyciężyli polscy żołnierze, tylko Matka Boska.
      Może myli Moich Interlokutorów układ komentarzy, Wachmistrz, Ty Szczurku czy Celt lubicie układ choinkowy, czyli bezpośrednio pod każdym komentarzem jest odpowiedź. Ja tego systemu nie lubię, bo zmusza mnie do wyszukiwania komentarzy, których jeszcze nie czytałem. Wolę układ liniowy, tak jak np. było zawsze w blogach "Polityki". Jeszcze raz dziękuję.

      Usuń
    7. No ładnie... za chwilę się dowiem, że u mnie się Torlina prześladuje i pewnie, że sam to robię:)) Szczurku, jeśli moja pamięć zachowała jakiś, Twoim zdaniem, wypaczony obraz relacji z Torlinem, to wybacz jej, nie jest w końcu najmłodsza...:)
      Co się tyczy komentarzy i ich układu: prawdę mówiąc nie wiem nawet, czy skrypt Bloggera dopuszcza inną możliwość, a dawny Onet tego z pewnością nie dopuszczał ( jak jest teraz nie wiem). Mnie ten układ odpowiada zarówno jako gospodarzowi, bo z reguły każdy komentujący swoim pierwszym wpisem rozpoczyna nowy wątek, które później właśnie łatwiej znaleźć, a układ liniowy w tym rozprasza. Jako komentującemu u innych, podobnie: jeżeli rozpoczęte wątki mnie nie interesują, łatwiej mi je potem pomijać i wyszukać "swój", by przeczytać co i kto jeszcze do tego wątku nawiązywał... Generalnie: de gustibus...etc
      Kłaniam nisko:)

      Usuń
  4. A ja bardzo na temat składam życzenia już :), bo nie wiem, czy będę mieć w grudniu czas na wpadanie na blogi (i tak robię to za rzadko już teraz). Spokojnych Świąt czy innych tam dni wolnych!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No toś w rzeczy samej WMPani daleko przed orkiestrę wystąpiła:)) Z serca dziękuję, a nie znając, czy będziesz mieć to WMPani jeszcze przed Godami czytać jakich moich życzeń osobnych, tu zatem dla Waćpani responsuję personelnemi życzeniami owych dni radosnych i spokojnych, bez względu na to, co owe dni i dla kogo znaczą:)
      Kłaniam nisko:)

      Usuń
  5. Tego jest stanowczo za dużo do zapamiętania. Mnie się wydaje, że każdego trzeba docenić, kto się przyczynił i tak dalej. Może to jest tak, że każdy ma swoje chwile uczciwej chwały oraz przeciwnie, próby jej zdobycia innymi drogami. Przyznaję, że mnie byt ma do głowy nie przyszło zastanawiać się która bitwa przeważyła, żeśmy się tam znaleźli. Ale że Japończycy? No dobra, byli, chyba w szkole będąc też o tym czytałam. Ale że Nikaragua? Gwatemala? No nie wiedziałam. Ja się już mniej dziwię, że Niemców potem szlag trafiał.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A któż zapamiętywać każe?:) Na toż to pisane, by pomóc niektórych procesów czy zdarzeń zrozumieć, a nie na to, by tem memoryję obarczać, dodatkiem własną... Starczy wiedzieć, gdzie takie coś było, gdyby ta wiedza być miała komu z Lectorów iście potrzebną... Co do udziału państw zgoła egzotycznych w tej wojnie to liczył się fakt opowiedzenia się po którejś ze stron, a nie faktyczny w walkach udział. Podobny zamysł towarzyszył przy końcu II wojny światowej zapowiedzi aliantów, że do nowej powojennej Organizacji Narodów Zjednoczonych przyjęte będą tylko te państwa, które w tej wojnie były przeciwko "państwom osi". Spowodowało to cały wysyp wypowiedzeń wojny Niemcom i Japonii tak gdzieś w kwietniu i maju 1945 roku przez chyba wszystkie państwa latynoamerykańskie:) Choć przyznać trzeba, że Brazylia, która to uczyniła krzynę wcześniej, wysłała swój korpus ekspedycyjny, który wojował we Włoszech. Cała reszta wojowała "na papierze", zadowalając się samym faktem wypowiedzenia wojny...
      Kłaniam nisko:)

      Usuń
    2. Uff, kamień z serca, bo moja pamięć coraz słabsza... Koniunktura w polityce to nic nowego.

      Usuń
    3. To co ja mam o swojej powiedzieć? Co i rusz zapominam na jakim świecie żyję i w efekcie bezustannie się różnym dziwię rzeczom...
      Kłaniam nisko:)

      Usuń
  6. Notario!
    Wcale Ci się nie dziwię, okres zdobywania niepodległości przez Polskę jest chyba jednym z najbardziej skomplikowanych w naszej historii. Była taka masa ojców-założycieli, że nie wiadomo, który ważniejszy. I to nie tych z przysłowia: "sukces ma wielu ojców, porażka jest sierotą", ale takich autentycznych, którzy wnieśli kolosalny wkład. Piłsudski, Dmowski - bez komentarza. Paderewski - kolos. Orędzie z dn. 27 marca Piotrogrodzkiej Rady Delegatów Robotniczych i Żołnierskich pt. „Do narodu polskiego” ogłaszające niepodległość Polski, podpisanie aktu niepodległości w Sali Konserwatorium Petersburskiego, 13 punkt prezydenta Wilsona, Haller. To było wspaniałe współdziałanie wszystkich sił, a także tysięcy bezimiennych bohaterów działających w Polsce. To jest rzeczywiście bardzo trudny okres dla historyka, za dużo ważnych danych.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To ja te trzy nazwiska pamiętam :-) reszta, cóż, znaleźć musi godnych siebie kronikarzy, jak choćby tutaj Dyskututantów i Autora blogu, ja tylko poczytam co nieco

      Usuń
  7. Wachmistrzeńku Miły kłaniam pięknie
    limerykiem u mnie Waszmość uraczony a ja baczę co bym głowy za ony limeryk nie straciła
    :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To ostatnie raczej nie grozi, a za inwitacyję Bóg Zapłać:)
      Kłaniam nisko:)

      Usuń

Być może zdaje Ci się, Czytelniku Miły, że nic nie masz do powiedzenia aż tak ważkiego, czy mądrego, by psuć wzrok i męczyć klawisze... W takiem razie pozostaje mi się tylko z Tobą zgodzić: zdaje Ci się...:)