Blog staropolski. Różności historyczne, facecje i refleksyje, spominki i przypowieści oraz czasem i komentarze rzeczywistości dzisiejszej...
30 maja, 2013
O ordynku przed Bogiem...
Z dawna wiadomo, że przed Bogiem my wszytcy równi, ale że już nie przed ludźmi, nader ważnem się zawżdy wielu zdawało, że jako się gdzie bliżej wcisną, tedy pozór większego znaczenia mieć będą. Tem bym tłomaczył ciżbę polityków do każdej papieskiej wizyty się kupiących, co jakby mogli toby onemu i na kolana posiadali, takoż i średniowieczne, cale zażarte bitwy cechów o miejsce za koleją w procesyjach Bożego Ciała.
Z dawna się tam cosi utarło, kto za kim postępuje, aleć przecie jako tylko między cechami jakiemi ku antagonizmowi nowemu się miało, a to prawie że codzienność była... abo też między zawodami staremi, z dawna szacunkiem i tradycyą obrosłemi, jakie nowe się cisnęły jako: barchanicy (barchanistae), golarze i balwierze(barbitonsores) czy kichlarze* (pistores panum melitorum cuchleri), to i mieśćca swego czasem i pięścią nawet im dochodzić przyszło...
Czasem się to podstępem odprawiało, gdzie starszemu cechu następującego żaka jakiego z kuflem piwa posłano, a gdy ten przyjął (a tem ochotniej im dzień był skwarniejszy) i pić począł, no to przecie i dla wygody swej i dostojeństwa urzędu reprezentowanego przystanął przecie, by się z kałdunem piwskiem oblanem przed oczy nie cisnąć. Wraz tedy się luka nieznaczna w ciągłości prosessyjej czyniła, w którą zaczajeni za węgłem domu pasamonicy(pasamentarii) luboż kapelusznicy(pileatores) jacy, wypadali ze świecami swemi i owej przestrzeni nowo powstałej zajmowali. Oszwabieni następujący czasem jeno do złorzeczeń się ograniczali, powagę chwili i czasu na sercu mając, a czasem i alteracya ich taka brała, że za nic to mieli i towarzystwo za łby się brało, świec jeno jednemu, jakiemu najcherlawszemu widno, na czas boju poruczywszy, by ich nie połomić...
Jeślić to jednak się od razu agresyją widziało, gdy owi na przodek się cisnąwszy, ufni swej liczby siłą, luboż też sprawnością w argumentacyjej ręcznej, przychodziło i do takiej nieprzystojności, jako i dziś czasem po futbolistów spotkaniach, gdy jednych i drugich stronnicy jeszcze i godzin parę po meczu sobie wzajem gnaty rachują, a jednych i drugich drabanci miejscy pogodzić probują. A cóż jeszcze jako rzeźnikom(carnifices) z prawieków animozyję ku piekarzom(pistores) mającym w sukurs sadelnicy (arvinarii) i rymarze (frenifices) przyszli, a tamtych znowuż kramarze (institores) i kowale (fabri) spierać zaczęli... i czasem do takiej to na chwałę Bożą processyi przyszło, że grodowi gorzej niźli w czas tatarskiego najazdu ucierpieć się trafiło...
Nie dziwota, że rajcom i ludziom pobożnym, osobliwie hierarchijej kościelnej się ta nowa, świecka tradycya mało miłą widziała i mnogimi ukazami rzeczy regulować probowano, aż bodaj ostatecznie Anno Domini 1507 in Cracoviae uchwalono "po wieczne czasy", że przed rzeźnikami z ich świcami ma cech sukienników postępować, zasię za świcami sukienników szewcy, potem piekarze, a "insze cechy zachowają odwieczny w światła niesieniu porządek".
____________
*kichlarze - piernikarze
29 maja, 2013
Ośmnastego Pułku Ułanów Pomorskich dziś święto...
Dzisiaj nam znów święto 18 Pułku Ułanów Pomorskich obchodzić, a choć wprawdzie żem już rok temu o tem pisał, nigdy za wiele sposobności, by prostować bzdurstw narosłych i legend, jakobyśmy to mięli z szablami kiedy na czołgi szarżować, ku czemu assumpt dała tegoż właśnie pułku szarża pod Krojantami,
Pułk sam się narodził lipcem 1919 roku, gdy komendujący Armią Wielkopolską powstańczą, jenerał Dowbór-Muśnicki umyślił z nadwyżek ochotników, co się do trzech dotychczasowych pułków cisnęły, czwartego zalążek utworzyć pod rotmistrzem Ossowskim. Zwał się on wówczas 4 Pułkiem Ułanów Nadwiślańskich i częścią jeno, aleć przecie zdążył udział wziąć w zajmowaniu Pomorza przez Hallera jesienią i zimą 1919/20. Od sierpnia, jako się officialiter Wojska Wielkopolskie z Armią Polską złączyły, miana swego właściwego: Ułanów Pomorskich i numeru 18 otrzymał, zasię na mieśćce stacjonowania mu Grudziądza naznaczono. Święto pułkowe ten dzień upamiętnia, kiedy w niepełnem składzie, dywizjonu prowizorycznie formowanego na front poszedł, by na litewskiej ziemi przeciw bolszewickiem Korpusowi Konnemu Gaj Chana stawać. A stawał tak dzielnie nad Dźwiną, że piechocie Sosnkowskiego czasu dość dał, by się wycofać zdążyła i w późniejszych bitwach warszawskiej i niemeńskiej odwet za to wziąć mogła. Aliści osiemnastemu już się wydostać nie udało... przyparty do granicy z Łotwą i wobec wyboru: zagłada niechybna luboż granicy przejście i internowanie, wybrał to drugie...
Że z Łotyszami niemal tak twardo negocjacyje wiedli jak z Gaj Chanem wojowali, na tem stanęło, że się pułk jeno rozbroić pozwolił, po czem Łotysze dopuścili, by z Libawy się do Gdyni (wówczas jeszcze wioszczyny nadbrzeznej:) morzem ewakuowali. Że z niemi razem się i garść cywilów-Polaków (i Polek:)zabrała, przyszłe żurawiejki tak o zdarzeniach tych głosiły:
"Wiać przez morze na Pomorze,
osiemnasty zawsze może"
"Osiemnasty spod Libawy
przywiózł panny dla zabawy"
Po połączeniu się z inszemi Pułku pododdziałami, wreszcie całością sił swoich z wrześniem 1920 przez Hajnówkę i Narewkę podążył na front nadniemeński, gdzie się znów Pomorzany odznaczyły.
W Międzywojniu się Pułkowi za garnizon Grudziądz trafił, gdzie ułanom było jak u Pana Boga za piecem. Nie dość, że na koszary byłej cytadeli dostali, gdzież bodaj jedynemu w Polszcze luksusów w postaci ujeżdżalni krytej zażywać dano, to jeszcze stacjonując w mieście, coż polskiego żołnierza pod bronią ostatni raz za Księstwa Warszawskiego widziało*, niebywałej estymy zażywali... Dość rzec, że mało kiedy jako z manewrów wracali, przechodnie na ulicy braw im nie bili:))
Za inszą okazyją prawić jeszcze będę o edukacyjnej roli wojska w tamtem czasie, tu jeno spomnę, że w pułku regularnej szkoły podoficerskiej uczyniono, co i dla bliskości sąsiedzkiego Centrum Wyszkolenia Kawalerii czasem i nieoczekiwane możności awansu stwarzało...
Wojnę 1939 roku Pułk zaczął bodaj najszybciej z wszytkich ułanów naszych... Zaczął nieszczęśnie i nadspodziewanie chyżo tragicznie skończył, wszystko skutkiem tej szarży nieszczęśnej, rzekomo na czołgi... którąż to bzdurę ochotnie powojenne władze podchwyciły, by ukazać jak to sanacyjne rządy do bezbronności Polski przywiedły. Jeszczeć i żal większy, że przy tem takiego Wajdę się dziś za artystę-patryotę uważa, a bodaj on swą "Lotną" nieszczęśną największy tejże durnocie winowajca, coż po pysku winien brać za okazyją każdą, jako się wpodle jakiego ułana znajdzie...
Cyrkumstancyje dnia wojny pierwszego takie były, że spod Chojnic na polskie jednostki najwięcej na północ w ciasnem "korytarzu" pomorskim wysunięte natarcie wyszło korpusu zmotoryzowanego Guderiana. Przeciw piechocie naszej wielce chyżo następując, k'temu przywiedli nas Niemiaszkowie, że jakoby ich się gdzie chocia na godzin kilka strzymać nie udało, byliżby nad Brdą pierwsi byli, nim by tam nasza cofająca się piechota doszła... Tedy, by tych parę tysięcy luda od zagłady niechybnej salwować, przyszłoż jenerałowi Grzmot-Skotnickiemu nakazać 18 Pułkowi, by przeciw Niemcom wpodle Krojant wypadu uczynił.
Dowódca pułku, pułkownik Kazimierz Mastalerz, do szarży tej wydzielił pierwszego (rotmistrz Świeściak) i drugiego szwadronu (rotmistrz Ładoś). W szarzyźnie przedzmierzchowej nasi wyszli z lasu i w galopie przeciw Niemcom spoczywającym ruszyli. Tamtym, zaskoczonym srodze, wrychle pojąć było, że nie strzymają już ułanów i pomykać z pozycji swoich poczęli! Części naszych jeszczeć i onych dopaść pofortunniło i szable na szwabskich karkach poszczerbić... Ech, jak pomyślę coż te gnające przez błonie ćwierć tysiąca jeźdźców wówczas czuć musiało... Pierwszy dzień wojny; nic jeszcze nie przesądzone, i oto w starciu pierwszem Niemce tyły dają, a naszym duma i szczęście piersi rozpiera...
Cóż, kiedy tej euforyi jeno sekund parę było... drogą od Chojnic cała kolumna niemiecka wozów pancernych jadąc, na ten moment właśnie trafiła i nie mieszkając, ogień okrutny z flanki ku ułanom naszym wszczęła:(( ...
To już nie walką było zwać, a rzezią okrutną... jeźdźcy z koni spadający, czy nawet i wleczeni za niemi, koni ginących rżenie boleściwe, pola i szosa ciałami ludzi i zwierząt pokryte... Rzuca się ku pomocy sam pułkownik Mastalerz na czele przybocznych kilkunastu, ale cóż przecie poczynić może... sam ginie nieszczęśny, a z niem dwudziestu z górą ułanów i oficyjerów; ranionych na polu trzy razy tylu zostaje... trzecia część tych, co do szarży ruszyli... reszcie się za staraniem rotmistrza Ładosia i majora Maleckiego odskoczyć udało i za Brdę przedostać.

Krwawa ofiara tyleż dała, że się Niemcom tegoż dnia do przepraw dotrzeć nie udało, niemiecka dywizja o cofnięciu się nawet zamyślała, a w sztabie Guderianowego korpusu takaż panika się wszczęła, że jak sam pisał: "Zastałem ludzi z mego sztabu w hełmach bojowych, w trakcie ustawiania działka przeciwpancernego na stanowisku bojowym. Na moje pytanie, co ich do tego skłoniło, otrzymałem odpowiedź, że każdej chwili pojawić się może polska kawaleria, która rozpoczęła natarcie."
Dniem następnym w niemieckich oddziałach włoski korespondent wojenny bawił, któremuż Niemiaszkowie bzdur napletli, że ułani nasi prawdziwie przeciw broni pancernej szarżowali. Owa jołopa to podchwyciła ochoczo i popisała relacyi, nibyż świadka temu naocznego, czem z kolei Niemce do końca już wszytkim dym w oczu puszczali, rzekomo "niezależnego" świadka zdarzeń mając...
Z częścią Armii "Pomorze" resztki 18 Pułku w Borach Tucholskich okrążone, biły się do 4 września**, zaczem niedobitki skapitulowały... Pojedynczym żołnierzom się jeno ku walczącym nad Bzurą i ku Warszawie wydostać udało.
Od czasu niejakiego na miejscu szarży słynnej się inscenizacyje onej bitwy czyni, za staraniem Polskiego Klubu Kawaleryjskiego i miejscowych, co pamięć 18 Pułku w sercu mają...
__________
* przemarszu ( a i uwięzienia częsci) rozbrojonych nieszczęśników-tułaczy, co po upadku Listopadowej Insurekcyi tędy na zachód zdążali, nie liczę...:((
** wtedy i zginął major Stanisław Malecki, ostatni pułku dowódca
26 maja, 2013
O tem, ku czemu brak pozwolenia na budowę prowadzi, czyli o uprawianiu polityki modo Bohemico...
Zupełnie bez echa jakiego większego przeszła przed dniami kilkorgą rocznica, prawda że nierówna, bo 395-ta, przecie zdarzenia dla świata w skutki wielce brzemiennego. Zdarzyło się bowiem, że obywatelów gromada, do żywego tem dotknięta, że się doprosić nie mogli dozwoleństwa, by budów poczętych dokończyć, a przeciwnie jeszcze: nakazano onym by budowli poczętych rozebrać, takiż wszczęła tumult i harmider w urzędzie, że koniec końców od słowa do słowa wzięli i tych urzędników, coż im tego odmawiali, pochwycili i przez okna wyrzucili.
Wyjaśnić pora, że rzecz się działa na Hradczanach praskich, wyrzucającymi byli protestanci czescy, zasię wyrzucanemi namiestnicy cesarza Macieja I Habsburga: Jarosław Borzita z Martinic i Wilhelm Slavata z towarzyszeniem sekretarza swego Fabriciusa i tak po prawdzie to wyrzucano owych, bo cesarza - prawdziwego odmów sprawcy, sięgnąć by pewnie było ciężko... Budowle zaś, o które poszło i które mimowolną się wojny trzydziestoletniej stały przyczyną, to protestanckie zbory w Broumovie i Hrobie i trudnoż mi się od tej refleksyi odżegnać, że poniechawszy religijnych rzeczy aspektów, takoż i politycznych, to tejże wiedzy o coż prawdziwie poszło, winno się upowszechniać, jeśli nie pro publico w szkołach średnich powszechnych, to przynajmniej na wydziałach prawa i administracji, gdzie przyszłych urzędników szkolą, zasię w każdem urzędzie ta grawiura:
Ostatnią, póki co przynajmniej, defenestracyją, była śmierć zagadkowa ministra Jana Masaryka, syna prezydenta Tomasza Masaryka, co "w niewyjaśnionych okolicznościach" był wypadł z okna na Hradczanach 10 marca 1948 roku... Ano i kwestyja wielce zasadna, azali Czesi rzekli już w tejże materyjej swego ostatniego słowa, czyli też ono wciąż jeszcze przed nami?
_______________________________
* co nawiasem katoliccy stronnicy cesarza z punktu za cud uznali, słuszność ich racyj potwierdzający...
Wyjaśnić pora, że rzecz się działa na Hradczanach praskich, wyrzucającymi byli protestanci czescy, zasię wyrzucanemi namiestnicy cesarza Macieja I Habsburga: Jarosław Borzita z Martinic i Wilhelm Slavata z towarzyszeniem sekretarza swego Fabriciusa i tak po prawdzie to wyrzucano owych, bo cesarza - prawdziwego odmów sprawcy, sięgnąć by pewnie było ciężko... Budowle zaś, o które poszło i które mimowolną się wojny trzydziestoletniej stały przyczyną, to protestanckie zbory w Broumovie i Hrobie i trudnoż mi się od tej refleksyi odżegnać, że poniechawszy religijnych rzeczy aspektów, takoż i politycznych, to tejże wiedzy o coż prawdziwie poszło, winno się upowszechniać, jeśli nie pro publico w szkołach średnich powszechnych, to przynajmniej na wydziałach prawa i administracji, gdzie przyszłych urzędników szkolą, zasię w każdem urzędzie ta grawiura:
wisieć na poczesnem mieśćcu powinna... :)
Insza, że wyrzucanym nic się nie stało, bo na kupę kompostu spadli*, ponoć powstałego w naturalny sposób z resztek jedzenia przez okno wyrzucanych w czasie uczt w tej sali odbywanych. Smutne to poniekąd, bo skoro na zamku, było nie było królewskiem, pod oknami sali biesiadnej kupa nawozu uróść zdążyła, to arcypaskudnie to o czeskich obyczajach sprzątania i ochędóstwie świadczy... Z wtórej znów strony, wejrzawszy na to, że owa defenestracyja jawi się jako część jakiego rytu czeskiego, jako tradycyi swoistej jeno tam pielęgnowanej, a żartobliwie już i w XVII stuleciu zwanej polityką uprawianą obyczajem czeskim i wyrzucani mogli trafić wielekroć gorzej, jako chociażby ci rajcowie katoliccy przez husytów w 1419 roku, z okna praskiego nowomiejskiego ratusza , podczas I defenestracji wyrzuceni... :((
Mało wie się o tem, że pomiędzy jedną a drugą byłaż jeszcze trzecia, przez wielu Czechów liczona za drugą w 1483 roku, defenestracyja , gdy w zajadłości kalikstyni burmistrza Jana od Klobouku najprzód poranili srodze, zasię poranionego przez okno staromiejskiego wypchnęli ratusza, a insi w tem czasie w ratuszu Nowego Miasta siedmiu katolickich rajców pierw ubili, zasię onych zwłoki znowuż, Bohemico modo, przez okna, już niejako tradycyjnie... wyrzucili...Ostatnią, póki co przynajmniej, defenestracyją, była śmierć zagadkowa ministra Jana Masaryka, syna prezydenta Tomasza Masaryka, co "w niewyjaśnionych okolicznościach" był wypadł z okna na Hradczanach 10 marca 1948 roku... Ano i kwestyja wielce zasadna, azali Czesi rzekli już w tejże materyjej swego ostatniego słowa, czyli też ono wciąż jeszcze przed nami?
_______________________________
* co nawiasem katoliccy stronnicy cesarza z punktu za cud uznali, słuszność ich racyj potwierdzający...
22 maja, 2013
Z myśli pokradzionych...*
"Dobrowolne poddanie się martyrologii powoduje karlenie myśli, ale też i marzeń. Cierpienie podniesione do rangi niby-religii nie pozwala zauważyć, jak świat się zmienia."
Tym, którym się zdaje, że te słowa miały, w intencji autora, mieć jakie ku nam dziś, czy w przeszłości odniesienia, rzeknę, że macie rację: zdaje Wam się... To myśli Raji Shehadeha**, z książki "Obcy w domu", w całości o spółcześnych Palestyńczykach traktującej i o życiu wygnańców. Książka, która w zamyśle autora zapewne miała być Izraela oskarżeniem, ale równie wiele w niej bolesnych myśli o rodakach własnych...
_____________________________________
* Cytat nie jest absolutnie dosłownym, bo xięgi tej dziś nie mam, a przepisuję za recenzentem, do którego mam w tej mierze cokolwiek zaufania: Pawłem Smoleńskim z GW...
** syna Aziza Shehadeha, adwokata i polityka palestyńskiego, który bodaj jako pierwszy Palestyńczyk, po wojnie 1967 roku przedłożył swoiste memorandum, w którem proponował uznanie przez swoich rodaków państwa Izrael, ale i powołanie obok niepodległego palestyńskiego państwa... co jego rodacy nieomal wówczas za zdradę uznali...
Tym, którym się zdaje, że te słowa miały, w intencji autora, mieć jakie ku nam dziś, czy w przeszłości odniesienia, rzeknę, że macie rację: zdaje Wam się... To myśli Raji Shehadeha**, z książki "Obcy w domu", w całości o spółcześnych Palestyńczykach traktującej i o życiu wygnańców. Książka, która w zamyśle autora zapewne miała być Izraela oskarżeniem, ale równie wiele w niej bolesnych myśli o rodakach własnych...
_____________________________________
* Cytat nie jest absolutnie dosłownym, bo xięgi tej dziś nie mam, a przepisuję za recenzentem, do którego mam w tej mierze cokolwiek zaufania: Pawłem Smoleńskim z GW...
** syna Aziza Shehadeha, adwokata i polityka palestyńskiego, który bodaj jako pierwszy Palestyńczyk, po wojnie 1967 roku przedłożył swoiste memorandum, w którem proponował uznanie przez swoich rodaków państwa Izrael, ale i powołanie obok niepodległego palestyńskiego państwa... co jego rodacy nieomal wówczas za zdradę uznali...
20 maja, 2013
Świętują Szaserzy...:)
Dziś nam 6 Pułku Strzelców Konnych im. hetmana wielkiego koronnego St. Żółkiewskiego święta opić przychodzi i to już po raz, na tem blogu wtóry:))
Kolejny to z pułków o hallerowej proweniencyi, we Francyjej formowany*, temuż i święto pułkowe w rocznicę wyruszenia szwadronu pierwszego na front w Szampanii w 1918 roku, takoż i dla uczczenia przybycia transportu ostatniego z pułku tegoż do kraju w roku następnym.
"Z Francji swój początek wiedzie,
a wśród strzelców jest na przedzie"
Jakbyśmy to dziś rzekli: materiał ludzki był najrozmaitszy...od jeńców z armii niemieckiej po ...byłych zakonników:)), co kolejna żurawiejka upamiętniła:
"Potworzony z bractw zakonnych,
to jest szósty strzelców konnych."
Wojował jak wszytkie insze, dzielnie przeciw bolszewikom stając (między inszemi w bitwach: warszawskiej i niemeńskiej), jednak bez szczęścia większego do szarż sławnych, tedy dziś go z inszem zdarzeniem powiążem, jako to Armia Hallerowa ode Niemców Pomorza przejmowała, a jenerał sam pierwszych zaślubin z morzem dokonywał, pierścień w fale rzucając (oczywiście: z konia!:)
Po wojnie skierowano go...do Żółkwi, rodowej patrona swego siedziby! Przy grobie hetmana strzelcy konni w święta i rocznice zaciągali wartę honorową, zasię na co dzień ich życie w Żółkwi dwie insze żurawiejki dokumentują. Pierwsza się tyczy wzgórza Haraj, mieśćca randek rozlicznych, wtóra płynącej przez Żółkiew Świny:
"Na Haraju strzela cnota -
strzelców konnych to robota."
"Strzelcy konni, gdy pijani,
w rzece Świni są kąpani"
W kampanii wrześniowej walczył krótko i niezbyt fortunnie, bo już 11 września został rozbity pod Osuchowem:((
Na czwartek zasię, 23 Maii, niechaj się ci szykują, co im pamięć 4 Pułku Strzelców Konnych Ziemi Łęczyckiej droga:) Pierwszy tegoż miana i cyfry Anno Domini 1806 formowan był na Pomorzu. Jako i insze na Moskwę pociągnął, z której to wyprawy mało komu wrócić przyszło:((
Odtworzony w 1816, do Powstania Listopadowego stacjonował w Kutnie. W Powstaniu walczył m.in. pod Wawrem, Dębem Wielkim i Grochowem. Po raz trzeci sformowany w 1920 roku (święto pułkowe w rocznicę otrzymania sztandaru) z różnych oddziałów (w tem i ochotników lwowskich, którzy brali udział w wyprawie kijowskiej). W Międzywojniu stacjonował w Płocku, gdzie dla ustawicznych z tamtejszemi mariawitami kontaktów takaż żurawiejka:
"Mariawitów zgrywa w karty,
strzelców konnych pułk to czwarty"
"Kocha, pije, grywa w karty,
strzelców konnych pułk to czwarty"
"Poskramiacze serc niezłomnych,
to jest czwarty strzelców konnych"
We Wrześniu boje pod Sierpcem, Narzymem, Płockiem, Mińskiem Mazowieckim i inszemi, a ku rumuńskiej granicy się cofając, przyszło w słynnej biwie pod Krasnobrodem wojować, zaczem straty pułku tak ogromne były, że go rozwiązano 23 września:(( W konspiracji jako pułk spieszony AK reaktywowan na terenie Grójca, Błonia i Sochaczewa.
Po 1945 już tylko stowarzyszenie jeździeckie "Bierzewice" pamięć o czwartem pułku strzelców konnych podtrzymuje...
______________
* początkowo jako 1 Pułk Szwoleżerów, po przybyciu do Polski najpierw go nazwano 4 Pułkiem Dragonów, potem 4 Pułkiem Strzelców Konnych, by wreszcie cyfry mu na 6 odmienić i zaszczytnego patrona (nota bene: dzielonego razem z 24 Pułkiem Ułanów) przydać.
18 maja, 2013
O wyrazach dawnych znaczeń pozbawionych część jedenasta, i w Bogu nadzieja, że nie ostatnia...:)
Miałżem ja już i za pierwotkiem
tegoż bloga turbacyi, jako dawniejsze me pisanie z onetowego
przenieść przedsięwzięcia, osobliwie zaś te, gdzie ono już
jakiem tematycznem cyklem długim, a którego rozerwanie wartość
całości psowa, przy tem, że rzecz będąc dawniejszym Lectorom
znaną, znuży ich niechybnie, jako za koleją, notę za notą
przeklejał będę... Ano i dla tej to najgłówniej przyczyny części
z nich żem dopotąd nie przenosił, aż wreście, pożyczywszy od
kogo rozumu, żem pomiarkował, że jest i z tej obieży wyjście...
I tak, nota w temże cyklu dzisiejsza, dla porządku rachowania
jedenastą zwana, jest de facto pierwszą nową, już jeno na tem
blogu upublicznioną. Poprzednich zaś dziesięć żem pomiędzy
dawniejsze tutejsze był powtykał insze, gdziem jeno wolnej
dostrzegł był daty, tandem Lectorów nowych, jeśli tego cyklu
ciekawi, a i dawniejszych, jeśli odświeżyć czego zapragną, tutaj
upraszam (I, II, III, IV, V , VI, VII , VIII, IX , X ), luboż podług kategoryj po prawicy uwidocznionych...
Gorliwość - w znaczeniu jakiego nader pilnego starania czy zapału znamy tegoż i dziś. Aliści słówko to znaczyło ongi i zawiść czy zazdrość i w tem znaczeniu go u Lindego znajdziemy : "Musi ją z domu wypędzić, żeby sołtany do gorliwości nie przywieść."
gwar - dzisiejszzego znaczenia się i nie odżegnując, przecie gwar dawniejszy to plotka, pogłoska...
Stoi u Samuela Twardowskiego :"Posłyszawszy z gwarów o jego przyjeździe."
kara - cóż dziś znaczy tłomaczyć nie muszę. Przecie pojmowano tego jako karności i tem znaczeniu tegoż mamy u Krzysztofa Opalińskiego (wojewody poznańskiego, czytelnikom "Potopu" znany jako ten, co pospolite ruszenie poddał Szwedom pod Ujściem), który napominał "W karze każ mieć chłopię.", aleć i była kara wozem dwukołowym i jako tej dwukółki jej rozumie Maciej Miechowita: "Niźli kiedy na woziech albo na karzech", a nawet i wielekroć później słownika swego zbierający Linde, takiego przywołujący zdania: "W czerwonej karze wyjechała zorza". Z pewnością ten wywód jest z łaciny najprostszem spolszczeniem, którego innej drogi, ale też się przecie z łaciny wiodącej, najdzie w dzisiejszem automobilów anglosaskiem nazwaniu...
rozchód - dziś każdemu wiadomem, osobliwie zaś tym, co go nijak z przychodem powiązać nie umieją...:(( Przecie w staropolszczyźnie był rozchód po prostu rozdrożem, dróg rozstajem... I takim go widzimy u xiędza Wujka nawołującego: "Wynidź na ulice i na rozchody miejskie".
rozciąć - byłoż tyle samo, co rozdzielić, podzielić. W kronice swej Kromer pisze: "Papież ziemię pruską na trzy diecezje rozciął."
uczynek - dziś tego jeno jako czynności określenia pojmujemy, dość ogólnej i w szczegóła nie wchodzącej, najczęściej zaś w zbitce z dobrym lub złym, przecie każdemu oczywistem jest, że nie jest to rzecz jaka. Tem zaś czasem dawniej uczynek był tem samem, co wytwór rąk czyich, dzieło czyje... Szymon Budny wylicza: "Bałwany, srebro i złoto, uczynki rąk człowieczych." Aleć byłoż i insze znaczenie, jeno w zbitce z przymiotnikiem "męski" luboż i "mężczyński", bo i tak pisano...
Owóż "uczynek mężczyński" niczem inszem nie będzie jako zbliżeniem miłośnem, spółkowaniem, chędożeniem, choć z niektórych kontekstów wynika, że byłbyż to i popęd... Marcin Siennik, bodaj najwybitniejszy nasz XVI-wieczny botanik i tłumacz dzieł medycznych i przyrodniczych twierdzi, że "pokrzywa uwarzona w winie, pobudza i umacnia uczynek męski ku żenie", a i Linde podobnie się zdaje uczynku rozumieć, pisząc: "Wszelakie jajca pobudzają mężczyński uczynek":)
Gorliwość - w znaczeniu jakiego nader pilnego starania czy zapału znamy tegoż i dziś. Aliści słówko to znaczyło ongi i zawiść czy zazdrość i w tem znaczeniu go u Lindego znajdziemy : "Musi ją z domu wypędzić, żeby sołtany do gorliwości nie przywieść."
gwar - dzisiejszzego znaczenia się i nie odżegnując, przecie gwar dawniejszy to plotka, pogłoska...
Stoi u Samuela Twardowskiego :"Posłyszawszy z gwarów o jego przyjeździe."
kara - cóż dziś znaczy tłomaczyć nie muszę. Przecie pojmowano tego jako karności i tem znaczeniu tegoż mamy u Krzysztofa Opalińskiego (wojewody poznańskiego, czytelnikom "Potopu" znany jako ten, co pospolite ruszenie poddał Szwedom pod Ujściem), który napominał "W karze każ mieć chłopię.", aleć i była kara wozem dwukołowym i jako tej dwukółki jej rozumie Maciej Miechowita: "Niźli kiedy na woziech albo na karzech", a nawet i wielekroć później słownika swego zbierający Linde, takiego przywołujący zdania: "W czerwonej karze wyjechała zorza". Z pewnością ten wywód jest z łaciny najprostszem spolszczeniem, którego innej drogi, ale też się przecie z łaciny wiodącej, najdzie w dzisiejszem automobilów anglosaskiem nazwaniu...
rozchód - dziś każdemu wiadomem, osobliwie zaś tym, co go nijak z przychodem powiązać nie umieją...:(( Przecie w staropolszczyźnie był rozchód po prostu rozdrożem, dróg rozstajem... I takim go widzimy u xiędza Wujka nawołującego: "Wynidź na ulice i na rozchody miejskie".
rozciąć - byłoż tyle samo, co rozdzielić, podzielić. W kronice swej Kromer pisze: "Papież ziemię pruską na trzy diecezje rozciął."
uczynek - dziś tego jeno jako czynności określenia pojmujemy, dość ogólnej i w szczegóła nie wchodzącej, najczęściej zaś w zbitce z dobrym lub złym, przecie każdemu oczywistem jest, że nie jest to rzecz jaka. Tem zaś czasem dawniej uczynek był tem samem, co wytwór rąk czyich, dzieło czyje... Szymon Budny wylicza: "Bałwany, srebro i złoto, uczynki rąk człowieczych." Aleć byłoż i insze znaczenie, jeno w zbitce z przymiotnikiem "męski" luboż i "mężczyński", bo i tak pisano...
Owóż "uczynek mężczyński" niczem inszem nie będzie jako zbliżeniem miłośnem, spółkowaniem, chędożeniem, choć z niektórych kontekstów wynika, że byłbyż to i popęd... Marcin Siennik, bodaj najwybitniejszy nasz XVI-wieczny botanik i tłumacz dzieł medycznych i przyrodniczych twierdzi, że "pokrzywa uwarzona w winie, pobudza i umacnia uczynek męski ku żenie", a i Linde podobnie się zdaje uczynku rozumieć, pisząc: "Wszelakie jajca pobudzają mężczyński uczynek":)
16 maja, 2013
O wyrazach dawnych znaczeń pozbawionych część dziesiąta...
Mielim w tem cyklu (I, II, III, IV, V , VI, VII , VIII , IX ) początkiem not, co się na jaką jedną wspólną
wszczynały literę, aliści już od dawna trudnoż mi na
kwerendy skrupulatne czasu wynajdywać i supłać owych słówek
niczem jakich koralików na niteczce, wyczekując, aż się jaka
cyfra sposobniejsza nagromadzi, tandem coraz tu pewnie i
częściej się z tem zgodzić przyjdzie, że to nie podług abecadła
szło będzie, a na zasadzie z kapustą umięszanego grochu...
drabina - nic inszego jak szubienica po prostu. Mamyż jej u Wacława Potockiego: "Najprędzej się od drabiny złodziej nawróci do pokuty", aleć i w złośliwem komentarzu ludu warszawskiego w czas insurekcyi kościuszkowskiej, gdy zdrajców wieszano, na domniemane samobójstwo prymasa Michała Poniatowskiego, królewskiego brata:
"A ksiądz prymas zwąchał linę,
wolał proszek niż drabinę".
drobiaszczek - ironicznie o drobnej szlachcie
dukać - dziś byśmy to kumkaniem luboż żegotaniem żabskim zwali. U Szumonowica czytamy: "Żaby tylko koło nas wrzaskliwie dukają"
dup, dupie - co tam kto chce, niech sobie i kojarzy na zdrowie... W staropolszczyźnie przecie pod tem, co wy rozumiecie, a co rzycią po prawdzie zwano, to dup będzie dziurą, dziuplą, wydrążeniem jakiem, nawet i jaskinią czasem... W Biblijej Leopolity jako wół stoi: "Schowaj ten pas w dupiu skalnym", a zaś u Lindego cytata z przestrogi "aby się w dupiu nie siedliła"... Ano i naturaliter od tego dupiasty - wydrążonym będzie, aleć i dupnieć będzie znaczyło, że owo coś będzie się dziurawiło, choć raczej w naturalny sposób, ergo wszystkie w tem zawrzeć idzie butwienie i psowanie... W polskiem przekładzie Erazma z Rotterdamu z 1542 takich słów najdziem: "Zęby od zakała zarażonej flegmy próchnieją i dupnieją".
dzielnica - okrom znaczeń nam znanych będzie to i dział w rozumieniu spadkowem, będzie i kolumna, szpalta drukarska, o której wspomina Knapiusz ("Dzielnice w księgach abo warsty"), nareście będzie to i różnicę znaczyć...
emir - z kontekstu użytego w pieśniach całkiem już przepomnianego poety siedmnastowiecznego, Walentego Odymalskiego (m.in. piewcy obrony Jasnej Góry) wynika, że było owo słówko używane na oznaczenie rozkazu lub pozwolenia jakiego.
fabryka - dawniej znaczyło budowlę jaką znaczną, luboż stawianą dopiero. I w tem sensie mamyż tego ślady w dykcyonarzu Lindego, gdzie cytuje ów "kościół ś.Zofii wszystkie inne fabryki przechodzi" a i "Cały majątek swój fabryce ś.Piotra darowała".
fach, choć częściej facha - nic inszego jak przedziałek, przegródka, warstwa jaka... U Marcina Siennika mamy zdania: "Cebulę morską rozebrawszy na fachy..."
falować - w staropolskiem pojmowano tegoż słowa jako błądzić, chybiać, nadwyrężać co luboż co defektować, w czem szwankować... Haur nieprzeszacowany pisze: "Pijaństwo zwykło ludzki rozum falować", zasię u Szymonowica najdziem: "Ta [cnota] sama nie faluje, która bojaźliwa jest Boga".
farba - co pospolicie barwę lub kolor znaczyła, osobliwie w odniesieniu do sukien, materyj jak i umaszczenia końskiego, czasem i sama rozumiana była jako materyja, sukno jakie, atoli nie na to bym uwgi chciał zwracać, jeno na powiedzenie, co się z tejże farby narodziło... Owoż "farby dotrzymać" tyleż było, co dochować wierności, stałości, czego piękny przykład u Wacława Potockiego mamy: "Dotrzymał Bogu w inszych cnotach farby".
drabina - nic inszego jak szubienica po prostu. Mamyż jej u Wacława Potockiego: "Najprędzej się od drabiny złodziej nawróci do pokuty", aleć i w złośliwem komentarzu ludu warszawskiego w czas insurekcyi kościuszkowskiej, gdy zdrajców wieszano, na domniemane samobójstwo prymasa Michała Poniatowskiego, królewskiego brata:
"A ksiądz prymas zwąchał linę,
wolał proszek niż drabinę".
drobiaszczek - ironicznie o drobnej szlachcie
dukać - dziś byśmy to kumkaniem luboż żegotaniem żabskim zwali. U Szumonowica czytamy: "Żaby tylko koło nas wrzaskliwie dukają"
dup, dupie - co tam kto chce, niech sobie i kojarzy na zdrowie... W staropolszczyźnie przecie pod tem, co wy rozumiecie, a co rzycią po prawdzie zwano, to dup będzie dziurą, dziuplą, wydrążeniem jakiem, nawet i jaskinią czasem... W Biblijej Leopolity jako wół stoi: "Schowaj ten pas w dupiu skalnym", a zaś u Lindego cytata z przestrogi "aby się w dupiu nie siedliła"... Ano i naturaliter od tego dupiasty - wydrążonym będzie, aleć i dupnieć będzie znaczyło, że owo coś będzie się dziurawiło, choć raczej w naturalny sposób, ergo wszystkie w tem zawrzeć idzie butwienie i psowanie... W polskiem przekładzie Erazma z Rotterdamu z 1542 takich słów najdziem: "Zęby od zakała zarażonej flegmy próchnieją i dupnieją".
dzielnica - okrom znaczeń nam znanych będzie to i dział w rozumieniu spadkowem, będzie i kolumna, szpalta drukarska, o której wspomina Knapiusz ("Dzielnice w księgach abo warsty"), nareście będzie to i różnicę znaczyć...
emir - z kontekstu użytego w pieśniach całkiem już przepomnianego poety siedmnastowiecznego, Walentego Odymalskiego (m.in. piewcy obrony Jasnej Góry) wynika, że było owo słówko używane na oznaczenie rozkazu lub pozwolenia jakiego.
fabryka - dawniej znaczyło budowlę jaką znaczną, luboż stawianą dopiero. I w tem sensie mamyż tego ślady w dykcyonarzu Lindego, gdzie cytuje ów "kościół ś.Zofii wszystkie inne fabryki przechodzi" a i "Cały majątek swój fabryce ś.Piotra darowała".
fach, choć częściej facha - nic inszego jak przedziałek, przegródka, warstwa jaka... U Marcina Siennika mamy zdania: "Cebulę morską rozebrawszy na fachy..."
falować - w staropolskiem pojmowano tegoż słowa jako błądzić, chybiać, nadwyrężać co luboż co defektować, w czem szwankować... Haur nieprzeszacowany pisze: "Pijaństwo zwykło ludzki rozum falować", zasię u Szymonowica najdziem: "Ta [cnota] sama nie faluje, która bojaźliwa jest Boga".
farba - co pospolicie barwę lub kolor znaczyła, osobliwie w odniesieniu do sukien, materyj jak i umaszczenia końskiego, czasem i sama rozumiana była jako materyja, sukno jakie, atoli nie na to bym uwgi chciał zwracać, jeno na powiedzenie, co się z tejże farby narodziło... Owoż "farby dotrzymać" tyleż było, co dochować wierności, stałości, czego piękny przykład u Wacława Potockiego mamy: "Dotrzymał Bogu w inszych cnotach farby".
15 maja, 2013
O kuźnikach i zaglębiach kuźniczych opowieści część trzecia...
Wiodąc gędźby poczętej (I, II) przyszliśmy do młynów żelaznych, bo tak w XVI i XVII wieku naszych kuźnic zwano.Najgłówniej dla tej przyczyny, że nieodłączną kuźnicy częścią było koło młyńskiemu podobne, co młota opisanego w części poprzedniej podrzucało w górę. Komu się nie pofortunniło mieć wpodle kuźnicy własnej jakiej rzeczułki o nurcie dość bystrem, by tegoż koła napędzała luboż stawidła na jakiej strudze zastawiwszy, stawku uczynić nie mógł, ten swego koła kieratem napędzał końskim...
W powszechnem rozumieniu koło i kuźnica, czy huta jak kto woli, tak się z sobą zrosły, że to od liczby kół właśnie podatków obrachowywano, zazwyczaj było tego rocznie po 12 groszy od koła z kuźnic własnych i połowę tego, jeśli owe jeno dzierżawą było. Rzeknijmy też i przy tem od razu, że to nader były umiarkowane stawki. Kopaczowi w kopalni najmniej te sześć groszy płacono za labor tygodniowy, kowalowi fachowemu jednak już groszy trzydzieści, czyli podług ówczesnej miary złotówkę całą! Połeć (Ach, cóż za piękna staropolska nazwa połówkę słoniny z całego wieprzka oznaczająca!) słoniny kosztował groszy 20, baran cały zasię na stół królewski kupowany, płacony był po 11. Dodajmyż, że jako nam tego wiedzieć z rachunków królewskich, to bliższe prawdy będzie, że te ceny raczej górne, niźli średnie, boć przecie zwyczajną praktyką było, że się dostawca drożył, by mieć z czego szafarzowi, stolnikowi czy tam ochmistrzowi grosz jaki w kaletę wsunąć...
Inszeć jeszcze, aleć ostatnie już bodaj podobieństwo kuźnicy do młyna na chleb pracującego, że w prahutach naszych były i "bochny". Jeno, że te kuźnicze to wytopione w dymarce własnej, luboż z pobliskiej sprowadzone bryły ciastowego, dość miękkiego surowca, czasem i kwintal ważące, które tu rozgrzewano de novo i pod młotami już naprawdę szacunek budzącemi, z żużla i inszych nieczystości obtłukiwano... To, co się z tego obtłukiwania narodziło, zwano "łupkiem", aliści i to nie był produkt końcowy, bo "łupków" znowuż wygrzewano i znów zbijano młotami, jeno już w porcyjach mniejszych... na sztaby i bryły, z których już i każdy wiejski kowal miał pociechy na potrzeby swoje...
Spominany tu już Mieczysław Radwan w swoich pracach wydajność kuźnicy takowej rachował na jakie 16 do 20 ton żelaza rocznie, co jeśli przyjąć, że w czasie opisywanem (XVI wiek) mielim tych kuźnic arcygęsto, daje pojęcie niejakie o tem, wieleż też żeśmy tego żelaza czynili... Z kilku województw najpryncypalniejszych w tejże materyi kilka wymienię: na przedzie niechybnie sandomierskie ze swemi 73 kuźnicami*, zasię długo, długo nic i małopolskie z kuźnicami 28, ledwie co przed sieradzkiemi 27 przodujące... Zasię mazowieckie piaszczyste z kuźnicami szesnastoma, choć tu bym najwięcej Kurpiów w tem widział zasługi, boć słynęli oni czasem tamtem ze stali znakomitej! Wołyńskie i ruskie już jeno po dziesięć i jedenaście mające, dowodnie tem i tamecznej gęstości zaludnienia dowodzą, niespokojności tych miejsc aleć i turbacyj z rudami, najwięcej zaś z fachowców znalezieniem... I jeszcze z tego spisu województwa dwa, w ogonie się wlekące, z kuźnicami dziewięcioma, to poznańskie i kaliskie... Zaliżby, spyta kto, we Wielgiej Polszcze kuźników nie kochali? Rzek tam nie masz, by koła stawiać? Żelaza im nie trzeba?
Ano pewnie, że trzeba, jako i wszytkim, a rzek daj Boże tyle i krainom inszym... W czem rzecz zatem? Ano w tem, że tam nam raz bodaj pierwszy przyszło doświadczyć zjawiska, dziś znanego choćby i z Niemiec, gdzie kopalń węglowych zamykają za nibyż o naturę troską, a prawdziwie temuż, że złoża wyrabowane by dalej drążyć, trzaby technologij więcej kosztownych, jak ten węgiel warta... Rud już po prostu darniowych, przypowierzchniowych w Wielgiej Polszcze tamtem czasem nie stało, ot co! Pośredni to dowód, że za Piastów tęgo te lasy dymić musiały, a i to nie jeno w mielerzach, aleć i z kuźnic, któremi się potomkowie Mieszkowi zbroić musieli! Przypomnę raz jeszcze tego Awdańca, co cesarzowi złoty pirzcień do skrzyni wrucił ze słowami, że "My Polacy, kochamy się w żelazie!" Przypomnę tych trzystu zbrojnych, co to ich Ottonowi lekką ręką dał w Gnieźnie Bolesław!
Póki co jednak samych tych kuźnic zrachowanych, najwięcej w Koronie, mamyż blisko dwie setki. Żeśmy przecie ledwie górki z tego brali, to te dwie seciny przyjmijmy jeno za część jaką, bo że w inszych powiatach nawet i po jednej, dwóch by nie było, to i nie do pomyślenia przecie! Wedle Radwana jednak, co bodaj każdej z tych fabryczek w Koronie i w Litwie wyszperał, było tego razem blisko czterysta! Biorąc zaś owego Imci Radwanowego obrachunku za podstawę, wyjdzie nam że Rzeczpospolita szesnastego wieku produkowała jakie najmniej sześć tysięcy ton żelaza rocznie! Bocheński** po prawdzie więcej optymistycznie na osiem rachuje, aleć ja tu ostrożniejszym być wolę, boć przecie wiele z tych kuźnic ledwo jedno pokolenie fachowca przetrwało, przy tem wydajność onych z pewnością rozmaita, a i jakość przy braku norm jakichbądź też przecie nierówna, co niekoniecznie partactwo jakie znaczyć zaraz musi... Ot, starczy, że ruda miejscowa fosforu miała ponad miarę, a wychodziło żelazo miękkie, na którem nie nadto wielgą sztuką było się popisywać osiłkom przeróżnym, że podkowy gięli... Ale była i stal znakomita, jako choćby spominana kurpiowska, której sława i do Krakowa dotarła; sam Roździeński spomina o stali nad stalami z Niwki...
Dodajmyż, że te sześć tysięcy ton niemal w całości na własne nasze potrzeby obracane było! Mało co bowiem wiemy o tem, by to gdzie na jaki eksport szło. Tych, co mi by statystyk wywozu z Gdańska podsuwać chcieli, uprzedzić pragnę, że hamerni gdańskich produkcja w tem nierachowana, a dla osobliwości politycznej więcej i dynastycznej natury zjawiska, godna może i noty osobnej, której wyszykuję wrychle... Zatem jeśli tegoż przez zaludnienie ówcześne przedzielić wyjdzie nam na statystycznego mieszkańca Rzplitej po jakie niespełna dwa kilogramy żelaza per capita... Wcale niemało, jak na kraik ponoć rolniczy...
Z tych wojewódzkich regestrów jawnie nam wychodzi, że musiały nam te kuźnice całemi zagłębiami wpodle siebie siedzieć w miejscach k'temu najprzyjaźniejszych. Ano i takoż to właśnie było... To miejsce sędomirskiej ziemi najpierwsze to najwięcej cysterskiego Wąchocka zasługa gdzie kuźnic stało 14, zatem gros tego co cały sandomierski miał powiat (22, z 57 kołami napędowymi). Drugie takie skupisko wielkie to radomskie, w którym kuźnic dwadzieścia. Czternaście największych z nich opodatkowywano od 39 kół, na co uwagę zwracam, bo tak naprawdę to kół liczba o wielkości zakładu stanowiła. I choć w radomskiem kuźnic więcej, to podług mnie ten obrachunek krzywdzi ziemię, gdzie kuźnic było "ledwie" 25, za to kół zrachowano 74! Jeśli na to wejrzeć od tejże strony to temuż właśnie powiatowi palma pierwszeństwa być przyznaną winna! Jakiż to powiat, spytacie... Ano, lelowski... A gdzież to, na Boga Ojca, spytacie znów... Ano, odrzeknę, że Lelów, dziś wioszczyna nad Białką uboga, natenczas miał praw miejskich wielce zasłużenie, boć i mieścinka miejsce miała pryncypalne na szlaku arcyważkim z Małopolski na Śląsko wiodącym... Jako Kaźmirz Wielki fortalicyj swych czynił, Lelowa właśnie obrał za miejsce na zamek traktu tego strzegący... Był zatem Lelów gródkiem zacnem i godnym, i nie od macochy w Reczypospolitej dawniejszej... Nie lelowian wina, że syderytowe rudy więcej leżą przy mieście dziś znacznym, a ówcześnie wioszczynie bez znaczenia, co się Częstochowa zwała, a od której długo jeszcze nawet Krzepice znaczniejsze były:) Ale skoro za rudami przeszły początkiem kuźnice, zasię trakty, w czasach nam bliższych i koleje na koniec, tak i się owe Fortuny odmieniły drogi, ostawiwszy lelowianom względny spokój, zalew na Białce niezatruty i spomnienie dawnej chwały...***
______________________
* obrachunek z dawniejszych regestrów podatkowych, zatem więcej możebne, że jakiej gdzie kto kuźnicy "nie dojrzał" luboż taksator za nieczynną "uznał", niźli że ich mniej było...
** Aleksander Bocheński"Przemysł polski w dawnych wiekach"
*** Nam Lelów może i zapyziałą wioszczyną, przecie we świecie o niem głośno, a sława szeroko sięga nawet i Nowego Światu... Zewsząd bowiem zjeżdżają rok w rok pielgrzymki chasydów na grób cadyka Bidermana...
14 maja, 2013
O wyrazach dawnych znaczeń pozbawionych część dziewiąta...
Znów (I, II, III, IV, V , VI, VII , VIII ) nam pora ku słówkom, co
dawniej co inszego znaczyły, dziś zaś jeśli jeszcze istnieją,
cależ co inszego pod niemi rozumieć przychodzi, czasem może i
żałując przy tem dawniejszego swego staropolskiego sensu .
swada - cóż dziś znaczy, że kto się ze swadą wysławia wiadomo... Przecie zbłądziłby ten, kto by tego w XVI stuleciu słówka miał za docenienie krasomówstwa, bo wtenczas słówko owo dwojga zażywało znaczeń i w obu nic nie znaczyło dobrego. W pierwszem znaczyło wzgardę, pogardę i w tem znaczeniu najdziem go we "Psałterzu Floryańskiem" :"Wyliła się jest swada na książęta"; we wtórem znaczyło zatarg jaki, spór, kłótnię, jako jest w "Biblijej królowej Zofii" :"Przeto stała się swada między pastyrzmi".
strych - dawniejszym czasem znaczył styl, sposób czy tryb. Powiada nam "Słownik" Jana Mączyńskiego (Królewiec 1564) o Eurypidesie, że ów "więcej oratorskim strychem pisze niż Sofokles". U Łukasza Górnickiego jest o kim spomnienie, iże "Tymżeć też więc strychem drugi idzie na swego towarzysza"
stoczyć - dziś wiadome, przy tem jeśli z zaimkiem "się", przeważnie nic dobrego...:( Owoż dawniej jeśli kto się stoczył, znaczyło, że się z kim inszym zespolił, złączył. Przytacza Linde zdania "Ten go też obaczywszy w gromadę się stoczył" czemu przytwierdza i Cyprian Bazylik :"Stoczyły się tedy wojska".
statek - dziś tak na szkutę wołamy większą, dawniej znaczyło to majętność jaką, dobytek, mienie: "Służyć na wojnę każdy będzie powinien podług statku[...]swego" czytamy w Kodeksie Dzikowskim, a Marcin Bielski spomina kogo, że "Na jego posługach będąc, swój statek utracił". Znaczenie wtóre przymiotem było charakteru w jak najwięcej pozytywnym sensie, z którego nam ostał przymiotnik "stateczny". Tyle, że okrom powagi i niejakiej dojrzałości, mogłoż to i niewzruszoność znaczyć. I w tem sensie mówił Skarga o kim "Mężnie mu się stawił i w swym statku trwał" Znaczył też statek naczynie i tak jeszcze go kto może z Lectorów pamiętać od kogo z dzieciństwa starszego, co go nawoływał, by statki obmywać, aliści był też i statek narzędziem, jako u xiędza Wujka: "Święty Jan, jako głos boży i wybrany statek ducha świętego"
Stańczyk - którego pomnimy za wielgiej sławy roztropnego błazna króla jegomości Zygmunta Starego, zasię półtorasta lat temuż tako się i stronnictwo konserwatystów krakowskich nazwało w pamiątkę błazna tegoż mądrości. Ale by to kto miał przed niem za nazwisko, ten by zbłądził, bo to jeno forma była imienia Stanisław.
ruch - w dawniejszej polszczyźnie znaczył jakie żyjątko drobniuśkie, robaka jakiego. U Knapskiego występuje "ruch ziemny"
rum - złom skalny, druzgot, od którego rumowisko się wiedzie, żem już tu tłomaczył w jednej z części "Opowieści o dawnej soli". Alem naonczas dwóch inszych nie spomniał znaczeń, a to jako hałasu, zgiełku, od którego jeszczeć nam i dziś rumor przetrwał:
Mamyż u Samuela Twardowskiego zdania: "Runął modrzew wielki, na rum którego zadrżały tryjony[gwiazdy-Wachm.]"
rząpie - które dziś u górników najniższą część szybu, ustawicznie wodą zalaną znaczy, luboż u kogo, komu piwnicy wody nawiedzają, kopie go w kątku, by reszty mieć suchej, samo już i archaizmem się jawi... Przecie udziwiłby się wielce ów górnik dzisiejszy luboż ów kopacz piwniczny formie dawniejszej, w której owo rząpie to... przyrodzenie męskie...:)), przed którym przestrzega pannę Wacław Potocki:"Strzeż się, panno, ma on długie rząpie"...:)
waleta - której dziś już nie masz cale, a pobliski walet cależ co inszego znaczy. Waleta dawniejsza znaczyła pożegnanie luboż rozstanie. Smucił się ongi Wespazjan Kochowski na "żałośną waletę z odjeżdżającym Janem Kazimierzem."
warunek - znaczeń kilkoro najkrócej streścić będzie w jednem słowie jako jakiej ochrony, osłony. Takoż jako chce Kochowski: "Dał warunek nogom od usterku (potknięcia, okulawienia-Wachm.)", luboż i w szerszem zamyśle, jako u Kromera bataliję opisującego: "Litwa zostawiwszy w lesiech z małym warunkiem obnoży swe, na naszych wypadają."
ważność - znów tu i powagę mieć będziem i znaczenie, jako u Reja "Był w wielkiej ważności i łasce u niego", aleć i najpospolitsza w tem będzie wartość stricte handlowa: "Ani mu tento Walenty oślepił wałacha ważności sześci kop groszy" (xięgi sądowe ziemie warszawskiej z XV i XVI wieku)
swada - cóż dziś znaczy, że kto się ze swadą wysławia wiadomo... Przecie zbłądziłby ten, kto by tego w XVI stuleciu słówka miał za docenienie krasomówstwa, bo wtenczas słówko owo dwojga zażywało znaczeń i w obu nic nie znaczyło dobrego. W pierwszem znaczyło wzgardę, pogardę i w tem znaczeniu najdziem go we "Psałterzu Floryańskiem" :"Wyliła się jest swada na książęta"; we wtórem znaczyło zatarg jaki, spór, kłótnię, jako jest w "Biblijej królowej Zofii" :"Przeto stała się swada między pastyrzmi".
strych - dawniejszym czasem znaczył styl, sposób czy tryb. Powiada nam "Słownik" Jana Mączyńskiego (Królewiec 1564) o Eurypidesie, że ów "więcej oratorskim strychem pisze niż Sofokles". U Łukasza Górnickiego jest o kim spomnienie, iże "Tymżeć też więc strychem drugi idzie na swego towarzysza"
stoczyć - dziś wiadome, przy tem jeśli z zaimkiem "się", przeważnie nic dobrego...:( Owoż dawniej jeśli kto się stoczył, znaczyło, że się z kim inszym zespolił, złączył. Przytacza Linde zdania "Ten go też obaczywszy w gromadę się stoczył" czemu przytwierdza i Cyprian Bazylik :"Stoczyły się tedy wojska".
statek - dziś tak na szkutę wołamy większą, dawniej znaczyło to majętność jaką, dobytek, mienie: "Służyć na wojnę każdy będzie powinien podług statku[...]swego" czytamy w Kodeksie Dzikowskim, a Marcin Bielski spomina kogo, że "Na jego posługach będąc, swój statek utracił". Znaczenie wtóre przymiotem było charakteru w jak najwięcej pozytywnym sensie, z którego nam ostał przymiotnik "stateczny". Tyle, że okrom powagi i niejakiej dojrzałości, mogłoż to i niewzruszoność znaczyć. I w tem sensie mówił Skarga o kim "Mężnie mu się stawił i w swym statku trwał" Znaczył też statek naczynie i tak jeszcze go kto może z Lectorów pamiętać od kogo z dzieciństwa starszego, co go nawoływał, by statki obmywać, aliści był też i statek narzędziem, jako u xiędza Wujka: "Święty Jan, jako głos boży i wybrany statek ducha świętego"
Stańczyk - którego pomnimy za wielgiej sławy roztropnego błazna króla jegomości Zygmunta Starego, zasię półtorasta lat temuż tako się i stronnictwo konserwatystów krakowskich nazwało w pamiątkę błazna tegoż mądrości. Ale by to kto miał przed niem za nazwisko, ten by zbłądził, bo to jeno forma była imienia Stanisław.
ruch - w dawniejszej polszczyźnie znaczył jakie żyjątko drobniuśkie, robaka jakiego. U Knapskiego występuje "ruch ziemny"
rum - złom skalny, druzgot, od którego rumowisko się wiedzie, żem już tu tłomaczył w jednej z części "Opowieści o dawnej soli". Alem naonczas dwóch inszych nie spomniał znaczeń, a to jako hałasu, zgiełku, od którego jeszczeć nam i dziś rumor przetrwał:
Mamyż u Samuela Twardowskiego zdania: "Runął modrzew wielki, na rum którego zadrżały tryjony[gwiazdy-Wachm.]"
rząpie - które dziś u górników najniższą część szybu, ustawicznie wodą zalaną znaczy, luboż u kogo, komu piwnicy wody nawiedzają, kopie go w kątku, by reszty mieć suchej, samo już i archaizmem się jawi... Przecie udziwiłby się wielce ów górnik dzisiejszy luboż ów kopacz piwniczny formie dawniejszej, w której owo rząpie to... przyrodzenie męskie...:)), przed którym przestrzega pannę Wacław Potocki:"Strzeż się, panno, ma on długie rząpie"...:)
waga - poważanie znaczyło, szacunek jaki u ludzi, znaczenie
niepoślednie takoż person jako i rzeczy. Rzecze Rej: "A wżdy
to w lekkiej wadze u ciebie", zasię Erazm Gliczner już w XVI
wieku z troską stwierdza"Dziś w lekkiej wadze a targu są
nauczyciele".
waleta - której dziś już nie masz cale, a pobliski walet cależ co inszego znaczy. Waleta dawniejsza znaczyła pożegnanie luboż rozstanie. Smucił się ongi Wespazjan Kochowski na "żałośną waletę z odjeżdżającym Janem Kazimierzem."
warunek - znaczeń kilkoro najkrócej streścić będzie w jednem słowie jako jakiej ochrony, osłony. Takoż jako chce Kochowski: "Dał warunek nogom od usterku (potknięcia, okulawienia-Wachm.)", luboż i w szerszem zamyśle, jako u Kromera bataliję opisującego: "Litwa zostawiwszy w lesiech z małym warunkiem obnoży swe, na naszych wypadają."
ważność - znów tu i powagę mieć będziem i znaczenie, jako u Reja "Był w wielkiej ważności i łasce u niego", aleć i najpospolitsza w tem będzie wartość stricte handlowa: "Ani mu tento Walenty oślepił wałacha ważności sześci kop groszy" (xięgi sądowe ziemie warszawskiej z XV i XVI wieku)
13 maja, 2013
O wyrazach dawnych znaczeń pozbawionych część ósma...
Dawniejsze cyklu tego cząstki tutaj (I, II, III, IV, V , VI, VII ) Lectorowie najdą Mili, zasię dzisiejsze, że nam mimochodem pod pióro
weszły, jako to u Wachmistrza zwyczajnie, czyli bez ładu i składu,
nijakiego nie mają porządku, a daję, bo liter niektórych żeśmy
już przeszli, na insze zaś nadto długo by może czekać wypadło...
aktor - okrom tego, że jakiego wesołka luboż deklamatora znaczył, byłże to też człek, co przed sądem rolę dzisiejszego prokuratora pełnił, choć zazwyczaj z prywatnego działając oskarżenia. Słowem, ten co oskarżał luboż sprawę przed sąd wnosił.
bark - tak i dawniej orczyk zwano ordynaryjny... Byłoż i proverbium takowe: "Nierówny frymark konia dać za bark", co przez genijusz Brzechwowy i dziś w tej mierze rządzące "Zamienił stryjek siekierkę na kijek" ostatecznie zabite zostało...
czuły - co dziś się osobliwie niewiastom jeno z jaką tkliwością kojarzy znaczyło jedynie, że kto czujnym jest. Szymonowic nawoływał, że "trzeba nam czułej straży"... Insze i znaczenie pilność w dziele znaczyło swojem i w temże sensie pisał Wespazjan Kochowski o kim, że "w czynieniu sprawiedliwości czuły". Najwięcej zaś rzecz prozaiczną, to owej czujności effecta czyli noce jakie nieprzespane, za któremi pocieszał się nam Mistrz Jan Kochanowski "Nie będą moje czułe noce bez zapłaty"
kielisznik - dziś może by kto i pod tem jakiego zastawy szukał creatora, choć przyznam, że nie znać mi, by dziś tak kto kogo wołał. Wiekiem zaś szesnastem i krzynę siedemnastem wołano tak ewangelików, czy szerzej protestantów wszelkich, co kommuniją pod dwiema przyjmowali postaciami.
kłaść - zdałoby się rzecz jak najwięcej dziś oczywista, że czasownik i jaką czynność znaczący... Tem zaś czasem, gdy Wacław Potocki pytał "Toście uradzili, kładę, co dobrego?" to nadzieję wyrażał swoją, czyli też domniemanie raczej... Aleć nie tylko jako sądzić, czy przypuszczać tłomaczyć to idzie... Jako Skarga mówi, że "śmieli to nań kłaść, o czem nigdy nie myślał", to rzecz o pomówienie jakie idzie. Gdy Łukasz Górnicki się oburza "widzę, że mię podło kładziesz" mowa o lekceważeniu... Toż samo u Bielskiego: "Polaki lekce zawżdy kładł przed nim"...
Mnogości znaczeń dopełnia czynność stricte rachunkowa, gdy ów czasownik z liczbą związać. Gdy Skarga rzecze "Król chciał kłaść liczbę z sługami swemi" prosto idzie mu o to, że król jegomość chciał jakich rozliczyć, przymusić do zdania rachunku... O toż samo szło Potockiemu, gdy wyrzekał, że "nikt nie myśli, że musi liczbę kłaść"
Na koniec zaś przy tem o uniżonem płaszczeniu się mowa, gdy temu most dodać i w temże sensie Górnicki się zastanawia" Dla jakiej skrytej przyczyny mostem się kładzie?" Linde zaś wspomina i rymowane proverbium: "Mostem się kładzie, kto z kim na zdradzie"...
wynalazek - dawniej tu się nie jenijuszu jakiego inwentorskiego skrywały effecta, jeno sądowe dekreta, wyroki i orzeczenia. Skarga o Salomonie mówiący, że "Swary, niezgody i prawne niesnaski sprawiedliwemi wynalazkami kończył" toż właśnie ma znaczenie na myśli. W inszem krzynę rozumieniu, gdzie o kondycyje, warunki uzgodnione idzie, pisał nam Kromer o Janie Oświęcimskim Xiążęciu, iże "za słusznemi wynalazkami się poddał"
wypełniacz - czyli po dawnemu nie przydatek jaki do jadła zbyteczny, a szkodny, jeno wykonawca! "Wszystkich mistrzów i wypełniaczów zakonu" spomina Rej, Łukasz Górnicki zaś z melankoliją spomina: "miałem ja już być wypełniaczem tych rzeczy"
wypłata - dziś słowo radosne każdemu, co jek bierze, takoż też i drzewiej, aliści nie płata to była za labor jaki ućciwy, jeno bliższe naszemu wykupowi i jako Ezaw swe pierworództwo Jakubowi przedawał, to ów po dawnemu rozumiejąc, miską soczewicy dał za wypłatę... W temże i rozumieniu jest w Biblijej Królowej Zofii :"ale także za pirworodzone człowiecze wypłatę weźmiesz"...
aktor - okrom tego, że jakiego wesołka luboż deklamatora znaczył, byłże to też człek, co przed sądem rolę dzisiejszego prokuratora pełnił, choć zazwyczaj z prywatnego działając oskarżenia. Słowem, ten co oskarżał luboż sprawę przed sąd wnosił.
bark - tak i dawniej orczyk zwano ordynaryjny... Byłoż i proverbium takowe: "Nierówny frymark konia dać za bark", co przez genijusz Brzechwowy i dziś w tej mierze rządzące "Zamienił stryjek siekierkę na kijek" ostatecznie zabite zostało...
czuły - co dziś się osobliwie niewiastom jeno z jaką tkliwością kojarzy znaczyło jedynie, że kto czujnym jest. Szymonowic nawoływał, że "trzeba nam czułej straży"... Insze i znaczenie pilność w dziele znaczyło swojem i w temże sensie pisał Wespazjan Kochowski o kim, że "w czynieniu sprawiedliwości czuły". Najwięcej zaś rzecz prozaiczną, to owej czujności effecta czyli noce jakie nieprzespane, za któremi pocieszał się nam Mistrz Jan Kochanowski "Nie będą moje czułe noce bez zapłaty"
kielisznik - dziś może by kto i pod tem jakiego zastawy szukał creatora, choć przyznam, że nie znać mi, by dziś tak kto kogo wołał. Wiekiem zaś szesnastem i krzynę siedemnastem wołano tak ewangelików, czy szerzej protestantów wszelkich, co kommuniją pod dwiema przyjmowali postaciami.
kłaść - zdałoby się rzecz jak najwięcej dziś oczywista, że czasownik i jaką czynność znaczący... Tem zaś czasem, gdy Wacław Potocki pytał "Toście uradzili, kładę, co dobrego?" to nadzieję wyrażał swoją, czyli też domniemanie raczej... Aleć nie tylko jako sądzić, czy przypuszczać tłomaczyć to idzie... Jako Skarga mówi, że "śmieli to nań kłaść, o czem nigdy nie myślał", to rzecz o pomówienie jakie idzie. Gdy Łukasz Górnicki się oburza "widzę, że mię podło kładziesz" mowa o lekceważeniu... Toż samo u Bielskiego: "Polaki lekce zawżdy kładł przed nim"...
Mnogości znaczeń dopełnia czynność stricte rachunkowa, gdy ów czasownik z liczbą związać. Gdy Skarga rzecze "Król chciał kłaść liczbę z sługami swemi" prosto idzie mu o to, że król jegomość chciał jakich rozliczyć, przymusić do zdania rachunku... O toż samo szło Potockiemu, gdy wyrzekał, że "nikt nie myśli, że musi liczbę kłaść"
Na koniec zaś przy tem o uniżonem płaszczeniu się mowa, gdy temu most dodać i w temże sensie Górnicki się zastanawia" Dla jakiej skrytej przyczyny mostem się kładzie?" Linde zaś wspomina i rymowane proverbium: "Mostem się kładzie, kto z kim na zdradzie"...
wynalazek - dawniej tu się nie jenijuszu jakiego inwentorskiego skrywały effecta, jeno sądowe dekreta, wyroki i orzeczenia. Skarga o Salomonie mówiący, że "Swary, niezgody i prawne niesnaski sprawiedliwemi wynalazkami kończył" toż właśnie ma znaczenie na myśli. W inszem krzynę rozumieniu, gdzie o kondycyje, warunki uzgodnione idzie, pisał nam Kromer o Janie Oświęcimskim Xiążęciu, iże "za słusznemi wynalazkami się poddał"
wypełniacz - czyli po dawnemu nie przydatek jaki do jadła zbyteczny, a szkodny, jeno wykonawca! "Wszystkich mistrzów i wypełniaczów zakonu" spomina Rej, Łukasz Górnicki zaś z melankoliją spomina: "miałem ja już być wypełniaczem tych rzeczy"
wypłata - dziś słowo radosne każdemu, co jek bierze, takoż też i drzewiej, aliści nie płata to była za labor jaki ućciwy, jeno bliższe naszemu wykupowi i jako Ezaw swe pierworództwo Jakubowi przedawał, to ów po dawnemu rozumiejąc, miską soczewicy dał za wypłatę... W temże i rozumieniu jest w Biblijej Królowej Zofii :"ale także za pirworodzone człowiecze wypłatę weźmiesz"...
Subskrybuj:
Posty (Atom)

